Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


We wsi nastała radość, Maryś wychodzi za mąż. Będzie zabawa do białego rana, wyśmienite jadło i przyśpiewki, a na sam koniec przenosiny. Świętokrzyskie wesele czas zacząć!

Zanim jednak wesele się rozpocznie, konieczne jest dopełnienie całego ceremoniału – począwszy od swatów, czyli zdobycia informacji, co o absztyfikancie myślą panna i jej rodzice, poprzez zapowiedzi (pamiętajcie, że pierwszych nie można słuchać, bo przynosi to pecha), a skończywszy na wybraniu starościny i starosty wesela. Teraz czeka nas tylko przygotowanie imprezy, na którą niegdyś przybywała cała wieś.

– Na weselu możemy znaleźć wszystko, co najpiękniejsze w naszej tradycji: stroje, zwyczaj, muzykę, gwarę i taniec. No i nie ma wesela bez poczęstunku – mówi Grażyna Grudziecka kierownik zespołu ludowego „Jaworzanki”, wystawiającego widowisko obrzędowe „Wesele Świętokrzyskie”. – Pomysł przedstawienia narodził się kilka lat temu, kiedy wraz ze stowarzyszeniem „Razem dla wszystkich” postanowiliśmy przybliżyć mieszkańcom tradycję obrzędu weselnego w naszym regionie. Ogromny sukces  doprowadził do powstania drugiej części spektaklu „Ocepiny”. Warto podkreślić, że zwyczaje weselne były i do dziś są podobne w całej Polsce. Drobne różnice, które występują nawet pomiędzy sąsiadującymi wsiami, polegają m.in. na innej intonacji czy tekście przyśpiewek oraz zmianach w poszczególnych elementach obrzędu – wyjaśnia.

Tradycyjne świętokrzyskie wesele trwało nawet kilka dni. Poprzedzał je wieczór kawalerski i panieński (choć ta nazwa jest raczej współczesna). W dniu ślubu, przed wyjazdem do kościoła pan młody z rodzicami i drużbami przyjeżdżali do domu panny młodej, po drodze mijając wiele „bramek”. W domu panny odbywało się błogosławieństwo rodziców, a potem jej pożegnanie z całą rodziną. Orszak weselny ruszał do kościoła, gdzie odbywały się zaślubiny, którym towarzyszyło mnóstwo przesądów i zwyczajów. Jednym z nich było obsypywanie wychodzących z kościoła młodych zbożem, monetami lub cukierkami. Wyzbieranie wszystkich pieniędzy gwarantowało młodym dostatek.

Po przyjeździe do domu, młodych witali rodzice albo starosta i starościna – chlebem i solą, jak każe obyczaj, a także wódką. Kieliszek para tłukła – oczywiście na szczęście. Potem świeżo upieczony małżonek  przenosił żonę przez próg i wesele można było rozpocząć.

Niewiele mamy informacji, co spożywano podczas weselnej biesiady. – W dużej mierze zależało to od zasobności rodzinnego portfela. Na stołach dominowała tradycyjna kuchnia, potrawy regionalne, pojawiało się niedostępne na co dzień mięso, z ciast pieczono kołacze – wyjaśnia Grażyna Grudziecka. – Jedną z tradycyjnych potraw naszego regionu są prazoki, inaczej nazywane prożuchami, prażakami, prażuchami lub porką. Także one mogły znaleźć się na weselnym stole, obok kwaśnicy czy rosołu z młodych kogutków. To gotowane ziemniaki zasypywane mąką pszenną. Potrawa prosta, smaczna, ale także tania i niezwykle sycąca. Niektórzy zamiast mąki pszennej używają mąki gryczanej czy kaszy jęczmiennej. Prazoki są podawane jako potrawa postna z mlekiem lub śmietaną i cukrem, ale także tłusto kraszona skwarkami i boczkiem. Aby nadać smaku potrawie, ziemniaki można gotować z grzybami lub ziołami – dodaje.

W czasie weselnej uczty tańczono, bawiono się i wręczano prezenty. Późnym wieczorem odbywały się oczepiny, czyli symboliczne przejście panny młodej ze stanu panieńskiego w zamężny. Wesele kończyły przenosiny polegające na przeprowadzeniu młodej żony (wraz z wianem, a jakże) do domu męża, gdzie teściowie witali ją chlebem, solą i cukrem.

Przepis na prazoki

Składniki:

– 1 kg obranych ziemniaków
– 15 dag mąki pszennej
– sól
– woda

Wykonanie:

Ziemniaki zalać wodą, posolić i gotować około 15 minut. Następnie wsypać mąkę i gotować na wolnym ogniu do czasu, aż ziemniaki będą miękkie. Odcedzić wodę, która nie wchłonęła mąki (warto ją zatrzymać, jeśli okaże się, że potrawa jest zbyt gęsta). Ziemniaki ubijać na gładką masę. Jeśli prazoki są zbyt suche, należy dodać do nich nieco wody i ubijać aż do uzyskania jednolitej masy. Łyżkę maczać w tłuszczu i formować nią porcje prazoków.
Gotowe polewamy, według uznania, boczkiem z cebulą, śmietaną lub posypujemy cukrem.

Tekst i zdjęcia: Marta Herbergier

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close