Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


– Gdzie jesteś?
– W Egipcie.
– O matko, współczuję – kolega wrzuca w komunikatorze emotikon ze zmartwioną buźką i dodaje: – przecież tam jeżdżą same Janusze i Grażyny.
– W takim razie mów mi Janusz – odpisuję poirytowany.

Obieżyświat się znalazł. Nie będzie mi nikt mówił, dokąd mam jechać. A zwłaszcza wtedy, kiedy chcę na własnej skórze sprawdzić, jak wygląda klasyczny pobyt all inclusive w najchętniej odwiedzanym przez rodaków kraju. Ostatni raz z takiej formy wypoczynku korzystałem prawie dwie dekady temu. Lecę także z przekory, odpowiadając na pogardę otaczającą ,,wszystkomający’’wojaż. Rozumiem, że masowa, czasem nawet zmasowana, turystyka może kłuć w oczy miłośników podróży w pociągu do Bombaju albo pędzącym na rowerze przez Wietnam. Wychodzę jednak z założenia, że podróże są jak jadłospis: jest w nim miejsce na każdą dobrze przyrządzoną potrawę. Hotel pod Hurghadą wydaje się być daniem dnia. Jest jak jajecznica: niewyszukana, lecz chętnie spożywana.

Lecę wreszcie ze zmęczenia. Podróżuję zawodowo przez cały rok. Tym razem chcę się wyspać, czytać w słońcu książki, kąpać się w basenie i moczyć nogi w morzu. Nastawiam się na wypoczynek. I dokładnie to otrzymuję. W apartamencie wygodne łóżko z widokiem na zatokę. Jedzenie codziennie takie same, ale niema problemu z wyborem menu. Nie ma także pijanych. W ogóle Polaków i Rosjan tu nie za dużo, głównie Egipcjanie, Koreańczycy, trochę Niemców i Arabowie z Algierii. Wszyscy mili i uśmiechnięci. Animacje przebiegają dokładnie według schematu z lat 90. Taniec brzucha, konkursy na Miss Hotelu (wygrała Francuzka) i zapowiedzi prowadzącej dłuższe niż sam występ. Egipscy sprzedawcy także mają stare schematy: dalej wierzą, że zyski można zwiększyć poprzez nagabywanie klientów, wciskając im na siłę towar à la „special price for you, my friend”. Nie robi to na mnie wrażenia. Niezmiennie jednak zachwycają mnie zdolności lingwistyczne barmanów. Słynne „Cieść, jak się maś, dobzie dobzie” i swobodną konwersację w dowolnym języku można stawiać za wzór na warsztatach, poświęconych samozaparciu i dyscyplinie. Tak jak umiejętności poznanego na Zanzibarze Deo, którego możecie posłuchać w odcinku ,,Porady na wakacje’’. Facet nauczył się polskiego z filmów na YouTubie. Zaczął od ,,Dnia Świra’’ i ,,Jak rozpętałem II wojnę światową’’. Dla mnie to dowód, że można uczyć się w każdym wieku, więc i ja staram się zamawiać po egipsku. Zwroty: sabah al hir, minfadlak i sukran towarzyszą mi w każdej konwersacji (jak u nas dzień dobry, proszę, dziękuję).

W ten sposób z pozoru banalny wyjazd staje się inspiracją. Tak jak jest nią dla kolegi z Olsztyna, który wybiera Kair od lat, badając ślady starożytnej kultury z pasją godną odkrywcy grobowca Tutanchamona, Howarda Cartera. Każda podróż uczy czegoś nowego. Ja się nauczyłem, że człowiek ma prawo nie tylko do odpoczynku, ale i do przekonania, że pracą można wiele osiągnąć. Dlatego emanując energią po powrocie i siedząc w samolocie do Apulii, rekomenduję językowe ,,all (you need is) inclusive” z nadzieją, że jeszcze wiele inspiracji przed nami. Hazzsa’eed. •

Jakub Porada

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close