Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Marcel Sabat jest jednym z dobrze zapowiadających się aktorów młodego pokolenia. Nie boi się trudnych wyzwań scenicznych, a w teatrze i filmie potrafi dać z siebie wszystko. Na dużym ekranie poznaliśmy go jako Zośkę w „Kamieniach na szaniec” Roberta Glińskiego. Absolwent szkoły filmowej w Łodzi. Wszystko jednak zaczęło się tu, w Kielcach.


Michał Sierlecki: Rozpoczynałeś swoją przygodę z aktorstwem od amatorskiego kieleckiego teatru „Pegaz”. Jakie wspomnienia wiążą się z tamtym okresem?
Marcel Sabat: Teatr prowadził Andrzej Skorupski. Wspominam ten czas z dużym sentymentem. Miałem wówczas szesnaście lat, byłem w drugiej klasie liceum i wtedy podjąłem decyzję o związaniu swojej przyszłości z aktorstwem.
M: Zdecydowałeś się zdawać do szkoły filmowej w Łodzi i już podczas egzaminów okazało się, że ten zawód wymaga poświęceń i wiąże się z licznymi wyzwaniami…
MS: Tak. Miałem różne perypetie związane z egzaminami wstępnymi. Za pierwszym razem nie udało mi się dostać. Przeszedłem wszystkie etapy i odpadałem na tym ostatnim. Za drugim też znalazłem się pod kreską – zabrakło paru miejsc, ale szczęśliwie z tej pozycji udało mi się dostać na studia.
M: W 2013 roku na 31. Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi otrzymałeś nagrodę „Opus Film” za rolę Marka w spektaklu „Shopping and fucking”. To był na pewno trudny okres, gdyż w tym czasie grałeś jeszcze jedną rolę w innym dyplomowym spektaklu….
MS: W tamtym czasie brałem udział w sztuce „Złesny” w reżyserii Agaty Dudy-Gracz. Doświadczenie nauki w szkole filmowej jest dla mnie wciąż żywe. Cały ten okres wspominam bardzo miło. Mam stamtąd dużo wspomnień, anegdot, o których często myślę i cały czas opowiadam. Koledzy i koleżanki z roku… to był dla mnie ważny okres w życiu.
M: I chyba bardzo inspirujący czas. Świat artystów różni się od tego, który codziennie oglądamy. A i miasto Łódź może swoim charakterem i architekturą dodawać mu specyficznego, magicznego klimatu…
MS: To prawda. Łódź jest miastem bardzo dużych kontrastów, gdzie na ulicach można obserwować skrajne emocje. Na początku nie mogłem się przekonać do tego miejsca. Ale po pierwszym roku studiów wszystko minęło. Choć tak naprawdę te cztery lata w przeważającej części spędziłem na uczelni. A ponieważ wytworzyła się tam specyficzna enklawa filmowców i ludzi z całego świata, mogłem nie wychodzić ze szkoły praktycznie przez siedem dni w tygodniu.
M: Występowałeś także w warszawskim Teatrze Kamienica Emiliana Kamińskiego i Justyny Sieńczyłło. „My, dzieci z dworca Zoo” był pierwszym spektaklem, w którym zagrałeś.
MS: Dowiedziałem się, że Emilian Kamiński poszukuje aktora do tego spektaklu. Skontaktował się ze mną. A ja miałem już doświadczenie w roli narkomana po „Shopping and fucking”. Po próbach i rozmowie dyrektor postanowił mnie zaangażować do tego spektaklu. Grałem tam gościnnie i przyznam, że bardzo dobrze mi się współpracuje z zespołem aktorów z Kamienicy. Lubię tam przychodzić do pracy.
M: Kolejny spektakl z Twoim udziałem to „Miłość i polityka” w reżyserii Grzegorza Chrapkiewicza. Jak gra się u boku doświadczonych aktorów, takich jak: Grażyna Wolszczak, Magdalena Wójcik, Paweł Burczyk czy Emilian Kamiński?
MS: Na początku był lekki stres, ale już po pierwszej próbie zupełnie minął. Cała ekipa wyciągnęła do mnie rękę i byliśmy już po prostu kolegami z pracy. Tak do tego tematu podchodzimy i to mi też bardzo pomogło. Czasem pracuję na przykład na planie serialu, gdzie spotykam starszych aktorów i nie odczuwam różnicy wieku, prób udowadniania mi, że ktoś jest lepszy czy gorszy. Do tematu gry aktorskiej podchodzi się normalnie, gdyż każdemu zależy, by dany film czy spektakl wypadł jak najlepiej. Nie ma czasu na okazywanie sobie jakiejkolwiek niechęci.
M: Wspominasz seriale. Istnieje mylne, jak sądzę, przekonanie, że gra na planie serialu to aktorstwo niższego rzędu. Tymczasem te wracają do łask. Przywołać można choćby amerykańskie produkcje ostatnich lat i ich popularność wśród widzów. Zaistniałeś w polskim serialu „M jak Miłość” jako Darek – chłopak Natalii.
MS: Są dwie kategorie seriali, które trzeba wyraźnie rozróżnić. Gorsze i lepsze. Amerykańskich seriali z polskimi nie ma nawet sensu porównywać. Tam na jeden odcinek przeznaczane są czasami pieniądze, za które u nas robi się cały duży film. I to jest zauważalne w realizacji takiego serialu. Jeśli dołączymy dobrą grę aktorów, mamy prawdziwe dzieło. Miałem ostatnio okazję zagrać w serialu, w który mocno wierzę, bo jest świetnie napisany. To „Komisja morderstw”. Mnóstwo w nim retrospekcji, efektów komputerowych. Poza tym na planie filmowym nie miałem poczucia, że gram w serialu! Wydaje mi się, że zostałem zaangażowany do dwunastoodcinkowego filmu (śmiech). I to jest fantastyczne.
M: Film „Kamienie na szaniec” Roberta Glińskiego i przejmująca rola Zośki stały się przełomem w Twoim zawodowym życiu. Czy popularność przyszła nagle?
MS: Odczułem ją zaraz po premierze w kinach. Szczególnie u młodych odbiorców. Było to dla mnie duże przeżycie. Analizowałem, czy wszystko dobrze wyszło. Nie ukrywam, że nadal to robię, natomiast wtedy chyba nawet przesadzałem, bo praca była bardzo intensywna.
M: O jakim wyzwaniu aktorskim marzysz?
MS: Chciałbym w przyszłości zrealizować swój film. A żeby to zrobić, potrzebuję wiele czasu i pieniędzy. To może się stać nawet za dziesięć lat, ale już teraz chcę się do tego zacząć przygotowywać. Myślałem o postaci związanej ze stadionami, czyli o chuliganie, który odreagowuje swoje emocje w życiu. Interesują mnie relacje międzyludzkie i to, jak zachowują się ludzie względem siebie. Myślę o tym, by w przyszłości zostać reżyserem. Ale najpierw potrzebny jest dobry scenariusz na film.
M: A ulubieni aktorzy, którzy Cię inspirują?
MS: To są na planie niepokorni chłopcy. Mam ich paru: Gary Oldman, który świetnie zagrał w „Leonie Zawodowcu”, Heath Ledger rewelacyjny w roli Jokera, doskonały Christian Bale w „Fighterze”.
M: Wiem, że grasz także w najnowszym filmie Filipa Bajona.
MS: Tak. Jest to rola drugoplanowa, ale bardzo ciekawa. To film o zakazanej miłości i wielu innych ciekawych wątkach.
M: Zatem życzę powodzenia i dziękuję za rozmowę.
MS: Bardzo dziękuję.

Rozmawiał: Michał Sierlecki, Fotografia: Dawid Błaszczyk

sabat_madein

 

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close