Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


O bieganiu z kolegami po podwórku, miłości do kick-boxingu i boksu, marzeniach o igrzyskach, bolesnych porażkach i wielkich tryumfach oraz o tym, czemu warto poświecić swój czas rozmawiamy z Sandrą Drabik. 

Pamięta Pani taki moment swojego dzieciństwa kiedy pomyślała sobie – nie lalki, nie falbanki, ale poobijane kolana, siniaki i być może złamany nos?

Od małego chodziłam innymi ścieżkami niż moje koleżanki. One rzeczywiście bawiły się lalkami czy w dom, a ja wolałam biegać z chłopakami po podwórku i psocić. A że zawsze byłam dobra w sporcie, wyróżniałam się spośród innych dzieci sprawnością, więc naturalną rzeczą było to, że bardzo ciągnęło mnie do aktywności fizycznej i rywalizacji.

Ale żeby sporty walki? Przecież jest tyle ładnych i widowiskowych dyscyplin. Patrzę na Panią i widzę śliczną, filigranową dziewczynę… Poszła Pani pod prąd?

Może odrobinę, choć mój wybór był zupełnie naturalny, podyktowany nie tyle przekorą, co fascynacją. O sportach walki pomyślałam po raz pierwszy, gdy miałam trzynaście, może czternaście lat. Oglądałam wiele filmów, których głównym motywem były sporty walki, i bardzo mnie to fascynowało. A gdy w telewizji relacjonowano igrzyska olimpijskie lub jakieś mistrzostwa, to marzyłam, by tak jak ich zwycięzcy, dostawać medale, stawać na podium.I z tej mieszanki marzeń i pragnień zrodził się kick-boxing?

W dużej mierze tak. Jako czternastolatka zaczęłam się rozglądać za sportami walki, ale wówczas w Kielcach nie było klubu, w którym można byłoby trenować takie dyscypliny. Minął rok i nagle moi koledzy mówią, że idą na trening kick-boxingu. Poprosiłam, żeby zabrali mnie ze sobą. Początkowo bardzo się przed tym bronili – uważali, że jestem za młoda. Ale jeden z nich w końcu uległ moim prośbom i obiecał zabrać mnie na trening. Wsiadłam więc w autobus, pojechałam, otworzyłam drzwi klubu i już zostałam. Od pierwszego momentu wiedziałam, że to jest właśnie to, czego szukałam, choć większość znajomych stukała się w głowę i mówiła „po co ci to, poobijają cię, za miesiąc ci się odechce”. Byłam tak podekscytowana, że nie miało to dla mnie większego znaczenia.

Co Panią uwiodło w kick-boxingu?

Ciężkie pytanie… Myślę, że przede wszystkim – różnorodność. Jest to dyscyplina, która wymaga wielu sprawności, trzeba być nie tylko silnym, szybkim czy wytrzymałym, ale i mieć pewną elastyczność czy poczucie rytmu. W kick-boxingu walczy się, stosując zarówno elementy boksu – ciosy pięścią, ale i np. kopnięcia czy elementy samoobrony, a na trening składa się m.in. siłownia, bieganie, pływanie. Poza tym, jest to sport indywidualny – tyle ile pracy włożysz, tyle wyciągniesz.

A więc jest Pani indywidualistką…

Od dziecka byłam niezależna, chciałam pokazać, że jestem silna, że sobie poradzę, że nie wystraszę się ciężkich treningów. Kick-boxing uczy panowania nad stresem, daje pewność siebie i poczucie własnej wartości.

Tego szukała Pani w sporcie?

Myślę, że tak.

A dziś, gdy jest już Pani na szczycie, to co Pani dostrzega na samej górze?

Próbuję udowodnić, że mogę jeszcze więcej, bo nowe góry jednak wciąż wyrastają. Nie ukrywam, że mam większe sportowe aspiracje. Chciałabym postawić kropkę nad „i”.

I żeby tę kropkę postawić zdradziła Pani kick-boxing dla boksu? Wezmę Panią trochę pod włos – nie jest Pani stała w uczuciach…

Ależ jestem, nadal kocham kick-boxing, ale w tej dyscyplinie zdobyłam już wszystko – mistrzostwo świata, mistrzostwo Europy w dwóch formułach… I gdy już miałam te tytuły na swoim koncie, pojawił się w moim życiu boks. Na spróbowanie sił w tej dyscyplinie namówiła mnie koleżanka. Postanowiłam zmierzyć się z boksem, który z jednej strony jest dyscypliną pokrewną kick-boxingowi, ale z drugiej – jednak różniącą się… Gdy powiedziałam o tym trenerowi, stwierdził, że chyba zwariowałam, ale twardo stałam przy swoim – chciałam podjąć nowe wyzwania, mieć nową motywację do treningu. Pojechałam na pierwsze zawody i od razu dostałam powołanie do kadry. Jakaż to była dla mnie satysfakcja! Później, gdy już się w niej znalazłam, musiałam ostatecznie wybrać, bo jednak te dyscypliny różnią się od siebie – inną przyjmuje się pozycję, inny jest dystans. Poza tym federacja bokserska zabroniła startowania w obu dyscyplinach jednocześnie.

I z tym wiąże się jeden z trudniejszych momentów w Pani karierze…

Tak, zostałam zawieszona, ponieważ stwierdzono, że uprawiam obie dyscypliny. Tymczasem doszło do nieporozumienia. Gdy przepis zaczął obowiązywać, nie startowałam w kick-boxingu od roku. W 2014 roku pojechałam na mistrzostwa, do których trenowałam długie miesiące. Wygrałam pierwszą walkę, przygotowywałam się do drugiej, a tu nagle dowiedziałam się, że zostałam zdyskwalifikowana. Próbowałam dociec, co się stało i okazało się, że dokumenty o mojej rezygnacji z kick-boxingu nie zostały wysłane. Zawód był ogromny, moja ciężka praca poszła na marne.Więcej było płaczu czy złości?

Był i płacz, i frustracja, i poczucie niesprawiedliwości. Wszystkie uczucia wymieszały się, bo ktoś czegoś nie dopilnował, ktoś o czymś ważnym zapomniał. Później gdy ochłonęłam, próbowałam całe nieporozumienie wyjaśnić, tym bardziej, że byłam zakwalifikowana do pierwszych igrzysk europejskich.

Objawiła się wówczas natura wojowniczki?

Tak. Jeśli mam chwilę słabości, to sobie popłaczę jeden, dwa, najwyżej trzy dni, a później biorę się w garść i działam. Sport nauczył mnie tego, że trzeba walczyć o swoje, ale też wlał we mnie dużą dawkę pokory, bo w sporcie trzeba wiele pracować, żeby coś osiągnąć, a niekiedy – mimo ciężkiej pracy – nie osiąga się celu.

Szybko podnosi się Pani po porażkach?

Zależy jakich, bo gdy nie zakwalifikowałam się na igrzyska olimpijskie do Rio de Janeiro, to długo rozpamiętywałam tę porażkę, ale np. gdy przegrywam na turnieju, to raczej traktuję to jako lekcję, nauczkę, czego mam nie robić i gdzie popełniłam błąd. Igrzyska to nie była lekcja, to był egzamin, którego nie zdałam i to bardzo bolało. To też wynika pewnie z mojego charakteru – od dziecka byłam stanowcza,  miałam swoje zdanie, jak już coś sobie postanowiłam, to do tego dążyłam. Jestem uparta i dlatego pewnie spełniam się w sporcie, ale też trudniej przychodzi pogodzić mi się z przegraną.

Jak to jest wkroczyć w męski, niedostępny dla większości kobiet, świat?

Od dziecka przebywałam w męskim świcie i – jak już mówiłam – sporo czasu spędzałam na podwórku z chłopakami, więc treningi z mężczyznami nie były dla mnie czymś szokującym. Pewnie, że jak wchodzę w męską grupę, która mnie nie zna, to często dostrzegam uśmieszki. Ale nie ma to dla mnie znaczenia, nie deprymują mnie docinki czy uwagi w stylu – „taka drobna, a boks trenuje”. Oczywiście, nigdy nie chciałam, żeby panowie postrzegali mnie jako słabą jednostkę. Zresztą wiem, że wielu mężczyzn ma znacznie słabszą kondycję niż ja.

Jak w tym świecie boksu wyglądają relacje damsko-męskie?

Duża grupa mężczyzn traktuje mnie jak koleżankę, poważną zawodniczkę, ale może wynika to z tego, że znają moje osiągnięcia.

Czy mężczyźni boją się takiej silnej kobiety jak Pani?

Ponoć tak, ale ja jakoś tego nie zauważyłam. Może mają problem z tym, że jestem bardziej zdecydowana i pewna siebie. Moi koledzy czasem powstrzymują się przed powiedzeniem pewnych rzeczy w mojej obecności. Gdy ktoś dowiaduje się, że trenuję boks, to jest bardzo zdziwiony. Cieszę się, że nie wyglądam, jak zawodnik wagi ciężkiej.

A ja cały czas krążę wokół tematów sercowych. Czy jest w Pani życiu ktoś wyjątkowy?

Nie ma takiej osoby, może się jeszcze taki nie urodził…Może brak czasu…

Z czasem jest u mnie rzeczywiście krucho, gdy wyjeżdżam na zgrupowania przez wiele dni nie ma mnie w Kielcach. Nie każdemu pasowałaby taka kobieta, która w domu jest tylko przez jeden tydzień w miesiącu. Co to za związek? Sportowcom ciężko jest ułożyć sobie życie osobiste – druga strona też musi być sportowcem, albo bardzo wyrozumiałą osobą.

Czy funkcjonując w tym męskim świecie nie brakuje Pani rozmów o ciuchach i paznokciach? Takie typowego babskiego trajkotania?

Gdy wyjeżdżam na zgrupowania to są tam same dziewczyny, więc możemy sobie pogadać, ale zastrzegam – nie jestem typową kobietą, nie przepadam za kupowaniem ciuchów, gdy idę do galerii, to dlatego, że muszę. Zakupy są dla mnie męczące, wolę coś zrobić dla siebie, spędzić czas z rodziną czy przyjaciółmi, niż biegać po sklepach. Może niektórych shopping relaksuje, ale mnie nie. Paznokcie też nie są dla mnie tematem do rozmów.

A jakie są ważne sprawy w Pani życiu, oczywiście oprócz sportu?

Rodzina, wolę spędzać czas z bliskimi, odwiedzić siostrę i chrześniaka, wyjść ze znajomymi do teatru czy kina, wybrać się we wspólną podróż.

Czy zdarzyło się Pani kiedykolwiek prywatnie wykorzystać swoje umiejętności…

Miałam taką sytuację w gimnazjum… Musiałam użyć siły, ale na szczęście dla wszystkich skończyło się to dobrze.

Czy ta świadomość, że ma Pani asa w rękawie, daje Pani poczucie pewności siebie?

Tak, ale staram się unikać pewnych sytuacji, bo nie jestem zwykłą panią Kowalską, która, gdy kogoś przewróci, to nic wielkiego się nie stanie. W moim wypadku odpowiedzialność jest znacznie większa, muszę więc hamować swoje negatywne emocje, nawet jak ktoś bardzo mnie zdenerwuje. Mam dynamiczny charakter, jestem pyskata, ale nie ma we mnie odruchu użycia siły fizycznej. Wyżywam się w zupełności podczas treningów.

Znajomi mówią o Pani – Sandra „Adrenalina” Drabik…

Uwielbiam sporty ekstremalne, które są poza zasięgiem zwykłego śmiertelnika. Nie każdy skoczy na bungee, nie wszyscy polecą na flyboardzie (urządzenie do uprawiania ekstremalnych sportów wodnych dop. red.), bo po prostu się boją. Tymczasem ja lubię próbować czegoś nowego i niebezpiecznego. To jest dla mnie zastrzyk adrenaliny.

Co daje Pani ta adrenalina?

Radość, pozytywne emocje… Schodząc z bungee miałam poczucie wielkiego, trudnego do opisania, szczęścia. Skoczyłam z dźwigu o wysokości 90 m, nawet na chwilę nie zamknęłam oczu.

Było bungie, gokarty, spadochron… Na co jeszcze ma Pani ochotę?

Chciałabym polecieć samolotem akrobacyjnym z pilotem, który bierze udział w zawodach. Jestem pewna, że w niedalekiej przyszłości zrealizuję to marzenie.

Jak Pani widzi siebie za parę lat? Jest Pani absolwentką fizjoterapii, czy sport będzie kształtował Pani przyszłość?

Mam bardzo dużo pomysłów na siebie, co miesiąc chciałabym iść inną drogą, ale tak naprawdę nie wiem, co będę robić za pięć czy dziesięć lat. Czy to będzie  fizjoterapia? Niedawno zadano mi pytanie, czy nie chciałabym zacząć praktyki w tym zawodzie, ale na dziś mówię – nie, bo sport jest ważniejszy. Prowadzę zajęcia z fitness i kick-boxingu, wciąż startuję. Priorytetem jest dla mnie start w kolejnych zawodach, ale czy będzie to trwało dwa, trzy czy cztery lata – nie jestem tego w stanie powiedzieć. Wiem jedno – sport zawsze będzie obecny w moim życiu.

Wróćmy do tej kropki nad „i”…

Wyzwaniem są dla mnie igrzyska olimpijskie, czyli to, co się nie udało. To byłaby najsmakowitsza wisienka na torcie.

Zastanawiam się, czego Pani życzyć pod choinkę?

To oczywiste – kwalifikacji na Igrzyska Olimpijskie w 2020 roku w Tokio. To już naprawdę niedługo.

Tego więc życzę Pani na tegoroczne i następne Boże Narodzenie. Położę też pod choinkę wymarzony lot samolotem akrobacyjnym.

Rozmawiała: Agata Niebudek-Śmiech, Zdjęcia: Mateusz Wolski

Sandra Drabik – rodowita kielczanka, zodiakalny Lew, absolwentka fizjoterapii na Uniwersytecie Jana Kochanowskiego. Mistrzyni świata i mistrzyni Europy w kick-boxingu, mistrzyni Europy w boksie, wicemistrzyni Igrzysk Europejskich w boksie. Klub – Soma Gym Kick Boxing Kielce, trener – Marek Soboń.

***

Sandra Drabik jest ambasadorką kampanii społecznej „Jestem kobietą, więc idę. Cytologia”. Pięściarka przekonuje kobiety w wieku 25-59 lat z Kielc i Kieleckiego Obszaru Funkcjonalnego do regularnej cytologii. Wykonywane raz w roku krótkie i bezbolesne badanie może uratować życie. Każdego dnia diagnozę „rak szyjki macicy” słyszy dziesięć kobiet, pięć z nich umiera.Więcej informacji o kampanii można znaleźć na stronie www.jestemkobietacytologia.org, a także na Facebooku ­­­– www.facebook.com/jestemkobietacytologia/

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close