Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Sosnowe kamienie, pieńki z orzecha czy wiśni, patyk ze sznurkiem, klocki, które do siebie nie pasują, a wreszcie złożona z wielu elementów Osada. Pod marką Dzikie Dzieci w pracowni autorskiej Anny Bery pod Łysą Górą powstają oryginalne zabawki, które wspierają naturalną dla dzieci swobodę twórczą.

Powrót do stolarni

–  Byłam dzikim dzieckiem. Wychowałam się na wsi, w Lechowie koło Bielin i moje dzieciństwo to było bieganie po polach z wiankiem na głowie, zabawa z psami, kotami, piach we włosach i zdarte kolana. Brzmi to sielsko i rzeczywiście tak było – zabawy w kontakcie z naturą, nieskrępowane obecnością dorosłych –  wspomina Anna Bera. Pamięta zapach wiórów w stolarni dziadka, ale to nie wtedy zrodziła się jej miłość do drewna, choć idąc do kieleckiego liceum plastycznego, wybrała właśnie snycerstwo. Do tej pory wspomina wspaniałe pracownie Plastyka. Po liceum były studia na Wydziale Architektury i Wzornictwa Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu. Dobrze je zapamiętała, gdyż przygotowały ją do pracy koncepcyjnej, ale była zmęczona brakiem fizycznego kontaktu z materiałem. – Dużo pracuję konceptualnie, intelektualnie na różnych poziomach, ale potrzebuję też zmęczyć się fizycznie – tłumaczy.

Z potrzeby zrealizowania swoich pomysłów urządziła w rodzinnej miejscowości pracownię, kupiła maszyny i nauczyła się je obsługiwać. Jest nie tylko projektantką wzornictwa i artystką sztuk wizualnych, ale także stolarzem. Markę meblową The Whole Elements stworzyła w 2014 roku z inspiracji jednym obiektem konceptualnym, który bardzo chciała zrealizować. Jej dzieła, to obiekty z pogranicza sztuki i designu, produkowane ręcznie w krótkich seriach lub jako unikatowe egzemplarze. Artystkę inspiruje kontakt człowieka z naturą, a także geologia Gór Świętokrzyskich – wielofunkcyjne modułowe meble z litego drewna, które projektuje i wykonuje, nawiązują do piaskowców kwarcytowych. Jej pierwsza kolekcja Earth Stone Wood prezentowana była w ubiegłym roku na targach w Mediolanie i na festiwalu Wanted Design w Nowym Jorku.

Zabawki ze stolarni

Dzikie Dzieci przyszły na świat dwa lata temu. – Dzieciaki same zainicjowały powstanie tych zabawek. Gdy założyłam pracownię stolarską i zaczęłam robić meble, maluchy z mojej rodziny przychodziły się bawić. Z czasem zyskały nawet własny stół, gdzie składowałam ścinki z mebli, a one je sobie układały. Stwierdziłam, że bardzo dużo jest tych odpadów i niedobrze byłoby je wyrzucać, bo to ładnie obrobione kawałki drewna, więc fajnie byłoby zrobić coś dla dzieci – wspomina artystka. Jej bratanek Kuba mając 3-4 lata, z wyciągniętym językiem godzinami układał wieże z nieregularnych, trójkątnych kawałków drewna. Potrafił skupić się na budowie precyzyjnych konstrukcji, choć był dzieciakiem dość rozbieganym. Zainspirowało to projektantkę do stworzenia klocków, które do siebie nie pasują, czyli Stardust. – To było niesamowite, że on sam to sobie wymyślił, układał te wieże, burzył, znów układał. Z kolei syn mojej siostry, wychowywany na nieprzyjaznym przyrodzie osiedlu w Warszawie, gdy znalazł w pracowni patyk ze sznurkiem, to wpadł w dziki szał i biegał z nim cały dzień. Po miesiącu znów przyjechał i pierwsze co zrobił, to szukał tego patyka  –  podkreśla. Nic więc dziwnego, że wśród jej zabawek jest wędka z drewnianą rybką.

Oprócz ścinków drewna artystka wykorzystuje w swoich zabawkach to, co znajdzie w lesie: gałęzie, korę, korzenie. Każdemu elementowi wnikliwie się przygląda, zanim zdecyduje, co może z niego stworzyć. Inspiruje ją biophilic design, czyli sposób myślenia o projektowaniu, który uwzględnia potrzebę kontaktu człowieka z przyrodą, ale w taki sposób, że np. architekturę dostosowuje do krajobrazu, a nie odwrotnie. –  Staram się do Dzikich Dzieci przenieść ten sposób myślenia. Nie projektuję na kartce, czy w komputerze, żeby potem zmusić materiał, by wyglądał tak, jak chcę. Odwrotnie – próbuję się zmierzyć z tym, co daje mi przyroda – tłumaczy.

Bera podkreśla, że jej zabawki nie mają wyręczać milusińskich w myśleniu, wyobraźni. – Do największego zestawu Dzikie Dzieci i Osada dołączam książeczkę, w której jest opis sugerowanej formy zabawy, choć wiem, że dzieci z tego nie korzystają, bawią się bardzo abstrakcyjnie. Równie dobrze może to być pudło sensoryczne z różnymi rodzajami drewna, żeby dzieci odróżniły np. miękką sosnę od twardego dębu –  wyjaśnia. Zachęca, by dzieci wąchały kawałki drzewa, odrywały korę, dokładnie poczuły, czym jest drewno. Są takie zestawy, które zawierają jeden, dwa gatunki, a w innych jest ich pięć, dziesięć. Niektóre zabawki są bardzo gładko oszlifowane, inne mniej, a teraz projektantka nosi się z pomysłem zestawu zupełnie nieoszlifowanego. – Siłą tych zabawek jest to, że stanowią czystą formę, nie narzucają dzieciom, jak mają się bawić, co zbudować. To zabawa dla zabawy, tworzenie dla tworzenia, liczy się tu i teraz – uważa siostra projektantki, Małgorzata Matwiejczyk, która jest psychologiem, psychoterapeutką i mamą. Jej zdaniem drewniane zabawki oddziałują na wszystkie zmysły i stymulują rozwój maluchów. Jednocześnie stanowią dla dzieci pomost do natury, która jest im niezbędna.

Uwaga! Można dotykać

Dzikie Dzieci to także warsztaty stolarskie, podczas których najmłodsi sami robią zabawki. – Podczas zajęć staram się dać dzieciom jak najwięcej wolności i możliwości zmęczenia się. Nawet gdy prace są dość niebezpieczne, to apeluję, żeby dorośli nie wyręczali swoich pociech – mówi artystka.

Warsztaty cieszą się ogromnym powodzeniem: – Dorośli pamiętają jeszcze swoje zabawy na podwórku i widzą, że ich dzieciom tego brakuje, więc szukają dla nich takich zajęć.

Najmłodsi dostają prawdziwe piły i młotki. Artystka pokazuje i tłumaczy, jak obchodzić się z narzędziami oraz z materiałem: – Należy szanować drewno, bo każde drzewo rosło 100-200 lat. Trzeba się trzy razy zastanowić, zanim się coś zrobi, żeby nie zmarnować cennego materiału – tłumaczy.

Najpierw dzieci wykonują prostsze zadania. Podczas ferii w Instytucie Designu w Kielcach stworzyły planszę i pionki do gry w kółko i krzyżyk. Po wprawkach przychodzi pora na ambitniejsze rzeczy, na koniec tygodniowych warsztatów dzieciaki z dumą prezentowały zaprojektowane przez siebie i własnoręcznie wykonane pojazdy. – Dzieci mają naturalną swobodę twórczą, którą artyści starają się odzyskać – uważa Anna Bera.

Tekst: Agnieszka Gołębiowska
Zdjęcia pochodzą z archiwum Instytutu Dizajnu w Kielcach

 

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close