Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


To już nie turkoczący po bitych drogach dyliżans, ale szybko mknący pociąg. Wprawdzie jeszcze nie pędzący kilkaset kilometrów na godzinę TGV, ale jednak przyśpieszenie jest spore. Wiadomo, z kim wsiadasz do przedziału, ale już wcale nie jest takie pewne, w jakim opuścisz go towarzystwie.

Najnowsza premiera w kieleckim Teatrze im. Stefana Żeromskiego – sztuka „Prędko, prędko…” w reżyserii Mikołaja Grabowskiego to przede wszystkim wielka uczta dla oczu. Scenografia, dopracowane detale i piękne, nawiązujące do epoki retro, kostiumy przywodzą na myśl klasyczny teatr, w którym nie ma żadnego puszczania oka do widza i przekonywania go, że ustawiony na scenie drewniany stół to symbol całego świata. Nic z tych rzeczy. Słowa uznania należą się więc Zuzannie Markiewicz za stworzenie świata odwołującego się do czasów przełomu XIX i XX wieku, w którym panie coraz śmielej poczynają sobie z długością spódnicy, dbają o staranne fryzury, nienaganne talie i wytworne dodatki. A panowie? No cóż, noszą odprasowane garnitury, a drobne uszkodzenie nakrycia głowy urasta do rangi tragedii.

Fredro ironiczny

W tej wysmakowanej scenerii zwykli ludzie ani nie przeżywają przełomowych chwil w swoim życiu, ani nie są jakimiś nadzwyczajnymi osobowościami, ani nie zadają dramatycznych szekspirowskich pytań: być czy nie być? Ot, przeciętni zjadacze chleba… Co więc zaciekawiło Mikołaja Grabowskiego w bohaterach dwóch późnych i mało znanych sztuk Aleksandra Fredry „Z Przemyśla do Przeszowy” i „Teraz”? Wydaje się, że reżyser chciał pokazać zupełnie inną twarz hrabiego, który większości kojarzy się ze słynnym „Bardzo proszę, mocium panie” lub słynnym żądaniem „Krokodyla daj mi luby!” Reżysera nie interesuje sarmacki kostium, w jaki ubiera się bohaterów komedii Fredry, daleko odszedł też od typowej dla tego pisarza miłosnej, zagmatwanej intrygi, która zawsze ma szczęśliwy finał. Tym dwóm krótkim sztukom bliżej do klimatu Gabrieli Zapolskiej z jej ironicznym, pozbawionym złudzeń spojrzeniem na stosunki damsko-męskie.

Interes: małżeństwo

Szczególnie widoczne jest to w drugiej części spektaklu opartej na miniaturze „Teraz”. Tu rzecz cała obraca się wokół zyskownego interesu, do jakiego zostało sprowadzone małżeństwo. Ktoś ma jakieś akcje, inny – całkiem zasobne konto w banku, więc czemu nie połączyć tych dwóch aktywów i nie stworzyć dobrze prosperującej spółki? Przepraszam, małżeństwa. A gdzie tu miejsce na miłość? Wybaczcie i uwierzcie dla własnego dobra – nie warto ulegać uczuciom. Nawet najbardziej luksusowe perfumy w końcu ulatniają się, a konto w banku to rzecz pewna i lepiej budować swoją przyszłość na twardych podstawach i cyfrach.

Fredrowski magnetyzm serca przestaje działać. Opowieść o pozbawionych romantyzmu małżeńskich manewrach jest świetnie skrojona i znakomicie zagrana. Neurotyczny Leon Chwiejski w wykonaniu Bartłomieja Cabaja, dla którego wszystko dzieje się zbyt prędko, przypomina znerwicowanego Woody Allena z jego najlepszych ról. Znakomita jest Magda Grąziowska w roli twardo stąpającej po ziemi Agaty – kobiety niezależnej, która, owszem, odda rękę zaradnemu bankierowi, ale finanse zostawi pod swoją kontrolą. Miło patrzeć na tę aktorkę, która zachwyca urodą i ogromnym talentem. Na uwagę zasługuje również tyleż jowialny, co przebiegły Podziemski, w którego rolę z powodzeniem wcielił się Janusz Głogowski.

Dworcowe wątki

Inną sytuację zastajemy w pierwszej części spektaklu, która rozgrywa się na dworcu kolejowym. Ciekawe, że wielu pisarzy czy reżyserów tak bardzo upodobało sobie podobną scenerię. Dość wspomnieć „Morderstwo w Orient Expressie” Agathy Christie czy „Pociąg” Jerzego Kawalerowicza. Prawda jest bowiem taka, że nigdy nie wiadomo, kto usiądzie obok nas w przedziale, co wydarzy się w czasie podróży i z jakim bagażem (dosłownie i w przenośni) wysiądziemy na stacji docelowej?

Prawdę tę potwierdzają bohaterowie sztuki „Z Przemyśla do Przeszowy” – grupa przypadkowych podróżnych, którzy spotykają się w dworcowej restauracji. Stateczna dama z dorastającą córką, rozwódka z dzieckiem, jej safandułowaty narzeczony oraz były mąż podróżujący wraz ze swoją narzeczoną i jej ojcem. Do tego para młodych zapatrzonych w siebie małżonków, niejaki Kropaczek tytułujący się magistrem chirurgii i szalony kompozytor, łowiący kolejowe dźwięki. Dość osobliwa zbieranina ludzi, którzy znaleźli się w swoistym zawieszeniu – między jednym a drugim przystankiem swojej podróży i swojego życia.

Kolejowy epizod nie ma zaskakującej intrygi, choć tu w przeciwieństwie do części drugiej, uczucia odgrywają zasadniczą rolę. Ktoś odnajduje miłość, ktoś przestaje kochać, jeszcze ktoś zaczyna rozumieć, że żył złudzeniami i postanawia zacząć wszystko do nowa. W tej błahej, wydawałoby się, układance ludzkich losów, aktorzy tworzą znakomity, świetnie działający zespół. Są jak dobrze naoliwiona maszyna, której trybiki znakomicie ze sobą współgrają. Świetnie spisują się Mirosław Bieliński i Andrzej Plata, znakomicie wypadają panie – Dagna Dywicka, Beata Pszeniczna i – szkoda, że tak rzadko widywana na naszej scenie –  Aneta Wirzinkiewicz.

***

Spektakl „Prędko, prędko” to powrót do klasycznego, mówiącego prostym, oczywistym językiem, teatru. Może pozbawiony fajerwerków, ale rzetelny i dobrze zagrany. Bez wątpienia Mikołaj Grabowski musiał odkryć w tych nieco zakurzonych Fredrowskich opowieściach, jakąś prawdę o nas – współczesnych ludziach. Inaczej nie zawracałby sobie głowy!

Tekst: Agata Niebudek-Śmiech, Zdjęcia: Michał Grabowski

 

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close