Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Twórczość zespołu Folya można określić jako połączenie hard rocka i muzyki alternatywnej. Muzycy formacji starają się tworzyć swój własny, indywidualny styl, nie bojąc się nowych wyzwań i eksperymentów muzycznych. Mają na koncie udaną płytę „The Rising” i mnóstwo planów koncertowych. O przyszłości zespołu opowiada jego gitarzysta i wokalista Kamil Wojtczak.

Folya to dość oryginalna nazwa dla zespołu.

Szukaliśmy takiej, która będzie prosta i krótka. Chcieliśmy, by nie przysłaniała muzyki, była charakterystyczna i intrygująca. Później okazało się, że do tego można dobudować całą warstwę filozoficzną. Folia może cię oddzielać od czegoś realnego i namacalnego i wprowadzać w świat nierzeczywisty, metafizyczny, czyli taki, który powinna nieść ze sobą każda forma sztuki. Poza tym to także łacińskie nawiązanie do liści, czyli czegoś rosnącego i rozwijającego się. Jeszcze w innym języku słowo to oznacza strumień, czyli także coś pozytywnego. A jak się ten wyraz odwróci, to powstaje Aylof, które w brzmieniu kojarzy się z miłością.

Inspirujecie się muzyką rockową i to słychać. Cechuje Was także niezwykle spójne brzmienie. To musiało wymagać dużego nakładu pracy i wielu prób. Czuje się, że długo gracie już razem.

Od początku gram z basistą i wokalistą Rafałem Baką. Jest między nami porozumienie i tak zwana muzyczna chemia. Razem nagraliśmy debiutancką płytę. W 2015 roku rozpoczęlismy współpracę z perkusistą Filipem Curusiem. Rozwinęliśmy się muzycznie. Czuliśmy, że ten trójnóg ma wszystko dobrze podparte.  Zaczęliśmy się pojawiać na festiwalach, ciekawych koncertach, przeglądach…

Dużą wagę przywiązujecie do zdobywanych nagród i wyróżnień? Pytam dlatego, że macie ich mnóstwo. Wymienię choćby I miejsce na festiwalu Rockfront 2015 w Kielcach, I miejsce na Motorockowisku w Rybniku w 2015 roku czy I miejsce w eliminacjach Liga Rocka 2017 w Jeleniej Górze. Jesteście także wyróżniani jako instrumentaliści.

To nas oczywiście inspiruje i napędza, ale ten medal ma dwie strony. Tak jak na wszystkich zawodach sportowych. Jak się wygrywa, jest fajnie. Gorzej, gdy zaczynasz przegrywać. Na festiwalach daje się odczuć ukrytą rywalizację. Wszyscy ci gratulują zwycięstwa, ale w głębi duszy każdy chciałby zdobywać nagrody. My też na początku mieliśmy takie ciśnienie. W Giżycku na jednym z konkursów, gdzie zdobyliśmy II miejsce, odkryliśmy, że to, co robimy, ma sens i… odpowiedni poziom. Zwłaszcza, że w jury był muzyk z zespołu Kobranocka. Zdarzało się też, że graliśmy nie zdobywając żadnej nagrody. Udział w festiwalach uczy pokory. W pewnym momencie zaczynasz się także zastanawiać, po co to robisz? I myślę, że chodzi po prostu o wspólne przeżycie chwili podczas koncertu. Tak ze strony odbiorców, jak i naszej.

Masz na myśli rodzaj pewnego sprzężenia zwrotnego?

Chyba tak. Moja ciocia, która pochodzi ze świętokrzyskiego, a mieszka od wielu lat w Warszawie, opowiadała mi, że kiedyś była na koncercie plenerowym muzyki Krzysztofa Pendereckiego. Orkiestra grała trudny utwór, a ona w pewnej chwili poczuła, że wszyscy – muzycy i publiczność, stali się jednością. To był jedyny raz. I chyba właśnie o to chodzi podczas koncertu.

Zjawisko nie do powtórzenia w żadnej innej sytuacji.

Chodzi też czasem o to, by się razem pobawić. Oczywiście zawsze chcesz, by muzycznie wszystko było dopracowane i dobrze brzmiało. Ale publiczność wychwytuje tylko część tego, co ty słyszysz. Po prostu każdy, kto się zajmuje czymś profesjonalnie, widzi i słyszy dużo więcej. A jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju gratyfikacje finansowe za występy, jest to miłe, bo czasem pomaga częściowo sfinansować na przykład wydanie następnej płyty. I to kusi. Jednocześnie jednak bywa niebezpieczne. Zauważyłem zjawisko tak zwanych zespołów festiwalowych, formacji, które wygrywają takie imprezy w cuglach. Po prostu potrafią się idealnie wstrzelić w nastrój i klimat rywalizacji. A jury też nie zawsze bywa obiektywne.To pokazuje, że są różne gusta, o których się nie dyskutuje.

Nagraliście znakomity album „The Rising”. Zrealizowaliście wideo do piosenki „Love song”. Jak wspominasz pracę nad płytą i przy tworzeniu teledysku?

Płytę nagrywaliśmy długo, bo dwa lata, i trochę metodą domową, to znaczy rejestrowaliśmy czyste ścieżki na komputerze, które dopiero potem obrabiało się w studiu. Nie mieliśmy ciśnienia, bo nie płaciliśmy za studio. Plusem było to, że zarejestrowaliśmy wszystko tak, jak chcieliśmy, a minusem, że się nie spieszyliśmy, zatem wszystko się rozwlekało. To żmudna praca, wymagająca poszukiwań i wielu dogrywek gitar z mojej strony. Oczywiście dzisiaj nagrywałbym zupełnie inaczej. Wtedy nie mieliśmy doświadczenia i popełnialiśmy błędy. Po latach mogę stwierdzić, że płyta wciąż ma swój urok. A „Love song” podoba się każdemu. Bo to ładny i prosty utwór. Wideo do niego to pomysł i koncepcja Mateusza Śliwy. Jest specjalistą w tej branży i całkowicie mu zaufałem.

Czy przynajesz się do jakichś inspiracji muzycznych?

Mam oczywiście swoje typy. To m.in. Metallica i choć zabrzmi to troche przewrotnie, to nie słucham ich najnowszych płyt. Nie ukrywam, że na pierwszym naszym krążku inspirowałem się stylem ich gry. Podoba mi się, jakie mają podejście do tworzonego przez siebie show. To jest ogromny poziom zaawansowania. Muse też robi świetne show. Mają wyobraźnię i wizję tego, co robią. W tej muzyce jest po prostu drive i groove, który powinien mieć każdy zespół. Powiedział nam to kiedyś Mietek Jurecki z Budki Suflera. Dostrzegł to w nas i zasugerował, byśmy śpiewali po polsku. Sam widzę dzisiaj, że w muzyce często wartościowe okazuje się coś, co jest proste, ale nie prostackie.

Czy Folya pracuje już nad kolejną płytą?

Tak. Drugi krążek ma roboczy tytuł „W nieskończoność”. Mam nadzieję, że nie będzie nagrywany w nieskończoność (śmiech)

Jest po polsku?

Trzy piosenki z dwunastu są śpiewane w języku angielskim, reszta po polsku.

Czekamy zatem na premierę. Dziekuję za rozmowę.

Dziękuję.

Obecnie zespół Folya to kwartet w składzie: Kamil Wojtczak (wokal, gitara), Rafał Baka (gitara basowa, wokal), Filip Ciuruś (perkusja, wokal), Michał Niedzielski (gitara)

Rozmawiał: Michał Sierlecki, Zdjęcia: Małgorzata Stępnik

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close