Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Karol Jędrzejczyk urodził się z mózgowym porażeniem dziecięcym i niedowładem nóg. Przypadek sprawił, że zajął się jeździectwem. Początkowo miała to być tylko hipoterapia, ale zamieniła się w prawdziwe treningi sportowe. Na sukcesy też nie trzeba było długo czekać. Dziś wspólnie z Lukiem rasy śląskiej Jędrzejczyk reprezentuje kraj na arenie międzynarodowej.   

Łukasz Wojtczak: Początek Twojej przygody z końmi to zupełny przypadek.

Karol Jędrzejczyk: Do dzisiaj się z tego śmieję. Pewnego dnia podczas wędrówki po Górach Świętokrzyskich zaskoczyła mnie okropna burza. Szukałem miejsca, w którym mógłbym się schronić. Kątem oka zauważyłem stajnię i pomyślałem, że tam przeczekam największy deszcz. Nie wszedłem jednak do środka, stałem przed wejściem, bałem się koni. Kiedy wróciłem do domu i ochłonąłem, uznałem, że być może nadeszła pora, aby przełamać lęk. Po tygodniu pojechałem tam ponownie. Zauważył mnie właściciel Andrzej Wojciechowski, który zaproponował mi zajęcia z hipoterapii.

ŁW: A kiedy podjąłeś decyzję o jeździe sportowej?

KJ: To również zabawne, bo nie zrobiłem tego sam. Decyzję podjęto za mnie, a ja musiałem się jej podporządkować (śmiech). Podczas zajęć moja ówczesna trenerka stwierdziła, że jestem osobą na tyle sprawną, że lepsze od zajęć hipoterapii byłoby dla mnie normalne jeździectwo. Tak to się zaczęło. Z czasem wspólnie z moją obecną trenerką podjęliśmy decyzję o udziale w pierwszych zawodach w Warszawie. Jazdę konną długo traktowałem jako formę rehabilitacji. Teraz, przy regularnych treningach i wyjazdach, sytuacja się zmieniła, traktuję to dużo poważniej. Jeździectwo jest ważną częścią mojego życia, ale nie najważniejszą. Przykładam się do tego, co robię, ale mam też wiele innych obowiązków – rodzinę, uczelnię, pracę.

ŁW: Na czym polega ujeżdżenie?

KJ: Mówiąc najprościej, mamy czworobok o szerokości 20 metrów i szerokości 40 lub 60 metrów, na którym – w określonych odległościach – rozmieszczone są tabliczki z literkami. Jeździec ma zaprezentować program, liczący na przykład 20 punktów, czyli na odcinku od jednej do drugiej „literki” ma zrobić koło, zakłusować, zagalopować itd. Oceniają nas sędziowie, przyznając punkty od 1 do 10 za każdy z tych 20 czy 25 elementów programu. Następnie wyliczany jest rezultat procentowy.

ŁW: Co jest podstawą dobrego treningu w tym sporcie?

KJ: Ważne jest, by regularnie powtarzać elementy, które ma się w swoich programach. Trzeba jednak robić to rozsądnie, nie za często, bo koń jest zwierzęciem, które uczy się na pamięć. Jeśli w danym miejscu, w którym do tej pory ćwiczyłem pewien element, chcę zrobić inny, to koń automatycznie robi to, co zazwyczaj. Należy ćwiczyć z umiarem. Osobiście staram się trenować minimum dwa, trzy razy w tygodniu, do tego dochodzi siłownia, basen i codzienna rehabilitacja.

ŁW: Jaką rolę w ujeżdżeniu odgrywa trener? Czy podczas zawodów może reagować na bieżąco na to, co robisz?

KJ: Obecnie mam dwóch trenerów. Jednego na co dzień, a drugi to trener kadry narodowej. Podczas treningów osoba prowadząca rzeczywiście reaguje na to, co robię, podchodzi, tłumaczy. Ćwiczymy dany element dotąd, aż uda nam się wykonać go poprawnie. Na zawodach inicjatywę przejmuje trener kadry, ale podczas samego przejazdu jestem zdany wyłącznie na siebie. Każda pomoc z zewnątrz oznacza eliminację zawodnika.

ŁW: Domyślam się, że w tym sporcie trzeba wypracować sobie niezwykłe porozumienie ze zwierzęciem, osiągnąć pełną harmonię.   

KJ: Po trupach do celu (śmiech). My uczymy się działać w harmonii z koniem, a koń z nami. Ważne jest, aby pracować z tym samym zwierzęciem. To trochę inaczej niż chociażby w przypadku skoków przez przeszkody, gdzie można zmienić konia i mimo to, dzięki umiejętnościom, dobrze sobie poradzić. W tym wypadku potrzebna jest wspólna, ciągła praca.

ŁW: Konie rasy śląskiej to chyba rzadkość w tym sporcie. Osobiście bardziej kojarzą mi się z zaprzęgami…

KJ: Luk to koń mojej trenerki, pani Magdaleny Uracz, która użycza mi go bezpłatnie. Jest naprawdę wyjątkowy jak na swoją rasę. Grzeczny, ułożony, posłuszny, chętny do współpracy. Jest idealny do tego sportu. Trzeba jednak przyznać, że w ujeżdżeniu rasa śląska faktycznie jest rzadkością. Są to zwierzęta potężne i mocno zbudowane. Niestety przez to szybciej tracą energię. I dlatego bezpośrednio przed startem nie mogę zbyt długo trenować.

ŁW: Czy są istotne różnice między ujeżdżeniem a paraujeżdzeniem?

KJ: Nie ma, może poza poziomem finansowania i nie jest tak, jak myślą niektórzy: „oni są pokrzywdzeni przez los, niech sobie jeżdżą”. Paraujeżdżeniowcy często startują na zawodach ujeżdżeniowych. W odróżnieniu od pełnosprawnych sportowców możemy korzystać z dodatkowych pomocy, możliwych na danym poziomie jeździeckim. Ja na przykład używam pasków mocujących do ostróg. Zapinam je przy strzemionach, dzięki czemu noga nie ucieka mi do tyłu podczas jazdy. Ujeżdżenie w Polsce stoi na wyższym poziomie niż paraujeżdżenie, bo my tak naprawdę dopiero przecieramy szlaki. Wierzę, że za kilka lat będziemy się mogli równać z najlepszymi.

ŁW: Chciałbym, żebyś pochwalił się swoimi sukcesami.

KJ: Jestem dumny, że dostałem się do kadry narodowej. To nie tylko osiągnięcie, ale i wymierne korzyści. Jako reprezentant Polski mam możliwość startowania w zawodach, bezpłatnego trenowania i rozwijania umiejętności. Jestem dwukrotnym wicemistrzem Polski oraz dwukrotnym halowym mistrzem Polski podczas Cavaliady w Poznaniu. Od niedawna startuję w zawodach za granicą. Zaliczyłem dotąd cztery występy i szczerze mówiąc myślałem, że będzie gorzej (śmiech). Oceny sędziów są jednak podobne, jak w Polsce.

ŁW: Najbardziej zainteresował mnie Twój występ w Katarze.

KJ: Przygoda z Katarem wyszła trochę przypadkowo. O wyjeździe dowiedziałem się zaledwie półtora miesiąca wcześniej. Wysłaliśmy zapytanie o możliwość uczestnictwa w zawodach, ale nie liczyliśmy na zbyt wiele. Katar jest krajem, który ma w zwyczaju zapraszać tych zawodników, którzy już wcześniej tam startowali. Mimo to udało się i rozpoczęliśmy intensywne przygotowania. Na miejscu „zabiła” mnie temperatura (śmiech), konie też padały z gorąca. Zaraz po przyjeździe trzeba je było ogolić, bo inaczej dostałyby udaru. Kąpaliśmy je kilka razy dziennie. Na szczęście kraj jest bogaty, więc i zawody zorganizowano na najwyższym poziomie. Mieszkałem w pięknym hotelu, z wyśmienitym jedzeniem, a jazda odbywała się w klimatyzowanej hali. To była wspaniała przygoda.

ŁW: Czy w Świętokrzyskim jazda konna jest popularna? Jakie są nasze ośrodki jeździeckie?

KJ: Jest kilka dobrych miejsc, ale trochę jeszcze nam brakuje, zwłaszcza jeśli chodzi o jazdę wyczynową. Być może to kwestia lokalnego rynku. Nie jest łatwo zachęcić nowe osoby do uprawiania sportów konnych, bo są dość wymagające i absorbujące, a przy tym kosztowne.

ŁW: Mówi się, że to również niebezpieczne hobby. Czy też tak uważasz?

KJ: Z konia spadłem tylko raz. Moja trenerka stała przez chwilę nieruchomo i zastanawiała się, czy się podniosę. Od tamtej pory nic takiego się nie powtórzyło. Czy jeździectwo jest niebezpieczne? Wszystko w pewnym sensie jest, idąc ulicą można upaść i złamać nogę. Nie ma co wpadać w paranoję. Poza tym kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.

ŁW: Czyli z czystym sumieniem możesz zachęcić młodych ludzi do spróbowania swoich sił w jeździe konnej?

KJ: Oczywiście, choć nie będę się upierał przy jeździe konnej. Ważne, by młodzi oderwali się od komputerów i aktywnie spędzali czas, na świeżym powietrzu, uprawiając dowolny sport.

ŁW: Jakie masz plany, marzenia?

KJ: Jestem człowiekiem, który wie, że musi planować, ale mimo to staram się tego nie robić z dużym wyprzedzeniem. Sportowo moim najbliższym celem jest udział w sierpniowych mistrzostwach świata w szwedzkim Goeteborgu. Na tym się skupiam, a co będzie potem, zobaczymy. Prywatnie nie mam wygórowanych marzeń, chcę być po prostu szczęśliwy i zdrowy. Marzenia wtedy same się realizują.

Tego Ci życzę i dziękuję za rozmowę.

Karol Jędrzejczyk – 24-letni kielczanin, reprezentant kraju w paraujeżdżeniu. W swoim dorobku ma dwa tytuły wicemistrza Polski (2015 i 2016). W tych samych latach, podczas Cavaliady w Poznaniu, dwukrotnie wywalczył halowe mistrzostwo Polski. Uczestniczy w zawodach międzynarodowych, ostatnio m.in. w Katarze i Holandii. W sierpniu wystartuje na mistrzostwach świata w szwedzkim Goeteborgu. Prywatnie student Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach na kierunku edukacja artystyczna w zakresie sztuk plastycznych.

Rozmawiał: Łukasz Wojtczak, Zdjęcia z archiwum Karola Jędrzejczyka

                            

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close