Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Szalenie utalentowana, inteligentna, aktywnie uczestnicząca w życiu artystycznym, wystawiająca z powodzeniem swoje prace. W jesieni życia – samotna, borykająca się z biedą, oddzielająca się od ludzi murem milczenia i choroby. Żyjąca w domu, który niegdyś słynął z eleganckiego i świadczącego o zamożności gospodarzy wnętrza, później zaś straszył walającymi się wszędzie śmieciami. Kim była wybitna kielecka malarka – Jadwiga Trzcińska?

Na fotografii utrwalono sylwetkę kobiety, która delikatnie pochyla się nad sztalugą i intensywnie wpatruje w zamalowane już płótno. W podniesionej do góry dłoni trzyma pędzel, w drugiej paletę z farbami. Na czarno-białym zdjęciu widać jej klasyczny, piękny profil i twarz okoloną puklami czarnych włosów. Inne przedstawia ją podczas spaceru z psem. Postawna, wysoka, lekko uśmiechnięta, ale jakby nieobecna, wycofana. Taki wizerunek kieleckiej malarki – Jadwigi Trzcińskiej wyłania się z zachowanych fotografii i autoportretów. Kobiety zagadkowej, niejednoznacznej, której życie potoczyło się nad wyraz tragicznie.

W artystycznej rodzinie

Malowała, świetnie operowała techniką drzeworytu i akwaforty, uczestniczyła w życiu artystycznym Kielc, brała udział w żarliwych dyskusjach i wernisażach, sama również dużo wystawiała. Podróżowała po Europie, gdzie nie tylko pokazywała swoje prace, ale i szukała inspiracji. Współtworzyła Kielecką Szkołę Krajobrazu, której była wnikliwym krytykiem. Nagle zamilkła, przestała tworzyć, zamknęła się w czterech ścianach swojego domu, popadając z każdym dniem w coraz większe odrętwienie i samotność. Za jedyne towarzystwo miała coraz liczniejszą sforę psów, które ludzie podrzucali jej, by pozbyć się czworonożnego kłopotu. Z uznanej artystki stała się wytykanym palcem i wyśmiewanym dziwadłem. Co sprawiło, że wykształcona i świadoma swojego talentu artystka odwróciła się od świata i popadła w szaleństwo?

Rodzice artystki

Jadwiga Trzcińska pochodziła z rodziny, która mogła pochwalić się szlacheckimi korzeniami. Z dumą nosiła przydomek Prandota, niektórzy nawet podkpiwali, że w ten sposób podbudowuje swoje ego. Jej ojciec Józef Trzciński był zasłużonym, przedwojennym oficerem w randze podpułkownika, dowodził 12 Pułkiem Ułanów Podolskich. Ciężko ranny w głowę podczas wojny z bolszewikami w 1920 roku, kilka lat później doznał dotkliwego urazu kręgosłupa. Zrezygnował ze służby wojskowej i wraz z rodziną osiadł w Kielcach. Tu jeszcze przed wybuchem II wojny światowej wybudował niezwykle nowoczesną, jak na owe czasy, willę, której wyposażenie świadczyło o wysokiej pozycji rodziny. Matka Klementyna pracowała jako pielęgniarka w obecnej Szkole Podstawowej nr 2 przy ul. Kościuszki. Jadwiga urodziła się 8 kwietnia 1933 roku, ukończyła Liceum im. Błogosławionej Kingi, a po maturze podjęła studia na Uniwersytecie Jagiellońskim na kierunku historia sztuki. Po roku zmieniła jednak plany i przeniosła się na warszawską Akademię Sztuk Pięknych. – Jadwiga pochodziła z artystycznej, niezwykle zasłużonej rodziny, która stanowiła kwiat przedwojennej inteligencji. Dokonany przez nią wybór drogi życiowej był czymś zupełnie naturalnym – mówi Bożena Sabat z Muzeum Narodowego w Kielcach, znawczyni życia i twórczości malarki. Wujem Jadwigi i jej pierwszym nauczycielem rysunku był Zygmunt Kamiński – znakomity malarz, grafik i architekt, twórca obowiązującego wzoru godła Polski. Jej ciotka – Zofia Trzcińska-Kamińska zasłynęła nie tylko jako wybitna rzeźbiarka, ale kobieta, która jako Zygmunt Tarło w 1915 roku półtora miesiąca służyła w kawalerii II Brygady Legionów.

Jadwiga Trzcińska pochodziła z rodziny, która mogła pochwalić się szlacheckimi korzeniami. Z dumą nosiła przydomek Prandota, niektórzy nawet podkpiwali, że w ten sposób podbudowuje swoje ego.

Otoczona opieką wujostwa Jadwiga mogła studiować, rozwijać swój talent, doskonalić warsztat. Znakomicie czuła się w atmosferze warszawskiej bohemy, zaszywała na długie godziny w swojej pracowni na Pradze. Przyjaźniła się z Mironem Białoszewskim, była wiernym widzem jego prywatnego Teatru Osobnego, który mieścił się w mieszkaniu poety. Ale nie została w stolicy na stałe, po ośmiu latach wróciła do Kielc. Zadecydowały o tym zapewne względy finansowe – ojciec malarki, pokonany przez gruźlicę kości nie żył już od wielu lat, a wdowa po przedwojennym oficerze nie mogła liczyć na to, by ludowe państwo zabezpieczyło jej byt. – Jadwiga tęskniła za rodzinnym domem, w którym czuła się bezpieczna – dodaje Bożena Sabat. – Przede wszystkim jednak była bardzo mocno związana z matką, bez której trudno jej było funkcjonować.

Metamorfozy i koguty

Malarka wróciła do ukochanej willi przy ul. Mazurskiej i do znajomych uliczek. Szybko włączyła się w nurt życia miasta, tworząc kolejne prace i uczestnicząc w wydarzeniach artystycznych. Jaką była malarką? We wczesnych latach swojej twórczości tworzyła cykle drzeworytów inspirowanych dziejami Tristana i Izoldy oraz akwaforty, do których natchnień szukała w antycznych „Metamorfozach” Owidiusza. Znany jest również jej cykl obrazów „Ziemia” – świadectwo fascynacji malarki ziemią świętokrzyską. Przede wszystkim jednak charakterystyczne dla jej twórczości były motywy etniczne oraz motyw koguta, a także pejzaże cerkiewne, którymi zafascynowała się podczas podróży do Związku Radzieckiego. Miała sporą kolekcję ceramiki ludowej z Iłży. Ona również była dla niej inspiracją – Była bardzo sprawna warsztatowo, operowała doskonałą techniką, miała niezwykłą łatwość przenoszenia myśli i swoich odczuć na różne formy plastyczne. Niezwykle jest to, że potrafiła odnaleźć się w różnych technikach – począwszy od rysunku przez oleje, akwarele czy gwasze – mówi Daria Ptak z Muzeum Historii Kielc. Nie należy pomijać jej znaczącego dorobku krytycznego – pisała ze swadą, doskonale argumentując i wykazując się ogromną wiedzą oraz artystyczną intuicją. W dyskusjach bywała nieprzejednana, zażarcie broniła swojego zdania, bywało, że ludzie schodzili jej z drogi, bowiem nieskora była do kompromisów i zawsze mówiła to, co myśli. Słowem – była trudną, dość skomplikowaną osobowością. To z pewnością nie przysparzało jej przyjaciół. – Z racji swojej wszechstronności nie dała się nigdy zaszufladkować – dodaje Marcin Kolasa z Muzeum Historii Kielc. A jaką była kobietą? Oddajmy głos Jolancie Wyleżyńskiej, która tak wspomina Jadwigę Trzcińską: Była bardzo oryginalna, zupełnie niezwykła. Wysoka ponad miarę, przypominała niektóre rzeźby Michała Anioła. Sprężysta, silna, miała duże dłonie i stopy rzeźby i piękną ciemną głowę o profilu młodego efeba. Była zupełnie niekonwencjonalna i mówiła interesujące rzeczy jeśli nie o sztuce samej, to o zdarzeniach, które w jej interpretacji nabierały wartości sztuki. Była bardzo wyczulona na otaczające piękno. Jej kosmos pełen był malowniczych zjawisk. – Jadwiga była bardzo wysoka, miała 190 centymetrów wzrostu, jej głos był niski, a sylwetka potężna, ale mimo to pozostawała piękną kobietą o niebanalnych rysach – dodaje Bożena Sabat. W jesieni życia wygląd malarki znacznie się zmienił – nabrała ostrych, męskich rysów, zatraciła swoją kobiecość.

Wpływ na to miały z pewnością problemy hormonalne, z którymi Jadwiga borykała się od dzieciństwa. Przestała również radzić sobie emocjonalnie, nagle wycofała się z życia publicznego, rzuciła pracę artystyczną. Coraz bardziej zamykała się w swoim świecie, którego granice kończyły się za ogrodzeniem domu przy ul. Mazurskiej. Tu czuła się najbezpieczniej, tu nikt nie wytykał jej palcami i nie wyśmiewał. Trudno było patrzeć na tę dominującą i piękną niegdyś kobietę, która przypominać zaczęła nieszczęsnych kloszardów, tracących zupełnie kontakt z rzeczywistością. Chodziła w podartych ubraniach, zbierała po śmietnikach odpadki i znosiła je do domu. Żyła w nędzy, bo przecież nigdy nie pracowała na etacie, utrzymując się jedynie ze sprzedaży swoich prac. Związek Plastyków załatwił jej rentę, by miała z czego żyć. – Jedynym towarzystwem Jadwigi były psy, które bardzo kochała – dodaje Bożena Sabat. – Ludzie to wykorzystywali i podrzucali jej czworonogi.

Gdy matka odchodzi

Ale nie tylko problemu zdrowotne wpłynęły na ucieczkę malarki od świata. Jadwiga Trzcińska bardzo przeżyła śmierć matki, z którą była niezwykle związana. – Sama nigdy nie założyła rodziny, więc matka była jedyną bliską jej osobą – tłumaczy Bożena Sabat, autorka opracowania listów artystki pisanych do swojej rodzicielki. To osiem lat korespondencji. Z niej wyłania się świat emocji malarki oraz obraz niezwykłej więzi. Jej przerwanie miało, jak się potem okazało, tragiczny finał.

Była bardzo sprawna warsztatowo, operowała doskonałą techniką, miała niezwykłą łatwość przenoszenia myśli i swoich odczuć na różne formy plastyczne.

 

– Gdy Klementyna Trzcińska zmarła w latach siedemdziesiątych, Jadwiga została bez żadnego wsparcia, poczuła się samotna i bezbronna – dodaje Bożena Sabat. – Dwa tygodnie zwlekała z pogrzebem, a potem miała do matki ogromny żal za to, że umarła i zostawiła ją samą. O tym, jak bardzo nie mogła pogodzić się z jej śmiercią, świadczy fakt, że nigdy nie zdobyła się na to, by wyryć nazwisko matki na cmentarnej płycie. Przyjaciel artystki, krytyk sztuki Wojciech Skrodzki w swoich wspomnieniach przytacza taki oto smutny obraz: Skarżyła się w swoich listach, że cierpi na straszliwe zimno w domu, ma rany na nogach, na samotność i potworne zmęczenie opiekowaniem się psami, że dokuczają jej dzieci z sąsiadującej o mur szkoły, że przychodzi i pada zmęczona przed starym telewizorem, z którego nic nie rozumie i że wszytko jest jej obojętne. Jadwiga Trzcińska zmarła w samotności 23 marca 2005 roku w swoim rodzinnym domu, który już wówczas był kompletną ruiną. Jej ciało znaleziono dopiero po kilku dniach. Wnętrze stylowej niegdyś willi wyglądało przerażająco. Wszędzie kurz, brud, niesprzątane od długich miesięcy pomieszczenia. Prace artystki walały się po ziemi, wszędzie straszyły sterty znoszonych ze śmietników odpadków, między którymi powstały wąskie ścieżki. – Gdy kilka miesięcy po śmierci Jadwigi Trzcińskiej weszliśmy do jej domu, nie było w nim już zbyt dużo prac, bowiem większość przejął syndyk masy upadłościowej, któremu władze miasta zleciły wycenę. To właśnie gmina Kielce stała się spadkobiercą całej spuścizny malarki – mówi Marcin Kolasa. – Ostatecznie prace plastyczne Trzcińskiej i wszelkie dokumenty trafiły jako darowizna do Muzeum Historii Kielc. Było tego około tysiąca obiektów. Dzięki temu, że to miasto przejęło majątek malarki, jej dzieła nie uległy rozproszeniu. W 2009 roku kieleckie muzeum zorganizowało dużą wystawę prac artystki, której pamiątką jest pięknie wydany katalog z reprodukcjami jej prac oraz szkicem krytycznym poświęconym twórczości Trzcińskiej. – Bez wątpienia była najlepszą kielecką malarką i fascynującą osobowością – podsumowuje Bożena Sabat.

W domu przy ulicy Mazurskiej

A co stało się z rodzinnym domem Trzcińskich? Początkowo siedzibę miało tu znaleźć Krajowe Towarzystwo Autyzmu, ostatecznie po generalnym remoncie w willi przy ul. Mazurskiej powstał hotel, który udostępniany jest gościom zapraszanym oficjalnie przez władze miasta. O jej historii świadczy tablica pamiątkowa, natomiast, co stwierdzamy ze smutkiem i sporym zdziwieniem, we wnętrzu na ścianach nie wisi ani jeden obraz Jadwigi Trzcińskiej. Być może warto byłoby pokusić się o to, by przyjeżdżające do nas delegacje mogły poznać twórczość tej wybitnej malarki. Jest jeszcze jedna rzecz, która warta jest załatwienia. – Grób rodziców Jadwigi znajduje się na Cmentarzu Starym, malarka nie wiedzieć czemu została pochowana na cmentarzu w Cedzynie. Powinna spocząć obok swoich rodziców, z którymi tak bardzo była związana. Sądzę, że jesteśmy jej to winni – przekonuje Bożena Sabat. W 2020 roku minie piętnaście lat od śmierci Jadwigi Trzcińskiej. Może to dobry moment, by przypomnieć sobie o tej niezwykłej i fascynującej malarce, która długo żyła w blasku, a zmarła w zupełnym zapomnieniu i nędzy. Zadziwiająco jednak jej postać wciąż budzi ogromne zainteresowanie, co z satysfakcją stwierdzają pracownicy Muzeum Historii Kielc. – Mimo, że była twórczynią niezwykle płodną i sprawną warsztatowo, w gruncie rzeczy była bardzo nieszczęśliwa – podsumowuje Daria Ptak. – Gdy została sama, nie potrafiła zorganizować na nowo swojego świata. Talent i otaczająca ją sztuka okazały się niewystarczające. •


Podczas pisania artykułu pomocne mi były informacje zawarte w: wydawnictwie „Malarstwo. Grafika, Rysunek. Jadwiga Trzcińska” pod red. Krzysztofa Myślińskiego (Kielce 2009) oraz wspomnieniach Jolanty Wyleżyńskiej („Niedziela” 20/2005).

 

tekst: Agata Niebudek-Śmiech  zdjęcia: z archiwum Muzeum Historii Kielc

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close