Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Zaczęło się w marcu. 26 lat temu. Mały fiat, mikrofon, mikser, końcówka mocy i kilka głośników – to był podstawowy zestaw, dzięki któremu na miejskim targowisku w Kielcach po raz pierwszy dało się usłyszeć głos Arkadiusza Tyry. Dziś nie sposób wyobrazić sobie straganów, gwaru tego miejsca, bez charakterystycznych dźwięków płynących z megafonów. Przez te lata informował już niemal o wszystkim. Reklamował, apelował, składał życzenia i… czerpał z tego satysfakcję, bo jak sam mówi – uwielbia swoją pracę.

– Na początku komunikaty były sporadyczne. Ktoś kogoś zastawił samochodem i był problem z wyjazdem. Brało się więc mikrofon i ogłaszało, że kierowca danego auta jest proszony o odjechanie. Szukaliśmy też rodziców zagubionych dzieci, informując, że czekają na opiekunów w danej alejce czy przy charakterystycznym punkcie targowiska – wspomina dziś pan „Radio Bazar”. Za pomoc raz dostał podziękowania, innym razem stek przykrych słów. A to tylko dlatego, że ze znajomymi z bazaru zaopiekował się około siedmioletnim dzieckiem, które zgubiło się rodzicom w ferworze zakupów. Ci nie odpowiadali na apele z targowych megafonów, a nie było wtedy jeszcze komórek. Po kilku godzinach bezskutecznych apeli wezwano policję, a ta odwiozła malca do domu do Końskich. Po kilku dniach rodzice odwiedzili targowisko z pretensjami. Bo ich zdaniem… dzieciak wróciłby przecież sam do domu autobusem. – Siedmioletnie dziecko! Wyobraża pan sobie? – do dziś Arkadiusz Tyra nie potrafi pojąć czym kierowali się wówczas nieodpowiedzialni rodzice.

Ja Pana skądś znam…

Więcej było jednak przyjemnych sytuacji. Kilka razy ni stąd ni zowąd otrzymał kwiaty. Od pań, które twierdziły, że ilekroć są na targowisku, lubią słuchać brzmienia jego głosu. Raz, leżąc na stole operacyjnym, usłyszał od anestezjologa: – My to się chyba skądś znamy? Ja Pana gdzieś widziałem… albo słyszałem!. Po wyjaśnieniu, że zapewne na targowisku, lekarz rozpromienił się i poinformował obecnych na sali, że „kroimy dziś gwiazdę”. Ale czy został wtedy potraktowany podczas operacji jak ktoś sławny, już nie pamięta. Narkoza zaczęła działać…

Przyjemnym momentem było też otrzymanie pawilonu, bo nadawanie z malucha nie było wygodne. To właśnie w nim są dziś nagrywane komunikaty płynące z megafonów. – Teraz są mikrofony kierunkowe, więc nie muszą to być sterylne, studyjne warunki. Montaż odbywa się na komputerze. Ale na początku nagrywałem w domu, na kasetach. W tych czasach wymagało to wielu godzin pracy. Teraz jest o wiele wygodniej, a nagrania można przynosić na kartach pamięci czy na płycie – wyjaśnia nasz rozmówca.

W międzynarodowym towarzystwie

Przez ponad ćwierć wieku Arkadiusz Tyra obserwował ewolucję targowiska. Zmieniał się towar, zmieniali się sprzedający. Wiele z obecnych, dobrze prosperujących kieleckich firm, swoje początki miało na targowisku. I śmiało można powiedzieć, że ten pierwszy milion został zarobiony na bazarze, bo to było przecież jeszcze przed denominacją. W wielu budkach czy pawilonach biznes przejęło następne pokolenie. Jeśli ktoś rezygnuje, to głównie ze względów zdrowotnych, a pawilony w lepszych lokalizacjach długo nie stoją puste. Interes się kręci. Chociaż już nie tak prężnie jak kiedyś. Dziś mniej jest już wycieczek ze Wschodu, jednodniowych sprzedających. Choć wielu obcokrajowców wrosło w bazarowy krajobraz. Osiedlili się w Kielcach, utrzymują z handlu. Jak mówi dziś z uśmiechem Arkadiusz Tyra: – Obracam się, jakby nie było, w międzynarodowym towarzystwie. Znamy się tu od lat, atmosfera jest serdeczna.

Imieninowe i matrymonialne

Przez te wszystkie lata przekazał klientom tysiące informacji. – Żeby tylko nikt tego źle nie odebrał, ale nie zachęcaliśmy chyba jedynie do kupna broni, narkotyków i ludzkich narządów. Zresztą nie przeczytałbym niczego, co jest sprzeczne z prawem czy etyką. Poza tym na bazarach komunikowałem chyba o wszystkim. – W pamięci utkwiło mi zwłaszcza jedno ogłoszenie – wspomina. – Przyszedł kiedyś pan, wręczył kartkę, a na niej słowa „Zaspokoję samotną czterdziestkę. Stoję w alei mięsnej. Sprzedaję jelita” (śmiech). Była też moda na życzenia imieninowe. – W ten sposób pozdrawiali się sprzedawcy handlujący na placu targowym – wspomina. – Taki typowy radiowęzeł.

Swoim głosem Arkadiusz Tyra zachęca do zakupów, ale od pewnego czasu sam też sprzedaje. Bo, jak mówi, nie lubi siedzieć bezczynnie. Nagrywanie nie zajmuje mu już wielu godzin, więc zamiast patrzeć w sufit rozkłada towar i handluje. – Dzieci rosną i jakoś trzeba im zapewnić przyszłość. Czasem trzeba też odpocząć i pojechać gdzieś na wakacje. Zmienić klimat – tłumaczy. Ale zawsze wraca. Bo jednak na targowisku, w roli lektora, czuje się najlepiej.

Tekst i zdjęcie: Krzysztof Żołądek

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close