Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Co czytać w długie, deszczowe, jesienne wieczory? Może komiks? Dziś – jak co miesiąc – podsuwamy kilka pomysłów z półki książek napisanych i narysowanych.

***

„Złoty Wiek” Cyril Pedrosa, Roxanne Moreil, wyd. Timof Comics

Cyril Pedrosa zdążył już nas przyzwyczaić do klimatycznych komiksów. W „Trzech cieniach” opowiadał o rozterkach ojca po śmierci dziecka. W „Portugalii” – o zmaganiach z przeciwnościami losu i zaczynaniu wszystkiego od nowa. „Złoty Wiek” – z dopiskiem część pierwsza, więc spodziewać możemy się kontynuacji – tylko pozornie przełamuje stereotypowe myślenie o jego twórczości. Tak naprawdę to kolejna, podobna historia, tylko osadzona w innej scenerii.

Duży format, porządna oprawa, do tego piękne kolorystycznie plansze (do świadomego i odważnego używania barw Pedrosa zdążył już przyzwyczaić swoich czytelników – vide wspomniana „Portugalia” czy „Równonoce”). Ta księga to prawdziwa, piękna baśń, która przypadnie do gustu młodszym i starszym czytelnikom. Autor – wspierany przez Roxanne Moreil, która współtworzyła scenariusz, opowiada średniowieczną historię walki o tron. Gdy po śmierci króla władzę ma objąć jego córka Tilda, jej młodszy brat postanawia do tego nie dopuścić. Spisek sprawia, że dziewczyna zostaje wygnana.

Opowieść snuje się wolno, autor znajduje czas, by pokazać dworskie życie, obowiązujące zwyczaje, intrygi, układy i układziki. Znajdujemy czas, by śledzić wycyzelowane plansze, często zmieniające się w dwustronicowe, stworzone z dbałością o szczegóły rozkładówki. To też buduje baśniowy klimat. I żałować można tylko, że to zaledwie początek historii, tylko pierwsza cześć. Z drugiej strony – jeżeli zajmuje ona opasłe tomiszcze, ciąg dalszy nie może być skromniejszy. Fani Pedrosy nie będą więc zawiedzeni.

 

***

„Bler: Nieistnienie” Rafał Szłapa, wyd. Blik Strudio

Siódma już odsłona przygód polskiego superbohatera. Bler nie przypomina jednak amerykańskich pierwowzorów. Wiódł spokojny żywot, miał rodzinę, ale jego świat w jednej chwili legł w gruzach. Stroju superbohatera wcale nie chciał. Nie chciał się na nikim mścić, z nikim walczyć w imię wyższych, bliżej nieokreślonych idei. Stał się ofiarą zaplanowanego spisku.

Rafał Szłapa (kielczanie mogą pamiętać go z antologii „Lekarstwo vs. Klatka” będącej koprodukcją Szłapy i Rafała Urbańskiego) wymyślił Blera w czasach, gdy komiksy dostępne były w postaci kilku niskonakładowych magazynów, a rynek wielbicieli rysunkowych opowieści dopiero raczkował. Do tematu wrócił dekadę temu. W 2010 roku wydał pierwszy z albumów serii. Była to „Lepsza wersja życia”, po której sukcesywnie pojawiały się kolejne. Dla porządku, były to: „Zapomnij o przeszłości”, „Ostatni wyczyn”, „Stan strachu”, „Człowiek ze światła” oraz „Psie imperium”. Wszystkie dzieją się w Polsce, w Krakowie, a późniejsze odcinki – w Katowicach. Co istotne, w przypadku „Blera” nie są to albumy oderwane od siebie, nie są to pojedyncze strzały, ale komiksy łączące się w jedną, długą opowieść. I choć cykl ma już swoje lata, nic nie stoi na przeszkodzie, by fanem stać się dopiero teraz. Cykl jest bowiem w całości dostępny. Warto zerknąć, zwłaszcza, że jest dobrze napisany i narysowany. Na dodatek całkowicie niezależny, całość – od scenariusza, rysunków, przez skład, druk, sprzedaż, dystrybucję ­realizuje Rafał Szłapa. Tym większe słowa uznania, że potrafi to wszystko opanować.

 

***

„Kaznodzieja # 5” Grant Ennis, Steve Dillon, wyd. Egmont

O komiksach spod znaku Vertigo pisałem już w naszym cyklu – wspomnę chociażby serie „Ludzi Północy” czy „Łasucha”. Dziś znów sięgamy po pozycję, będącą jednym z komiksowych hitów, wydawanych w ramach tego właśnie inprintu wydawnictwa DC. Przed Państwem… „Kaznodzieja”! Serial napisany przez Gartha Ennisa.

Kim jest tytułowy bohater? To Jesse Curter. Kaznodzieja, który przez kilkadziesiąt komiksów stara się odnaleźć… Boga. Po drodze kilkakrotnie upada, ginie, gubi przyjaciół, popada w coraz większe tarapaty, spotykając coraz większych popaprańców. Towarzyszą mu w tej wędrówce wampir Cassidy oraz była dziewczyna Tulip. Akcja piątego tomu  znów zaskakuje. Jessie znajduje matkę i spotka Boga, a przy okazji leje się krew, a trup gęsto się ściele.

Rysunki Steve’a Dillona nie każdemu przypadną do gustu. Na pierwszy rzut oka to amerykańska średnia. Rysunki w „Kaznodziei” to jednak głównie dopełnienie mocnej akcji. To ona sprawiła, że seria jest vertigowskim hitem. Sprzedaje się świetnie (w Polsce też; właśnie ukazuje się już po raz drugi), ale cenią ją także krytycy, którzy dostrzegają ważność poruszanych w komiksie wątków. Dillon pochyla się nad rasizmem, odrzuceniem społecznym, problemami wiary, cytuje filozofów i porusza tematy egzystencjalne, przekracza tabu. Brawo za odwagę rysowania tego, co się myśli, a nie tego, co rysować się powinno. Myślę, że to głównie za to czytelnicy serię Dillona cenią.

 

***

„Brygada Żydowska” Marvano, wyd. Egmont

Czas na komiksową odrobinę historii. Jest rok 1944, kiedy to rząd brytyjski wyraża zgodę na sformowanie Brygady Żydowskiej. Od niej tytuł wziął najnowszy komiks stworzony przez Marvana, (właściwie Marka Van Oppena), mistrza rysunku realistycznego.

Sposób, w jaki autor kreuje plansze, zachwyca nie fanów komiksów od kilku dekad. „Brygada Żydowska” jest oparta na faktach. Zaczyna się w… Polsce, gdzie dwóch jej członków dopada ukrywającego nazistę, który zaczyna nowe życie, udając księdza. Akcja dzieje się potem w północnych Włoszech, w Austrii, ale też w Palestynie, gdzie trwają przygotowania do stworzenia Izraela…

Nie po raz pierwszy Marvano opisuje czasy II wojny światowej. Ma na swym koncie już „Berlin” (tytuł mówi chyba wszystko) czy „Grand Prix” (o ulubieńcach Hitlera, ścigających się w wyścigowych bolidach). „Brygada Żydowska” jest poniekąd rozwinięciem wątków z tej historii. Nie jest to też pierwsza historia stricte wojenna. Myślę tu jeszcze o wyjątkowej „Wiecznej Wojnie”, która również w Polsce miała już bodaj trzy wydania, opowieści o wojnie w Wietnamie, przełożonej na język fantastyki. Warto jej poszukać. Podobnie jak trzeba poznać historię brygady, która przeprowadziła w Europie antynazistowską krucjatę.

 

***

„Weź się w garść” Anna Krztoń, wyd. Wydawnictwo Komiksowe

Wydawnictwo Komiksowe stawia na rodzimych autorów. Z myślą o nich powstała cała seria „Nowy Komiks Polski”, do której zapraszani są zarówno twórcy już uznani, jak i ci, którzy „karierę” (napisałem w cudzysłowie, bo w Polsce trudno zrobić karierę na komiksach) mają jeszcze przed sobą. Do grona pierwszych zaliczyć można Daniela Chmielewskiego (album „Ja, Nina Sztubur” na podstawie „Anny Inn…” Olgi Tokarczuk) czy Wandę Hagedorn i Jacka Frąsia („Totatnie nie nostalgia”). Grono drugich reprezentuje Małgorzatę Kulik (o jej albumie „Ta małpa pójdzie do nieba” pisaliśmy już na naszych łamach) czy Anna Krztoń.

I właśnie o komiksie Anny Krztoń dziś kilka słów. Jej „Weź się w garść” to komiks autobiograficzny, opowiadający o grupce znajomych, których łączą wspólne zainteresowania: książki, filmy, muzyka, komiksy. Powoli zaczynają odkrywać samodzielność, choć wciąż jeszcze temperowaną przez rodziców. „Weź się w garść” jest albumem nieco przegadanym. Widać, że autorka nie bawiła się w skróty, ma to jednak swój urok. Czytając o przyjaźniach, o długich pogawędkach na życiowe tematy przypomina mi się mój czas ze szkoły średniej i studiów, kiedy liczyła się tylko „brygada” znajomych i to, co między nami. Patrząc więc realnie, to próba ułożenia – w formę komiksu – okresu w życiu, kiedy kształtuje się osobowość. Może próba nie do końca z najwyższego pułapu. Docenić jednak trzeba autorkę, że pokusiła się o przedstawienie jej w postaci liczącej ponad 200 plansz obyczajówki, co wymagało od niej sporo pracy.

Sentymentalnie – dla autorki i jej znajomych – komiks ma z pewnością wartość jeszcze większą. Coś przypomni, przywoła wspomnienia, wywoła uśmiech na twarzy… Dla reszty? Do przeczytania.

 

***

„Corto Maltese: Złoty dom w Samarkandzie” Hugo Pratt, wyd. Egmont Polska

Na koniec kolejny z europejskich klasyków. Hugo Pratt zaczął tworzyć perypetie swego bohatera w 1967 roku. Akcja pierwszego z tomów „Opowieść słonych wód” rozgrywała się w 1913 roku na Pacyfiku. Później wraz z Corto zjechaliśmy kawał świata. Zajrzeliśmy do Irlandii. Odwiedziliśmy Etiopię. Otarliśmy się o Wenecję. Dowiedzieliśmy się też nieco więcej o samym bohaterze. Jego matką była Nina, cygańska wiedźma z Gibraltaru, zaś ojcem marynarz z Kornwalii, za którym Nina popłynęła na Maltę.

„Złoty dom w Samarkandzie” jest ósmą w kolejności historią z udziałem marynarza, włóczęgi i romantyka. Tytuł mówi wiele o miejscu akcji. Tak, tym razem ruszamy do Azji Środkowej, do miasta, które dziś uchodzi za perłę nie tylko Uzbekistanu, ale i całego Jedwabnego Szlaku. Jak widać, w serii zmieniają się miejsca i krajobrazy, ale każdorazowo możemy liczyć na świetnie wymyśloną i opowiedzianą historię przygodową.

„Corto Maltese” pierwotnie był komiksem czarno-białym. W nowej edycji – na niej oparte jest polskie wydanie – został pokolorowany przez Patrizię Zanotti. Osobiście nie jestem zwolennikiem tego rozwiązania, wolałbym wydanie w dwóch barwach. Trudno jednak obok komiksu Pratta przejść obojętnie. To po prostu kawał dobrego, rozrywkowego czytadła.

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close