Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Co zrobisz, gdy ja umrę Panie?
Jam dzban Twój, kiedy zbije się w kawały,
Jam napój Twój, kiedy się kwaśnym stanie,
Jam Twe rzemiosło, Twe ubranie.
Beze mnie stracisz sens Twój cały.

słowa: Rainer Maria Rilke, muzyka: Bronek Opałko

 

Gdy niepełna rok temu odwiedziliśmy Bronka Opałkę w jego domu, nikt nie przypuszczał, że będzie to jego ostatni wywiad. W tamten jesienny wieczór zaskoczyła nas cisza, która spowiła Marzysz. Dziś jest ona jeszcze większa, tak bardzo dojmująca i trudna do zniesienia. Czy ktoś jeszcze uderzy w klawisze czarnego Steinwaya?

Bronek Opałko – niezwykły artysta, świetny kompozytor, przenikliwy satyryk, wcielający się w niezapomnianą postać Genowefy Pigwy, ale przede wszystkim niezrównany kompan i dobry człowiek. Odszedł  nad ranem, w sobotę 18 sierpnia. Miał 66 lat. Oddajmy głos tym, którzy go znali, pracowali z nim i mogli się szczycić mianem jego przyjaciół.

Jan Kozłowski, muzyk, współtwórca Kabaretu Pigwa Show

Wiem, że mówienie o kimś, że był wspaniałym człowiekiem, brzmi jak slogan. Ale Bronek naprawdę taki był, do tego jeszcze był niezwykłym artystą. Większość znała go jako Genowefę Pigwę, to on stworzył tę postać, sprawił, że ludzie ją pokochali. Z Genowefą zjeździliśmy cały świat. Pamiętam koncert w Chicago, w wielkiej sali koncertowej na dwa tysiące miejsc, a i tak zabrakło biletów. Bronek chciał być też ceniony jako kompozytor, miał bardzo wrażliwą, nostalgiczną naturę, bywał smutny, ostatnimi czasy coraz bardziej… Dotkliwie odczuwał samotność, której doświadczył. Jestem dumny, że byłem wśród tych, którzy trwali przy nim do końca, wspierali go, dopingowali do walki. Ale on słabł z każdym dniem. Nasza przyjaźń i wspólna praca trwały 42 lata, byliśmy jak bracia bliźniacy, na dobre i na złe. Poznaliśmy się na studniach muzycznych w kieleckiej Wyższej Szkole Pedagogicznej w 1976 r. Bronek przygotowywał muzykę do jednego ze spektakli w Teatrze im. Stefana Żeromskiego i poszukiwał flecisty. Spodobało mu się to, co robię, i tak rozpoczęła się nasza współpraca i przyjaźń. Dziś pozostaje pustka, ogromny smutek, wciąż trudno uwierzyć, że nie ma go wśród nas, bo przecież całkiem niedawno, zaledwie 17 czerwca wystąpiliśmy w Tokarni. Po raz ostatni.

Bożena Barchan, kuzynka, wokalistka

Miałam to szczęście, że znałam Bronka od dzieciństwa, zawsze mi imponował, jak starszy brat. Pamiętam nasze dziecięce zabawy w Indian w ogródku domu jego rodziców przy ul. Jesionowej w Kielcach. Potem razem muzykowaliśmy, rozpoczęły się również wspólne występy, pod koniec lat 80. razem występowaliśmy w kieleckim Klubie Dziennikarza. Praca artystyczna była dla Bronka życiową pasją. Zawsze byłam pełna uznania dla jego talentu, ale patrzyłam na niego przede wszystkim przez pryzmat serca – on kochał ludzi, potrafił z nimi rozmawiać, kiedy potrzeba bawił, a kiedy indziej był bardzo serio. Nidy nie stwarzał żadnych barier, każdy mógł do niego podejść po koncercie, porozmawiać, zawsze miał czas dla innych. Bronek Opałko tworzył piękną muzykę i teraz najważniejsze jest, aby ta spuścizna nie przepadła. Warto wracać do płyt „Dzieci epoki”, „Od sabatu do ornatu” czy przejmującej Drogi Krzyżowej, do której napisał muzykę, i ocalić to bogactwo artystyczne od zapomnienia. Myślę, że całym swoim życiem i twórczością zasłużył sobie na to, by w rodzinnym mieście został patronem jednej z ulic. Myślę też o przeglądzie piosenek czy form kabaretowych Bronka Opałki. To byłby najlepszy sposób uhonorowania jego osoby.

Wit Chamera, konferansjer

Bronek Opałko był arystokratą ducha. Gdy w 1977 r., jeszcze jako studenci WSP, byliśmy na obozie w miejscowości Pozorty na Mazurach i mieszkaliśmy w dawnym pałacu, miejscowa ludność mówiła o nas – nasi ze dworu, a Bronka z ogromną dozą sympatii nazywali hrabią. Był ciepłym, serdecznym, kulturalnym człowiekiem z takim przedwojennym eleganckim stylem bycia. I nie było w tym niczego wymuszonego, udawanego. Teraz, gdy próbuję w jak najmniejszą liczbę słów ubrać istotę artyzmu Bronka Opałki, to jedno, co mi przychodzi na myśl to niewymuszoność. Bronek był niebywałym melodystą, z wielką swobodą przechodził od rzeczy lekkich do poważnych, doskonale naśladował Charlesa Aznavoura czy Stanisława Grzesiuka. A jak cudownie wcielał się w postać Luisa Armstronga, gdy śpiewał przy fortepianie: A na razie mija dzień… Niespotykana skala talentu, absolutnie rewelacyjna muzykalność… Paradoksalnie – czas będzie pracować dla niego.

Paweł Przybysławski, wieloletni menadżer kabaretu Pigwa Show

Znaliśmy się z Bronkiem od czasów studiów w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Kielcach. Wtedy zaczęły powstawać jego pierwsze utwory, objawił się talent artystyczny. Od 1997 r. byłem menadżerem kabaretu Pigwa Show, z którym daliśmy ponad tysiąc występów. Prawdziwy rekord pobiliśmy w Chełmie, gdzie od 8 rano do 22 daliśmy osiem koncertów. Bronek był wspaniałym muzykiem, niezwykle ciepłym i kulturalnym człowiekiem, pełnym sympatii do ludzi. Mimo, że znała go cała Polska, co więcej – występował na całym świecie, nigdy nie gwiazdorzył, nie tworzył dystansu, każdego obdarzał ciepłym słowem i poświęcał mu uwagę. Ostatnimi czasy czuł się bardzo samotny i opuszczony, zostało przy nim tylko wąskie grono przyjaciół, które wspierało go w codziennym życiu. Dużo rozmawialiśmy, próbowaliśmy podtrzymywać go na duchu. Do końca byli przy nim Ewa i Jan Kozłowscy, bardzo dbał o niego mieszkaniec Marzysza Stanisław Głuszek, troszczyła się również pani doktor Elżbieta Pląder. Chcieliśmy go wzmocnić, dodać mu sił… Nie udało się.

Andrzej Mroczek, kanclerz Wyższej Szkoły Ekonomii, Prawa i Nauk Medycznych w Kielcach

Z Bronkiem poznaliśmy się jeszcze w czasach licealnych, potem nasze drogi rozeszły się, bo ja wyprowadziłem się do Krakowa, a on studiował w Kielcach. Jakaż była moja radość i zdumienie, gdy pewnego dnia zobaczyłem go w krakowskiej Rotundzie, występującego podczas Festiwalu Piosenki Studenckiej. Wpadałem później na jego próby do Piwnicy, która mieściła się w klubie studenckim Wspak, gdzie odbywały się spotkania Orkiestry do Użytku Wewnętrznego. Dużo rozmawialiśmy, wyczułem w nim bratnią duszę. Był wspaniałym, mądrym człowiekiem, podchodzącym z dystansem do wielu spraw. Szkoda, że tak niewiele osób zna Bronka Opałkę – kompozytora. Wiem, że Genowefa Pigwa była jedyna w swoimi rodzaju, ale przesłoniła wrażliwego, niezwykle utalentowanego i lirycznego artystę, który czarował swoją grą na fortepianie. Pamiętam, że na jego imieninach, które obchodził 1 września, do Marzysza przyjeżdżały tłumy. Było gwarno, wesoło, Bronek był duszą towarzystwa, ale tak naprawdę prywatnie nie miał natury kabareciarza, był człowiekiem bardzo serio traktującym świat i ludzi, wyciszonym, z którym wspaniale się rozmawiało. Życzmy sobie, by dorobek Bronka Opałki nie uległ zapomnieniu.

Szczęsny Wroński, poeta

Współpracowałem z Bronkiem Opałko przy realizacji widowiska „Od sabatu do ornatu”, które reżyserował. Od początku byłem pod wrażeniem jego artystycznej wyrazistości i niezwykłej obecności na scenie. On wyrażał swoją osobowość całym sobą – twarzą, dłońmi, gestykulacją, artykulacją głosu. To był bardzo mocny przekaz. Współpraca z Bronkiem była dla mnie wielką przyjemnością – przy całym swoim kunszcie artystycznym, był twórcą niezwykle pracowitym i pokornym, słuchającym, ale i lubiącym dyskutować. Mam wrażenie, że postać Pigwy była tylko jego maską, swoistą kreacją, najbardziej ceniłem go za śpiewanie poezji.

Zebrała: Agata Niebudek-Śmiech, Zdjęcia: Mateusz Wolski

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close