Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Ten sport nie należy do łatwych i bezpiecznych. Jednak Kamila Świercza, kielczanina, który odnosi coraz większe sukcesy w downhill, nie są w stanie powstrzymać opinie innych, ani groźby poważnych kontuzji. Bo bez pasji człowiek umiera…

Na czym polega downhill? Bo przyznam, że nazwa niewiele mówi przeciętnemu Kowalskiemu.

Downhill, czyli kolarstwo grawitacyjne, to indywidualna jazda na rowerze na czas – z góry, po stromym zboczu. Mamy do pokonania pewną trasę, którą musimy przebyć jak najszybciej. Po drodze jest wiele przeszkód, to tzw. hopy, dropy, rockgardeny, czyli miejsca z dużą ilością wystających kamieni. Ten sport nie należy do łatwych, jest bardzo niebezpieczny i wymaga dużej koncentracji oraz ponadprzeciętnych umiejętności.

Jeśli jest tak niebezpieczny, to nie są Wam też obce kontuzje. Czy często zdarza się, żeby z ich powodu ktoś rezygnował z tego sportu?

Kontuzje zawsze odstraszają, poza tym – tak jak w moim przypadku – mogą powodować problemy w życiu prywatnym, przede wszystkim w pracy. To z kolei przekłada się na finanse, tak bardzo w tym sporcie potrzebne. I koło się zamyka. Są tacy, którzy po poważniejszych urazach blokują się psychicznie. Myślą o tym, że upadek może się powtórzyć, a nawet skończyć poważniejszymi konsekwencjami. Wielu podchodzi do sprawy w ten sposób, że nie rezygnuje całkowicie z jazdy na rowerze, ale odpuszcza niektóre zawody i pokonywanie trudniejszych przeszkód.

Ciebie kontuzja nie odstraszyła…

Miałem chwile załamania, kiedy chodziłem z ręką w gipsie. W pewnym momencie pozbyłem się nawet roweru. Postanowiłem skończyć z downhillem. Kiedy jednak zdjęto mi gips, a rehabilitacja zaczęła dawać efekty, wróciła mi chęć do dalszej jazdy. Zacząłem trenować od nowa.

Czy Świętokrzyskie to dobre miejsce na uprawianie tego rodzaju sportu?

Nasze województwo ma wielki potencjał ze względu na dużą ilość terenów górzystych. Nie są to może wysokie góry, ale na potrzeby downhillu i lekkiego freeride’u zupełnie wystarczające. Niestety mamy duże problemy z leśnikami oraz plagą ścinek, które demolują cały las, a przy okazji nasze trasy.

W jaki sposób je wyszukujecie i przygotowujecie?

Robimy je sami, własnoręcznie. Dosłownie bierzemy łopaty, grabie i pracujemy. Można oczywiście jeździć po naturalnym terenie i nie ingerować w środowisko, choć staramy się dbać o las i zmieniać tak, by nasze poprawki były minimalne. Bardziej niszczy go nadmierna gospodarka leśna.

Na czym jeździcie?

Nasze rowery posiadają wytrzymałe amortyzatory oraz ramę wykonaną z utwardzonego aluminium lub karbonu, czyli tworzywa sztucznego. Odpowiednią odporność muszą mieć także koła, których nie oszczędzamy jeżdżąc po kamieniach. Felgi narażone są na częste uszkodzenia. Od sezonu 2015 w kolarstwie grawitacyjnym upowszechnił się nowy rodzaj kół o rozmiarze 27,5 cala. Dzięki temu rower jest dłuższy, stabilniejszy oraz lepiej pokonuje nierówności. Są już plany, aby koła osiągnęły rozmiar 29 cali, choć mam nadzieję, że to rozwiązanie nie wejdzie w życie, bo takie koła będą już nieporęczne. Hamulce także odgrywają znaczącą rolę. W rowerach zjazdowych montowane są jedynie tarczowe, hydrauliczne. Musimy mieć pewność, że na trasie nas nie zawiodą.

Czy to sport na każdą kieszeń?

Jeśli zaczynamy przygodę z downhillem i zależy nam na profesjonalnym sprzęcie, to musimy się liczyć z wydatkiem rzędu 10 tys. zł. Wiele osób zaczyna jednak od rowerów używanych, starszych typów, które nieco odbiegają od tego, co jest wprowadzane na bieżąco na rynek. Do tego trzeba zgromadzić pozostałe akcesoria, takie jak ochraniacze, kask, czy gogle.

Jak popularny jest downhill w Polsce?

Z każdym rokiem nasza dyscyplina nabiera większego rozpędu, ale głównie wśród zawodników. Jest ich coraz więcej. Zawody przyciągają nawet pół tysiąca osób. Niestety nie przekłada się to na popularność wśród odbiorców. Niewielu wie, czym jest downhill, nie jesteśmy obecni w mediach. A przecież w Polsce mamy mistrza Europy – Sławka Łukasika. O jego sukcesie większe portale nawet się nie zająknęły.

Jakie były Twoje początki na rowerze?

Zaczynałem od jazdy rekreacyjnej, bez planów na jakiekolwiek ściganie. To była czysta przyjemność. Z czasem zacząłem próbować co raz to nowych rzeczy, a Internet stał się źródłem inspiracji i wiedzy na temat downhillu, o którym nie wiedziałem kompletnie nic. Krok po kroku uczyłem się nowych rzeczy. Wszystkiego próbowałem sam.

Jaki jest Twój największy sukces?

Zająłem drugie miejsce na Diverse Downhill Contest w Wiśle. Cieszy mnie to podwójnie, bo ze względu na kontuzję sezon 2016 był dla mnie praktycznie stracony. Na szczęście udało mi się pozbierać. Po trzech miesiącach przerwy wsiadłem na rower i mogłem startować. Cieszę się, że znalazłem w sobie determinację.

Zima to dla Ciebie „martwy sezon”?

Zdecydowanie nie. Należy wtedy ciężko pracować, może nawet ciężej niż latem. Konieczne są ćwiczenia na siłowni, rower stacjonarny i wszystko, co pomaga utrzymać kondycję. Ja jeżdżę na snowboardzie, ćwiczę w domu. Dbać trzeba również o sprzęt. Dokonywać zmian, udoskonalać.

Jakie masz plany na najbliższy sezon?

Chciałbym wystartować w jak największej liczbie zawodów i pokazać się z jak najlepszej strony. Będę się ścigał w najwyższej kategorii Elita. Ciężko na to pracuję i tylko ja wiem, ile mnie to kosztuje fizycznie, finansowo i przede wszystkim psychicznie. Załamanie przychodzi co jakiś czas, ale mam marzenia, które chcę zrealizować. Pasja jest w życiu najważniejsza, choć są ludzie, którzy nie potrafią tego zrozumieć. Wręcz namawiają mnie, żeby przestać inwestować swój czas i pieniądze w downhill. Jeśli chodzi o dalszą przyszłość, to – o ile dopisze mi zdrowie i nie zabraknie sponsorów – chciałbym, aby sport stał się moim pomysłem na życie.

Jak długo może trwać kariera zawodowca w downhillu?

Poza wspomnianym zdrowiem i pieniędzmi, zależy to już wyłącznie od tego, jak długo nam się chce to robić. Dopóki jesteśmy sprawni, możemy jeździć. Wiek nie jest barierą. Pochodzący z Wielkiej Brytanii były mistrz świata Steve Peat jeździł do 42. roku życia.

Downhill Telegraf. Co to takiego?

To jest – mówiąc w cudzysłowie – rodzaj spontanicznej ligi sportowej. Mamy utworzony profil na Facebooku, gdzie dodajemy filmy z naszych weekendowych poczynań, treningów itp. Telegraf to dobre miejsce, nie tylko ze względu na ukształtowanie terenu. Jego wielkim atutem jest też wyciąg krzesełkowy, który znacznie ułatwia nam treningi. Nie musimy tracić czasu i energii na wchodzenie z rowerami pod górę. W każdy weekend zbieramy się na Telegrafie i razem jeździmy.

Czy w naszym regionie odbywają się zawody downhillowe?

Jedyne duże zawody to te ku pamięci zmarłego Edwina Chlewickiego. Biorą w nich udział ludzie z całej Polski. Poza tym w naszym regionie nie ma tego typu imprez. Szkoda, bo mamy wielki potencjał: trasy i rowerzystów. O niektórych na pewno jeszcze usłyszymy…

Czego Ci życzyć?

Żeby nasz sport się rozwijał i żeby traktowano nas nie jako wandali, ale ludzi z pasją, którzy nie tylko nie niszczą lasu, ale o niego dbają. Poza tym proszę życzyć mi zdrowia! W dalszym ciągu również odpowiednich funduszy. Paradoksalnie mogą mi pomóc stosunkowo niewielkie kwoty. Na przykład w najbliższym czasie będę potrzebował około 2 tysięcy złotych. Przyszło mi w tym momencie do głowy, że może dzięki temu wywiadowi uda mi się uzyskać stosowne wsparcie. Mogę za to obiecać, że dam z siebie wszystko w tym sezonie (śmiech).

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Łukasz Wojtczak

 

zdjęcia: Mateusz Wolski

Kamil Świercz – 24-letni kielczanin, który od ośmiu lat trenuje kolarstwo grawitacyjne. Wśród  dotychczasowych, licznych sukcesów może pochwalić się m.in.: drugim miejscem w zawodach Dual Slalom w 2015 r. w Zakopanem; trzecim miejscem w klasyfikacji generalnej JoyRide Downhill w 2015 r. oraz drugim podczas Diverse Downhill Contest European Championship w ubiegłym roku. Uwielbia góry, podróże i muzykę trance. Życiowe motto: „Człowiek bez pasji umiera”.

 

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close