Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Nastał Nowy Rok, a z nim szalony okres karnawału. Tańce, hulanki, swawole, uczty i korowody odbywają się niemal pod każdą strzechą, w każdej gospodzie. Na polskiej wsi, podobnie jak na całym świecie, najhuczniej obchodzony jest ostatni tydzień karnawału trwający od tłustego czwartku aż do środy popielcowej, kiedy to rozpoczyna się post. Zanim jednak ona nastąpi, pora na kusoki, czyli inaczej ostatki, zapusty czy mięsopusty. Bez względu jak je nazwiemy – przed nami kilka dni wspaniałej zabawy obfitującej w jadło, napitki, a także liczne obrzędy i zwyczaje.

Przyjmuje się, że nazwa kusoki wzięła się od słowa „kusy”, czyli krótki, a określa ostatni, krótszy tydzień karnawału, rozpoczynający się w tłusty czwartek i trwający do północy we wtorek przed środą popielcową. – To nasza lokalna nazwa, powszechna w województwie świętokrzyskim, a ściślej – w okolicach Masłowa. Gdzie indziej to po prostu ostatki – mówi Grzegorz Michta współorganizator kusoków odbywających się co roku w Ciekotach. – Na naszej zabawie gramy tylko muzykę ludową, na staropolską nutę, i to nas różni od innych. Melodie związane z naszym regionem wykonuje kapela Ciekoty – wyjaśnia. – Co roku zapraszamy gościa specjalnego, który naszą zabawę uświetnia. Niekoniecznie jest to osoba związana z regionem świętokrzyskim, ale musi być zaangażowana w krzewienie tradycji i kultury ludowej – dodaje.

Organizatorem masłowskich kusoków jest fundacja Korzenie, a współorganizatorem Grzegorz Michta, właściciel gospodarstwa agroturystycznego i członek kapeli Ciekoty. Pomysł na przywołanie tradycji zrodził się kilka lat temu, kiedy to prezes fundacji Iwona Furmańczyk postanowiła przekonać się, jak wyglądał dawny taniec „na len, na konopie”. Jest on jednym z nieodłącznych elementów kusoków. – Gra się specyficznego wolnego oberka, w pewnym momencie partner podrzuca partnerkę do góry. Wygrywa ta para, w której kobieta została podrzucona najwyżej. Dawniej stanowiło to wróżbę, jak bardzo obrodzą zboża na polach – właśnie len i konopie – mówi Grzegorz Michta.

Ale to nie jedyny obrzęd kultywowany podczas współczesnych kusoków. Do najbardziej znanych należy malowanie panien sadzą. – W trakcie imprezy kilku kawalerów przebiera się za dziadów. Zagadują do panien, chcą się bawić, przymilają się, ale dłonie mają umorusane sadzą i nieoczekiwanie malują nią panny – objaśnia Grzegorz Michta. Niegdyś miało to zachęcić je do wcześniejszego zamążpójścia, dziś jest jedynie zachętą do dalszej zabawy. A w tej nie sposób się obyć bez tańca, zwłaszcza tańca na pniu czy mietlorza. W tym pierwszym biorą udział pary, które muszą jak najdłużej utrzymać się tańcząc na pniu. W tym drugim panowie tańczą z miotłą i przekazują ją kolejnemu mężczyźnie aż do momentu, gdy muzyka milknie. Nie wróży to dobrze temu, kto z nią zostanie – będzie sprzątał w domu przez cały rok.

A co z jedzeniem? – To jeszcze karnawał, zatem jemy tłusto. Na stołach nie brakuje obfitego jedzenia: kaszy ze skwarkami, pierogów, kapusty z mięsem, staropolskich wędlin. Jest też coś dla miłośników słodkości: racuchy, pączki, chrust oraz ciasta – wyjaśnia Dorota Michta, która corocznie przygotowuje menu na kusoki. Jedną z ulubionych potraw ciekockich gości są kulebiaki. – Nadziewam je zazwyczaj farszem z kapusty i grzybów, ale przecież mamy karnawał, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by dodać do nich mięsa. Kulebiaki najlepiej smakują z czerwonym barszczem, przygotowanym na własnym zakwasie, z suszonym borowikiem lub prawdziwkiem, które uszlachetnią jego smak – zachwala.

Jak w bajce, wraz z wybiciem zegara o północy w nocy z wtorku na popielcową środę kończą się wszelkie zabawy. W Ciekotach symbolicznie chowa się wtedy bas do worka. Będzie on tam przez kolejne 40 dni. Rozpoczynamy okres postu – zadumy i rozważań nad przemijającym światem, które mają przygotować nas do Wielkiej Nocy.

Kulebiaki

Składniki:

rozczynka: 0,2 l mleka, 1/2 paczki drożdży
ciasto: 1 kg mąki, 2 jajka, 80 g margaryny, mleko, cukier, sól,
farsz: grzyby suszone, 1 kg kiszonej kapusty, marchewka, pietruszka, 3 cebule, sól, pieprz
olej do smażenia

Wykonanie:

Przygotowujemy farsz: gotujemy grzyby, uprzednio moczone w zimnej wodzie przez ok. 6 godzin. Dodajemy do nich marchewkę, pietruszkę, sól i pieprz i gotujemy, aż będą miękkie. Odcedzamy, odciskamy z wody i mielimy razem z kapustą kiszoną. Cebule drobno siekamy, szklimy na patelni, łączymy z farszem. Całość doprawiamy solą i pieprzem do smaku.

fot. Marta Herbergier

Drożdże rozrabiamy w ciepłym mleku. Odstawiamy na pół godziny. W garnku rozpuszczamy margarynę i studzimy ją. Przesiewamy mąkę, dodajemy rozczynkę, 2 jajka, schłodzoną, ale płynną margarynę, nieco cukru i soli. – Ciasto należy wyrabiać, żeby nie było „tępe”, powinno odchodzić od ręki – radzi Dorota Michta. Gotowe ciasto przyprószamy mąką. Następnie wałkujemy je i wykrawamy kółka – jak na pierogi. Nakładamy farsz, zlepiamy i wrzucamy na gorący olej. Smażymy aż do momentu, kiedy się zarumienią. – Kulebiaki nie mogą za bardzo wyrosnąć, aby nie pękały podczas smażenia. Dlatego, jeśli robicie ich dużo, polecam, by zajęły się tym dwie osoby: jedna, która je przygotowuje, a druga, która je smaży – dodaje gospodyni.

Bawcie się i smacznego!

Tekst Marta Herbergier, Mateusz Wolski

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close