Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Dystopijny eksperyment sceniczny Teatru Lalki i Aktora „Kubuś” w Kielcach wciąga widza w świat potwornych twarzy, okropnych dźwięków i paskudnej rzeczywistości. „The Monstrum Band” – zapraszamy do laboratorium kreatur.

Spektakl jest mieszaniną performansu, dramatu i widowiska muzycznego. Chaos i hałas towarzyszą widzom niemalże bezustannie. Mroczna scenografia, przypominająca śmietnisko lub pogorzelisko rodem z „Terminatora”, zniechęca do przyglądania się dokładnie temu, co dzieje się na scenie. W pewnych momentach chce się uciec jak najdalej, do ciszy, spokoju i estetycznej rzeczywistości. Eksperyment dotyczy nie tylko samych aktorów, ale przede wszystkim widzów: ile są w stanie wytrzymać w świecie zamętu, nieładu i obrzydlistwa.

Chaos i bezład
Nie pomagają powtarzane kilkakrotnie monologi głównych bohaterów: potworów, nieludzkich postaci stworzonych ludzką ręką. Poznajemy m.in. Pinokia – drewnianego pajaca, będącego substytutem dziecka w czasach, gdy zajście w ciążę jest zarezerwowane dla nielicznych kobiet. Pinokio przeszedł dokładne szkolenie, jak powinien się zachowywać, żeby zostać zakupionym przez rodzinę, do której trafia na próbę. Musi wykazywać uczucia przywiązania do mamy i taty, tęsknić za nimi, być posłusznym i grzecznym, idealnie spełniającym oczekiwania rodziców, wręcz bezwolnym pajacem. Sztuczna, wypracowana bliskość, empatia wykorzystywana w celu manipulowania emocjami innych, brak dialogowości na rzecz pustych monologów: oto nowoczesna rodzina z dzieckiem-robotem. Oczywiście, jak maleństwo się znudzi albo powstanie lepszy model, można Pinokia wyrzucić. Zero odpowiedzialności, zero wyrzutów sumienia.
Sztuka dotyka wielu tematów: wyobcowania, poszukiwania własnej tożsamości, granicy między innością a normalnością, próby bliskości w stechnicyzowanej rzeczywistości, relacji rodzic – dziecko w czasach braku czasu na miłość. Żaden z tematów nie jest w pełni zrealizowany, nie dostajemy gotowych odpowiedzi, wskazówek. Wszystko ginie w chaosie i bezładzie. Przesłanie spektaklu na pewno nie jest optymistyczne, tonie w bagnie kreatur: ich bólu, złości, nienawiści.

Zapętlona potworność
„The Monstrum Band” to monstrum sceniczne. Trudno oglądać spektakl bez uczucia odrazy, może nawet obrzydzenia. Postaci-potwory nie rozumieją swego położenia, nie godzą się na nie i ta niezgoda przenika powoli do świadomości widzów, przekształcając się w brak akceptacji świata, jaki proponuje nam reżyser Robert Drobniuch. Powtarzane kilkakrotnie kwestie aktorów czy teksty piosenek wywołują znudzenie połączone z oczekiwaniem na zmianę: ma się nadzieję, że aktor powtarza się ostatni raz i że wraz z jego zamilknięciem zmieni się sceneria. Tak się niestety nie dzieje. Trafiamy do laboratorium, w którym potworność się zapętla i wciąga w swe mroczne odmęty.
Współczesna kondycja ludzkości jest godna politowania. Postęp naukowy powoduje regres etyczny i emocjonalny. Przekroczyliśmy cienką granicę dzielącą człowieka od Boga, sami tworząc na swoje podobieństwo. Nie są to jednak twory doskonałe. Naznaczamy wszystko bólem, brzydotą, dysfunkcją, chorobą, rozkładem. „The Monstrum Band” to smutna wizja obrzydliwej przyszłości, gdzie nie ma miejsca na piękno, miłość i szczęście. Spektakl dla widzów o mocnych nerwach.

Tekst: Aneta Zychma, Fotografie: Bartek Warzecha

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close