Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


– Ta szabla szła z Napoleonem pod Moskwę – Czesław Gonciarz przesuwa dłonią po zimnej i błyszczącej stali. Chwyta za rękojeść, tak jakby chciał w pełnej krasie zaprezentować „towarzysza” żołnierzy, którzy wraz ze swoim cesarzem rzucili wyzwanie potężnej Rosji. Bo szabla to coś więcej niż oręż, to prawdziwy kawał historii Polski, Europy i świata.

W tym kieleckim domu każdy przedmiot, każda zawieszona na ścianie fotografia czy obraz opowiada swoją historię. Tę całkiem niedawną i tę sprzed wieków. Z zewnątrz to klasyczny szeregowiec, ale gdy tylko przekraczamy próg domu, od razu trafiamy do innego świata, gdzie tradycja i przekazywane z pokolenia na pokolenie wartości są w szczególny sposób hołubione. – Mój dom był patriotyczny, przodkowie brali udział w powstaniach: listopadowym i styczniowym – mówi kielecki szabelnik Czesław Gonciarz, gdy pytamy go skąd wzięła się jego wielka pasja, której poświęcił czterdzieści lat swojego życia. Mężczyzna pochyla się nad rozłożonymi na podłodze w karnym szyku szablami. O każdej z nich mógłby długo opowiadać. Z każdą wiąże się jakaś historia.

Kord do boju, szabla do stroju

Wszystko zaczęło się w krakowskim akademiku przy ul. Reymonta, gdzie Czesław Gonciarz mieszkał jako student Akademii Górniczo-Hutniczej. – Przez okno swojego pokoju widziałem pomieszczenie, w którym na ścianie wisiała szabla. Pomyślałem sobie, że chciałbym taką mieć – wspomina rzemieślnik. – Oczywiście nie było mnie stać na zakup takiego eksponatu, ale stwierdziłem, że sam zrobię podobną. Przekonanie pana Czesława o tym, że da radę zmierzyć się z tak trudnym zadaniem, wynikało nie tyle z jego zarozumiałości lub kompletnego braku wiedzy o tym, jak trudna jest sztuka produkcji szabli, ile ze sporego doświadczenia, które nabył w warsztacie ojca. – Mój dziadek był kowalem, tata też prowadził kuźnię w Cisowie. Jako młody chłopak pomagałem mu w pracy, podpatrywałem jego warsztat. Dlatego być może wydawało mi się, że poradzę sobie z wykuciem szabli – wspomina pan Czesław. – Zanim przystąpiłem do pracy, zaglądałem do muzeum, by dokładnie je obejrzeć. Stałem przez długie minuty przed eksponatami, aż pracownicy zaczęli na mnie spoglądać z niepokojem i chodzili za mną krok w krok.

Swoją pierwszą szablę wykonał w prowizorycznym warsztacie w mieszkaniu na dziesiątym piętrze wieżowca przy ówczesnej ulicy Rewolucji Październikowej w Kielcach (obecnie ul. Warszawska – red.). I właśnie wówczas zaczęła się jego wielka przygoda i miłość, która trwa już czterdzieści lat. Jak dodaje z uśmiechem, by ułatwić sobie nieco pracę, kupił wówczas silnik od pralki Frani i skonstruował coś na kształt szlifierki. Na prawdziwą nie było go bowiem stać. Zresztą, jak mówi, takich pomysłowych pasjonatów, którzy potrafili sobie poradzić w trudnych czasach niedoboru, było wielu. – Przeczytałem w „Horyzontach Techniki” wywiad z rzemieślnikiem, który wykonywał szable dla Cepelii. Zbrocza, czyli charakterystyczne, płytkie wgłębienia wzdłuż głowni szabli, wykonywał papierem ściernym przytwierdzonym do patyka. Trwało to wprawdzie trzy miesiące, ale udało się. Ja na swoją pierwszą głownię potrzebowałem trzech dni. Pan Czesław doskonale pamięta też moment, gdy na pchlim targu kupił pierwszą historyczną szablę. Wzór 1921 firmy Gustaw Borowski. Potem w jego kolekcji pojawiły się kolejne ciekawe eksponaty, które jego fachowe oko potrafiło dostrzec w stercie bezwartościowego żelastwa. Ale jak mówi nie bez żalu – cenniejsze szable sprzedał w stanie wojennym, bo nie miał gwarancji, czy pewnego dnia w jego domu nie zjawią się służby mundurowe, by zarekwirować „niebezpieczną” i zagrażającą ludowemu państwu broń.

Szabla szablę budzi

Wspinamy się po schodach do niewielkiego, stylowo urządzonego pokoju. Na podłodze leżą przygotowane przez Czesława Gonciarza szable. Rzemieślnik zwraca naszą uwagę na detale, prezentuje poszczególne elementy, zachęca, by chwycić za rękojeść. – Ciężka – oceniamy, dzierżąc w dłoni replikę szabli kaukaskiej z przełomu XIX i XX w. – Oryginał powstał w Hucie Ludwików, starałem się oddać go jak najwierniej – zapewnia szabelnik. Po chwili dodaje, że szabla waży około 70 dkg. Waga innych modeli jest podobna. – W XVII w. szable były znacznie cięższe, to był oręż dla prawdziwych mężczyzn, którzy bronili granic naszej ojczyzny. Potem przyszedł wiek XVIII, broń stała się lżejsza, towarzystwo zniewieściało i Rzeczypospolita się skończyła – podsumowuje w telegraficznym skrócie. Choć historia polskiej szabli jest bogata, niezwykle ciekawa i intrygująca. Dość powiedzieć, że długie dziesięciolecia musiała ona walczyć o prym z mieczem, który przez setki lat był głównym orężem polskiego rycerstwa. Co więcej – szabla jako atrybut stanu – była zakazana dla szlachty. Zmieniło się to dopiero w drugiej połowie XVI w. za panowania Stefana Batorego, kiedy to pojawiła się szabla polsko-węgierska, a potem – husarska. Dlaczego ostatecznie szabla wyparła miecz? Wpływ na to miała przede wszystkim zmiana sposobu walki – w Polsce dominowała jazda, tymczasem w Europie coraz częściej na polu walki zaczęły pojawiać się mobilne formacje piesze, potrzebujące lżejszego oręża. Rzeczypospolita musiała również zmagać się z zagrażającymi naszym granicom Turkami i Tatarami, a ci od wieków posługiwali się właśnie szablą. Swoje zrobił również rozwój broni palnej, która siłą rzeczy wyparła ciężki pancerny rynsztunek rycerstwa. Polski wojownik musiał więc, chcąc nie chcąc, zsiąść z rumaka, a ciężki miecz zamienić na szablę. Dzielni obrońcy naszych granic ostatecznie tak się w niej zakochali, że stała się ona symbolem kultury sarmackiej, wzbogaconej o mit o starożytnym pochodzeniu szlachty polskiej. Któż z nas nie pamięta dzielnego woja Rocha Kowalskiego z „Potopu” Henryka Sienkiewicza, który czule gładząc swoją szablę mówił: „Ja jestem Kowalski, a to jest pani Kowalska. Innej nie chcę”.

Pan Czesław doskonale
pamięta moment, gdy
na pchlim targu kupił
pierwszą historyczną
szablę. Wzór 1921 firmy
Gustaw Borowski.

Znawcy przedmiotu uważają, że pierwsze szable powstały w Azji, najprawdopodobniej w Chinach, gdzie były odpowiednie warunki, wykwalifikowani płatnerze oraz bogate złoża rudy żelaza. W Europie oręż ten pojawił się w średniowieczu, około V wieku, ale do upowszechnienia się białej broni doszło znacznie później,bowiem dopiero w XIV w. na Węgrzech i Rusi Kijowskiej. I tak szabelka zawojowała świat, stając się nie tylko orężem na polu walki, ale i nieodzownym elementem stroju paradnego.

Jaki rycerz, taka szabla

Na lśniącym metalu, obok wizerunku Madonny, wyryto napis: Maria Mater Dei. Z drugiej strony pobłyskuje krzyż. Czesław Gonciarz zachęca nas, by zwracać uwagę na detale – kształt i zdobienia rękojeści, żłobienia, przekroje głowni, ostrość sztychu. Egzemplarz z podobizną Maryi to przykład szabli węgierskiej, której oryginał znajduje się w kieleckim Muzeum Narodowym. Jak tłumaczy szabelnik – na głowni szabli często pojawiały się sentencje – zarówno łacińskie, jak i polskie. Były to zazwyczaj zawołania rodowe, motta życiowe lub krótkie modlitwy. Napisy i pojawiająca się symbolika pozwalały zidentyfikować właściciela białej broni, nadając jej indywidualny charakter.

Przyglądamy się szabli husarskiej, która zdobiona jest oszczędnie, bo i nie o piękno w niej chodziło, lecz raczej o skuteczność podczas walki. Określano ją mianem szabli czarnej, bowiem wykonana była najczęściej ze stali oksydowanej, a używały jej oddziały lekkiej jazdy Rzeczpospolitej. Zupełnie inaczej prezentuje się karabela, która najsilniej zrosła się z tradycją sarmacką, pełniąc nie tylko funkcję wykorzystywanego na polu walki oręża, ale i nieodzownego elementu szlacheckiego stroju. Pan Czesław podnosi szablę z podłogi, układa ją w poziomie na obu dłoniach i dumą prezentuje swoje dzieło. – To prezent dla wnuka – zdradza. A inne szable? Można jednym tchem wymienić – batorówki, kościuszkówki, zygmuntówki, janówki czy augustówki… Nazwy modeli pochodzą od imion polskich władców, za czasów których szable pojawiły się w powszechnym użyciu. Bardziej współczesne wzory szabli oznacza się numerami. Pan Czesław wyspecjalizował się we wzorze 34, czyli w tzw. ludwikówkach, które od 1936 roku aż do wybuchu wojny produkowane były w kieleckiej Hucie Ludwików. Źródła podają, że powstało 40 tys. egzemplarzy, odznaczających się bardzo dużą wytrzymałością.

Rzemieślnikowi
trudno oszacować,
ile szabli wykonał
w ciągu czterdziestu
minionych lat.

Rzemieślnikowi trudno oszacować, ile szabli wykonał w ciągu czterdziestu minionych lat. Swoją pasję dzielił z pracą zawodową w kieleckim Przedsiębiorstwie Geologicznym, ale gdy tylko miał wolną chwilę od razu wędrował do warsztatu, by oddać się ukochanemu zajęciu. Zawsze dbał o to, by wykonywana przez niego replika była wierna oryginałowi, dlatego przed przystąpieniem do pracy wnikliwie studiował literaturę fachową, by nie popełnić żadnego błędu. Z dumą mówi, że zgromadził pokaźny księgozbiór na temat białej broni. – Nie mogłem żyć bez warsztatu, spędzałem tu po sześć godzin dziennie. Jeden egzemplarz byłem w stanie wyprodukować w ciągu trzech dni – wyznaje. – Dziś zdrowie już niestety nie dopisuje, w zapasie mam kilkanaście wykonanych w połowie głowni, które czekają na wykończenie. Nigdy nie pozwalał sobie na drogę na skróty. – Każdy przedmiot można wykonać na różne sposoby, nowoczesne narzędzia pozwalają skrócić proces produkcji, ale taki wyrób nie ma nic wspólnego z oryginałem – tłumaczy. Większość prac zawsze wykonywał ręcznie, tak jakw dawnych czasach, począwszy od kucia, modelowania, po szlifowanie i polerowanie. A to bardzo pracochłonne i wymagające precyzji zajęcia.

Ani do pióra, ani do szabli

Czesław Gonciarz mówi, że zamówienia na szable spływały do niego z całej Polski – od pasjonatów, kolekcjonerów, członków grup rekonstrukcyjnych. Biała broń zawsze miała swoich admiratorów, jak widać pozostała w nas nostalgia za szlachecką szabelką. Rzemieślnik prowadzi nas do przylegającego do salonu pokoju. Oglądamy biblioteczkę z literaturą fachową, alenaszą uwagę przyciąga zawieszona na ścianie oryginalna batorówka z początku XVII wieku. Miejscami zjedzona przez rdzę, sczerniała. Widać, że lata świetności ma już za sobą, w niejednej potyczce musiała siekać swoim ostrzem przeciwnika, broniąc granic Rzeczpospolitej. Jakiś szlachcic nosił ją zapewne z dumą u swego boku.

– Najważniejsze, by szabla leżała w ręce – tłumaczy pan Czesław. A jak to osiągnąć? Ot, to już tajniki, które rzemieślnik zgłębiał przez całe życie i wytłumaczyć tego się nie da. To po prostu trzeba czuć. •


Podczas pisania artykułu korzystałam z „Encyklopedii wojskowej” (Bellona, PWN 2007). Cytaty wykorzystane w śródtytułach zaczerpnięte zostały z portalu sarmata-barok.blogspot.com.

tekst: Agata Niebudek zdjęcia: Anna Benicewicz-Miazga

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close