Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Wyobraźmy sobie maluszka ważącego pół kilo, który jest niewiele większy od dłoni dorosłego mężczyzny, a jego stópki nie osiągnęły nawet rozmiaru najmniejszego palca u naszej ręki. Urodzony w 24., 28., 30. tygodniu ciąży toczy swoją pierwszą w życiu walkę. Od razu o najwyższą stawkę.

Gdy po raz pierwszy odwiedziłam Klinikę Neonatologii w Kielcach, Zosia walczyła o życie. Miała tydzień i ważyła zaledwie 560 gramów. Spod wijących się wokół malutkiego ciałka rurek praktycznie nie było jej widać. Gdy po kilku dniach wróciłam, w inkubatorze obok pojawił się Franek. Młodszy od Zosi, ale odrobinę większy, cięższy o całe 20 gramów, starszy i – co najważniejsze – silniejszy. Niestety, Zosi się nie udało, choć lekarze zrobili wszystko, co było w ich mocy. Franek walczy, nabiera sił i zdrowia.

Mniej niż 700 gramów

Od 2013 roku, a więc od momentu gdy w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Kielcach osiągnięto III poziom opieki perinatalnej (czyli udoskonalono oddziały neonatologiczny i położniczy tak, by zajmować się nawet najmniejszymi pacjentami i najtrudniejszymi, powikłanymi porodami), urodziło się około 10 tys. noworodków. Co dziesiąty przyszedł na świat przedwcześnie, czyli poniżej 36. tygodnia ciąży. Jeden z dziesięciu urodzonych na Czarnowie wcześniaków ma skrajnie niską masę ciała (500 g do 1 kg). W ciągu roku rodzi się kilkoro, które ważną nie więcej niż 700 gramów. – To maluchy skrajnie niedojrzałe, których leczenie trwa długo i obarczone jest dużym poziomem ryzyka i stresu zarówno po naszej, lekarzy, stronie, jak i po stronie rodziców – tłumaczy dr Grażyna Pazera, kierownik Klinki Neonatologii.

Kiedy w 2010 roku podejmowano w regionie decyzję o poprawie opieki perinatalnej, wskaźnik umieralności okołoporodowej wynosił około 10 na 1000 urodzeń. Gdy powstał wysokospecjalistyczny ośrodek , z roku na rok liczba ta stale malała, by w 2016 roku (ostatnie dane GUS) osiągnąć 3,14. – I to już jest naprawdę niewiele. Taki wskaźnik mają wysokorozwinięte kraje europejskie, w tym skandynawskie. To pokazuje, że nasza praca ma sens – mówi dr Pazera.

Co do tego nikt nie może mieć wątpliwości. W szpitalu na Czarnowie funkcjonuje wyposażona w najwyższej jakości sprzęt sala intensywnej terapii, przeznaczona do leczenia dzieci w stanie ciężkim i urodzonych przedwcześnie.

Aparatura i… miłość

Na oddziale jest cicho, bo i cisza ma wpływ na szybki powrót maluszków do zdrowia. Tu mówi się przyciszonym głosem, szeptem, a słychać głównie odgłosy wydawane przez aparaturę medyczną.  Specjalistyczne inkubatory zapewniają warunki jak najbardziej zbliżone do tych, panujących w brzuchu mamy, a więc odpowiednią temperaturę czy wilgotność. Maluch jest odpowiednio ułożony. I tylko jeszcze kołysania, jak w maminym brzuszku, brak.

Kruszynkę chroni się przed światem zewnętrznym i promieniami słonecznymi. Odwiedzają go tylko lekarze pielęgniarki, czuwają przy nim rodzice. Bo, jak podkreślają specjaliści, aby uratować życie przedwcześnie urodzonego dziecka, poza zaawansowaną aparaturą potrzebna jest przede wszystkim miłość. Od inkubatora odchodzi mnóstwo rurek i kabli. To połączenia m.in. z respiratorem, który pomaga maluszkowi oddychać. Samodzielnie zaczyna oddychać noworodek, który przychodzi na świat w 32-34 tygodniu ciąży. Jeśli więc rodzi się w 10 tygodni wcześniej, to przez następne miesiące potrzebuje specjalistycznej aparatury.

Bo 24. tydzień ciąży to zdecydowanie za wcześnie. Polskie prawo mówi, że wszelka pomoc medyczna należy się już dziecku urodzonemu po 22 tygodniu. – Z naszej wiedzy i doświadczenia wynika jednak, że dzieci urodzone w tym czasie mają nikłe szanse na przeżycie, zwykle żyją co najwyżej kilka, kilkanaście dni. To dlatego między 22. a 23. tygodniem bardzo ostrożnie podchodzi się do wszystkich czynności ratujących życie. Chodzi o to, by nie prowadzić tak zwanej terapii daremnej, czyli nie narażać dziecka na cierpienie, nie mogąc mu równocześnie zapewnić szans na przeżycie – wyjaśnia dr Pazera.

Przedwcześnie urodzony maluch jest też narażony na poważne ryzyko. W czasie leczenia mogą wystąpić krwawienia do środkowego układu nerwowego; dysplazja oskrzelowo-płucna, wywołana stosowaniem długotrwałej wentylacji sztucznej; retinopatia, czyli zaburzenie rozwoju siatkówki; problemy z sercem czy niedojrzałym układem pokarmowym. Te wszystkie schodzenia występują na szczęście sporadycznie.

Bez tolerancji na ból

Nie byłoby neonatologii na dzisiejszym poziomie, gdyby nie pewien rodzinny dramat. W latach 60. umarł przedwcześnie urodzony synek prezydenta Kennedy’ego. Próbując znaleźć odpowiedź na pytanie, co się stało, amerykańska administracja zainwestowała ogromne środki w badania. Okazało się, że za umieralność maluchów odpowiada surfaktant, substancja ochronna, którą każdy z nas ma w płucach. U dzieci przedwcześnie urodzonych, gdy organ ten nie jest rozwinięty, surfaktantu brakuje. Naukowcom udało się wyprodukować go w latach 80. i do dziś jest używany. Kolejnym krokiem milowym było opracowanie specjalnych mieszanek odżywczych, by karmić kruszynki. Te dla Kielc przygotowywane są w szpitalu w Skawinie i codziennie w specjalnych warunkach transportowane. Oczywiście nic nie jest w stanie zastąpić mleka mamy, więc i ono jest maluszkowi podawane.

– Wysiłek włożony w ratowanie każdego z tych dzieciaków jest ogromny. Często spotykamy się z sytuacją, gdy ludzie zachwycają się maleństwem w inkubatorze, a my wiemy, że jego życie jest zagrożone. Po dorosłym ciężki stan zdrowia po prostu widać, po naszych kruszynkach – nie. Często tylko specjalista jest w stanie stwierdzić, że dzieje się coś złego – zwraca uwagę dr Grażyna Pazera.

W każdym województwie istnieje co najmniej jeden oddział III poziomu opieki perinatalnej. W Kielcach są dwa: drugi w szpitalu przy ul. Prostej. W Klinice Neonatologii przy ul. Grunwaldzkiej pracuje dziesięciu lekarzy specjalistów, w tym neonatolodzy, neurolog, pediatra, doradcy laktacyjni. Oddział współpracuje także z kardiologami, okulistami. Lekarzy wspierają pielęgniarki i położne. To zgrany zespół. Przy maluchach czuwają 24 godziny na dobę, reagując na wszystkie ich potrzeby. – Maluszek wyczuwa obecność drugiego człowieka, mniej się stresuje, a mniejszy stres, to lepszy rozwój organizmu. Czasami wystarczy przełożyć go na drugi bok, otulić, gdy jest niespokojny. Świetnie działa kangurowanie, czyli przytulanie maluszka do gołej skóry. Tak tulone maleństwa szybciej przybierają na wadze. Noworodki rodzone przedwcześnie mają zwiększoną wrażliwość na bodźce bólowe. Tu musimy zadziałać, by kruszynka czuła się jak najlepiej. Czasem wystarczy zmiana pozycji, a czasem trzeba podać leki. Wkrótce trafi do nas specjalne urządzenie mierzące poziom bólu – zapowiada dr Pazera.

Rodzice wspierają

W zależności od tego, kiedy maluch przychodzi na świat, leczenie wcześniactwa trwa od dwóch do czterech miesięcy. Zdecydowana większość dzieciaków dochodzi do siebie, choć trochę to trwa. Takie maluchy mają potem… coś w rodzaju dwóch metryk. Lekarze nazywają to wiekiem korygowanym, bo

wiek biologiczny i kalendarzowy dziecka długo się ze sobą nie pokrywają. Dziecko, które rodzi się w 24. tygodniu, gdy zgodnie z datą urodzin kończy 4 miesiące, zachowuje się jak noworodek. Potrzebuje wsparcia specjalistów, ciągłych wizyt kontrolnych, rehabilitacji i jeszcze długi jeszcze czas goni swoich rówieśników.

Wśród wcześniaków są też dzieci, którym medycyna nie jest w stanie pomóc w wystarczającym stopniu. Te maluchy mają deficyty rozwoju. Do najpoważniejszych schorzeń należą mózgowe porażenie dziecięce, zaburzenia wzroku, padaczka, wodogłowie. Tych przypadków jest jednak niewiele.

W Klinice Neonatologii rodzice i medycy tworzą jedną wielką rodzinę. Maluchy odwiedzają pracowników oddziału, by uczcić swoje pierwsze, drugie… piąte urodziny. – Przyglądamy się im i mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że rozwijają się wspaniale. Widzimy to też na zjazdach wcześniaków, które odbywają się co roku – mówi dr Pazera.

Zjazdy organizuje Stowarzyszenie na rzecz Wcześniaków Świętokrzyskich. Przedwczesne urodziny to bardzo dramatyczny moment w życiu nie tylko dziecka, ale i jego najbliższych: rodziców, dziadków. – Wydaje się, że wszystko się wali. I ta niepewność jutra… Musi upłynąć dużo czasu zanim rodzice się z tym oswoją. Każdy, kto to przeżył, chętnie dzieli się swoimi doświadczeniami z innymi. Stowarzyszenie to taka wielka grupa wsparcia – mówi dr Pazera.

Po pięciu latach działalności oddziału dr Pazera może być zadowolona. Przed kliniką kolejne wyzwania. – Brakuje neonatologów. Marzy mi się, by wykształciło się kolejne pokolenie z taką pasją do ratowania życia dzieci. Tę dziedzinę wybiera się niestety rzadziej. To specjalność szpitalna, nie ma tu miejsca na prywatną praktykę. To także bardzo stresująca dziedzina: intensywna terapia, ciągłe zagrożenie życia i ogromna odpowiedzialność. Są zdecydowanie spokojniejsze specjalizacje medyczne – nie ma wątpliwości dr Pazera.

Pracy neonatologom na pewno nie zabraknie, bo jak mówią eksperci, przedwczesnych porodów z roku na rok jest coraz więcej. Przyczyny są różne: wady i choroby płodu czy narządów rodnych kobiety, zakażenia, infekcje u noworodka. Znaczenie ma też wiek mam, wcześniejsze porody przez cesarskie cięcie czy wreszcie stres i szybkość dzisiejszego życia. Wszystkie przyszłe mamy powinny więc o siebie dbać, by szczęśliwie doczekać terminowych, a nie przedwczesnych narodzin.

Tekst: Monika Rosmanowska, Zdjęcia: Mateusz Wolski

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close