Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Znakomita, wpadająca w ucho muzyka i przemyślane, ambitne teksty piosenek. Powstały w 2013 roku zespół Hook wydał niedawno swoją pierwsza płytę „Bunt” i zdobywa coraz więcej fanów. Pochodzący z Końskich oraz Kielc muzycy są pełni pokory i świetnych pomysłów.

fot. Patryk Ptak

Hook zyskuje coraz większą popularność, jest obecny na listach przebojów, zbiera wiele pochlebnych recenzji. Powiedzcie jak to się wszystko zaczęło?

Mateusz Salata: Każdy z nas zaczynał w innym zespole, ale z czasem wszystkie te projekty z różnych powodów upadły. Potrzebowałem czegoś nowego. Na początku skomponowałem trzy utwory razem z Marcinem Michalczykiem – obecnie naszym oficjalnym tekściarzem – które nagrałem i wysłałem do wytwórni fonograficznych. Ku mojemu zdziwieniu odezwały się dwie. Z jedną z nich podpisaliśmy kontrakt, który, co prawda, po roku zerwaliśmy, ale na początku byłem bardzo podekscytowany, że w końcu się udało. W poprzednim zespole grałem osiem lat i nic takiego się nie wydarzyło, a tu wystarczyły trzy piosenki, żeby zostać zauważonym. Dało mi to do myślenia, że w tym materiale coś jest i warto iść w tym kierunku. Niestety fizycznie naszego zespołu jeszcze nie było. Musiałem szybko podpisać kontrakt z wytwórnią i skompletować skład. Było o tyle łatwiej, że wiedziałem, czego chcę i jaką będziemy grać muzykę.

Kogo ostatecznie wybrałeś?

MS: Od dawna byłem zżyty z Brodą (Marcin Padusiński), wiedziałem, jak gra, i byłem pewny, że jest odpowiednią osobą. Potem wspólnie zdecydowaliśmy o perkusiście Bartku Adamczyku, a z czasem spotkaliśmy się z Okiem (Paweł Okła).

Co oznacza Hook?

fot.Michał Szwerc

MS: Interpretację nazwy pozostawiamy słuchaczom. Moje pierwsze skojarzenie z Hook-iem było związane z filmem o tym samym tytule. Jednak najważniejsze znaczenie zaczerpnięte zostało z języka angielskiego, a chodzi o najbardziej chwytliwy element w piosence. Hook, to również hak, który cię łapie, dzięki któremu usłyszysz piosenkę, a potem przez cały dzień masz ją w głowie. Komponując utwory zawsze chciałem, aby były w nich momenty, które wywołują szczególne emocje. Zależało mi również na możliwie łatwej i krótkiej nazwie, takiej, którą wypowie moja babcia. I wreszcie huk w polskim znaczeniu, bo gramy muzykę głośną, rockową.

W skład Waszego zespołu wchodzi czterech facetów. Są przez to zgrzyty między Wami?

MS: Jesteśmy zgrani i dogadujemy się, bo życie nas nauczyło, że tylko w ten sposób możemy iść do przodu. Doświadczenie z poprzednich bandów pokazało, że inaczej nie można. To tak, jak z zakładaniem firmy, gdzie w grę wchodzą duże pieniądze. Musisz być pewnym, że osoby z którymi współpracujesz, będą cię wspierać i napędzać.

Paweł Okła: Gdy spędzamy ze sobą cały weekend, z czego nawet dziesięć godzin w samochodzie, to po prostu musimy się ze sobą dogadywać. Czasem się spieramy, dyskutujemy, ale nikt się nie obraża. Co mamy sobie powiedzieć, to powiemy. Nigdy nie upieramy się, gdy ktoś drugi ma lepszy pomysł, bo wszystkim nam zależy, aby zespół szedł do przodu.

Wasz obecny tryb życia – koncerty, nagrania – musi być mocno absorbujący fizycznie i psychicznie, słyszałem już od Pawła o nocnych próbach. Nie zamienilibyście tego na spokojniejsza pracę w biurze?

PO: Każda praca ma swoje plusy i minusy. Wiadomo, że po koncercie chciałbym wrócić do domu,  położyć się w swoim łóżku i odpocząć. Jednak nasza pasja powoduje, że kiedy już odetchniemy, to dalej chcemy robić to samo. Wydaje mi się, że gdybyśmy pojechali w trasę na miesiąc, do obcego kraju, byli skazani tylko na siebie, wtedy możliwe, że nasze relacje mogłyby ulec pogorszeniu (śmiech). Na szczęście spotykamy się głównie na próbach i koncertach, a każdy z nas ma życie prywatne. Mamy czas, żeby od siebie odpocząć. Hook nie jest też naszym jedynym źródłem zarobku, dlatego pewne rzeczy musimy ciągle konsultować, żeby z niczym nie kolidowały. Pozostajemy ze sobą w stałym kontakcie, często dzwonimy do siebie po koncertach.

Wasze utwory są przeznaczone dla świadomego słuchacza. A teksty równie ważne, co muzyka.

MS: Gdyby tak nie było, to tworzylibyśmy muzykę instrumentalną. Przygotowujemy obecnie materiał na drugą płytę, mieliśmy 44 teksty, z których wybraliśmy 10, co do których jesteśmy pewni, że trafią do słuchacza. Do tych słów staramy się robić muzykę. Na pierwszej płycie było dokładnie odwrotnie. Teksty pisze wspomniany Marcin Michalczyk, nasz piąty Beatles (śmiech). Wszyscy dobrze się znamy, więc słowa wynikają z naszych osobistych doświadczeń.

fot.Robert Grablewski

Kiedy można spodziewać się kolejnego krążka?

Płyta „Bunt” ukazała się w listopadzie 2016 roku, dopiero napędzamy jej promocję. Wszystko to idzie w parze z koncertami, później skupimy się na nowym projekcie i, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, wiosną 2018 roku ukaże się kolejny krążek.

Często zdarza się, że gracie supporty przed innymi zespołami. Jaki macie do tego stosunek?

MS: Nie mamy z tym żadnego problemu. Dzięki kapelom przed którymi gramy, mamy szansę pokazać się przed ich publicznością, zaprezentować podobny gatunek muzyczny i zdobyć nowych fanów. Możemy być im za to wdzięczni. Pomaga nam burmistrz Końskich. Dzięki niemu mamy środki na teledyski, czy chociażby wyjazd w trasę, którą gramy na przykład z Chemią i Irą.

Czy fakt, że pochodzicie z Końskich oraz Kielc ma znaczenie, pomaga lub przeszkadza w jakikolwiek sposób?

PO: Jeśli chodzi o warstwę muzyczną to nie ma żadnego znaczenia skąd się wywodzimy. Skoro ludzie z najmniejszych miejscowości robią światową karierę, a inni, z Warszawy, stoją w miejscu, to pokazuje, że pochodzenie nie ma znaczenia. Wszystko warunkuje determinacja i chęć pracy danego zespołu. Wywalają cię drzwiami, wchodzisz oknem.

Czy w Świętokrzyskiem są warunki, żeby rozpocząć karierę muzyczną?

MS: Mamy Bazę Zbożową w Kielcach, Klub Kaesemek w Końskich, domy kultury, placówki świetnie wyposażone w sprzęt. Nic, tylko iść i grać, za darmo. W Warszawie trzeba za to płacić ciężkie pieniądze. Wystarczy tylko trochę się tym zainteresować i wykazać odrobinę chęci. Niestety młodzież obecnie bardziej interesuje się Snapchatami, nie wychodzi poza telefon komórkowy. Zapytasz o Roberta Planta i oni nie mają pojęcia, kto to jest. U nas można przede wszystkim pracować nad sobą.

Śledzicie opinie na swój temat zarówno te dobre, jak i złe, bierzecie je pod uwagę tworząc swoje piosenki?

MS: Czytamy opinie i często mamy przy tym dobrą zabawę, zwłaszcza jeśli chodzi o negatywne komentarze. Przyjmujemy tylko konstruktywną krytykę, ale też wiemy, czego chcemy i co mamy robić. Jeśli komuś podoba się nasza muzyka, to nas to cieszy, jeśli jest odwrotnie, nie musi nas przecież słuchać. Zdarza się, że „pomyje się wylewają”, ale to też jedyny moment, kiedy można być totalnym egoistą.

fot.Robert Grablewski

Macie już wiernych fanów?  

PO: Mamy, również w innych miastach, często odbieramy od nich wyrazy sympatii.  Zawsze też cieszy nas, gdy publiczność podczas koncertów śpiewa refreny razem z nami. Wiele osób pisze do nas na Facebooku, wysyła smsy.

Jesteście rozpoznawalni na ulicy, rozdajecie autografy?

MS: Nie, aż tak dobrze jeszcze nie jest (śmiech). Z drugiej strony podejrzewam, że nawet bębniarz Metalliki mógłby się przespacerować ulicą Sienkiewicza i nikt by go nie poznał. Ale nie gramy muzyki po to, żeby być rozpoznawalnym i nie czekać w kolejce do lekarza (śmiech). Niektórzy uważają nawet, że popularność to kara za swój zawód, drudzy to lubią. Pewnie, że czasem bywa to miłe, jeśli dostajemy pochwały, ale cenimy sobie też obecną sytuację.

Jakie macie marzenia jako zespół… Opener, Woodstock?

MS: Nie zabiegamy o festiwale. Trzeba osiągnąć dużo więcej, żeby to druga strona była nami zainteresowana. Przebijanie się na siłę jest trudne. Pojedynczy autorski koncert jest czymś cenniejszym, bo przychodzą na niego ludzie ukierunkowani, nastawieni na dany zespół. Na festiwalach jest inaczej, ludzie słuchają piosenki przez kilka minut i niekiedy mają dość, czekają na następnego wykonawcę. Nam zależy najbardziej, aby ściągać jak najwięcej publiczności na nasze koncerty i zarażać swoją muzyką.

Macie swoje wzory muzyczne?

PO: Tak, są wykonawcy i zespoły, którymi fascynujemy się od lat, ale to nie jest tak, że się do nich odnosimy, to po prostu jest w nas. Ja na przykład słuchałem bardzo dużo muzyki gitarowej, od Beatlesów, poprzez takie gwiazdy jak Joe Satriani, Stevie Ray Vaughan, który jest dla mnie wielką inspiracją, Erick Clapton, John Petrucci, czy zespół Dream Theater. To, co tworzymy, to wypadkowa tego, co czujemy, tych wszystkich inspiracji.

Czego Wam życzyć?

MS: Determinacji do walki ze światem managerskim, dobrych koncertów i pomysłów na nowy materiał. Reszta zrobi się sama.

Tego Wam życzę. Dziękuję za płytę i za rozmowę.

Rozmawiał: Łukasz Wojtczak

Mateusz Salata – wokalista, gitarzysta, perkusista i czasami basista. Dodatkowo zajmuje się realizacją dźwięku i mixem w studio. Przelewanie osobistych przeżyć i emocji na autorskie kompozycje to również jego pasja. Bez muzyki chyba by nie istniał.

Paweł „Oko” Okła – gitarzysta, wokalista, twórca piosenek. Absolwent Edukacji Muzycznej UJK. Instruktor muzyki w O.K. „Ziemowit” filia D.K Zameczek. Gitarzysta i wokalista zespołu HOOK. Poza muzyką lubi dobre filmy, ciekawe książki i przyjaznych ludzi.

 

 

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close