Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Słaba płeć? Na pewno nie Laura Sitek. Młoda mieszkanka Piekoszowa, która od niespełna czterech lat trenuje karate, w listopadzie zdobyła brązowy medal na odbywających się w Kielcach mistrzostwach Europy.

Na co dzień niepozorna, filigranowa uczennica gimnazjum. Podczas treningów, pokazów i zawodów, można zobaczyć jej drugą twarz – nieustępliwej wojowniczki, która każdego dnia realizuje swoją pasję. Ostatnie miesiące były dla Laury wyjątkowe. Zawodniczka Klubu Karate Morawica i Piekoszów dostała się do kadry narodowej, wystąpiła na mistrzostwach Europy, które odbywały się w Kielcach, i wywalczyła brązowy medal. – To dla mnie najważniejszy czas odkąd zaczęłam trenować. I dopiero początek drogi. Powołanie do kadry dało mi dużą motywację, a jeszcze większą udział w mistrzostwach Europy. Mam nadzieję, że to dobry prognostyk na następne lata mówi zawodniczka.

Powołanie do reprezentacji Polski nie przyszło łatwo. Przed kwalifikacjami do mistrzostw Europy powiedziano mi, że nie mogę wziąć udziału w turnieju finałowym, bo nie skończyłam 15 lat – brakowało mi miesiąca. Przerwaliśmy więc przygotowania, ale dzień przed zauważyłam, że mojej koleżance także brakuje kilku dni do 15 urodzin, a mimo to wystąpi w zawodach. Powiedziałam o tym trenerowi Andrzejowi Hornie. Okazało się, że mogę brać udział w mistrzostwach, bo regulamin wymaga ukończenia określonego wieku dopiero w przypadku seniorów. Wystąpiłam bez większego przygotowania, mimo to wywalczyłam drugie miejsce, premiowane zakwalifikowaniem się do kadry, a tym samym na mistrzostwa Europy mówi z uśmiechem Laura.

Dla młodej zawodniczki udział w turnieju tak wysokiej rangi był wyjątkowy. A doświadczenie zdobyte podczas wcześniejszych zawodów, pozwoliło uniknąć niepotrzebnego stresu. Często startuję. Byłam m.in. w Holandii, Szwajcarii oraz na Litwie. Poznałam wielu zawodników. Kiedy przed mistrzostwami zobaczyłam, kim będą moje rywalki, okazało się, że wiele z nich znam, a nawet miałam już okazję się z nimi mierzyć. Nic mnie szczególnie nie zaskoczyło, choć zdawałam sobie sprawę, jak bardzo muszę być skupiona przed każdą walką przyznaje zawodniczka.

Dyscyplina rodzinna

Laura, w odróżnieniu od swoich koleżanek, od dziecka lubiła sztuki walki. Niewiele brakowało, aby zamiast karate trenowała boks. Interesowałam się boksem, ale kolega mamy, którego syn także trenuje karate, namówił mnie, żebym spróbowała. Początkowo byłam dość sceptyczna, karate wydawało mi się po prostu zbyt łagodne. Szybko okazało się, że wcale tak nie jest mówi Laura.

Karate to nie tylko walka, ale też nauka szacunku do drugiego człowieka. Karate ma dwie dyscypliny – kate i kumite. Kumite to walka, a kata to układ ruchów, który trzeba wykonać w pełni doskonale. Niezwykle ważny jest też stosunek do innych osób. Na macie walczymy ze sobą, ale kiedy z niej schodzimy, znów jesteśmy przyjaciółmi – zapewnia Laura.

Swoją pasją zaraziła rodzinę. Teraz karate trenuje jej młodszy brat oraz rodzice. Razem jeżdżą na obozy. Karate traktujemy jak sport, który pozwala nam lepiej i zdrowiej żyć oraz spędzać wolny czas z dziećmi. Laura ma inne podejście, bo to jej największa pasja przyznaje mama zawodniczki. Na zawody Laura woli jednak jeździć sama. Rodzice za bardzo przeżywają, mama chyba nawet bardziej niż ja. Wyjątkiem są te, które odbywają się blisko domu – przyznaje.

Za mała do strzemion

Codzienne treningi to przyjemność, ale też ogromny wysiłek, nie tylko fizyczny. Trzeba walczyć z własnymi słabościami, momenty zwątpienia zdarzają się każdemu. Dla karate trzeba też wiele poświęcić. Czasami żartuję sobie, że kiedyś miałam znajomych. Sport zajmuje dużo czasu, z przyjaciółmi widuję się głównie w szkole. W weekendy jestem na zawodach, a w tygodniu, popołudniami mam treningi. Myślę, że przyjaciele to rozumieją, wiedzą, że to moja pasja. Na szczęście mam też takich, którzy trenują ze mną w klubie ­– zwraca uwagę.

Profesjonalne treningi w każdej niemal dyscyplinie wymagają z jednej strony odpowiednich predyspozycji fizycznych, a z drugiej pewnych cech charakterologicznych. Laura od zawsze była sprawna fizycznie. Zaczęła chodzić kiedy miała niespełna 9 miesięcy. W wieku 5,5 roku zaczęła intensywnie jeździć konno. Wszyscy myśleli, że nie poradzi sobie z koniem, ale ona jest zawzięta. Jak sobie coś postanowi, zawsze to zrealizuje. I faktycznie dała radę, choć ledwo sięgała nogami do strzemion. Z karate jest podobnie. Jeśli czegoś bardzo chce, osiąga cel przyznaje mama Laury.

Każdy sportowiec musi liczyć się z kontuzjami. Laura, jak do tej pory, uniknęła poważnych urazów, ale te drobniejsze to niemal chleb powszedni. Zazwyczaj przynoszę do domu tylko większe lub mniejsze siniaki. Czasami mam guza na głowie. Nikt się już temu specjalnie nie dziwi. Nauczyciele, gdy tylko zauważają, że jestem poobijana, pytają: „Gdzie byłaś na zawodach?”

Zapytana o zdarzenie, która najbardziej utkwiło jej w pamięci podczas dotychczasowej kariery, Laura z uśmiechem wspomina zawody w Holandii, na których jeden z trenerów przewidział, że Polka może niebawem osiągnąć sukces. Podczas jednej z walk zostałam zdyskwalifikowana za zbyt mocną technikę, choć nie była ona zakazana. Przyszedł do nas wówczas trener zawodniczki, z którą walczyłam, i powiedział, że to nie jest technika na ich małe zawody, tylko na mistrzostwa Europy. Okazało się, że były to słowa prorocze. Sprawdziły się pół roku później – śmieje się.

Klub jak rodzina

Klub, w którym trenuje Laura, to nie tylko miejsce, gdzie można nauczyć się karate. Równie ważne są aspekty wychowawcze, kształtujące młodych ludzi. Zawodnicy i trenerzy stanowią zgrany kolektyw, także w życiu prywatnym. Wszyscy mocno się wspieramy. Najbardziej odczułam to w trakcie przygotowań do mistrzostw. Bywały dni, kiedy chciało mi się płakać, bo nie miałam już siły. Mogłam wtedy liczyć na moich przyjaciół, którzy ciągle byli ze mną. Nie musieli, ale robili to dla mnie. Gdyby nie oni, nie wiem czy zdobyłabym medal. Wspierał mnie cały klub – mówi.

Ostatni sukces dziewczyny zwrócił uwagę wójta gminy Piekoszów, Zbigniewa Piątka, znakomitego kolarza. Laura za swoje osiągnięcie otrzymała stypendium. To dla mnie duże wsparcie. Pieniądze są potrzebne, jeśli chce się jeździć na turnieje zagraniczne. Decyzja wójta jest też o tyle ważna, że docenił zawodniczkę uprawiającą karate, które zwykle pozostaje w cieniu innych sportów. Mam nadzieję, że m.in. dzięki udanym mistrzostwom coś się w tej kwestii zmieni – wierzy.

Czy nowy rok przyniesie ze sobą wysyp nowych talentów karate? W naszym klubie jest wielu utalentowanych zawodników, którzy nie mogli jeszcze wystartować w mistrzostwach. Mają duży potencjał i ćwiczą na równi ze mną potwierdza dziewczyna.

15-latka nie jest jeszcze pewna, co chce robić w przyszłości, ale na pewno dyscyplina, którą uprawia, będzie częścią jej życia. Myślę, że nie postawię wszystkiego na jedną kartę. Chcę jednak trenować i rozwijać się w tej dyscyplinie. Zobaczymy co będzie… Nasz Sensej mówi, że kiedyś to my przejmiemy klub i będziemy uczyć innych – śmieje się.

Tekst: Łukasz Wojtczak, Zdjęcia: Bartosz Kruk  

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close