Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Lato czas urlopów, wyjazdów, ale też wakacyjnej laby. Czas, kiedy częściej możemy sięgnąć po książkę lub… komiks.

„Grass Kings” Matt Kindt, Tyler Jenkins, Hilary Jenkins; wyd. Non Stop Comics

Wycinek z dziejów utopii, jaką próbuje być tytułowe Królestwo Traw. Miejsce stworzone przez nieprzystosowanych do życia w trybikach narzucanych przez większość. Wycinek z dziejów utopii pełnej tajemnic, przyjaźni, ale też zdrad i zabójstw.

Tytułowe Królestwo Traw to zlepek kilku chałup zamieszkałych przez wolnych ludzi. Jego historię wymyślił Matt Kindt. On też obsadził role. Shelly jest strażniczką złomowiska, Bruce kimś na wzór szeryfa, Satelitte Sisters mają ucho na wszystko, Ashur i Pinball zabijają czas grą w kapeli, Hemingway próbuje całość opisywać, zaś Robert jest niekwestionowanym królem miejsca.

Matt Kindt wykreował intrygę, rzucił podejrzenia, a następnie tak poprowadził fabułę, by odciągnąć uwagę od prawdziwego mordercy… Równie intrygująca jest warstwa graficzna. To namalowany akwarelkami komiks, gdzie Tyler Jenkins (później wspierany przez Hilary Jenkins) pozwala sobie na ekspresje godne malarzy. Doprawdy wciągająca historia zamknięta w trzech tomach.

„Audubon. Na skrzydłach świata” Fabien Grolleau i Jeremie Royer wyd. Marginesy

Coś dla miłośników komiksowych biografii. Oto historia człowieka, który poświęcił się nauce – na początku XIX wieku wyrusza w podróż przez Amerykę, by udokumentować występujące na kontynencie ptaki. Oto biografia Johna Jamesa Audubona.

Z jednej strony to opowieść o artyście, który uwiecznia awifaunę, by stworzyć swe dzieło „Ptaki Ameryki”. Książkę z 435 malowanymi planszami, która dziś osiąga astronomiczne ceny, tworzył 12 lat. Wcześniej spędził 30 lat na badaniach w lasach lat. Z drugiej strony to historia rzemieślnika, który do perfekcji opanowuje sztukę preparowania ptaków. Równie istotna jest trzecia twarz Audubona. Człowieka, który porzuca rodzinę i rusza przed siebie, by uchwycić to, co nieuchwytne. Wolność charakterystyczną dla rdzennych mieszkańców Ameryki, a także… ptaków.

Plansze komiksu siłą rzeczy pełne są ptaków, ale też oddechu, swobody.

„Olimpia de Gouges” Jose-Louis Bocquet, Muller Catel; wyd. Kultura Gniewu

Postać historyczną przybliżają też w swym komiksie Jose-Louis Bocquet i Muller Catel. Bocquet w rozpisanym na czterysta plansz scenariuszu odtwarza z drobiazgami sceny z życia myślicielki i prekursorki feminizmu, jaką była w XVIII wieku Olimpia de Gouges (1748-1793).

Córa Oświecenia, libertynka, republikanka – te określenia przylgnęły do nieślubnej córki Jeana-Jacquesa Lefranca, markiza Pompignan i praczki. Stała po stronie osób odsuniętych na margines społeczny. Krytykowała niewolnictwo, uświadamiała, że kolor skóry nie ma znaczenia. Walczyła o prawa kobiet. Jej najważniejszym dziełem jest, ogłoszona w 1791 roku, „Deklaracja Praw Kobiety i Obywatelki”. To z niej pochodzi zdanie: Skoro kobieta może zgodnie z prawem zawisnąć na szubienicy, winna również mieć prawo stanąć na mównicy. Dzieje Olimpii de Gouges – kobiety, której losy splotły się z takimi postaciami, jak Wolter, Rousseau, Mirabeau, Lafayette czy Robespierre –  składają się na obraz postaci tragicznej. Tragicznie też Olimpii de Gouges skończyła: została ścięta w 1793 roku na paryskim Placu Rewolucji.

Komiks dopełnia kalendarium historyczne oraz biogramy postaci pojawiających się na planszach. „Olimpia de Gouges” jest drugą komiksową biografią tego duetu wydaną na polskim rynku. Pierwszą była „Kiki z Montparnasse’u” – historia muzy m.in. Marcela Duchampa, Pablo Picassa czy Jeana Cocteau.

„Kot Rabina” Joann Sfar; wyd. Timof Comics

A to już na poły humorystyczna, na poły poważna seria. Jednym z bohaterów jest kot, który pożarł papugę. I nie dość, że zaczął gadać, to jeszcze postanowił żyć zgodnie z regułami judaizmu. Ci ciekawe kot ze swoim właścicielem, sympatycznym rabinem, prowadzą dysputy na temat filozofii i wiary.

W siódmym już tomie mamy trochę o sporach religijnych między wyznawcami judaizmu, islamu i chrześcijaństwa. Mamy odniesienia do biblijnej Wieży Babel, a także do sytuacji społeczno-politycznej imigrantów czy stosunków państwo-kościół. Oczywiście wszystko to podane jest w taki sposób, by nie „zabić” czytelnika treścią. Informacje przemycane są między humorystycznymi scenami, w których nie brakuje rozmów między rabinem a imamem czy kotem i osłem.

Tom „Wieża Bab-El-Oued” oczywiście najlepiej czytać po zapoznaniu się z poprzednimi odcinkami serii (są to: „Bar Micwa”, „Malka lwi król”, „Wygnanie”, „Raj na ziemi”, „Afrykańska Jerozolima” oraz „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”). Równie dobrze przygodę z serią można zacząć z „Kotem rabina”. I jeśli okaże się być wciągający, wrócić do początku.

„Batman. Mroczny Książę z bajki” Enrico Marini; wyd. Egmont Polska

Są dwa powody, dla których w tym miejscu pojawia się Batman. Po pierwsze, „Gacek” obchodzi w tym roku swoje osiemdziesiąte urodziny. Po drugie, nie jest to typowy album z tym bohaterem.

Z tą osiemdziesiątką wcale nie żartuję. Bob Kane i Billy Finger naprawdę wymyślili Batmana już w 1939 roku. Od tego czasu niejaki Bruce Wayne przywdziewa płaszcz i zakłada maskę, by walczyć ze złem miasta Gotham. Gdyby starzał się jak zwykli ludzie, dziś byłby eleganckim panem na emeryturze. Ale bohaterowie – a szczególnie superbohaterowie – pozostają wiecznie młodzi. Ich wizerunek zmienia się jedynie w zależności od tego, kto kreuje ich losy. W przypadku „Mrocznego Księcia z bajki” za scenariusz i rysunki odpowiada, urodzony w Szwajcarii, włoski twórca Enrico Marini. Jaki jest Batman w jego wydaniu? Autor unika utartych schematów, wprowadzając na plansze elementy charakterystyczne dla komiksu europejskiego. Również scenariuszowo odchodzi od superbohaterskiej sztampy, kojarzącej się z mordobiciem. Prócz Jokera na scenę zaprasza jego dziewczynę Harley Queen, a także powabną Catwoman. Razem z „kocicą” spróbują zapobiec kradzieży brylantu „Niebieski kot”, a przy okazji uratować… córkę Batmana.

„Mroczny Książę z bajki” to jeden z wyjątkowych odcinków serii. Dlatego postawię go na półce obok takich perełek, jak: „Azyl Arkham”, „Powrót Mrocznego Rycerza”, „Długie Halloween” czy „Zabójczy żart”.

„Przygody wielkiego wezyra Iznoguda” Rene Goscinny, Jean Tabary;
wyd. Egmont Polska

Żył w pięknym Bagdadzie wielki wezyr (1,5 metra w bamboszach), który nazywał się Iznogud. Był zły i miał w życiu tylko jeden cel: zostać kalifem w miejsce Haruna Arachida, bezgranicznie wierzącego swojemu wezyrowi.

Tak zaczyna się kolejna seria kreowana przez Goscinnego. Kolejna – bo wspomnieć muszę tu o takich komiksach jak „Asterix”, „Umpa-Pa” i „Lucky Luke” czy książkach z „Mikołajkiem”. „Iznogud” to jedna z jego mniej znanych kreacji. A szkoda, bo także zasługuje na uwagę. W pierwszym tomie – za rysunki odpowiada Jean Tabary – dostajemy cztery historyjki: „Wielki wezyr Iznogud”, „Spiski wielkiego wezyra”, „Wakacje kalifa” oraz „Żrący dżin”. Już same tytuły pozwalają przypuszczać, że ten wściekły kurdupel jest w stanie zrobić naprawdę wszystko, by zająć stanowisko kalifa.

Ale – jak to w komiksach humorystycznych bywa – nie jest to wcale takie proste. I jak to w seriach humorystycznych bywa twórcy robią wszystko, by historię zapętlać opowiadając ją wciąż i wciąż na nowo, za każdym razem wykorzystując inne patenty. A to dżina, a to wakacyjną podróż czy też zaczarowaną żabę… Dla miłośników inteligentnego humoru lektura obowiązkowa.

„Minionki. Banana!” Didier Ah-Koon, Renaud Collin; wyd. Bum Projekt

Są wszędzie. Przede wszystkim w filmach – „Jak ukraść Księżyc”, „Minionki rozrabiają”, „Minionki” oraz „Gru, Dru i Minionki”. Ale też na zeszytach, pidżamach, cukierkach o smaku bananowym w opakowaniu od cukierków miętowych, w formie maskotek, figurek i czego tam jeszcze sobie odbiorcy zamarzą. Są też w formie serii komiksowej. Jej pierwszy album – „Banana!” już można podsunąć pod nos fanom minionków.

To zbiorek humorystycznych jednoplanszówek z tajemniczego statku-laboratorium. Didier Ah-Koon stworzył krótkie komiksy pozbawione słów (nie licząc oczywiście onomatopei), za których przeniesienie na plansze wziął się Renaud Collin – belgijski ilustrator, animator i komiksiarz. Scenarzysta zabiera czytelnika/oglądacza/śledzącego Minionki (niepotrzebne skreślić) do ich ukrytego pod ziemią świata, gdzie może poznać lepiej żółte stworki, ich zwyczaje czy problemy dnia codziennego. No i dowiedzieć się więcej na temat ich uwielbienia dla bananów.

Za wprowadzenie komiksu na rynek wziął się niewielki edytor jakim jest Bum Projekt. Dlatego tym bardziej trzeba trzymać kciuki, by nasza przygoda z szalonymi stworkami nie zakończyła się na jednym albumie.

„Yakari u bobrów” oraz „Yakari i Nanabozo” Job, Derob; wyd. Egmont Polska

Dla młodszych mamy dziś serię „Yakari”. Przy okazji Dnia Dziecka polecałem dwa pierwsze tomy tego komiksu. Dziś czas na dwa kolejne.

Mały Siuks dalej przeżywa swe niezwykłe przygody. W pierwszym z komiksów poznaje sekrety bobrów – sposoby na budowanie żeremi, a także możliwości zastosowania ich wysuniętych do przodu zębów. Druga z historyjek jest bardziej odjechana – oto w świecie Yakariego pojawia się zmieniający wielkość królik – tytułowy Nanabozo. I wszystko byłoby dziwne, gdyby nie okazało się, że to tylko sen. Oczywiście w historyjkach nie brakuje opiekującego się bohaterem Wielkiego Orła, ani sympatii Yakariego – Tęczy. Dalej są to historie opowiedziane w sposób inteligentny, z rozwijaną w sposób linearny fabułą, odpowiednią dla kilkuletnich miłośników Dzikiego Zachodu.

To też historie uznane już za klasykę – dość powiedzieć, że scenarzysta André Jobin (ukrywający się za pseudonimem Job) oraz rysownik Claude de Ribaupierre (znany jako Derib) pracują nad cyklem od końca lat 60. XX wieku.

„Listopad” Sebastian Cabot; wyd. Timof Comics

Na koniec historia obyczajowa. Tym razem nie jest utrzymana w optymistycznym nastroju. „Listopad” – komiks stworzył Sebastian Cabot – to historia rozstania. Złożony z życiowych migawek album pokazuje, co się dzieje, gdy dwie osoby tracą wspólne zainteresowania, przestają razem spędzać czas, a tematy do rozmów dawno się wyczerpały. To historia Gusa, który próbuje swych sił w pisaniu i Clary, która – po studiach artystycznych – stawia pierwsze kroki w świecie sztuki. „Listopad” jest komiksem o wrażliwości i pustce, jaką można czuć będąc z drugą osobą. Jest wreszcie komiksem o wychodzeniu w nieznane, naprzeciw swoim potrzebom.

„Listopad” w warstwie graficznej tworzą akwarelowe, utrzymane w zimnych barwach, plansze. Jest przeciwieństwem komedii romantycznych. Pesymizm komiksowy? Nie do końca. Ostatecznie „Listopad” jest o nadziei, jaką odnajdują bohaterowie. Choć droga nie była prosta.

Tekst Andrzej Kłopotowski

 

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close