Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Majówka. Mamy wreszcie więcej czasu, by nadrobić wszelkie zaległości. Również te czytelnicze. Z tej okazji przygotowałem kilka propozycji prosto z komiksowej półki.

„KKK 25 Antologia”, wyd. Ongrys

KKK… Nie, nie chodzi o Ku Klux Klan. Pod skrótem tym kryje się Krakowski Klub Komiksu i wydawany przez klub periodyk. Pierwszy numer „KKK” – jeszcze kserowany – wydano w 1996 roku. Ostatni – z numerem 24 – pojawił się w 2004 roku. Właśnie mija ćwierć wieku od chwili, gdy twórcy spod Wawelu skrzyknęli się w grupę. Z tej też okazji pojawia się licząca ponad 600 stron (!) publikacja jubileuszowa.

Podobnie, jak w przypadku innych tego typu inicjatyw KKK miał swoje wzloty i upadki. Był czas planowania kolejnych wydawnictw i imprez, ale też kilka chud(sz)ych lat. Jak wtedy, kiedy ostatni numer pisma wydano tylko w formie elektronicznej i gdy w pewnym momencie periodyk zamknięto. A „KKK” to dziś kawał współczesnego, polskiego komiksu. Na łamach magazynu drukowali zarówno twórcy już wtedy uznani, jak i ci, którzy stawiali swe pierwsze kroki w komiksowie. Lista „płac” jest długa, jak przy niejednej produkcji hollywoodzkiej. A nazwiska na niej doprawdy zacne. Kilka z nich na zachętę: Joanna Karpowicz, Anna Krztoń, Anna Helena Szymborska, Aleksandra Spanowicz, Robert Adler, Michał Gałek, Rafał Gosieniecki, Karol KRL Kalinowski, Zbigniew Kasprzak, Jan Korczyński, bracia Minkiewiczowie, Krzysztof Ostrowski, Mateusz Skutnik, Rafał Szłapa, Kamil Śmiałkowski czy Przemysław Truściński.

W środku publikacji – prócz komiksów – jest też część tekstowa z dziejami KKK. A do tego cztery (!) okładki do wyboru. Piękny prezent i dla twórców związanych z KKK, i dla fanów komiksu.

„Futura Nostalgia” Tony Sandoval, wyd. Timof Comics

Meksykański autor wraca ze swoimi potworami. Nowa propozycja „Futura Nostalgia” ma w sobie wszystko, za co pokochaliśmy twórczość Tony’ego Sandovala.

Pokochaliśmy przede wszystkim za akwarelki, z których składa plansze. Akwarelki o mrocznym klimacie, z pięknymi dziewczynami i potworami. Również pięknymi, bo nikt tak nie maluje potworów jak Sandoval! W takich klimatach autor porusza się od dobrych kilku lat. Takie też były jego wcześniejsze, wydane w Polsce prace – by wspomnieć takie albumy, jak „Wąż wodny”, „Doomboy”, „Tysiąc sztormów” czy „Wybryki Xinophixeroxa”. Wyjątkiem było tylko autobiograficzne „Spotkanie w Phoenix”, gdzie nie zjawił się żaden potwór.

W cyklu „Futura Nostalgia” wszystko wraca do normy. To historia młodych z niewielkiej mieściny. Marie i Iggy’ego łączy wspólna pasja – komiksy i sztuki plastyczne. Łączy też miłość, która jest jak wybuch bomby atomowej. Komentatorem ich poczynań jest… żaba. Element baśniowy w nudnej rzeczywistości. Rzeczywistości, która z każdą kolejną planszą zaczyna być coraz mniej realna. Znikają ludzie, Marie zaczyna mieć dziwne wizje. W snach odwiedzają ją żywioły… Coś się wyraźnie kończy, ale – jeszcze – niewiele zaczyna. Na razie autor buduje nastrój, wykorzystuje patent żaby, która – niczym królik z „Alicji w Krainie Czarów” – zaczyna prowadzić Marie na drugą stronę.

„Futura Nostalgia” jest pierwszym komiksem Sandovala, który poznajemy w odcinkach. Za nami już dwie odsłony cyklu. Trzecia – jest w zapowiedziach. Oby nie trzeba było na nią zbyt długo czekać. Sandoval narobił czytelnikom smaka na więcej.

„100 naboi#5” Brian Azzarello, Eduardo Risso, wyd. Egmont Polska

Wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Jak jedna z najciekawszych serii spod szyldu „Vertigo”. Przed nami ostatni, piąty tom wydania zbiorczego z cyklu „100 naboi”.

Stało się. To naprawdę ostatnia odsłona serii, którą mogliśmy śledzić od lutego 2018 roku. Wtedy pojawił się pierwszy z tomów zbierających oryginalne, amerykańskie zeszyty. Dziś widać, że autorzy od początku mieli pomysł na serię i w miarę postępu prac nie dopisywali do niej ciągu dalszego. Brian Azzarello – to on pisał scenariusz – podopinał wszystkie wątki i rozwiał wątpliwości związane z działalnością Trustu oraz Minutemanów. Odsłonił karty, pokazał twarze. Wyraźnie określił o co w rozgrywce z tytułowymi stoma nabojami chodzi. Doskonale wsparł go Eduardo Risso. Charakterystyczne, dynamiczne rysunki tego twórcy podkreślały odpowiednie momenty scenariusza, a stworzona przez niego paleta bohaterów dobrze wpisywała się w sensacyjny nastrój opowieści. Risso też do końca trzyma fason, nie pozwalając sobie na wpadki.

Piszę nieco oględnie, bo nie chcę zdradzać zakończenia. Niech będzie zaskoczeniem dla każdego, kto wszedł w świat „100 naboi”. Świat, który złożył się na jedną z najlepszych współczesnych serii zza oceanu. Oby teraz Egmont szybko wypełnił lukę na rynku, serwując nam następne, dobre czytadło. Choć dorównać serii duetu Azzarello/Risso nie będzie łatwo.

„Caravaggio” Milo Manara wyd. Taurus Media

„Małpi Król” Silverio Pisu, Milo Manara wyd. Scream Comics

Milo Manara… To spod jego piórka wychodzą najpiękniejsze kobiety w komiksie. I najlepsze komiksowe erotyki, że wspomnę takie dzieła, jak „Guliveriana”, „Klik” czy cykl „Giuseppe Bergman”. Dziś przyjrzymy się dwóm kolejnym komiksom, firmowanym jego nazwiskiem.

Na początek proponujemy hołd, jaki Manara składa jednemu z najważniejszych malarzy europejskich. „Caravaggio” to dzieło poświęcone temu, który porzucił zasady malarstwa renesansowego. Dziś uważa się go za pierwszego malarza doby baroku. Jego historię Manara zmieścił w dwóch tomach. Pierwszy z nich – „Paleta i rapier” – ukazał się już w 2015 roku. Drugi  – „Łaska” – właśnie dostajemy. Graficznie historia pełna jest nawiązań do twórczości tego, który urodził się jako Michelangelo Merisi de Caravaggio (1571-1610). Ich odkrywanie będzie przyjemnością dla zafascynowanych sztuką. Natomiast fani Manary – „zakochani” w jego kobietach – mogą poczuć się zawiedzeni.

Dla nich ciekawsza będzie druga z dzisiejszych propozycji. „Małpi Król”, do którego scenariusz napisał Silverio Pisu to stary, dobry Manara. W czerni i bieli, z podszytymi erotyką planszami. Powieść graficzna opowiada historię króla ludu małpy Sun Wukonga – od jego narodzin ze skały poprzez podróż do Jaskini Wodnej Kurtyny, Góry Kwiatów i Owoców, kolejnych podróży w poszukiwaniu nieśmiertelności i siły na wojnie, aż po konflikt z Jadeitowym Cesarzem i Buddą. Całość jest nawiązaniem do chińskiej legendy „Podróż na Zachód”.

Kto nie poznał jeszcze Manary powinien dać mu szansę i nadrobić tę zaległość.

„Marzi#2” Marzena Sowa, Sylvain Savoia, wyd. Egmont Polska

Ten komiks pojawił się już w naszym „Kąciku…”. Dziś – wraz z publikacją kolejnego tomu – powraca. Przed nami dalszy ciąg cyklu, za który odpowiadają Marzena Sowa i Sylvian Savoia.

W pierwszym tomie pt. „Dzieci i ryby głosu nie mają” mieliśmy powtórkę z PRL-u. Polska Rzeczpospolita Ludowa pokazana była przez pryzmat dziewczynki, której przyszło spędzać dzieciństwo na blokowisku w Stalowej Woli. Jej oczyma widzieliśmy więc strajki, kolejki czy poruszenie wiernych związane z wyborem Karola Wojtyły na papieża. Wydarzenia te były jednak tylko tłem dla zabaw na podwórku, spotkań rodzinnych i szkoły. W tomie drugim pt. „Nowe życie” PRL odchodzi do lamusa. Zamiast niego pojawia się nadzieja związana ze zwycięstwem „Solidarności” i nadejściem wyczekiwanej przez wszystkich wolności. Wolności, która rówieśnikom Marzi kojarzy się z feerią barw. Sklepami, w których półki wreszcie uginają się od towarów oraz przedmiotami przywożonymi zza zachodniej granicy.

„Nowe życie” zachowuje charakter znany z poprzedniego tomu. To nadal krótkie historie, opowiadane przez Marzenę Sowę, która „odgrzebała” je w swojej pamięci, narysowane przez jej przyjaciela. Swoją drogą Sylvain Savoia musiał mieć niezły ubaw słysząc o tym, jak Polacy radzili sobie w czasach PRL i pierwszych latach III RP.

„Bodycount” Kevin Estman, Simon Bisley wyd. Non Stop Comics

Zapomnijcie o grzecznych bohaterach z telewizyjnej animacji. Ten komiks jest jak uderzenie obuchem, który zmieni Wasze spojrzenie na świat „Wojowniczych żółwi ninja”.

Niby twórca scenariusza jest ten sam. To przecież odpowiedzialny za fabułę „Bodycount” Kevin Estman wykreował zielonych, zmutowanych bohaterów. Ale w wersji z grafiką Simona Bisleya jego Leonardo, Donatello, Michelangelo i Raphael wyglądają jak postacie z undergroundowych magazynów z komiksami dla dojrzałego czytelnika. Nowy Jork naprawdę śmierdzi jak ścieki. Życie toczy się w knajpach, a po ulicach przemieszczają się bandy zakapiorów. Wszystkim zaś rządzi mafia… Wreszcie żółwie nie są harcerzykami machającymi nunchako, kijami, katanami czy sai, ale wojownikami z krwi i kości.

Klimat ten czuje Simon Bisley. Twórca, który w Polsce ma statut kultowego – za takie dokonania, jak „Batman/Judge Dreed: Sąd nad Gotham”, „Lobo: Ostatni Czarnian” czy „Slaine: Rogaty Bóg” – świetnie czuje się w nawalankach, brudnych wnętrzach i podłych miejscach. Dla miłośników pięknie (czyli brzydko) namalowanej jazdy bez trzymanki rzecz obowiązkowa.

Andrzej Kłopotowski

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close