Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Komiks długo nie miał szczęścia do adaptacji filmowych i telewizyjnych. Z reguły szwankowała fabuła, kiczowata scenografia dopełniała katastrofy, a krytycy raz za razem miażdżyli swoimi recenzjami kolejne produkcje. Bywały wyjątki od tej reguły, ale tym bardziej podkreślały one ogólny brak pomysłu na zagospodarowanie tysięcy potencjalnych filmowych scenariuszy.

Przez kilkadziesiąt lat, nie przejmując się porażkami, kino co pewien czas podejmowało próbę realizacji jednego z popularnych tytułów komiksowych. Dość karkołomną, trzeba powiedzieć, głównie ze względu na konieczność posiadania znacznego budżetu, który pozwoliłby oddać to, co rysownicy i scenarzyści potrafili wyczarować za pomocą tylko kartki, ołówka, tuszu i farb. Na szczęście rozwijające się stosunkowo szybko techniki komputerowe dostarczyły odpowiednich narzędzi również filmowcom.

Być jak Burton

Ale po kolei… Zanim na filmowym planie na dobre zagościł komputer, co pewien czas branża wypuszczała tytuł, który dawał nadzieję, że oparte na komiksie kino rozrywkowe wreszcie się rozwinie. Jednak za każdym razem wraz z pojawieniem się kolejnych sequeli ta nadzieja gasła. Tak było w przypadku serii filmów z lat 80. o Supermanie, a sztandarowym przykładem jest cykl o Batmanie rozpoczęty przez doskonałego reżysera Tima Burtona. Dwie pierwsze części z 1989 i 1992 roku to filmy chętnie oglądane, nie tylko przez fanów komiksu. Niestety, kontynuacje z 1995 i 1997 roku w reżyserii Joela Schumachera pokazały, że potrzeba czegoś więcej niż tylko gwiazdorskiej obsady i worka pieniędzy. Tim Burton traktował widzów poważnie, bawił się konwencją, puszczał oko. Nie bał się zrobić z opowieści komiksowej dramatu, pokazać superbohatera także w chwili słabości. Długo nikt nie był w stanie tego powtórzyć…

Okładka komiksu „Salut bohaterom” autorstwa Ozga & Zeke.

Zdrowa rywalizacja

Po 2000 roku wszystko się zmieniło. Filmowcy, graficy komputerowi i autorzy komiksów wreszcie byli w stanie stworzyć produkt, który można sprzedać, a krytycy i widzowie tłumnie ruszyli do kin. Oszałamiający sukces osiągnął „Spiderman” z 2002 roku w reżyserii Sama Raimiego. Dwie kolejne części także zostały doskonale przyjęte, otwierając drogę całej plejadzie bohaterów wydawnictwa Marvel Comics. Na ekran trafili Hulk, X-Men, Thor, Kapitan Ameryka, Iron Man, Ant-Man, Doctor Strange i wielu innych. Dziś komiksowe tytuły można liczyć w dziesiątkach.

Konkurent Marvela – DC Comics także dostrzegł koniunkturę i wyprodukował doskonałą adaptację komiksu „V jak Vendetta” Alana Moora. Po sukcesie wydawnictwo raz jeszcze sięgnęło po komiks tego autora, tym razem „Strażników”. Powstał rewelacyjny film, w którym autor postawił niezwykle ciekawe pytanie: kto będzie strzegł nas przed superbohaterami posiadającymi nieograniczone moce i wypaczoną psychikę? W podobnym klimacie powstaje nowa wersja Batmana – trylogia w reżyserii Christophera Nolana.

Marvel odpowiada filmami skierowanymi do dorosłego widza. Wprowadza Wolverina i Deadpoola. I okazuje się, że podniesienie kategorii wiekowej to strzał w dziesiątkę.

Obecnie oba wydawnictwa wraz z wielkimi wytwórniami filmowymi produkują po kilka adaptacji komiksów rocznie. Plany na następne lata robią ogromne wrażenie.

Superman w odcinkach

Obie firmy dostrzegły, że mogą konkurować także na rynku telewizyjnym, na którym do 2012 roku nikt nie ryzykował większych inwestycji w komiksowe produkcje telewizyjne. Pierwszym zwiastunem nadchodzących zmian był sukces serialu „Tajemnice Smallville” o młodości Supermana oraz adaptacja komiksu „The Walking Dead” („Żywe trupy”). Dobre notowania ośmieliły producentów telewizyjnych do realizacji kolejnych tego typu produkcji.

Prawdziwy przełom nastąpił w 2012 roku. Wtedy telewizja CW rozpoczęła budowę wielkiego uniwersum z bohaterami historii obrazkowych ze stajni DC Comics. W kolejnych latach wprowadzili do swojej oferty seriale: „Arrow”, „Flash”, „Supergirl”, „Legendy przyszłości”. Trzeba przyznać, że balansują one na granicy kiczu, nie są równe, a grupa docelowa odbiorców, czyli amerykańskie nastolatki, sprawia, że często dobra zabawa dominuje nad …logiką i sensem.

Inaczej do tematu podeszła płatna, internetowa platforma Netflix, która bazując na komiksach Marvela wyprodukowała naprawdę ciekawe seriale. Netflix, wprowadzając po kolei na rynek takie tytuły jak: „Daredevil”, „Jessica Jones”, „Luck Cage” i „Iron Fist”, udowodnił, że można zrobić serial oparty na komiksie dla dorosłego odbiorcy. Zapowiadane na jesień tytuły powiększą ten niesamowity świat. Miłośnicy mocnych wrażeń będą mogli zobaczyć „Defenders” oraz „Punishera”.

Ilość wątków, postaci, światów jest tak olbrzymia, że trudno przewidzieć, jak rozwinie się ta gałąź przemysłu. Na razie telewizja wchłania wszystko, a decyzje o zaprzestaniu dalszej produkcji zapadają rzadko. Wystarczy wspomnieć o kontynuacji kontrowersyjnego „Preachera”, mrocznego „Gotham”, „Agents of S.H.I.E.L.D.”, czy ambitnego, eksperymentalnego i psychodelicznego „Legionu”. Jak widać dla wielbicieli komiksów nastały „złote czasy” w kinie i telewizji.

Strona komiksu „Salut bohaterom” autorstwa Ozga & Zeke.

Wątek kielecki

Europejski rynek adaptacji komiksów przy amerykańskim wypada dość skromnie. Europejczycy postawili raczej na ambitny film animowany i rzadko produkują oparte na komiksach filmy fabularne. Najbardziej rozpoznawalnymi postaciami są oczywiście „Asteriks i Obeliks”, autorstwa Alberta Uderzo i René Goscinnego. Pierwszy film o tej dwójce powstał w 1999 roku, czwarty w 2012. Trzeba także wspomnieć o słynnej „Barbarelli”, koprodukcji francusko-włoskiej z 1968 roku w reżyserii Rogera Vadima. Tego lata zobaczymy też w kinach ekranizację kultowego francuskiego komiksu „Valérian and Laureline” autorstwa Pierre’a Christina i Jeana-Clauda Mézièresa pt. „Valerian i miasto tysiąca planet” w reżyserii Luca Bessona.

A co z polskim komiksem? Tu możemy mówić tylko o animacjach. W 2002 roku pojawił się film oparty na komiksach z serii „Tytus, Romek i A’Tomek” Henryka Chmielewskiego – „Tytus, Romek i A’Tomek wśród złodziei marzeń”. W 2011 powstał „Jeż Jerzy” na motywach komiksu Rafała Skarżyckiego i Tomasza Lwa Leśniaka. Na 2019 rok zapowiedziana jest premiera animacji „Podróż smokiem Diplodokiem”, adaptacji komiksu Tadeusza Baranowskiego. Za obydwa tytuły – „Jeża Jerzego” i „Podróż smokiem…”, odpowiada wytwórnia filmów animowanych Human Ark.

Przy obu produkcjach pracował związany z Kielcami rysownik komiksów Janusz Ordon. A z reżyserem Lechem Majewskim współpracuje inny kielczanin – Jerzy Ozga. Artysta tworzył wizualizacje do takich projektów filmowych jak „Autobus na Golgotę”, „Onirica – Psie Pole”, „Młyn i Krzyż”, „Dolina Bogów”; operowych: „Pokój Saren” i teatralnych: „Odyseja”, „Król Edyp” czy „Opera za trzy grosze”.

Co jakiś czas pojawiają się też informacje o animacji na postawie jednego z najpopularniejszych polskich komiksów undergroundowych „Wilq Superbohater”. Niestety jak dotąd powstał tylko jeden krótki epizod reklamowy.

***

Związki komiksu i filmu wciąż się zacieśniają. Komiks czerpie inspiracje ze sprawdzonych tytułów filmowych, rozwijając ledwo zarysowane fabularnie światy w olbrzymie uniwersa i dostarcza filmowcom kolejne scenariusze. Ci zaś sięgają coraz częściej po najciekawsze tytuły ze świata powieści graficznej i produkują je coraz sprawniej. Dopóki przynosi to korzyści obu stronom, nie będziemy się nudzić, oglądając kolejne wielkie przeboje kina rozrywkowego.

Tekst: Rafał Urbański

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close