Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


– Ja pana znam z telewizji – powiedział mężczyzna, do którego dosiadłem się w firmowej stołówce.

– Bardzo mi miło – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. To przyjemne, kiedy twoją pracę doceniają inni. Niestety, kolejne pytanie zaburzyło mój błogostan.

– Czy pan przypadkiem nie pracuje w sektorze samochodowym?

Ego zostało brutalnie sprowadzone do parteru. I to nie pierwszy raz. Kilka miesięcy wcześniej, na zjeździe, z okazji 125. rocznicy istnienia Śniadka, zamieniłem słowo z ulubioną nauczycielką. W liceum bywałem niezłym gałganem. Pani Chałońska jednak dostrzegła we mnie potencjał, który wykorzystuję jako dziennikarz telewizyjny. Czułem, że muszę podziękować. Ku mojemu zdziwieniu, profesorka… mnie nie zapamiętała. Niemiłe zaskoczenie.

Czarę goryczy przepełniła rozmowa w firmowej windzie. Pogodynks na wieść o tym, że wprowadzamy w TTV poranne „Expressy”, zadała mi pytanie, formułując je w sposób, którego nie powstydziłaby się Joanna Krupa.

– A ty jesteś morning person?

Trochę mnie zamurowało. Wydawało mi się, że dziesięć lat poranków TVN24 utrwaliło mój wizerunek newsowego skowronka.

– Naprawdę? – koleżanka wyglądała na szczerze zdumioną.

– Owszem. Pracuję tu od 18 lat, w TVN24, który zresztą współtworzyłem – dodałem z przekąsem. Teraz zamurowało koleżankę. Przeprosiła za niewiedzę, a mnie zrobiło się głupio. Nie zauważyłem, że na rynku pojawiło się pokolenie, dla którego „Big Brother” z Gulczasem czy Manuelą, to jak czasy krakowskiej bohemy spod znaku Przybyszewskiego dla mojej generacji. Skoro nowy Wielki Brat udowadnia, że choć nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki, to kąpiel dalej jest przyjemna, więc ja także postanowiłem rozprawić się z historią, aby stawić czoła teraźniejszości.

Czytałem w podręczniku zen o mistrzu, który co jakiś czas wali uczniów w głowę pałką. To satori, czyli przebudzenie, ma sprawić, by kursanci doznali oświecenia. Poczułem, że sam go dostąpiłem. Zrozumiałem, o co kaman. Możesz żyć ważnymi dla ciebie chwilami, ale inni już o tym wiedzieć nie muszą. To, co istotne dla nas, może być błahe dla reszty. Pamięć jest zawodna i choć utrwala wydarzenia, to prawdę – jak w ,,Rashomonie’’ Kurosawy – każdy widzi inaczej.

Czego zatem uczą takie przypadkowe spotkania? Po pierwsze: pokory, to oczywiste. Traktuj swój projekt z szacunkiem i radością, ale nie zakładaj, że cały świat to kręci. Im mniej będziesz interesować się opinią innych, tym trwalsze będą efekty pracy. Po drugie: przestać się irytować. Nie demonizuj ludzkich przeinaczeń tak, jak Krzysztof Globisz nie wziął sobie do serca, gdy dziennikarz przedstawił go jako Krzysztofa Ibisza. Aktor obrócił sytuację w żart. Po trzecie wreszcie: nie reaguj gniewem i oburzeniem na to, że kolejny raz tłumaczysz, na czym polega przedsięwzięcie. Let It Be – jak śpiewał w pięknej piosence Beatlesów Paul McCartney. Niech tak będzie: im mniej nerwówki, tym większa satysfakcja z wykonanej roboty. Więcej luzu, a będzie dobrze.

Jakub Porada

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close