Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Widoczna z wielu miejsc Barcelony bazylika Sagrada Familia okazała się być ostatnią realizacją, pod którą podpisał się Antonio Gaudi. Kościół niezwykły. Końca jego budowy ciągle bowiem nie widać.

Przed wylotem do Barcelony warto zajrzeć do książki „Gaudi. Geniusz z Barcelony”. Gijs Van Hensbergen już w jej wstępie pisze: Niewielu artystów ukształtowało nasze postrzeganie miasta w sposób tak pełny, jak Gaudi. Niewielu architektów okazało się tak reprezentatywnych dla swej kultury. Gaudi, Barcelona i Katalonia byli i są połączeni na zawsze. (…) Gaudi to postać niezwykle współczesna; charakteryzowały go holistyczne podejście do świata, głęboka duchowość i niezwykła oryginalność. Był ekologiem: do tworzenia swych budowli wykorzystywał potłuczone kafle, porcelanę, zabawki dziecięce, stare nici z fabryk tekstylnych, metalowe obręcze z bel bawełny, sprężyny z łóżek i zwęglone resztki z pieców pofabrycznych. Gaudi – niczym Leonardo dwudziestego wieku – jest idealnym artystą-wynalazcą. (…) Miał zadziwiającą zdolność wyobrażania sobie budynku, a następnie przekształcania go w rzeczywistość.

Nic dodać, nic ująć. Sami się przekonacie, oglądając jego dzieła rozsiane po Barcelonie.

***

– Skromny ten Gaudi – można rzec, stojąc przed fasadą Casa Calvet, budynku wzniesionego przez przemysłowca Perego Màrtir Calveta.

Z surowej, kamiennej fasady wyrastają jedynie balkony. Jeśli jednak się im przyjrzeć, widać misternie kute balustrady, które w kolejnych projektach Gaudiego będą rozwijały się do bardziej fantazyjnych, a czasem wręcz przerażających, form.

Z budynkiem wiąże się pewna anegdota. Kiedy powstawał projekt, architekt zaszalał nieco z wysokością. Zwieńczenie fasady przekraczało już limity zarządzenia miejskiego. Cóż zrobił Gaudi? Na projekcie narysował czerwoną linię, zapewniając że to, co jest ponad nią nie zostanie zbudowane. Ostatecznie jednak dopiął swego. Dzięki temu dziś możemy dostrzec wieńczące fasadę głowy oraz kute detale przypominające żurawie.

***

– O matko! – ciśnie się na usta, gdy stajemy przed kolejnym dziełem architekta.

To Casa Battlo usytuowany przy Passeig de Gracia. Stanowi część Kwartału Niezgody, który – jako całość – jest najsłynniejszym dokonaniem barcelońskiej secesji. Jednak Battlo przyćmiewa resztę. I choć inne budynki też mają swój sznyt, to w sąsiedztwie perełki Gaudiego nie mają jednak szans.

Nie jest to nowy budynek, Gaudi przebudował istniejącą kamienicę. Po nałożeniu nowych szat, całość nawiązuje do… walki św. Jerzego ze smokiem. Kamienica jest kolorowa, sprawia wrażenie napęczniałej, a jej dach przypomina smoczą łuskę. Gadzie motywy odnajdziemy też w połyskliwej fasadzie. Do świętego nawiązuje być może zwieńczona krzyżem wieżyczka. Czyż balkony nie wyglądają jak spoglądające na przechodniów głowy? Choć może to tylko moje wrażenie…

W Casa Batllo pojawiają się dwa inne istotne dla Gaudiego elementy. Pierwszy – konstrukcyjny – to sklepione poddasze. Drugi – dekoracyjny – kolorowe, pokryte ceramiką kominy.

***

– Kamieniołom – mieli mówić o kolejnym dziele współcześni Gaudiemu mieszkańcy Barcelony.

Mowa o białej bryle Casa Mila. Budynek łamie zasady. Jak wzburzone morze płynie przez narożnik dwóch ulic. Okna mogą kojarzyć się z wejściami do jaskiń. Kute balustrady porównywane są do wodorostów wyrzuconych z wody. Do tego jeszcze przeskalowane kominy, które wyglądają jak rzeźby na dachu. A wszystko to w budynku, który przede wszystkim miał służyć do mieszkania.

Wewnątrz można zajrzeć do apartamentu inwestorów, państwa Mila. Na poddaszu, pod kolejnymi sklepieniami znajduje się część modeli budowli Gaudiego czy jego projekty. Jednak nie po to przychodzi się do Casa Mila. Zwieńczeniem wędrówki przez wnętrza jest dach. Tu, wśród kominów wyglądających niczym rycerze, przesiadują dziesiątki turystów, skuszonych wyjątkowymi widokami miasta. Stąd widać także budowany opodal kościół Sagrada Familia. Zanim jednak tam dotrzemy, proponuję wcześniej odwiedzić jeszcze kilka innych miejsc. Co na początek?

***

– O łazienka – powie zapewne niejeden turysta patrząc na Casa Vicens.

Łazienka wywrócona na lewą stronę. Gaudi szczelnie pokrył kafelkami fasady „rozrzeźbionego” budynku. Bryła jest imponująca: nie brakuje narożnych wieżyczek, rzędów okien, wysuniętych do przodu fragmentów elewacji, kolumienek i balkonów.

Do wykończenia owej „łazienki” zwanej Vicens autor użył m.in. płytek z pomarańczowo-turkusowymi kwiatami. Użył też prostej, zwykłej glazury, by stworzyć z niej biało-turkusową szachownicę. Kwiaty pojawiają się wokół okien, szachownica na spodach balkonów. Balkonów z kutymi balustradami.

– Ptak? – dokładnie. I to kuty. Pojawia się przy wejściu do Palau Güell, kolejnej realizacji architekta. Właśnie dzięki wsparciu przemysłowca Eusebia Güella Barcelona otrzymała też kilka innych nieprawdopodobnych nieruchomości, miejsc i zakątków. Jedną z nich są ogrody i pawilony Finca Güell. Ich bramę zdobi kolejny kuty stwór. Tym razem to smok. Gaudi zainspirował się Landonem, stworem, który strzegł wejścia do ogrodu mitycznych Hesperyd.

***

Nazwisko Güell pojawia się też w nazwie parku, położonego na wzgórzach w zachodniej części Barcelony. Z założenia miało to być osiedle mieszkaniowe, ale Gaudi projektu nie ukończył. Wyszedł więc park publiczny. Zadziwiający już od wejścia, przy którym stoją dwa domki „dla krasnoludków” z dachami przypominającymi grzyby. Schody główne na wyższy poziom zdobi ceramiczna jaszczurka.

Ceramiki nie brakuje wyżej. Główny plac zdobi wielokrotnie wygięta, pokryta ceramiką ławka. Pod placem Gaudi wymyślił salę kolumnową. Idąc wyżej, natrafiamy na kamienne wiadukty, na których rośnie egzotyczna (dla nas, bo dla Barcelony typowa) roślinność.

Z tarasów parkowych – podobnie jak z dachu Casa Mila – też widać Barcelonę. Jak na dłoni. Widać wody Morza Śródziemnego, wieże katedry, charakterystyczny (skojarzenia są różne) wieżowiec Torre Agbar. No i wieże wciąż budowanego kościoła Sagrada Familia.

***

– … – nie powiem, zatkało mnie gdy przekroczyłem ostatnio drzwi do wnętrza bazyliki Sagrada Familia.

W pamięci miałem poprzednią wizytę w Barcelonie, w 1997 roku, kiedy monumentalny kościół był „wydmuszką”, jedynie murami zewnętrznymi z absydą i zbudowaną przez Gaudiego Fasadą Bożego Narodzenia oraz współczesną już Fasadą Pasji. Z wysokości, przez rozety, można było zaglądać do środka, gdzie stał jedynie budowlany sprzęt. O murowanym sklepieniu można było wtedy tylko marzyć, ponad ścianami Sagrada Familia było wtedy błękitne niebo.

Teraz stałem wewnątrz kościoła, oświetlonego zachodzącym słońcem przebijającym przez kolorowe witraże. Nie powiem, wzruszyłem się. Patrząc na przypominające roślinne łodygi kolumny wspierające konstrukcję dachu, ołtarz, ale i ciepłe kolory rozkładające się na kamieniu.

Sagrada Familia wciąż jednak nie ma fasady głównej. Nie ma też wszystkich wież – w tym najwyższej, nad nawą główną. Dalej jest placem budowy. Placem, który przyciąga turystów z całego świata. Jest też symbolem geniuszu Gaudiego i inspiracją dla jego następców, którzy kontynuują budowę wspaniałej bazyliki. Symbolem, do którego znów warto zajrzeć za kilka(naście) lat, by zobaczyć, jak idea Gaudiego wciąż żyje.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Kłopotowski

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close