Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Uroczysty obiad. Rodzina w komplecie. Wszyscy nadstawiają uszu, by za chwilę poznać długo opracowywane drzewo genealogiczne rodu. I nagle – masz babo placek – żadnego szlachciury wśród praprzodków, żadnych utraconych po powstaniu styczniowym włości. Trudno, ale w genealogii nie ma miejsca na konfabulowanie.

Większość z nas chciałaby pochwalić się szlacheckimi korzeniami, znaleźć wśród zamierzchłych przodków ważnych oficjeli, bohaterów, artystów, słowem ludzi, którzy zostawili po sobie wyraźny ślad. Najczęściej jednak bywa tak, że nasi ojcowie, dziadowie i pradziadowie byli zwykłymi ludźmi – zakładali rodziny, pracowali, budowali domy… Ot, przeciętne, ale przecież wcale nie gorsze, życie.

Wszystko zaczyna się od rodziny

Kornelia Major

Świat pędzi w zawrotnym tempie, a my coraz częściej zadajemy sobie pytanie o nasze korzenie, o to, kim i dlaczego tacy, a nie inni, jesteśmy. – Ludzie utożsamiają się ze swoją rodziną i w jej historii poszukują odpowiedzi na wiele pytań – mówi Kornelia Major, prezes Świętokrzyskiego Towarzystwa Genealogicznego „Świętogen”, które właśnie obchodzi jubileusz 10-lecia.

Pasja kilku osób, które z uporem szperały w archiwach, przeglądały księgi parafialne czy zaglądały na domowe strychy, by odkurzyć stare zapiski, przerodziła się w misję, bo jak tłumaczy wiceprezes Towarzystwa – Ryszard Żelazny – wszystko zaczyna się od rodziny, a potem układa w historię małej ojczyzny, by na koniec wpisać się w losy kraju. Dlatego genealodzy, próbując złożyć w całość dzieje rodu, umieścić poszczególne osoby na gałęziach drzewa genealogicznego, często odkrywają nieznane fakty z przeszłości regionu. Jak choćby ten, że Mikołaj Rej miał takie marzenie, by położona nieopodal Nagłowic Oksa była drugim Krakowem. Pisarz wymyślił sobie prywatne miasto, wytyczył rynek wielkości krakowskiego… I na tym niestety się skończyło, osada nie leżała na szlaku handlowym i nie było większych szans na jej rozwój.

Ale wróćmy do genealogów. – Było nas na początku zaledwie siedem osób – mówi Kornelia Major.
– Widzieliśmy, jak ludzie bezradnie błądzą po archiwach, kompletnie nie wiedząc, w jaki sposób rozpocząć poszukiwania swoich przodków. A moda na badanie korzeni na początku naszego wieku zrobiła się ogromna i trwa do dziś.

Ona sama – prawniczka z wykształcenia – genealogią zajmuje się od wielu lat. Skąd takie zainteresowania? – Tradycja rodzinna – uśmiecha się i po chwili dodaje, że początki nie były łatwe: – Patrzyli na mnie jak na dziwoląga, co szuka nie wiadomo czego i nie wiadomo w jakim celu.

Swoją pasją skutecznie zarażała nawet tych, którzy z badaniem starych dokumentów nie mieli wcześniej do czynienia. Jedną z tych osób był Andrzeja Sasal. W archiwum zjawił się w konkretnym celu i nie bardzo wiedział, jak się po nim poruszać. Kornelia Major zaopiekowała się zagubionym między przepastnymi tomami mężczyzną tak skutecznie, że rychło rzucił on pomysł utworzenia Towarzystwa Genealogicznego, a potem sporządził drzewa dwóch rodów, rozrysowując na nich siedem pokoleń. Wyszukuje też i gromadzi dokumenty na temat swojego rodzinnego Suchedniowa. Słowem – zaraził się nieuleczalną chorobą tropienia, zbierania i szperania w starych zapiskach.

Wśród genealogów są przedstawiciele różnych profesji – prawnicy, historycy, ale także inżynierowie. Ich ścisłe umysły okazują się wielkim atutem. Są również studenci, a najmłodszy pasjonat rodzinnych historii trafił do Świętogenu jako 16-latek. Dziś jest studentem zagranicznej uczelni i wciąż prowadzi badania genealogiczne.

Mąż w wojsku, żona rodzi dziecko

W parafialnej kronice ksiądz napisał: Tak się wściekł na Leośkę, że kieratem jej nogę złamał. Kim była Leośka i cóż takiego uczyniła – w tym momencie to nieistotne. Ważne, gdzie szukać informacji o rodzinnych powiązaniach, pokrewieństwach i powinowactwach, a także losach poszczególnych osób. Kościelne kroniki i księgi parafialne są nieocenionym źródłem, akty chrztu, małżeństwa czy zgonu pozwalają prześledzić historię rodzin i niczym puzzle dopasować do siebie małżonków, ich rodziców i dzieci.

Leszek Dziedzic

– Najbardziej wiarygodne są akty małżeństwa – mówi Leszek Dziedzic – członek zarządu Świętogenu, który na co dzień pracuje w Muzeum Historii Kielc. – Do każdego dokumentu trzeba jednak podchodzić z pewną dozą krytycyzmu, bowiem zdarzają się pomyłki. Bywa, że ludzie celowo podawali inne niż w rzeczywistości daty urodzenia, by na przykład uniknąć wojska. Zetknąłem się z przypadkiem, że w każdym z dziesięciu dostępnych dokumentów, była inna data narodzin. A były też takie delikatne sytuacje, że mężowie służyli w wojsku, a ich żony rodziły dzieci… I jak tu wybrnąć z obyczajowego skandalu?

Jak podkreślają genealodzy, ich praca polega nie tylko na odszukiwaniu w materiałach źródłowych potrzebnych informacji, ale i ich konfrontacji oraz weryfikacji. Są jak detektywi, którzy, gdy natrafią na ślad, będą podążać nim aż do celu. Zdarza się, że wynik śledztwa mocno zaskakuje osobę zlecającą  badania genealogiczne. Czasami trudno pogodzić się z niezbyt chlubną rodzinną przeszłością.

– Ocieramy się niekiedy o rzeczy, o których nasi klienci nie chcieliby wiedzieć. Bywa więc, że dla dobra wszystkich pewne sprawy są przemilczane – mówi Kornelia Major. Prezes Świętogenu przypomina sobie kobietę, która poprosiła o pomoc w odnalezieniu miejsca pochówku swojego ojca – żołnierza AK. – Według jej relacji zginął on podczas akcji partyzanckiej. Tymczasem okazało się, że został rozstrzelany za kolaborację z Niemcami. Bohater okazał się zdrajcą. Odpisałam tej kobiecie, że w sprawie jej ojca nie udało mi się nic ustalić.

Niezwykle cennymi źródłami są oczywiście dokumenty przechowywane w archiwach państwowych, akta sądowe, notarialne, dokumenty podatkowe czy ubezpieczeniowe, spisy wyborców, materiały zgromadzone w Instytucie Pamięci Narodowej. Skarbnicą informacji są dawne akta miasta Kielce przechowywane w Archiwum Państwowym, z których wyłania się obraz życia stolicy województwa na przestrzeni minionych wieków. Przede wszystkim warto jednak zajrzeć do rodzinnych szpargałów – przejrzeć fotografie i uczynione na ich odwrocie notatki, zeszyty i świadectwa szkolne, zaświadczenia lekarskie, listy, spisywane dla potomnych pamiętniki. Genealodzy odwiedzają także cmentarze, szukając potrzebnych informacji na nagrobkach. Niezastąpionym źródłem staje się też Internet, bo każdy, nawet zupełnie nieświadomie, zostawia w sieci swój ślad. W ostatnich latach podejmowanych jest szereg inicjatyw mających na celu digitalizację i udostępnienie za pośrednictwem Internetu elektronicznej kopii aktów metrykalnych. Swój wkład w to dzieło ma również Świętokrzyskie Towarzystwo Genealogiczne „Świętogen”, które systematycznie pracuje nad indeksacją archiwalnych dokumentów.

Jak twoja babka z domu?

Genealodzy ze Świętogenu przestrzegają mnie lojalnie, że o swojej pasji mogą mówić godzinami. Mają w zanadrzu mnóstwo anegdot i historii, które obrazują pogmatwane ludzkie losy i udowadniają, że badanie dziejów rodzin może być fascynującym i pełnym zaskoczeń zajęciem.

Ryszard Żelazny

– Remontowaliśmy Kościół Ewangelicki w Kielcach i w kopule znaleźliśmy zalakowany w butelce akt erekcyjny, w którym wymieniono nazwiska wszystkich pracujących przy budowie świątyni mistrzów – wspomina Ryszard Żelazny. – Okazało się, że jednym z murarzy był Michał Słoń, pochodzący z mojej rodzinnej gminy Miedzianej Góry.

Badacze zasypują mnie pytaniami, na które tak naprawdę nie oczekują odpowiedzi. Czy wiem, że ojciec Marii Skłodowskiej-Curie urodził się w Kielcach? A czy słyszałam, że w stolicy województwa miał rodzinę generał Wojciech Jaruzelski, a znana muzyczna rodzina Cugowskich wywodzi się z Pińczowa? Absolutną rewelacją jest dla mnie informacja, że w Bielinach urodził się Leonid Teliga – uczestnik kampanii wrześniowej, żołnierz polskich sił zbrojnych w Wielkiej Brytanii, żeglarz, pierwszy Polak, który samotnie okrążył ziemię na drewnianym jachcie. Dzięki genealogom poznaję także historię urodzonego w pobliskim Żarnowie 114-letniego Jisra’ela Kristala – najstarszego mężczyzny na świecie, który ożenił się w Małogoszczu, później wyjechał do Łodzi, gdzie prowadził manufakturę czekolady, a dziś mieszka w Hajfie.

– Mnóstwo słynnych rodów wywodzi się z Kielecczyzny – mówi Kornelia Major.

Ale nas interesują dzieje naszych rodzin. Od czego więc zacząć, jak szukać nazwisk przodków? Genealodzy, po otrzymaniu zadania stworzenia drzewa określonej familii, zaczynają od szczegółowego wywiadu, by wyciągnąć jak najwięcej faktów pomocnych w późniejszej pracy. A potem szperają we wszystkich możliwych źródłach, by dodawać kolejne gałęzie drzewa genealogicznego. Tym, którzy sami chcą się zabawić w detektywa-genealoga badacze radzą, by rozpoczęli swoje śledztwo od przejrzenia rodzinnych dokumentów, spisania ważnych nazwisk, miejsc i dat oraz rozmów z członkami rodziny. Warto wybrać się na cmentarz, by odwiedzić tych, którzy już odeszli, a przecież stanowią ważne ogniwo w rodzinnej historii. Niezwykle pomocy jest także Internet i dostępne w sieci bazy danych zawierające indeksy metrykalne.

– Praca genealoga wymaga ogromnej cierpliwości, dociekliwości i rzetelności – podkreśla Leszek Dziedzic, a Kornelia Major dodaje pół żartem, pół serio, że genealogia to ciężka i nieuleczalna choroba. I chyba dość zaraźliwa, bo coraz więcej osób pragnie poznać dzieje swoich przodków. Tak, jakby w uszach brzmiały im słowa Melchiora Wańkowicza: Nie podam ręki nikomu, kto nie wie, jak jego prababka z domu.

***

Obowiązek rejestrowania ślubów, chrztów i pogrzebów w księgach metrykalnych wprowadził Sobór Trydencki, który obradował w latach 1545–1563. Pod koniec XVIII wieku w Europie zaczęto wprowadzać państwową rejestrację stanu cywilnego. Na naszych ziemiach, w poszczególnych zaborach, proces ten przebiegał w różnym czasie. Odrębną rejestrację państwową zawdzięczamy napoleońskiemu kodeksowi cywilnemu Księstwa Warszawskiego. Stan ten utrzymał się również po utworzeniu Królestwa Polskiego.

Początkowo księgi metrykalne sporządzane były w języku łacińskim, w zaborze rosyjskim wyłącznie w języku rosyjskim, choć wielu księży – jako wyraz postawy patriotycznej – spisywało dane również w języku polskim.

Tekst: Agata Niebudek-Śmiech, Zdjęcia: Mateusz Wolski

 

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close