Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Nowy sezon Teatr Lalki i Aktora „Kubuś” rozpoczął spektaklem dedykowanym głównie dorastającym dziewczynkom. „Akademia Pani Beksy”, w reżyserii Roberta Drobniucha, to swoista kontynuacja znanego wszystkim, kultowego dzieła Jana Brzechwy. W „Akademii Pana Kleksa” dziewczynek nie ma. Julia Holewińska, autorka tekstu, czując się zawiedziona tym faktem, postanawia to zmienić. W ten oto sposób trafiamy do magicznego świata, w którym rządzą kobiety.

Główną bohaterką spektaklu jest Basia Niezgódka (córka Adasia Niezgódki – ucznia Pana Kleksa). Dziesięcioletnia samotna dziewczynka (nie ma rodzeństwa, ani nawet psa, a chłopcy nie chcą się z nią bawić) we śnie trafia na lekcje do Pani Beksy i odkrywa uroki życia w świecie, w którym nie musi być zawsze czysta, grzeczna, miła i delikatna. Staje się łobuziarą, nie martwi się połamanymi paznokciami, siniakami czy strupami na kolanach. Może płakać, kiedy chce, i wreszcie nie dostaje na obiad okropnej brukselki. Basia Niezgódka, wraz ze swoimi nowymi koleżankami, odkrywa uroki radosnego dzieciństwa, wolnego od nakazów i zakazów.

Chłopczyca kontra plastikowa lala

Świat przedstawiony w sztuce dzieli się zasadniczo na dwa przeciwstawne bieguny. Z jednej strony mamy Panią Beksę: rozczochraną, ubraną w dziwaczny kombinezon ekstrawertyczkę, która pozwala dziewczynkom na harce i zabawy, jednocześnie przekazując im w ciekawy sposób wiedzę o otaczającym świecie. Pani Beksa to singielka, która robi, co chce i kiedy chce, spełniając się w roli nauczycielki feministki.

Z drugiej strony poznajemy świat Różowej Królowej, uosobienia współczesnych kobiecych klonów, zmanipulowanych przez media, chodzących w podobnych ubraniach i często odwiedzających gabinety kosmetyczne. Co ciekawe, Różowa Królowa dla odmiany ma córkę, niestety o partnerze Królowej nie wiemy nic: może jest, a może dawno temu odszedł do młodszej kochanki.

Sytuacja rodem ze współczesnych social mediów: inteligentne Chutnikowe, Gretkowskie i Wellmanowe kontra zadbane, ale ponoć puste Rozenkowe, Lewandowskie czy Chodakowskie. Bardzo uproszczony, krzywdzący obraz świata. Rzeczywistość zero-jedynkowa, czarno-biała, stereotypowa, szablonowa. Coś, w co w żadnym wypadku, moim zdaniem, nie wolno mieszać dzieci. Próba ukazania problemów współczesnych dziewczynek została sprowadzona do poziomu niezgodnych z prawdą banałów: jeśli nosisz różowe ubranka, masz tablet i jesz grzecznie obiad, wiedz, że jesteś klonem Joanny Krupy – wstydź się maleńka, a pfe! Za to jeśli pyskujesz, nie lubisz sukienek i skaczesz po drzewach – o tak, będą z ciebie ludzie!

Nie tędy droga niestety, jeśli chcemy wychować pokolenie odważnych, pewnych siebie, inteligentnych kobiet. Można być bizneswoman w różowym żakiecie lub spełnioną matką i żoną, jeżdżącą po zakupy na deskorolce. W szpitalach często kobiety ginekolog noszą różowe fartuchy – czyżby nie znały własnej wartości i dały się omamić przez media? Czy wszystkie dziewczynki, które siedziały na widowni w różowej garderobie (a było ich sporo: trafiły się nawet prawdziwe „klony” – bliźniaczki tak samo ubrane w pastelowe barwy), to zniewolone przez Internet i otoczenie biedne ofiary współczesnej mody? Raczej nie! Cel przedstawienia ważny, ale realizacja kulawa, a szkoda.

Dozwolone od lat siedmiu

Kolejny problem w odbiorze „Akademii Pani Beksy”, to fakt, że mimo informacji o tym, że spektakl dedykowany jest dzieciom w wieku 7+, na widowni dało się zauważyć sporo młodszych odbiorców, którzy, niestety po upływie około 40 minut, zaczynali się wiercić, krzyczeli do mam, że są głodni i zadawali smutne pytanie „długo jeszcze?”. Starsi chłopcy też nie radzili sobie z czasem trwania przedstawienia, ale pewnie wynikało to z braku, tym razem, męskich wzorców na scenie.

Uczta dla oczu i uszu

To, co w spektaklu wysuwa się na plan pierwszy, to warstwa wizualna i muzyczna. Kostiumy autorstwa Hanki Podrazy powalają: zwłaszcza elegancka suknia Różowej Królowej czy urocza piżamka Psa Balzakina. Ucztę zmysłów dopełnia muzyka, skomponowana przez Piotra Klimka, w świetny sposób nawiązująca do stylistyki lat 80. ubiegłego wieku. W pamięci na dłużej pozostaje fenomenalne wykonanie utworu „Dwa Bażanty” i piosenka-hymn „Włóż róż”, za interpretację której Agata Sobota winna dostać specjalne wyróżnienie.

Ostatecznie polecam spektakl dorosłym, jako studium przypadku, opis kierunku w jakim zmierza nasze społeczeństwo, a odradzam młodym, dorastającym widzom: szkoda karmić chłonne umysły i tak wszechobecnymi stereotypami.

Tekst: ŁB, Zdjęcie: Bartek Warzecha

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close