Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Dziś proponujemy kilka serii zza oceanu, w których jednak na próżno szukać superbohaterów w trykotach. Mamy oryginalną propozycję znad Wisły oraz historię pewnej cykady… Z komiksowej torby wyciągamy także kultowe komiksy Janusza Christy oraz Charlesa M. Schulza.

 

***

„Kajtek i Koko w kosmosie: Twierdza tyrana” Janusz Christa, wyd. Egmont Polska

Stało się. Po latach mniej bądź bardziej udanych prób doczekaliśmy się pełnego – i w dodatku pokolorowanego – wydania kosmicznych perypetii Kajtka i Koka. W tej chwili dostępne są już dwa – z zaplanowanych siedmiu – albumy tego fantastycznego cyklu.

„Kajtek i Koko w kosmosie” to najdłużej publikowany polski komiks. Ukazywał się od 1968 do 1972 roku, w formie gazetowych pasków na łamach trójmiejskiej popołudniówki „Wieczór Wybrzeża”. Christa tworzył go na bieżąco. Sam wspominał, że gdy chciał już cykl kończyć, pojawiały się głosy od zawiedzionych czytelników. Ciągnął więc go dalej. I dociągnął do imponującej liczby 1270 odcinków.

Komiks przez lata był niedostępny. W latach 70. ukazał się skromny album z wybranymi odcinkami. Kiedy na początku lat 90. zaczęto go wznawiać w wersji kolorowej, wydawca zwinął interes. Całości nie poznaliśmy. Dopiero na początku XXI wieku Egmont zafundował czytelnikom gruby, czarno-biały tom. Ale i w nim nie było kompletu pasków. Wydać całość w czerni i bieli udało się dopiero po kolejnej dekadzie, w roku 2012. A teraz dostajemy wersję pokolorowaną.

To komiks pod wieloma względami kultowy. Pełen gagów, niespodziewanych zwrotów akcji, fantastycznie wykreowanych światów, do których trafiają Kajtek i Koko. Wreszcie to komiks – solidna rozgrzewka do „Kajka i Kokosza”, słowiańskich wojów, którzy w latach 80. podbijali serca czytelników w różnym wieku.

 

***

„Cykada” Shaun Tan, wyd. Kultura Gniewu

Shaun Tan nie tworzy prostych książek. W Polsce jest już dobrze znany z takich tytułów, jak „Opowieści z najdalszych przedmieść”, „Regulamin na lato” czy „Przybysz”. I właśnie z „Przybyszem” „Cykada” kojarzy się najbardziej, bo podobnie jak on opowiada…o  kimś, kto nie pasuje do otaczającego go świata.

„Cykada” jest pracownikiem pewnej korporacji. Podobnie jak inne korpoludki ma swoją przegródkę w pracy, swoje biurko. Różni się od nich, bo jest… owadem. Język ludzki poznał niedawno i nie najlepiej, więc robi błędy, myli słówka. Przez to nikt go nie ceni, choć sumiennie wykonuje swoje obowiązki. W jego marnym losie jak w zwierciadle może przejrzeć się „kwiat” emigracji zarobkowej. Wszyscy ci, którzy w pogoni za lepszym losem i większymi zarobkami gubią siebie, dają sobą pomiatać. Zaciskają jednak zęby, by odłożyć pieniądze, wrócić do swojego prawdziwego świata i wreszcie być kimś, a może tylko sobą?

„Cykada” nie jest klasycznym komiksem. To książka z pogranicza, gdzie narracja obrazkowa (strony prawe) łączy się z rachityczny opisem (strony lewe). Kto wcześniej miał do czynienia z pracami Tana, wie czego się po nim spodziewać. Kto nie – niech wraz z „Cykadą” zafunduje sobie też „Przybysza” oraz „Opowieści z najdalszych przedmieść”. I przeczyta w takiej właśnie kolejności.

 

***

„Fistaszki zebrane 1985-86” Charles M. Schulz, wyd. Nasza Księgarnia

Kolejna kultowa seria gazetowa z powodzeniem podbija nasz rynek. Kto nie zetknął się choć raz z „Fistaszkami”? Kto nie miał koszulki lub zeszytu ze Snoopym? Kto nie potknął się o rysunek, historyjkę dokumentującą perypetie Fistaszków?

Mali bohaterowie wymyśleni przez Charlesa M. Schulza mają swoje małe radości, małe kłopoty, małe smutki i małe rozterki. Jednak „małe” tylko na pozór. W postaciach takich jak Charlie Brown, Lucy, Linus, Big Pen czy Snoopy (jak mógłbym o nim zapomnieć!), każdy z czytelników odnajdzie cząstkę siebie. Odnajdzie swoje potrzeby, chęci i aspiracje. By być przywódcą, czuć się kochanym, bezpiecznym. Czasami by się pokłócić, pobyć samemu ze sobą lub na przykład… odpocząć.

Schulz – podobnie jak wspomniany dziś Christa – tworzył swe historyjki, by w formie pasków drukować je w gazetach. I robił to z powodzeniem, bo drukowano je aż 50 lat, do 2000 roku. Wszystkie (!) paski z kolei tworzą „Kolekcję komiksowych arcydzieł Charlesa M. Schulza”, która ma się składać z 25 tomów. W każdym z nich dostajemy po dwa roczniki pasków (wyjątkiem jest tom nr 1, gdzie znalazły się lata 1950-52).

Tom z okładką ozdobioną postacią Spike’a jest już osiemnastym wydanym po polsku. Oczywiście najlepiej „Fistaszki” poznawać po kolei, od paska nr 1. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by przygodę z „Fistaszkami” zacząć od teraz. Warto. Naprawdę warto.

 

***

„Ta małpa poszła do nieba” Mał(p)gosia Kulik wyd. Wydawnictwo Komiksowe

Co by było gdyby paradokument „Trudne sprawy” jeszcze bardziej skomplikować? A potem zaprezentować w wersji komiksowej? Nie ma co gdybać. Wystarczy sięgnąć po komiks Mał(p)gosi Kulik „Ta małpa poszła do nieba”.

Janek jest elektrykiem, prawdziwą „złotą rączką”. Pomoże sąsiadom, znajomym. Jego żona Kryśka pogrążona jest w żałobie. Właśnie zmarło ich „dziecko”, czyli małpka przyniesiona przez Janka z zoo. Któregoś dnia Janek poznaje Marysię, a romans ma swoje konsekwencje. Marysia zachodzi w ciążę. Więcej nie zdradzę, ale sami przyznacie, że pachnie „Trudnymi sprawami”.

Kulik wspaniale odtwarza świat nie grzeszących mądrością programów telewizyjnych. Doskonale też potrafi obserwować rzeczywistość. Rzeczywistość wąsatych mężczyzn i kobiety z trwałą ondulacją na głowie. Rzeczywistość reklam wysypujących się ze skrzynek na listy, podłych sklepów, starych mieszkań, zaniedbanych parków. Autorka cudownie pokazuje patologie, wyszydza zakłamanie, kołtuństwo i dulszczyznę. Doprawia je odrobiną surrealizmu i… wychodzi ze starcia z taką materią zwycięsko.

„Ta małpa poszła do nieba” Małgorzaty Kulik jest komiksem, w który albo się wchodzi i kupuje, albo odrzuca już na dzień dobry, zaglądając na pierwszą, losowo wybraną planszę. Ja w komiks wszedłem. I nie żałuję.

 

***

„Łasuch” Jeff Lemiere, wyd. Egmont Polska

Na koniec dwa komiksy zza oceanu. Ale takie, w których nie ma typowych superbohaterów ratujących świat przez mniejszymi czy większymi superłotrami. I „Łasucha”, i „Ludzi Północy” oznaczono marką Vertigo, stworzoną przez DC Comics dla komiksów ambitnych, przeznaczonych dla wymagających odbiorców.

Jeff Lemiere znany jest już w naszym kraju ze świetnych komiksów jak „Opowieści z hrabstwa Essex” czy serii „Czarny Młot”. Teraz proponuje postapokaliptyczną historię o Gusie, kilkuletnim chłopaku-hybrydzie z rogami jelenia, który po śmierci ojca został sam na świecie. Wraz z poznanym włóczęgą Tomem Jepperdem wyrusza w wędrówkę do rezerwatu – Ostoi, gdzie zamieszkują ludzie mu podobni.

Początek „Łasucha” konstrukcyjnie przypomina westerny. Ostoja to przecież nic innego jak rezerwat, do którego przesiedlano Indian. Jak w powieści drogi, chłopiec i wielkolud wędrują do swojej ziemi obiecanej. Po drodze spotykają prawdziwe kreatury, rodem jak z „Mad Maksa”. Gdy do Ostoi dotrą, też nie czeka ich nic dobrego, bo ta przypomina obóz, dowodzony przez doktora, opętanego wizją stworzenia nowego boskiego stworzenia.

Ekspresyjnie narysowany „Łasuch” utrzymany jest w chłodnych barwach. Jedynie kraciasta koszula bohatera (ustawienie kadrów na części plansz, notabene, też przypomina koszulę) przełamuje tę pozorną monotonię. Pozorną, bo taka paleta barw doskonale oddaje postapokaliptyczną wizję tej historii.

***

„Ludzie Północy” Brian Wood, wyd. Egmont Polska

Z kolei „Ludzie Północy” Briana Wooda zachwycą tych, którzy zaczytywali się niegdyś np. w komiksach serii „Thorgal”. Pierwszy tom z dopiskiem „Saga Anglosaska” opowiada o najeździe na Wyspy Brytyjskie. Zaczyna się w roku 793 od ataku wikingów na niewielką wyspę Lindisfarne. Historia sięga aż 1014 roku i obejmuje m.in. wydarzenia na Orkadach, Hebrydach Zewnętrznych, Irlandii jak i w odległym Konstantynopolu. Wikingowie w wersji Wooda są brutalni, gwałcą, łupią osady, walczą i stale leje się krew.

Na „Sagę Anglosaską” składa się aż 19 oryginalnych zeszytów. Nie tworzą jednej, długiej historii. Nie mają też jednego bohatera. To opowieści – ogólnie rzecz biorąc – o i ze świata Wikingów. To zeszyty o walce wyznawców bogów starych i tego nowego, którego na wyspy przynieśli mnisi. To historie o zemstach, zdradach, wartościach, wierzeniach, symbolach i zasadach.

„Ludzi Północy” zilustrowało kilku artystów. To m.in. Dean Ormston, Marian Churchland czy Ryan Kelly. Różnice w sposobie kreślenia plansz nie przeszkadzają w odbiorze całości, a „Saga Anglosaska” nie ma graficznie słabszych momentów. Scenariuszowo znalazłoby się kilka mielizn, ale w ogólnym rozrachunku to całkiem dobre otwarcie nowej serii. A przy okazji odświeżenie motywu Wikingów i to w wersji hardcore’owej. To tak w kontekście „Thorgala”, który powoli goni w piętkę.

Kolejne części „Łasucha” i „Ludzi Północy” już jesienią.

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close