Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Jest prawdopodobnie jedynym tego rodzaju pasjonatem w regionie. Na jego podwórku stoją radzieckie wojskowe samochody, leży broń. W domu gra radziecka muzyka, a przed nim stoją posągi rosyjskich przywódców. Jest też on, niezmienny, od kilkunastu lat ciągle wierny swojej pasji. W wojskowym ubraniu, z kapeluszem na głowie wytrwale dopieszczający swoje „cacka”.


Gdy wchodzimy na posesję jędrzejowianina, Jerzego Pelczara, już na wstępie jesteśmy zaintrygowani. Starych aut można jeszcze nie uważać za nic nadzwyczajnego. Ciekawiej robi się jednak, gdy docieramy w głąb podwórka. Naszym oczom ukazuje się niezliczona liczba radzieckich samochodów i karabinów z czasu drugiej wojny światowej. Duża ich część leży też na podłodze. Skąd u fana radzieckich militariów tak oryginalna pasja? – Zaczęło się to jakieś dwadzieścia lat temu. Jestem z wykształcenia mechanikiem samochodowym, co zapewne miało wpływ na moje zainteresowania, ale robię to pewnie też trochę z nudów. Bo co mogę robić w tym wieku? – zastanawia się. To jednak nie wszystko. Sympatyczny kolekcjoner nie poprzestaje na tym, że zamyka się ze swoim bogactwem na podwórku. Po bułki jeździ motocyklem, a w niedzielę do kościoła – wojennym wozem sanitarnym. Posiada także cztery sztuki zarejestrowanej prawnie broni. Ma m.in. karabiny: Mosin oraz maszynowy Maxim, którymi posługiwała się rosyjska piechota w czasie wojen. Jest też właścicielem kilku motocykli oraz wspomnianego wojskowego wozu sanitarnego ŁuAZ Amfibia, który w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku służył podczas działań wojennych w Afganistanie. Oprócz tego „w rozsypce” pozostaje kilka kolejnych motocykli, które sam składa z pozyskanych części. – Czy taki widok dla obcych jest normalny? – pytamy. – Teraz to już jest spokój, ludzie mnie poznali, chociaż nieznajomi oczywiście zaglądają przez płot z ciekawości. Kiedyś to było… Ustawiały się kolejki – tłumaczy. Mimo upływających lat nie zamierza rezygnować ze swojej pasji. Zapewnia, że militaria nie znudzą mu się nigdy. Zresztą, cały czas poznaje ich kolejne tajniki. Regularnie jeździ na zloty kolekcjonerów z całej Polski. Wciąż powiększa też swój asortyment. – Średnio dwa razy w roku jestem na Ukrainie. Zawsze przywiozę jakieś stare motocykle czy nawet same części, bo przecież sam mogę je potem złożyć – mówi i dodaje, że pasja wymaga wielu wyrzeczeń: – Nie jest to tanie hobby, ale na pewno ciekawe, warte poświęcenia i pokazywania. Bo ja po prostu uświadamiam innym to, co było i działo się w okresie wojny i to, co się z niej zachowało. Niecodzienne pasja jest często przyczyną zabawnych zdarzeń, do których dochodzi przede wszystkim wtedy, gdy ze swoimi „cackami” musi wyjechać poza rodzinny Jędrzejów. Tak też bywało wcześniej, gdy jechał do Kielc rejestrować broń. – Na komendzie w Kielcach już mnie znają. Ileż to razy zrobiła się przeze mnie afera, bo ludzie postawili na nogi całą policję, że ktoś po mieście z maximem na plecach biega – uśmiecha się kolekcjoner.

Tekst: Mateusz Kołodziej, Fotografia: Łukasz Zarzycki

fot-lukasz-zarzycki-kopia_madein

 

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close