Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Szybkie, zdecydowane uderzeniem kijem i bila niczym zaczarowana wędruje po stole, odbija się o bandę, trafia w kolejną kulę. Stół zaczyna tańczyć, oczy w szaleńczym pośpiechu śledzą to, co dzieje się na zielonym suknie. A Ziemowit Janaszek uśmiecha się szelmowsko.

– Precyzja, koncentracja, intuicja – wylicza kielczanin Ziemowit Janaszek, mistrz Polski w trikach bilardowych. Oczywiście, aby dojść do wprawy, potrzeba jeszcze długich lat żmudnych, wielogodzinnych treningów, uporczywego powtarzania tych samych ruchów. Trzeba też mieć naturę showmana, magika, który wciąga widza w fascynujące widowisko.

I bilą i kijem

To ojciec – znany kielecki aktor – Edward Janaszek zaraził Ziemowita miłością do bilardu. Początki były dość siermiężne. W Kielcach w kliku klubach i pizzeriach pojawiły stoły bilardowe na żetony – zapiaszczone, z rozdartym suknem i sfatygowanymi bilami. Ale to nic. Spędzali przy nich sporo czasu, licytując się, kto jest lepszy. Najczęściej wygrywał Ziemowit.

– Mama dowiedziała się, że w Kielcach działa Świętokrzyskie Centrum Bilardowe i tam, w wieku osiemnastu lat, rozpocząłem swoją przygodę z tym sportem. Dość późno, biorąc pod uwagę, że sam szkolę dziś zaledwie kilkuletnie dzieciaki – wspomina Ziemowit.

Późny start nadrabiał morderczym treningiem, ćwiczył bez wytchnienia, od poniedziałku do piątku po kilkanaście godzin dziennie. Powoli z amatora przeistaczał się w zawodowca, na treningach wypadał znakomicie, rozpoczął grę na turniejach, odnosząc pierwsze sukcesy. Ale nigdy w bilardzie zawodowym nie wspiął się na wyżyny. Bynajmniej nie chodziło tu o technikę gry czy przygotowanie, lecz coś, co pozostaje w sferze psychiki. Zrozumiał, że sportowa rywalizacja nie jest dla niego, ale kochał bilard i nie wyobrażał sobie życia bez niego. W tym czasie zaczął dawać pierwsze pokazy dla firm, serce mu rosło, gdy widział ludzi patrzących z niedowierzaniem na to, co wyprawia z kijem i bilami. Był jak iluzjonista, który za pomocą sobie tylko znanych chwytów czaruje rzeczywistość, i nikt nie jest w stanie odkryć, jak to wszystko działa. Robiąc triki bilardowe czuł się jak ryba w wodzie. okazały się tym, w czym poczuł się, jak ryba w wodzie. Być może dlatego, że zawsze miał naturę showmana, którą odziedziczył pewnie po tacie. – Trzy razy zdawałem do szkoły aktorskiej, niestety bez powodzenia – mówi z uśmiechem. Nie żałuje jednak, że nie poszczęściło mu się na scenicznych deskach, bo i tak realizuje się jako artysta. Ale o tym za chwilę.

Skok do kubka

Triki bilardowe to dyscyplina bardzo elitarna, na wyżyny wspinają się nieliczni. – Łukasz Szywała, Bogdan Wołkowski – wylicza Ziemowit. Szczególnie z tym ostatnim od lat toczy mordercze boje o palmę pierwszeństwa. Dwa razy był drugi. Po raz pierwszy udało mu się pokonać utytułowanego bilardzistę i zdobyć tytuł Mistrza Polski w 2014 roku. To był morderczy pojedynek, którego losy ważyły się do ostatniej minuty. – Do pewnego momentu był remis, potem szala przechyliła się na stronę Bogdana Wołkowskiego – wspomina Ziemowit Janaszek.

Panowie, próbując trzymać nerwy na wodzy, zaliczali kolejne sesje: triki obowiązkowe, programy dowolne… – O ostatecznym wyniku zadecydował trik nazywany „skok do kubka” – mówi kielecki zawodnik i tłumaczy obrazowo, jak wygląda to zagranie. – Leżącą na stole bilę trzeba tak podbić kijem, aby odbiła się o bandę, podskoczyła i wpadła do kubka – tłumaczy. – Mnie się to wówczas udało, Wołkowskiemu nie i to zadecydowało o moim zwycięstwie i tytule.

Trwający krótką chwilę trik robi wrażenie. Precyzja ruchów, maksymalna koncentracja, a przy tym niewymuszony luz, uśmiech. Ziemowit Janaszek mówi, że perfekcyjne opanowanie jednego zagrania wymaga dziesiątek godzin mozolnych treningów. Tylko to pozwala osiągnąć przynajmniej 70–procentową bezbłędną powtarzalność. – Skok do shakera potrafię wykonać obudzony w środku nocy. W tym zagraniu mam 90 proc. powtarzalności – zapewnia bilardzista.

Jakie są najtrudniejsze bilardowe triki? Ziemowit zastanawia się i po chwili wypowiada słowo: masse. Polega na takim uderzeniu bili, by wykonała na stole nagły skręt pod określonym kątem.

O tym, jaką sławę może przynieść perfekcyjne wykonywanie trików bilardowych przekonał się, gdy na stronie producenta kamer GoPro pojawił się krótki film z jego udziałem. W ciągu pierwszych dwóch dób od umieszczenia go w sieci miał 200 tys. odsłon, teraz już ponad milion, i to na całym świecie.

Bilard to życie

Publiczność zachwyca się bilardowymi sztuczkami. Ludzie reagują żywiołowo: burze oklasków, głośny entuzjazm, kręcenie głowami z niedowierzeniem. Szczególnie niesamowite pod tym względem są dzieci. To dla nich od kilku lat organizowana jest akcja „Bilard sportem wszystkich – Polska gra w bilarda”. W jej ramach przedstawiciele Polskiego Związku Bilardowego organizują pokazy trików, turnieje i spotkania z najlepszymi zawodnikami. Podczas tych prezentacji Ziemowit czuje się w swoim żywiole – ma niezwykłą umiejętność nawiązywania dobrego kontaktu z publicznością, wręcz rozkochiwania jej w sobie. Daje z siebie wszystko, podgrzewa atmosferę, a w jego bilardowym szaleństwie nie ma ani krzty udawania czy wymuszonego „spontanu”. On taki po prostu jest i czuje się to od pierwszej chwili, gdy się go pozna. To tak, jakby, używając  aktorskiej nomenklatury, na scenie i w życiu był wciąż tą samą osobą. Bo dla Ziemowita Janaszka bilard to życie, a życie to bilard. Choć może nie tylko. I tu należy wrócić do przerwanego wątku artystycznego.

Chórzysta w oratoriach

Wprawdzie Ziemowit nie został zawodowym aktorem, ale ma na swoim koncie występy na deskach kieleckiego Teatru im. Stefana Żeromskiego, m.in. w „Ani z Zielonego Wzgórza”. Brał również udział, jako chórzysta w słynnych oratoriach Piotra Rubika i Zbigniewa Książka.

– To był wspaniały czas, jeździliśmy z koncertami po całej Polsce, a ja uwielbiam tak tułać się po świecie, poznawać ludzi – śmieje się Ziemowit Janaszek.

Swoje gruntowne wykształcenie muzyczne, potwierdzone dyplomem Uniwersytetu Jana Kochanowskiego, wykorzystuje podczas realizacji różnych projektów artystycznych. Ostatni to zespół The Last Chance, który stworzył wraz z Norbertem Kwietniem. – Gramy pop, rock, funk – wylicza. – Teraz jesteśmy na etapie przygotowywania płyty, trochę to już trwa, bo jednocześnie pracuję nad płytą mojej mamy – dodaje.

Do tego należy dodać fotografię, wideofilmowanie, przygotowywanie reportaży sportowych i to, co ostatnio pochłania zawodnika, czyli pracę z dzieciakami. Trenuje dziesięciu młodych adeptów, z satysfakcją obserwując, jak osiągają kolejne kręgi wtajemniczenia. – Jak odpoczywam? Gram w bilard, to bardzo  mnie uspokaja, wycisza – śmieje się i po chwili dodaje: uwielbiam też oglądać filmy, dużo czytam.

Niewykonalne? Nie dla Ziemowita

Wydaje się, że bile zostały rozstawione na stole zupełnie przypadkowo. Zawodnik pochyla się nad stołem, przez chwilę testuje kij. Jego uderzenie jest krótkie, zdecydowane. Kula rusza, odbija się o sąsiednią, ta o kolejną i tak jedna po drugiej lądują w łuzach. Proste? Tylko z pozoru. A może inaczej – spróbujmy umieścić kilkanaście bil na dwóch kijach. Niewykonalne? Nie dla Ziemowita.

Pytany o marzenia odpowiada, że chciałby spróbować swoich sił w mistrzostwach świata. Zmierzyć się z najlepszymi z najlepszych. To dopiero wyzwanie.

Tekst: Agata Niebudek-Śmiech
Zdjęcia pochodzą z archiwum prywatnego Ziemowita Janaszka

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close