Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Najwybitniejszy architektonicznie obiekt kielecki doby PRL, czyli dworzec PKS, właśnie zyskuje drugie życie, z zachowaniem wszystkich cennych wartości pierwotnego projektu. Na szczęście. Po wielu perturbacjach własnościowych, prawnych, tę perełkę udało się uratować, a metalowy szkielet dumnie prezentuje swoją doskonałość i kusi obietnicą estetycznych wrażeń po zakończeniu odbudowy. Inne budowle tyle szczęścia nie miały.

Plany lat 60., a zwłaszcza 70. XX w. były niezwykle bogate. W króciutkim, kilkuletnim zaledwie, okresie gierkowskiej prosperity kielczanie byli bombardowani informacjami o kolejnych wielkich inwestycjach. Zapowiadano nawet planetarium i stadion w niecce kamieniołomu na Wietrzni. Zrealizować się ich nie udało. To, co z wartościowych projektów  udało się zrealizować, dzięki późniejszym – niestety mniej udanym – „remontom” i „rewitalizacjom”, nie zawsze cieszy dziś oko. Mocno „dostało” się okolicy ul. Żytniej.

Klątwa ul. Żytniej

Szczególnie smuci Hala Widowiskowo-Sportowa (oddana do użytku w 1964 roku i mająca swój bliźniaczy odpowiednik we Włocławku). Gdy analizujemy fotografie z lat 60., widzimy, jak znakomicie zaprojektowany był to obiekt – wszystkie elementy ze sobą świetnie współgrały. Niestety, ostatnie 15 lat historii hali, to ciąg kolejnych następujących po sobie dewastacji architektonicznych, dziejących się pod pretekstem remontów. Trochę to dziwi, bo hala jest własnością miasta, które szczególnie powinno chronić perełki kieleckiej architektury. Może jest szansa, że w przyszłości uda się odtworzyć oryginalny kształt tego budynku? Niewątpliwie jest tego wart.

Pierwotny wygląd Hali Widowisko-Sportowej na pocztówce z lat 60.

Kolejne nietrafione decyzje co do zabudowań przy ul. Żytniej wpłynęły na estetyczny wygląd tej części miasta. Kilka lat temu architektoniczna Polska z ogromnym wzburzeniem komentowała przebudowę świetnie zaprojektowanej z zewnątrz i wewnątrz kieleckiej kawiarni Biruta. Dziś trwają poszukiwania projektu tego niewielkiego, lekkiego, ponadczasowo nowoczesnego obiektu. Dokumentacja pozwoliłaby go odtworzyć, być może w zupełnie innym miejscu.

Kawiarnia Biruta (fot. Kaz Knap)

Rozpoznawalna była także niebanalna stacja CPN (autorstwa architekta Stanisława Szostakiewicza), połączona z ładnie zaprojektowanym śródmiejskim skwerem. Około roku 2000 zbudowano stację podobną do pierwowzoru. Niestety kilka lat temu na miejscu kameralnego, klimatycznego, tonącego w zieleni obiektu, powstała budowla pasująca raczej do pobocza autostrady, a dodatkowo wycięto w pień cały skwer i zaburzono śródmiejskie ciągi piesze. Miejscy urzędnicy wyrazili na to zgodę, tłumacząc, że 30-letnie ozdobne drzewa były „chore i zagrażały bezpieczeństwu”. Ta stacja benzynowa zajęła 5. miejsce w ogólnopolskim konkursie na architektoniczną Makabryłę roku 2014.

Stacja paliw przy ul. Żytniej (fot. Krzysztof Wilczyński)

Szklane domy PRL-u

Dobra architektura lat 60. i 70. to również lekkie szklane konstrukcje, najczęściej stosowane przy obiektach handlowych. W Kielcach udane realizacje to: pierwsza wersja Domu Towarowego „Puchatek” (później, po rozbudowie w stronę ul. Sienkiewicza obiekt zyskał nową elewację – też szklaną i niezłą, ale już nie tak lekką), pawilon meblowy przy ul. Solnej (w latach 90. przebudowany w stylu postmodernistycznym na siedzibę PZU Życie), pawilon Społem przy ul. Czarnowskiej (wciąż funkcjonuje, ale sporo stracił ze swej pierwotnej lekkości) oraz pierwsza siedziba Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej przy Urzędzie Wojewódzkim (dziś czeka na wyburzenie). Szklana lekkość, przezroczystość to również ogromny atut hali dworca PKP – oby przy zbliżającym się remoncie te walory zostały podkreślone.

Dawna siedziba Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej przy ul. Targowej (fot. Rafał Zamojski)

Przeszklone pawilony przy ul. Czarnowskiej na pocztówce z lat 70.

Trzeba pamiętać, że mocno przeszklona architektura z tamtych lat oczywiście zupełnie nie spełnia dzisiejszych standardów cieplnych. Istnieją jednak współczesne technologie, które pozwalają budować szklane elewacje i takich budynków powstaje naprawdę wiele, choćby budowana na nowo warszawska Rotunda. Z pewnością tych technik można użyć podczas renowacji i w ten sposób odtworzyć lekkie szklane konstrukcje sprzed lat. Szkoda, że inwestorzy tak rzadko się na to decydują, wybierając w zamian styropian i stawianie dodatkowych ścian.

Przeszklona hala dworca kolejowego (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Żyletką w słońce

Najwybitniejszy obiekt architektury lat 60. w Kielcach, doceniany w całej Polsce, autorstwa Stanisława Kawiorskiego i Tadeusza Steinera, zbudowano w latach 1967-71. To gmach dawnej Wojewódzkiej Rady Narodowej, dziś Świętokrzyskiego Urzędu Wojewódzkiego. Powstała świetnie wyważona kompozycja brył. Przełamany w połowie 8-piętrowy budynek „A”, grający rytmem delikatnych pionowych żyletek i połyskujących lazurowych szklanych płyt, połączony lekką przeszkloną przewiązką z prostopadłym do niego, również przełamanym 5-piętrowym budynkiem „C”. Rytmiczny poziom tej części gwarantowały rzędy betonowych „łamaczy światła” (chroniących przed słońcem od strony południowej), a elewacja pokryta była dwoma rodzajami tynku w kolorach écru i ciemnopiaskowym. Od strony północnej, gdzie łamacze światła nie były potrzebne, zaakcentowane zostały rytmy poziome: pionowe żyletki były poprzerywane i podporządkowane poziomym pasom między piętrami. Dopełnieniem kompozycji były: rotunda (tzw. „okrąglak” – budynek „B”) i „akwarium”, czyli przeszklona siedziba biblioteki. I oczywiście fantastyczna „jaskółka” przed głównym wejściem.

Urząd Wojewódzki (dawna Wojewódzka Rada Narodowa) na pocztówce z 1973 r. (fot. K. Raczkowski)

Urząd Wojewódzki (dawna WRN) tuż po wybudowaniu (fot. Krzysztof Wilczyński)

Pierwszy remont gmachów A i B miał miejsce w latach 1997-2001. Wtedy architekturę głównego budynku potraktowano z dużym szacunkiem. Wymieniono wszystkie szklane (marblitowe) lazurowe płyty elewacyjne i wstawiono wysokiej jakości drewniane zielone okna. Trudno było przypuszczać, że kilkanaście lat później, termomodernizacja tak daleko zaburzy architektoniczny kształt gmachu. Sprzyjały temu okoliczności: cenny obiekt nie jest chroniony ani przez zapisy miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, ani wpis do gminnej ewidencji zabytków. Zespół gmachów urzędu tym razem został potraktowany jak osiedlowy blok – zlecono przetarg na termomodernizację, w którego warunkach nie było ani słowa, że określone wartości architektoniczne powinny podlegać ochronie. Pierwotne wizualizacje budynku wskazywały, że remont całkowicie przekształci elewację gmachu. Protesty kieleckiego środowiska architektonicznego sprawiły, że inwestor z pomysłów na daleko idące przekształcenia się wycofał i ogłosił, że zostanie przygotowany projekt o charakterze zachowawczym. Niestety ostateczny efekt i tak zapisał się czarnymi zgłoskami w historii kieleckiej architektury. Lekkie szklane ściany z dużymi oknami zostały zastąpione ścianami, w których dominuje otynkowany styropian z małymi plastikowymi oknami. Uzyskaliśmy ciężką otynkowaną bryłę w zamian za lekką lśniącą szklaną. W części „C” zniknęły charakterystyczne poziome łamacze światła, a zamiast nich zamontowano niepotrzebne pionowe żyletki całkowicie przekształcając wizualnie tę część obiektu. Zamurowano też szklany łącznik, większość bocznych i piwnicznych okien. Smutne jest, że taką „bieda-wersję” uzyskaliśmy przy budżecie bliskim 30 mln złotych. W dodatku termomodernizacja okazała się nieskuteczna – drogi system wentylacji nie działa zgodnie z założeniami.

Urząd Wojewódzki (dawna WRN) na pocztówce z lat 70.

Czekanie na UFO

O dworcu PKS i szykowanym jeszcze wtedy remoncie pisaliśmy w 2017 roku, w 3. numerze „Made in Świętokrzyskie”. Choć oddany do użytku w 1984 roku, swą historią też sięga jeszcze lat 60. Pierwsze makiety „spodka” kielczanie zobaczyli bowiem w 1969 roku. Na nową, udoskonaloną (chodzi zwłaszcza o wyposażenie i aranżację wnętrz oraz ciągi komunikacyjne dla pieszych) wersję dworca przyjdzie nam czekać jeszcze rok. Mam nadzieję, że remont przebiegnie bez problemów, efekt końcowy będzie taki, jak wskazują na to wizualizacje i miasto wreszcie otrzyma prawdziwe i wygodne dla pasażerów centrum komunikacyjne, które zastąpi kilka rozrzuconych po mieście przystanków i minidworców.

Kultura jest w centrum

Efektowne megaplany doby gierkowskiej zamieniły się w rzeczywistości w jedną ogromną rozgrzebaną budowę, którą ostatecznie ukończono dopiero 30 lat od wkopania pierwszej łopaty pod fundamenty. Mowa oczywiście o Kieleckim Centrum Kultury autorstwa architekta Daniela Olędzkiego, pierwotnie zaplanowanym na nową siedzibę Teatru im. Stefana Żeromskiego. Gmach jest bliskim bratem (bo jednak nie bliźniakiem) Teatru Muzycznego w Gdyni (kielecki projekt powstał na bazie gdyńskiego). Wybudowano go, niestety, na miejscu bardzo ważnego kieleckiego zabytku, gmachu Leonarda. Budowlę „wymęczono”, ale to architektura bardzo dobra, doceniana w całej Polsce, co widać w kolejnych publikacjach poświęconych powojennej architekturze. Na dodatek z kluczowym akcentem lokalnym. Jej niezwykle ważną częścią jest wystrój wnętrz, a to już dzieło wyłącznie kieleckich twórców: Adama Wolskiego i Andrzeja Grabiwody.

Kieleckie Centrum Kultury (fot. Rafał Zamojski)

Jakość ze znakiem Exbudu

Lata 80. to czas chylącego się ku upadkowi systemu, który objawiał się głównie powszechnym brakiem wszystkiego i bylejakością. Pomiędzy tą szarą, smutną magmą pojawiały się jednak pierwsze jaskółki zwiastujące nowo nadchodzące czasy. Oprócz blokowisk z krzywych płyt, w połowie lat 80. powstało imponujące Centrum Biznesu Exbudu (jeszcze przecież państwowego). Wtedy także pojawiły się wyróżniające się stylem architektonicznym i jakością wykonania budynki mieszkalne. Pierwszy wybudował właśnie Exbud, a mieści się przy ul. Wojska Polskiego. W tym samym czasie ta sama pracownia architektoniczna zaprojektowała niezwykły blok przy ul. Prostej 14/16.

Blok przy ul. Prostej 14-16 (fot. Rafał Zamojski)

Kościelny boom PRL-u

W latach 70. komunistyczne państwo przestało zabraniać budowy kościołów. Do końca lat 80. postawiono ich sporo – również w Kielcach. Mają różną wartość architektoniczną. Niektóre są po prostu nierówne: łączą w sobie elementy bardzo dobre z niezbyt udanymi. Jednak jedna kielecka świątynia z tego okresu jest architekturą wybitną. To wybudowany w latach 1975-84 kościół pw. św. Józefa na Szydłówku, autorstwa architekta Władysława Pieńkowskiego. Przyglądanie się dopracowanym w najdrobniejszych szczegółach detalom tej świątyni, zarówno tym zewnętrznym, jak i wewnętrznym, daje ogromną satysfakcję. Jestem przekonany, że za jakiś czas kościół św. Józefa stanie się stałym elementem wycieczek po Kielcach. Równie ważnym i cennym jak Wzgórze Zamkowe, Karczówka, ale też WDK, Sienkiewiczowska Dzielnica Mieszkaniowa, dworzec autobusowy i Kieleckie Centrum Kultury.

Kościół pw. św. Józefa Robotnika (fot. Michał Walczak)

Tekst Rafał Zamojski

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close