Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Niezwykłe życie w luksusowym Dubaju? Aneta Popiel uśmiecha się, bo wciąż pamięta czasy, gdy jak lwica walczyła o każdego dolara, który pozwoliłby jej opłacić kolejny semestr studiów na Georgetown University w Waszyngtonie. Dała radę, wróciła do Polski z dyplomem prestiżowej uczelni, ale nikt tego nie docenił. Pomyślała więc, że czas ruszyć, zresztą nie po raz pierwszy, w świat.

Wyobrażam ją sobie, jak ubrana w nienaganną garsonkę pracuje w przeszklonych pawilonach EXPO 2020 w Dubaju. Ale widzę ją także w ośrodku w Boliwii, gdzie opiekuje się bezdomnymi, młodymi kobietami. Tam ubrana jest w luźny T-shirt, a blond włosy spięte ma w swobodny kok. Spoglądam na nią również w rodzinnych Kielcach, jak w zimowe popołudnie, tym razem ubrana w wełnianą sukienkę z golfem, kosztuje pysznej szarlotki. Ten smak będzie musiała zapamiętać na długie miesiące. Do kolejnej wizyty w Polsce.

Przystanek: Dubaj

Zacznijmy od końca. Dwumilionowa, zbudowana na pustyni, metropolia, symbol luksusu i szaleńczego rozwoju Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Wielowiekowa tradycja islamska przeplata się tu z nowoczesną mieszanką kultur. Drapacze chmur, kilkunastopasmowe autostrady, sztuczna wyspa w kształcie palmy, stok narciarski pod dachem… Raj na ziemi? Aneta Popiel uśmiecha się w odpowiedzi na to pytanie. To miasto, w którym żyje, pracuje, realizuje swoje marzenia, w końcu – szczęśliwie kocha i jest kochana. Gdy wraz ze swoim narzeczonym wsiadają na rowery i ruszają na ścieżkę, która ciągnie się wzdłuż pustyni, czuje, że to jest właśnie szczęście. Ale, jak żartuje, szczęście, do którego trzeba się zerwać bladym świtem. Latem – o czwartej, piątej rano, zimą – nieco później. Bo Dubaj to także trudne do zaakceptowania przez organizm Europejczyka z północy, temperatury. Aneta jednak i z tym daje radę.

W Dubaju pracuje w jednym z „najgorętszych” miejsc, czyli EXPO 2020. To pierwsza Wystawa Światowa organizowana w świecie arabskim, w której udział zapowiedziało 200 krajów i organizacji. Szacuje się, że przez 173 dni ekspozycję odwiedzi przeszło 18,5 mln gości.

Na czym polega jej praca? – Przygotowuję analizy dotyczące m.in. trendów i kierunków rozwoju, oczekiwań poszczególnych krajów, które zapowiedziały swój udział w EXPO 2020 – tłumaczy. – W mojej pracy chodzi o to, by spełnić oczekiwania zgłaszane przez wystawców. Mówiąc obrazowo: jeśli dany kraj potrzebuje kontaktów w sferze nowych technologii, to moim zadaniem jest dotarcie do odpowiedniego partnera. To wymaga dyplomacji, umiejętności utrzymywania relacji z kontrahentami, a przede wszystkim wiedzy o nich. To również myślenie „do przodu”, prognozowanie, w jakim kierunku rozwinie się świat. Końcowy efekt naszej pracy powinien być taki, że każdy uczestnik EXPO zrealizuje swoje cele, a my jako przedstawiciele organizatora sprostamy jego oczekiwaniom.

W Dubaju Aneta pracuje w międzynarodowym zespole i nie ukrywa, że znakomicie czuje się w tym wielokulturowym tyglu. Ważne jest, by poznać i szanować wartości, na których zbudowane jest życie jej współpracowników. Szczególnie, gdy mieszka się w miejscu o tak odmiennej tradycji, choć bez wątpienia wpływy zachodnie są tu ogromne.

– Są rzeczy, które oczywiście przeszkadzają np. wprowadzona niedawno cenzura Skype’a i konieczność korzystania z arabskiego komunikatora – mówi. – W Dubaju odczuwalna jest też kastowość, trudno zaprzyjaźnić się z jego rodowitymi mieszkańcami, bo to jest świat, do którego nie ma wstępu i którego nie jesteśmy w stanie zrozumieć. Jak znaleźć wspólny język z kimś, kto nigdy nie musiał szukać pracy, kto nie zna słowa kredyt i dla którego problemy zwykłych zjadaczy chleba, to abstrakcja? – dodaje.

Popiel tłumaczy też, że w Dubaju więzi rodzinne, by nie rzec plemienne, są bardzo silne. Na samej górze społecznej drabiny stoją mieszkańcy Emiratów z bogatych rodów, kolejną grupę stanowią zachodni emigranci, tuż za nimi są dobrze wykształceni Arabowie, zaś na samym dole – robotnicy czy chłopi. Te kasty żyją w swoich zamkniętych kręgach, które w żaden sposób się nie przenikają, choć jak podkreśla Aneta, zarówno ona, jak i inni pracujący tu Europejczycy są niezwykle cenieni. – Jestem wdzięczna za to, że mogę realizować tu swoje zawodowe ambicje i rozwijać się – podkreśla. – Co niezwykle istotne w swojej pracy spotykam się z ogromną akceptacją, czekam właśnie na awans. W EXPO 2020 liczą się bowiem kompetencje, zaangażowanie i rezultaty pracy – dodaje.

Zdobyć świat? Nic trudnego

Jak to się stało, że rodowita kielczanka, znalazła się w zespole przygotowującym Wystawę Światową w Dubaju? Powiedzieć, że Anetę zawsze ciągnęło do świata, że wciąż pakowała plecak i ruszała w jego najdalsze zakątki, to zbyt mało. Bowiem do niespokojnego ducha podróżniczki i zdobywczyni trzeba dodać naturę społeczniczki, od licealnych lat zaangażowanej w przeróżne projekty i wyznającej zasadę, że dawanie z siebie jak najwięcej innym, to nie tylko obowiązek, ale i przywilej. Ach, i jeszcze jedna ważna rzecz – niebywały, wrodzony upór, bez którego już dawno zrejterowałaby w wielu sytuacjach.

Aneta Popiel ukończyła nieistniejącą już dziś SP nr 21 na kieleckim osiedlu Dalnia, kolejnym etapem było I LO im. Stefana Żeromskiego, gdzie nie tylko tańczyła w zespole cheerleaderek, ale i razem z przyjaciółmi założyła stowarzyszenie Societas Matura, którego celem była m.in. aktywizacja młodzieży. – Jeszcze w czasach licealnych wyjeżdżałam do różnych krajów europejskich na wymianę młodzieżową – wspomina Aneta. – Byliśmy pierwszym pokoleniem młodych Polaków, dla których otworzyły się granice, by mogli poznać życie swoich rówieśników z Europy, nawiązać kontakty, zaprzyjaźnić się. Chciałam po maturze studiować w Londynie – dostałam się na tamtejszy uniwersytet na kierunek literatura angielska i niemiecka – wspomina.

Początkowa euforia i radość, że udało jej się zrealizować wielkie marzenie, ustąpiły po roku. Kielczanka stwierdziła, że to jednak nie to, i zdecydowała się na powrót do Polski. – Zrozumiałam, że studiowanie języka obcego to zbyt mało, że potrzebuję szerszego kontekstu – tłumaczy. –  Stąd mój wybór – Międzyzakładowe Indywidualne Studia Humanistyczne na Uniwersytecie Warszawskim, podczas których skupiłam się na problematyce stosunków międzynarodowych.

Jak przyznaje, przeniesienie się z londyńskiej uczelni do Warszawy wymagało niebywałej ekwilibrystyki. – Gdyby nie mama, która wciąż kursowała między Kielcami a Warszawą z mailami z Londynu, pewnie nic by z tego nie wyszło – Aneta uśmiecha się do swoich wspomnień. Po chwili dodaje, że to właśnie mama Małgorzata Popiel w wielu momentach była siłą napędową i dobrym duchem jej działań. – Zawsze mówiła mi i mojemu bratu, że wspólnymi siłami wszystko da się pokonać i że warto realizować marzenia. Sama jest tego przykładem, gdy po śmierci taty zdecydowała się na wybudowanie domu w Miedzianej Górze. Nie bała się trudności, tego, że jest kobietą, która nie poradzi sobie z takim zadaniem. Dała radę – mówi Aneta.

Małgorzata Popiel z uwagą przysłuchuje się córce i jej słowa kwituje jednym zdaniem: – Człowiek powinien w swoim życiu robić to, do czego ma powołanie.

W trakcie warszawskich studiów kielczanka, jako jedyna studentka z Polski, otrzymała stypendium Goldmana Sachsa, co pozwoliło jej na wyjazd do Nowego Jorku, gdzie doskonaliła swoje umiejętności liderskie. – Niezwykle cenny był dla mnie również roczny wyjazd do Niemiec w ramach Erasmusa – wspomina. – Zdecydowałam się także na rok przerwy w studiowaniu i wyjechałam do Boliwii, gdzie dzięki grantowi Europejskiego Wolontariatu prowadziliśmy wraz z Michałem Braunem szkolenia dla lokalnych liderów.

Tam pracowała w ośrodku, gdzie zajmowano się młodymi ludźmi, którzy znaleźli się na życiowym zakręcie – bezdomnymi kobietami, młodymi matkami, odtrąconymi przez rodzinę, narkomanami. Tu zetknęła się z nieprawdopodobną skalą ubóstwa i nieszczęścia. Dla młodej dziewczyny musiało to być trudne doświadczenie, które uświadomiło jej, jak wiele odcieni ma otaczający nas świat, jak bardzo perspektywa naszego miejsca, zmienia postrzeganie rzeczywistości.

– W Boliwii prowadziłam warsztaty z wiedzy kulturowej, mówiłam o II wojnie światowej, o naszych europejskich doświadczeniach, ale w pewnym momencie zdałam sobie sprawę z tego, że dla Boliwijczyków nasze postrzeganie świata nie ma żadnego znaczenia. My Europejczycy uważamy się za pępek świata, a jakie mamy do tego prawo? – zastanawia się Aneta.

W uniwersyteckiej ławie w Georgetown

Rok spędzony w Boliwii to był piękny, choć trudny czas. Jakiś nożownik napadł na nią w biały dzień, potem okradli jej pokój hotelowy. Inni pewnie spakowaliby manatki i wrócili do domu, ale nie Aneta… Wróciła do Polski dojrzalsza i mądrzejsza.

W kraju dostała kolejną lekcję życia. Wymarzony dyplom UW i bogate jak na dwudziestoparolatkę CV, wbrew jej oczekiwaniom, nie okazały się przepustką do wymarzonej pracy.

– Szukałam pracy w sektorze publicznym i niestety przeżyłam ogromne rozczarowanie. Jedyne, co mi oferowano, to darmowe staże – mówi z goryczą. Na szczęście nie popadła w przygnębienie czy frustrację, lecz po raz kolejny postawiła wszystko na jedną kartę. – Pomyślałam sobie, że potrzebuję rozpoznawalnego na całym świecie dyplomu – wspomina Aneta Popiel. Pomysł był szaleńczy, by nie rzec – zuchwały. Wybrała Georgetown University w Waszyngtonie. To prestiżowa uczelnia prywatna, której absolwentami są m.in. były prezydent Stanów Zjednoczonych Bill Clinton i premier Portugalii José Manuel Durão Barroso. Udało jej się zdobyć wynoszące 30 tys. dolarów stypendium Fulbrighta, które pokryło zaledwie półroczne czesne na waszyngtońskiej uczelni.

– Na dwuletnie studia potrzebowałam 120 tys. dolarów, a ponieważ nie miałam takiej sumy, otrzymałam wizę tylko na pół roku. Zaryzykowałam, wyjechałam i rozpoczęłam studia na kierunku public policy, który przygotowuje do pracy w administracji publicznej, uczy praktycznego projektowania prawa, finansów, statystyki i prowadzenia badań oraz analiz, które służą reformom.

Nie kryje, że te dwa lata w Waszyngtonie, to była nie tylko ciężka nauka, ale i walka o każdego dolara, z którego mogłaby opłacić kolejny semestr. Na jej studia zrzucała się cała rodzina, przez cały ten czas Aneta pracowała, ale też cudownym zrządzeniem losu na jej drodze pojawiali się ludzie, tacy jak choćby generał armii Stanów Zjednoczonych polskiego pochodzenia i działacz polonijny Edward Rowny, który wspierał wielu młodych Polaków. To m.in. dzięki niemu kielczanka dołączyła do grona szacownych absolwentów Georgetown University.

Z prestiżowym dyplomem, pełna energii i wiary w to, że oto zaczyna nowy etap życia, wróciła do Polski. – Może trudno w to uwierzyć, ale mój dyplom nie okazał się przepustką do wymarzonej pracy. Wędrowałam od jednej instytucji do drugiej, od jednego ministerstwa do kolejnego… I nic. Pomyślałam więc, że jeśli mój kraj mnie nie chce, to czas po raz kolejny spakować się – wspomina.

Na turystyczną wizę, z biletem w jedną stronę wyjechała do Kataru, gdzie już po kilku tygodniach otrzymała pracę doradcy w zespole zajmującym się służbą zdrowia w firmie konsultingowej PWC. Wszystko zaczęło biec w szaleńczy tempie. Przyszło jej zmierzyć się z tak wielkimi wyzwaniami, jak wprowadzanie ubezpieczeń społecznych w Katarze czy reforma sektora opieki zdrowotnej w Arabii Saudyjskiej. Kolejnym przystankiem była firma A.T. Kearney, gdzie Aneta zajmowała się m.in. sektorem militarnym, edukacją i rolnictwem, świadcząc usługi konsultingowe dla ministerstw i agencji rządowych. Wraz z firmą przeprowadziła się do Dubaju, a po roku zdecydowała się na przejście do EXPO 2020. I dziś jest częścią tego wielkiego przedsięwzięcia, którym od października 2020 r. żyć będzie cały świat. Wystarczy rzucić okiem na foldery przedstawiające imponujące hale targowe, by mieć wyobrażenie o niebywałej skali tego przedsięwzięcia.

Z „Przyjaciółkami” na pustyni

Aneta śmieje się, że gdy po godzinach intensywnej pracy wraca do domu, odpala serial „Przyjaciółki”. Na chwilę wraca do kraju, żyje problemami polskich kobiet. A potem bierze się za smażenie naleśników z serem lub pichcenie bigosu. Do domu w Miedzianej Górze przyjeżdża dwa razy do roku – na Boże Narodzenie i latem. Mówi, że odkryła Polskę na nowo, z szerszej, lepszej perspektywy. – Dawniej było tak, że wielu rzeczy nie mogłam, bo byłam Polką, teraz myślę sobie, że mam świetny paszport i że to jest cudowny kraj, do którego być może kiedyś wrócę – mówi tajemniczo.

Kiedyś? To kiedyś to może być za kilka, ale też i kilkanaście lub znacznie więcej lat. Pewne jest jedno – Dubaj ze swoją otaczającą miasto ze wszystkich stron pustynią i nieograniczonymi możliwościami jest tylko przystankiem. Pięknym, twórczym, wymarzonym, ale jednak przystankiem. Co będzie dalej? Aneta pochyla się nad szarlotką i parującą filiżanką herbaty. Pewne jest to, że już za chwilę wraca nad Zatokę Perską. Pewne jest również i to, że w głowie ma wiele pomysłów i już wie, że nic nie jest w stanie powstrzymać jej przed ich realizacją. Choćby po raz kolejny miała spakować swój plecak.

Tekst: Agata Niebudek-Śmiech, Zdjęcia: Mateusz Wolski

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close