Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Komiksowe półki w księgarniach z miesiąca na miesiąc coraz bardziej się zapełniają. Po co warto sięgnąć? Co miesiąc będziemy podsuwać czytelnikom „Made in Świętokrzyskie” subiektywny przegląd najciekawszych premier. Przed Wami pierwsza odsłona cyklu.

 

***

„Pan Żarówka”, Wojciech Wawszczak, wyd. Kultura Gniewu

Autor stworzył animacje: „Jeża Jerzego” czy „Kacperiadę” i liczne spoty reklamowe. Teraz debiutuje jako autor komiksu. Nie jest to żaden skromny zeszycik, ale opasły tom. „Pan Żarówka” to ponad 600-stronicowa cegła. Komiks ubrany w czarną okładkę ze złotym, żarówkowym drucikiem. Wojciech Wawszczak wytacza ciężkie działo. Nie tylko z zewnątrz. Autor proponuje podzieloną na dwadzieścia rozdziałów (plus epilog) surrealistyczną opowieść o polskiej rodzinie, model 2+1. Ona złamana na pół podczas wypadku. On też jest ofiarą. Prasowania. Dziecko – to właśnie tytułowy człowiek żarówka. Też ofiara wypadku. Próbuje odnaleźć się w polskich realiach: domu, blokowiska, szkoły, studiów. Pewne w tym wszystkim jest tylko jedno: ma dar, który można wykorzystać.

Wawszczak radzi sobie dobrze i z narracją (wiadomo, ma za sobą lata w animacji) i z warstwą graficzną. Czarno-białe plansze, tworzone ostrą kreską mogą sprawiać wrażenie niedbałości.

W innej formie ta historia mogłaby rozczarować.  A tak… Mamy mocny debiut!

 

***

„Kenia”, Rodolphe i Leo, wyd. Egmont Polska

Leo dał się już poznać jako autor kosmicznych cykli: „Aldebaran”, „Betelgeza”, „Antares” i  „Centaurus”. Za każdym razem kreował nowe światy zamieszkałe przez coraz dziwniejsze społeczności i stworzenia. W wykreowaną rzeczywistość wrzucał mieszkańców Ziemi. Kolejną, podobną epopeją jest rozpisana przez Rodolphe’a na pięć, zebranych w jeden tom, odcinków „Kenia”.

Historia dzieje się na Czarnym Lądzie. A zaczyna się w roku 1947, od safari organizowanego przez amerykańskiego pisarza i myśliwego Johna Remingtona. Safari, którego uczestnicy giną w buszu. Jego śladów szuka Katherine Auston, młoda nauczycielka z Mombasy, zaczytująca się w książce Remingtona „Łowca”. Osadzenie fabuły w Afryce daje możliwość przeniesienia akcji na pustkowia, w okolice Kilimandżaro i jeziora Wiktoria. Krajobrazy okazują się być równie atrakcyjne, jak dalekie światy, kreowane w innych komiksach Leo. Są też świetną scenerią do intryg szpiegów trzech mocarstw: Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych oraz Związku Radzieckiego.

Osadzenie akcji na Czarnym Lądzie pozwala też wprowadzić do fabuły wierzenia Masajów, a także afrykańskie zwierzęta, między którymi nagle pojawiają się duchy, prehistoryczne stwory i… kosmici. Pochwalić przy tej okazji trzeba scenarzystę – Rodolphe’a, który umiejętnie splótł losy dwóch wypraw Remingtona i Katherine.

„Kenia” ­– ale też i inne komiksy Leo – bezpośrednio odnosi się do odkrywców. Jej bohaterowie znajdują się w nowej rzeczywistości, próbują ją zrozumieć i oswoić. Dla fanów fantastyki w komiksie lektura bardziej niż obowiązkowa.

 

***

„Irena”, Jean-David Morvan, Séverine Tréfouël, David Evrard, Walter, wyd. Timof Comics

Inspirowana życiem i działalnością Ireny Sendlerowej seria przeznaczona dla młodszego czytelnika. Składający się z trzech (jak na razie) albumów cykl przybliża tę, która uratowała z warszawskiego getta prawie 2,5 tys. żydowskich dzieci, dając im nowe rodziny i nową tożsamość. Albumy „Getto”, „Sprawiedliwi” i „Warszawa” pokazują codzienne zmagania Ireny Sendlerowej i grupy ludzi dobrej woli, którzy nie pogodzili się z niemieckim planem eksterminacji Żydów.

W najnowszym z tomów splata się ze sobą kilka wątków. Spajającym je ogniwem jest Oliwka. Dziewczynka, która w 1947 roku ma przyjąć pierwszą komunię świętą. Zupełnie nagle dowiaduje się, że naprawdę nazywa się Astar Berkenbaum. O Irenie opowiada po latach swej córce w Jad Waszem. Mała Yefefiya ma też szansę spotkać tę, dzięki której jej matka żyje. Rozbrajająca jest scena, gdy Irena stwierdza: „Nie zrobiłam niczego nadzwyczajnego”… Poruszająca, gdy wraca ­– po wyjściu z Pawiaka – w ruiny getta, gdzie otaczają ją duchy zabitych. Irena w morzu gruzów i duchów… Sprawiedliwa wśród narodów świata.

Autorzy uciekając w cartoonową kreskę w pewien sposób ułatwiają „oderwanie się” od koszmarów wojny. Choć pokazują tragiczne losy Żydów i pomagających im Polaków, nie epatują w szczególny sposób przemocą – wszak to komiks dla młodszego czytelnika.

Początkowo całość miała zamknąć się w trzech tomach. Autorzy jednak postanowili dopisać jeszcze tom czwarty. W Polsce premierę ma mieć jesienią.

 

***

„Clifton” Turk, De Groot, Bedu, wyd. Egmont Polska

Pierwsze kroki Harolda Wilbeforce’a Cliftona w Polsce. Bohatera z angielską flegmą, elegancją oraz fajfoklokami. W Belgii znany od 1959 (!) roku, nad Wisłą do tej pory się nie pojawiał. Teraz możemy poznać od razu cztery historie z udziałem emerytowanego pułkownika MI5 (odcinki „Kidnaping”, „Czas przeszły złożony”, „Uszkodzona pamięć” i „Ostatni film” tworzą jeden, opasły tom).

Wydawca na początek proponuje komiksy rysowane przez znanego już w Polsce grafika, ukrywającego się pod pseudonimem Bedu. Bernard Dumont – bo tak naprawdę się nazywa – dał się już poznać jako autor świetnej serii fantasy „Hugo”. Edytor liczy pewnie, że zaczytujący się w perypetiach małego trubadura sięgną też po jego inną kreację. Słusznie.

Clifton… Skaut, pułkownik, dżentelmen. Bocian-meloman. Stary, wąsaty gamoń w krótkich portkach. Detektyw-amator, który zagadki rozwiązuje od 15 roku życia, kiedy to rozwikłał tajemnicę zniknięcia kwestionariusza egzaminacyjnego. Trafia też na szpiegów,jak Otton Kartoffeln czy Jurij Wasiliewicz,  zwariowanych filmowców, a nawet… porywaczy dzieci.

W „Cliftonie” – choć to wytwór Belgów – mamy do czynienia z iście brytyjskim humorem. Piękne są wyspiarskie wstawki, jak popijana w spokoju herbatka czy papuga gwiżdżąca „God Save the Queen”. W sumie mamy do czynienia z prostymi historyjkami, narysowanymi w typowy dla rozrywkowych komiksów sposób. Summa summarum – w trakcie lektury uśmiechamy się pod nosem. Efekt zostaje więc osiągnięty.

Na ciąg dalszy perypetii bohatera, który przypomina nieco najsłynniejszego „agenta w służbie jej królewskiej mości”, długo nie trzeba będzie czekać. Wydawca na grudzień zapowiada już kolejny tom z przygodami Cliftona. Sięgnę po niego z przyjemnością.

 

***

„Tank Girl” Jamie Hewlett, Alan Martin, wyd. Non Stop Comics

Szerzej znany jest za sprawą działalności w… zespole Gorillaz. To właśnie Jamie Hewlett stoi za postaciami wykorzystywanymi w teledyskach grupy. Na swym koncie ma też projekty komiksowe. Jak „Tank Girl” właśnie.

Scenariusze serii ukazującej się na przełomie lat 80. i 90. XX wieku pisał Alan Martin. Była to jazda bez trzymanki. Tytułowa „czołgowa dziewczyna” wraz ze swym „facetem” ­– kangurem Booga – wyruszają w zwariowaną podróż. Byle do przodu, byle wesoło. I „się działo”, „się spożywało” i „się zażywało”. Komiksowe perypetie pary porównać można do beatlesowskiego „Magical Mystery Tour”. Z tym, że o ile tamta była podróżą hipisowską, tak komiksowa jest punkową jazdą bez trzymanki, gdzie piwo leje się strumieniami, w łóżku dzieją się najdziwniejsze rzeczy, a bohaterowie nie znają słowa „ograniczenie”.

Graficznie „Tank Girl” to również czysty underground. Na planszach też się dzieje. I to nie tylko na pierwszym planie. w tle czy w postaci najróżniejszych dopisków. Wymagało to niezłej ekwilibrystyki od tłumacza (w tej roli Marceli Szpak) oraz redaktora (Krzysztof Ostrowski, ten znany z zespołu Cool Kids of Death).

W Polsce seria „Tank Girl” została wydana w trzech albumach. I można tylko żałować, że na tym koniec. Undergroundu na wysokim poziomie nigdy dość.

tekst: Andrzej Kłopotowski

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close