Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Dziś – z okazji Dnia Dziecka mamy wyjątkowe wydanie naszej rubryki komiksowej. Co nie oznacza, że i tym razem nie mamy czegoś dla „nieco” starszych. Wszak też zasługują na prezenty!

 „Mikołajek. Jak to się zaczęło” Rene Goscinny, Jean-Jacques Sempe, wyd. Znak

Czy ktoś z pokolenia dzisiejszych czterdziestolatków nie zaczytywał się w „Przygodach Mikołajka”? Czy nie podsuwał swoim dzieciom do poczytania fenomenalnej serii książek, jaką napisał Rene Goscinny, a zilustrował Jean-Jacques Sempe? Czy nie ucieszył się kiedy ukazały się „Nowe przygody Mikołajka” (te z jedynką, a później z dwójką), a także „Nieznane przygody Mikołajka”? No to teraz proszę przygotować się na szok. Oto pierwsze (!) przygody Mikołajka w ogóle. Nie, nie książkowe. Komiksowe. Książki były później…

Komiks tworzy zaledwie 28 plansz. Każda z nich to odrębna historyjka, jeden odcinek drukowany na łamach pisma „Le Moustique”. W takiej właśnie formie Mikołajek objawił się światu 25 września 1955 roku. I podbił serca czytelników. To proste fabułki, zilustrowane w nieco staroświecki sposób, oparte na codziennych sprawach, sąsiedzkich swadach i oczywiście zabawach z kumplami.

W Polsce Mikołajek ma rzeszę wiernych fanów. Dlatego też najnowsze wydawnictwo jest doskonałym uzupełnieniem wcześniejszych, więcej niż obowiązkowych, lektur. I doskonałym prezentem na dzień dziecka.

„Kajko i Kokosz. Nowe przygody: Królewska konna” Maciej Kur, Sławomir Kiełbus, Piotr Bednarczyk, wyd. Egmont Polska

Dla nieco starszych można podsunąć serię „Kajko i Kokosz”. W tym przypadku z dopiskiem „Nowe przygody”. Klasyk polskiego komiksu, który przez dwie dekady wychodził spod ręki nieżyjącego już niestety Janusza Christy doczekał się pełnometrażowej kontynuacji.

W „Królewskiej konnej” jest wszystko, za co czytelnicy cenili serię o dzielnych wojach kasztelana Mirmiła. Żart sytuacyjny, humor słowny i aluzje czy nawiązania do poprzednich odcinków, tworzonych przez mistrza Christę. Jest świetnie skrojony przez Macieja Kura scenariusz, a także nawiązujące (bo nie jest to wierna kopia) do oryginalnej serii plansze autorstwa Sławomira Kiełbusa (z kolorystyką Piotra Bednarczyka). Kiełbus nie jest w tym zestawieniu postacią przypadkową – dość powiedzieć, że Christa, gdy jeszcze żył, namaścił go do kontynuowania serii. W „Królewskiej konnej” woje Mirmiła muszą eskortować wiecznie roześmianą księżniczkę Salwę w drodze do domu. Wszak łapę na jej królestwie chciałby położyć niejeden szelma…

„Królewska konna” jest pierwszym, nowym, pełnometrażowym komiksem z Kajkiem i Kokoszem od… 1990 roku (wtedy ukazał się ostatni odcinek stworzony przez Christę – był to „Mirmił w opałach”). Wprawką do niego były dwa zbiory z krótkimi opowieściami – „Obłęd Hegemona” i „Łamignat straszliwy”. „Królewska konna” otwiera nowy rozdział dziejów Kajka i Kokosza w polskim komiksowie. Oby trwał jak najdłużej.

„Yakari i Wielki Orzeł” oraz „Yakari i Biały Bizon” Job, Derib, wyd. Egmont Polska

Yakari to klasyk komiksu dziecięcego rodem ze Szwajcarii. Historyjkę o małym Indianinie wymyślili już pod koniec lat 60. XX wieku Job (za pseudonimem ukrywa się scenarzysta André Jobin) oraz Derib (czyli rysownik Claude de Ribaupierre). Swa przygodę kontynuują do dziś, dobiwszy do blisko 40 albumów. Przed młodymi czytelnikami z Polski dwa pierwsze.

Yakari to mały Indianin z plemienia Siuksów. Za wszelką chce udowodnić swą przydatność w gronie wojowników. Co chwilę (co album) wplątuje się więc w kolejne perypetie. W jedynce – „Yakari i Wielki Orzeł” – śni mu się tytułowy opiekun, który pokieruje go na ścieżce wojownika. W nim też poznaje swego nieodłącznego towarzysza przygód – konia Małego Pioruna. W dwójce – „Yakari i Biały Bizon” – musi wraz ze swym plemieniem sprostać problemowi braku bizonów na prerii. Bez nich Siuksom grozi głód…

Yakari nie epatuje przemocą. To komiks humorystyczny, oparty na zwyczajach Siuksów, ich wierzeniach, a także codziennym życiu. Z pewnością więc spodoba się miłośnikom historii rodem z Dzikiego Zachodu. Kolejnych tomów serii można wypatrywać jeszcze przed wakacjami.

„Hotel Dziwny: Jego Wysokość Król Grzybów” Florian Ferrier, Katherine Ferrier, wyd. Krótkie Gatki

Kto zaczytuje się w „Muminkach” powinien sięgnąć też po komiksy z podobnej serii. „Hotel Dziwny” autorstwa Floriana Ferriera i Katherine Ferrier, to swego rodzaju odpowiednik doliny zamieszkałej przez fińskie trolle. Z ta różnicą, że bohaterowie są bardziej zróżnicowani „gatunkowo”.

Hotel to dom, w których schronienie znaleźli Marietta, pan Leclair, puchaty stworek Kaki oraz dobry duch Snarf. W najnowszym odcinku jest jesień. Czas, kiedy w kuchni powinien się unosić zapach przyrządzanych konfitur… Cóż jednak począć, gdy zamiast z koszem pełnym konfitur Kaki wraca jako Jego Wysokość Król Grzybów? Wybraniec, który ma uratować królestwo przed wielkim niebezpieczeństwem?

Dodajmy, że na porach roku opiera się cały cykl. W pierwszym tomie – „Przez zimę do wiosny” – wraz z bohaterami świętowaliśmy 21 marca. W drugim – „Śpiew Skrzekowyjca” – poczuliśmy lato. Teraz przyszła jesień. A z nią sezon na grzyby. Jak wspomniałem, „Hotel Dziwny” ma wiele wspólnego z kultowymi „Muminkami”. To też pełna ciepła, mądra seria przygodowa z dobrem, które zawsze wygrywa, a zło… Może wcale nie jest takie złe, jak mogłoby się z pozoru wydawać? W dodatku to seria przepięknie zilustrowana przez Katherine. Namiastkę efektów jej pracy mamy na okładce.

„Neurokomiks” Hanna Roš, Matteo Farinella, wyd. Marginesy

Mamy też coś dla nastolatków zakochanych w biologii. To „Neurokomiks”, czyli podróż do wnętrza… mózgu. Kto jak kto, ale autorzy tego komiksu na temacie znają się świetnie. Mają stopnie doktorskie, a na co dzień pracują na brytyjskich uczelniach, gdzie zajmują się badaniami nad mózgiem właśnie.

Procesy w nim zachodzące spróbowali przedstawić w formie komiksu. Stąd pomysł, by z wnętrza głowy uczynić tajemniczą krainę pełną drzew, mórz, wysp zamieszkałych przez dziwne stworki i… naukowców. „Neurokomiks” z jednej strony odpowiada bowiem na pytania związane np. z neuroprzekaźnikami, pamięcią, jej zaburzeniami czy sposobem przekazywania informacji. Z drugiej przybliża osoby, które miały swój wkład w badania – to np. Santiago Ramon y Cajal, Charles Scott Sherrington, Alan Hodgkin i Andrew Huxley, Eric Kandel czy Iwan Pawłow.

Na szczęście komiks nie jest ani przegadany, ani przeładowany wiadomościami. Ciekawy jest też pomysł pokazania głowy jako tajemniczej krainy, którą można odkrywać niczym nieznane lądy w dobie wielkich odkryć geograficznych. Młodzi biolodzy powinni dać się wciągnąć w ten świat.

„Podwodny spawacz” Jeff Lemire wyd. KBoom

Polecając już dokonania Jeffa Lemire – a były to serie „Łasuch” oraz „Royal City” – wspominałem, że jeszcze do nas wróci. I wraca. Okazją jest jego kolejne dzieło – „Podwodny spawacz”.

To studium Jacka Josepha, spawacza z platformy wiertniczej, stojącej u wybrzeży Nowej Szkocji, którego żona spodziewa się dziecka. Pewnego dnia pod wodą dochodzi do tajemniczego zdarzenia, które przywołuje traumatyczne wspomnienia z przeszłości.

 „Podwodny spawacz” jest historią porządkowania codzienności i składania jej – wyciągnąwszy odpowiednie wnioski – na nowo. Jest tez obrazem małej społeczności – niewielkiej mieściny skazanej na pracę „na” i „pod” wodą. Obrazem, który Lemire stworzył w formie szkicowych rysunków. Bardzo wymownych, ekspresyjnych, tworzących niepowtarzalne i niepodrabialne plansze.

Kto pokochał komiksy pana Lemire, nie powinien zastanawiać się, czy warto zejść wraz z nim pod wodę. Kto nie miał okazji poznać jego dokonań, powinien w końcu się skusić. Wszak to jedno z najważniejszych nazwisk we współczesnym komiksie. „Spawacz podwodny” jest dowodem, że miano to uzyskał od czytelników i krytyków nie na wyrost.

„Berlin”, „Grand Prix”, „Bonneville” Marvano, wyd. Egmont Polska

W dzisiejszym „Kąciku…” wraca też pan Marvano, czyli Mark Van Oppen. I to wraca aż z trzema (!) komiksami. A co! Jeśli i starsi mogą sobie zrobić prezent z okazji Dni Dziecka, to mogą zaszaleć. Marvano to gwarancja jakości.

Pierwszym z komiksów jest „Berlin”. Trylogia oparta o historię miasta, obserwowaną z kilku poziomów. Brytyjskiego Lancastera, z którego na Berlin sypie się deszcz bomb; pomocy humanitarnej oraz ulicy podzielonej na cztery sektory: brytyjski, amerykański, francuski i radziecki. Ulicy, na której poznajemy problemy bohaterów związane choćby z życiem w dwóch różnych światach – komunistycznym i kapitalistycznym.

Niemiec dotyczy też trylogia „Grand Prix”. Jej bohaterami są pupilkowie Hitlera, dosiadający „srebrnych strzał” rajdowcy, którzy mieli dowieść siły narodu fuhrera. Dla Marvano – podobnie jak „Berlin” – i ten komiks jest okazją do pokazania historii zwykłych ludzi i ich codzienności, w tym przypadku wkręconych w wir chorej propagandy.

Tylko na pozór lżejszą lekturą jest „Bonneville”. Komiks o słynnym torze wyścigowym w Stanach Zjednoczonych, na którym bito rekordy prędkości. Bo prócz sukcesów tor ten, to przecież także niedoszli rekordziści, którzy ginęli na skutek pogoni za coraz bardziej szaloną prędkością…

Dla miłośników historii i dobrych komiksów prezent wymarzony.

„Władcy Chmielu” Jean van Hamme, Francis Vallès, wyd. Ongrys

Na koniec coś dla miłośników rodzinnych sag. W tym przypadku to saga o ludziach piwa. „Władcy chmielu” są dziejami belgijskich piwowarów z miasta Drop. Początek rodziny Steenfortów sięga połowy XIX wieku. Ostatni z tomów rozgrywa się we współczesności.

Na razie dostajemy cztery z ośmiu odsłon serii. Na pierwszy tom składają się odcinki: „Karol, 1854”, „Margrit, 1886”, „Adrien, 1917” oraz „Noël, 1932”. Za ich scenariusz odpowiada jeden z mistrzów komiksu frankofońskiego – Jean Van Hamme. Dość powiedzieć, że to on stoi za sukcesami takich serii, jak będący sagą o Wikingach „Thorgal” czy kryminalne „XIII” i „Largo Winch”. Wydawać by się mogło, że saga o ludziach piwa – przy sensacyjnych historiach – musi ziać nudą. Nic podobnego. Van Hamme odpowiednio rozkłada akcenty opowiadając dzieje rodu Steenfortów.

Zilustrowania losów browarników podjął się Francis Vallès. Jak na twórcę francuskiego przystało, dopieszcza swe kadry, dbając o realizm i odwzorowanie miejsc oraz przedmiotów w najmniejszych szczegółach. Tym samym „Władcy Chmielu” są także fascynującym przedstawieniem dziejów piwowarstwa i Europy.

Andrzej Kłopotowski

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close