Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Gdybyśmy zadali dziś kielczanom pytanie, który fragment śródmieścia wygląda najgorzej, sądzę, że najprawdopodobniej wskazaliby tzw. Wzgórze Karscha – sąsiadujący z piękną i zadbaną zabudową Wzgórza Zamkowego obszar odpadających tynków, ruin, szczelnie oblepiony tandetnymi budami handlowo-usługowymi i reklamowym śmietniskiem.

Miejsce od dziesięcioleci sprawia wrażenie przeklętego. Przechodnie zapytani o to, czy ich zdaniem jest tam coś cennego, prawdopodobnie wskazaliby na zrujnowany dworek. Na budynek dawnego browaru zwróciliby uwagę nieliczni. Tymczasem właśnie on jest obiektem wyjątkowo cennym. To, nie licząc Białogonu, najważniejszy świadek początków nowoczesnego przemysłu w Kielcach – niezwykle ważna część naszego dziedzictwa architektonicznego.

Nowa jakość w Kielcach

Zaczęło się jednak od dworku, który na części dawnego pobiskupiego folwarku Psiarnia wybudował w 1850 r. budowniczy powiatu kieleckiego Aleksander Borkowski. Ciekawostką jest to, że w ścianę domu, stojącego przy pobliskiej ul. Owocowej, wmurowano fundacyjną płaskorzeźbę Matki Boskiej Piekoszowskiej, pierwotnie znajdującą się w fasadzie dworku. Borkowscy dość szybko zaczęli rozbudowywać budynek czynszowymi i gospodarczymi oficynami. Ostatecznie w 1868 r. sprzedali go, wraz z większą częścią terenu, rodzinie radomskich przemysłowców Stumpfów. A ci rok później rozpoczęli budowę browaru według projektu Franciszka Ksawerego Kowalskiego.

Rzeźba Matki Bożej Piekoszowskiej z 1850 roku pierwotnie wmurowana w elewację dworku – obecnie w fasadzie domu przy ul. Owocowej.

To była nowa jakość w Kielcach – pierwszy nowoczesny zakład przemysłowy w mieście. Ze starannie zaprojektowanego kompleksu budynków wyróżniała się zaawansowana technicznie suszarnia słodu (na ziemiach Kongresówki była taka jeszcze tylko w Warszawie), mająca formę czterokondygnacyjnej wieży. W tym czasie energię młynowi słodowemu i pompie rozprowadzającej rurami wodę zapewniał czterokonny kierat (w 1877 r. zastąpiony maszyną parową). Blisko ul. Ogrodowej stanęła altanka w kształcie wieżyczki, służąca do detalicznej sprzedaży piwa. A cała posesja została otoczona dekoracyjnym kamienno-drewnianym arkadowym ogrodzeniem.

Norymberskie i bawarski porter

Od 1882 r. samodzielnym właścicielem browaru został Ludwik Stumpf, fundator m.in. gmachu kieleckiego teatru, współtwórca i jeden z naczelników Kieleckiej Straży Ogniowej, członek zarządów Resursy Kupieckiej i Rady Gospodarczej Kieleckiego Towarzystwa Dobroczynności. W 1884 r. Stumpf rozpoczął stawianie nowego browaru parowego (również według projektu Kowalskiego), wkomponowanego w skarpę od strony ul. Ogrodowej. Rozbudowa spowodowana była m.in. nowymi możliwościami zbytu (m.in Zagłębie i Śląsk), jakie otworzyła budowa linii kolejowej przez Kielce (Stumpf zakupił nawet specjalny wagon kolejowy).

W szczytowym okresie rozwoju browar zatrudniał ponad 60 pracowników. Produkowane przez niego piwa: zwyczajne „norymberskie”, ciemne bawarskie i bawarski porter, szybko zyskały uznanie konsumentów. Do tego stopnia, że na rynek zaczęły trafiać podróbki wprowadzane przez nieuczciwą konkurencję. Ludwik Stumpf zaprzestał prowadzenia interesów w Kielcach w 1890 r., a browar przeszedł w ręce Stanisława Skarbka-Borowskiego, autora sztuk teatralnych wystawianych w kieleckim teatrze.

Dawna widokówka.

W 1892 r. browar kupił radomski przedsiębiorca, właściciel dobrze prosperujących garbarni i zasłużony radomski społecznik – Teodor Karsch. Nowy właściciel na stałe mieszkał w Radomiu, a kieleckim browarem w jego imieniu zarządzał najstarszy syn – Edward Adam Karsch. W 1903 r., po śmierci ojca został on jedynym właścicielem dworku i zakładu. Edward Karsch szybko wrósł w środowisko kieleckie, stając się znanym społecznikiem, w tym – podobnie jak Ludwik Stumpf – wieloletnim naczelnikiem Kieleckiej Straży Ogniowej. Za czasów Karschów blasku nabrał ogród za dworkiem, żona Edwarda – Jadwiga piastowała godność Prezesa Związku Ogrodników Kieleckich.

Pożar początkiem końca

Momentem krytycznym w historii browaru był rok 1916, kiedy po podpaleniu spłonął główny korpus zakładu. Po pożarze część zabudowań odbudowano, część (lodownia, skrzydło zachodnie) zaczęła popadać w ruinę. Produkcja wznowiona pod nazwą „Browar Parowy, Fabryka Słodu, Fabryka Wódek, Likierów i Wód Gazowych” nie trwała długo. W 1922 r. wprowadzono ogromny podatek akcyzowy, który spowodował upadek wielu polskich browarów. Pod koniec lat 20. kielecki browar został zamknięty. Do 1939 r. funkcjonowała jedynie słodownia w głównym budynku.

Po wojnie znacjonalizowany wraz z dworkiem kompleks zaczął popadać w ruinę. Zaczęto wyburzać kolejne fragmenty zabudowy, w tym w 1967 r. wieżę dawnej suszarni słodu. Na początku lat 70., w związku z poszerzeniem ul. Jana Pawła II (wtedy Świerczewskiego) zniknęła większość arkadowego ogrodzenia. Pozostałe zabudowania wpisano do rejestru zabytków, a następnie z niego wykreślono.

W międzyczasie pojawiały się kolejne plany zabudowy tego terenu. Pod koniec lat 60. „Słowo Ludu” informowało, że staną tam kolejne wieżowce mieszkalne (takie, jak ten koło pływalni). W latach 70. zaplanowano na rogu Ogrodowej i Świerczewskiego Dom Turysty. Pod koniec lat 80. dworkiem zaczął interesować się Exbud. Ostatecznie dekadę później cały teren wrócił w ręce spadkobierców przedwojennych właścicieli. Niestety, przez ostatnie ćwierć wieku trwały spory sądowe między nimi.

Projekt Domu Turysty pochodzi z publikacji „25 lat Miastoprojektu” .

Wartość przemysłowych zabytków

Przez ten czas kompleks był użytkowany przez współwłaścicielkę i jednocześnie administratorkę całości bez jakiegokolwiek poszanowania przestrzeni publicznej. W tym roku, w ramach lex Szyszko zostały też wycięte wszystkie pozostałości dawnego ogrodu oraz wyszło na jaw, że administratorka chce teren od strony ul. Krakowskiej sprzedać lub wydzierżawić pod supermarket.

I tu pojawia się wiele ważnych pytań, na które powinniśmy sobie odpowiedzieć. Po pierwsze, czy dworek i pozostałości browaru są dla Kielc ważne? Czy to część kieleckiego dziedzictwa, o którą warto zadbać? Czy – szerzej – w ogóle ważna jest dla nas przemysłowa część materialnego dziedzictwa? Wszystko wskazuje na to, że nie.

Cenne obiekty na Białogonie znikają jeden po drugim lub są deformowane. Wpisane do rejestru zabytków ruchomych urządzenia z kieleckich Marmurów (drugiego po browarze dużego zakładu, wybudowanego po sąsiedzku w 1873 r.) zniknęły. Podobnie część wyposażenia młyna przy ul. Krakowskiej. Przedwojenne zabudowania SHL-ki niedawno wyburzono, młyn i lokomotywownia na Herbach są zagrożone. W Kielcach nikt nie myśli o np. przerobieniu ich na powierzchnię mieszkalną, czyli modne i ekskluzywne lofty. Jedynym wyjątkiem jest przebudowa dawnego magazynu „Społem” przy ul. Głęboczki na Stację Biznesu. A przecież browar jest, obok zakładów białogońskich, najstarszy i najcenniejszy, a dodatkowo położony w centrum miasta.

Rozwiążmy ten problem

Jeśli dojdziemy do wniosku, że budynek browaru jest dla nas cenny, to musimy pójść dalej i odpowiedzieć sobie na pytanie, gdzie powinniśmy ustalić granicę między starym i nowym. Bo przecież nie chodzi o to, aby odbudować całość tak, jak wyglądała przed 1916 r. Co z pozostałości koniecznie trzeba zachować, a co można poświęcić? Tzw. nowy browar ma pod paskudną zewnętrzną powłoką niezwykle ciekawe wnętrza – jakie nowe funkcje można więc im nadać? Czy ruiny starego browaru, w tym obszerne sklepione piwnice, można wkomponować w nową komercyjną zabudowę o charakterze loftowym? Może z dworku zostawić tylko najcenniejszą środkową część? Co z obszarem wokół niego? Duża wolna przestrzeń nie będzie przynosić zysków. W jaki sposób komercyjnie zabudować przestrzeń od strony ul. Krakowskiej? Niewątpliwie ta część może być terenem do nowej zabudowy. I nietrafionym pomysłem jest postawienie tam supermarketu. Po pierwsze, ze względu na to, jak cenna i ekskluzywna w tkance miasta jest to przestrzeń. To domknięcie reprezentacyjnego placu – tu wręcz prosi się zabudowa o podobnym charakterze, jak budowane nieopodal na terenie po Marmurach osiedle Legionów. Po drugie, ze względów komunikacyjnych – obsługa ewentualnego dużego parkingu przy supermarkecie to w tym miejscu gwarantowane gigantyczne korki.

Dobrze, że Świętokrzyski Konserwator Zabytków i Dyrektor Wydziału Rozwoju i Rewitalizacji Miasta kieleckiego magistratu storpedowali ostatnie supermarketowe pomysły, ale zadajmy sobie pytanie, czy w ogóle jest możliwe rozpoczęcie sensownych inwestycji, z zachowaniem tego, co cenne, przy takim nastawieniu właścicieli? A może nie da się tego pogodzić i miasto powinno wziąć na siebie odpowiedzialność za ten teren i go wykupić? podobnie jak to miało miejsce w przypadku obiektów powięziennych. Zabytki niszczeją, mamy coraz mniej czasu. Nie zwlekajmy, rozwiążmy ten problem.

Tekst i zdjęcia współczesne: Rafał Zamojski

Przy pisaniu tekstu korzystałem z prac poświęconych dworkowi i browarowi autorstwa Krzysztofa Myślińskiego i Anny Kwaśnik-Gliwińskiej. Dawne fotografie pochodzą z archiwum Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Kielcach.

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close