Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Obywatelka świata. Sama o sobie mówi, że jest typem nomadycznym i nie wyobraża sobie, że mogłoby być inaczej. Charyzmatyczna i inteligentna, ceniona dziennikarka i wrażliwa pisarka – Maja Wolny.

Pracowała dla „Polityki”, w Belgii przez wiele lat prowadziła fundację promującą kultury Europy Wschodniej, była kuratorką Muzeum Morskiego Navigo w belgijskim Koksijde, a obecnie jest felietonistką flamandzkiego serwisu informacyjnego VRT. Do tej pory wydała trzy powieści: „Kara” (2009), „Dom tysiąca nocy” (2010) i „Czarne liście” (2016). Jest również autorką publikacji naukowej na temat komunikacji w biznesie „Język sukcesu we współczesnej polskiej komunikacji publicznej” (2005). Razem z Piotrem Szarzyńskim napisała także „Kronikę śmierci przedwczesnych” (2001), książkę faktograficzną o polskich artystach XX wieku, którzy zmarli, zanim zdążyli się zestarzeć. W swojej twórczości Maja Wolny udowadnia, że podróż to rozwój i wspaniała przygoda, która uczy pokory wobec życia i pozwala na wielowymiarowe spojrzenie zarówno na siebie, jak i innych.

Kielce – więcej niż miejsce urodzenia
Ważnym punktem w życiu Mai Wolny są Kielce: tutaj się urodziła, dorastała, chodziła do liceum. Później często zmieniała miejsca pobytu, przez wiele lat mieszkała w Belgii, a obecnie znów jest w Polsce. Do Kielc powróciła niedawno na łamach najnowszej powieści „Czarne liście”, nawiązującej do wciąż budzących skrajne emocje wydarzeń z 1946 roku – pogromu kieleckiego.
Pisanie o rodzinnym mieście w tak bolesnym kontekście historycznym było dla autorki trudnym procesem. – Gdy opuszczałam Kielce, to miałam poczucie, że to nie jest miejsce, do którego chciałabym wrócić. Tu się urodziłam i to stało się dla mnie obciążeniem. Pamiętam, że kiedy ktoś pytał mnie za granicą skąd jestem, to podawałam swój ostatni adres pobytu, czyli Warszawę. Mówiłam tak, bo wydawało mi się, że Kielc nikt nie zna i nie ma co na ich temat opowiadać. Dopiero w pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że to jest nie fair. Kiedy zabrałam się do pisania „Czarnych liści”, musiałam zanurzyć się w sprawach, które są bolesne. W czasie zbierania materiałów przeżywałam trudne chwile. Niełatwe były rozmowy z kielczanami. Ciężko przychodziły mi próby nawiązania kontaktu z mieszkańcami, z osobami, których wiedza i wspomnienia mogłyby mi pomóc, ale też ze zwykłymi, spotkanymi przypadkiem ludźmi. To mnie strasznie bolało. Wielokrotnie słyszałam prośby i groźby, żeby nie używać słowa „pogrom” w mojej powieści. To był najbardziej minusowy poziom w sinusoidzie mojego kontaktu z własnym miastem. Natomiast kiedy już napisałam „Czarne liście” doznałam oczyszczającego momentu, w którym właściwie opowiedziałam już sobie i moim czytelnikom o tych złych Kielcach, w którym pogodziłam się z miastem.

mw_0006-edit-edit_web

Miasto miłości i nienawiści
Kielce, niemy świadek tragicznych wydarzeń rozgrywających się na dwóch płaszczyznach czasowych, stają się pełnoprawnym bohaterem powieści Mai Wolny. Zaniedbane, wymęczone wojną i biedą kamienice doskonale oddają ducha powojennej Polski. Przemieszanie rozpaczy z nadzieją na lepszą przyszłość przenika wskroś budynki i przestrzeń miasta. Julia Pirotte, bohaterka „Czarnych liści”, z jednej strony boi się widoku zaniedbanej ulicy Sienkiewicza i zbroczonych krwią bruków na Plantach, z drugiej daje się ponieść namiętności, otoczona żywą, odradzającą się przyrodą kieleckiego parku. Nienawiść i miłość, strach i odwaga, rezygnacja i wiara są nieodłącznymi towarzyszami, to burząc, to budując obraz miasta w oczach mieszkańców i przybyłych z zewnątrz. „Miasto wydało jej się szczególnie brzydkie. Ulice, którymi szedł orszak pogrzebowy, były zniszczone przez wojnę. Brakowało płyt chodnikowych. Odrapane kamienice przypomniały o niezwykle ciężkiej zimie sprzed roku. Temperatury spadły wtedy do minus czterdziestu. Ludzie nie wierzyli, że tamten styczeń oznacza koniec pięcioletniej wojny. Dziś jest ciepło, trochę parno. Zupełnie nie chce się wierzyć, że zima w ogóle istnieje i że czeka przyczajona gdzieś za górami” – czytamy we fragmencie powieści.
Kielce Weroniki Czerny, drugiej bohaterki „Czarnych liści”, którą poznajemy w tragicznym momencie, gdy w niewyjaśnionych okolicznościach znika jej córka Laura, są zaś miastem pułapką, labiryntem, pełnym zakamarków, utrudniających znalezienie dziewczynki, ale także miejscem ukojenia, spokoju, wytchnienia, tłem spokojnego życia codziennego, wypełnionego obowiązkami zawodowymi i domowymi.
Kielce nie są jednoznacznie ani dobre, ani złe. Ich obraz zmienia się w zależności od czasu, wydarzeń i osób, z którymi wchodzi w interakcje. Maja Wolny podkreśla również, że wcale nie miała na celu demonizowania miasta. Wybuch nienawiści może zdarzyć się wszędzie. Pod tym względem Kielce nie są wyjątkowe.

mw_0059-edit_web

Kobiety w podróży
Ofiarą okrutnej historii jest nie tylko miasto. Maja Wolny w subtelny sposób zapoznaje czytelników z losami Julii Pirotte: fotografki, pochodzącej z Końskowoli, która uwieczniła na zdjęciach m.in. działania francuskiego ruchu oporu w Marsylii i pogrom kielecki. Dama, artystka, żołnierz: takich kobiet już chyba nie ma – tak w kilku słowach pisarka charakteryzuje swoją bohaterkę. Julia to niesamowita postać, która mimo przeciwności losu, mimo podłych czasów, odnajduje w sobie siłę, by walczyć, by stanąć po właściwej stronie barykady, by nie poddawać się. Godzi się w wyjątkowy, prawdopodobnie jedynie słuszny sposób z czasami, w których dane było jej żyć oraz ze stratą najbliższych. Także Weronika Czerny musi uporać się z demonami przeszłości.
Również bohaterki wcześniejszych powieści Mai Wolny stają w obliczu wyzwania, jakim jest uporządkowanie tego, co było, aby na nowo móc odkrywać uroki życia. Jedna z nich rozrachunku dokonuje jadąc autostradą z Krakowa do Brukseli (tytułowa postać z książki „Kara”), druga odnajduje ukojenie i spokój ducha, emigrując z Polski do włoskiego Sorrento (Malwina z „Domu tysiąca nocy”). Wszystkie podróżują i to pomaga im uporać się z własnym, niekiedy naprawdę ciężkim losem.

Strach jest dziedziczny
Przeszłości nie można wymazać, udawać, że jej nie było. Historia nie umiera tylko dlatego, że umarli jej świadkowie. Teraz często zamiast śmierć mówi się koniec życia. A koniec to przecież odcięcie. Problem najpierw się starzeje, a potem umiera i już go nie ma. To nie jest słuszne podejście. Bo z przeszłością, tą zbiorową i indywidualną, trzeba się zmierzyć. Jestem oczywiście za tym, żeby żyć w teraźniejszości, tu i teraz, ale nie bez wcześniejszego uporządkowania przeszłości i pamiętania o niej.
Na facebookowym profilu książki „Czarne liście” Maja Wolny zamieściła link do artykułu Helen Thomson, wydrukowanego w dzienniku „The Guardian”, w którym pojawiają się konkretne dane na temat dziedziczenia doświadczeń przodków. W wielkim skrócie, okazuje się, że traumatyczne przeżycia zmieniają układ genów u osoby, która ich doświadcza i ta zmiana jest przekazywana następnym pokoleniom. Oznacza to, że nie możemy uciec od przeszłości nie tylko emocjonalnie, psychicznie, ale również na podstawowym poziomie biologicznym. Zawsze czułam, że to, co pisarze, artyści, filmowcy wiedzieli od dawna, znajdzie swoje potwierdzenie w naukach ścisłych. Trauma wpływa na kod genetyczny. Strach jest dziedziczny.
Pogodzenie się z trudną przeszłością i pamięć o niej to – zdaniem pisarki – fundamenty, na których powinniśmy tworzyć własny los. Przeszłość jest w nas zapisana i nie można się jej wypierać. Wszelkie zabiegi zmierzające do udawania, że co było, już umarło i nie ma o czym mówić, są z góry skazane na porażkę. Milczenie również nie jest dobrym rozwiązaniem. Dlatego Maja Wolny znajduje w sobie odwagę, by pisać o tak bolesnym wydarzeniu jak pogrom kielecki, tworząc historię, w której bohaterką jest wyjątkowa Julia Pirotte oraz pokazując dramatyczne wydarzenia i ich konsekwencje w przypadku rodziny Weroniki Czerny. Jeden z bohaterów powieści wyraża swoje zdanie na ten temat słowami: „[…] Jestem zdania, że wszystko, co się nam przytrafia, ma pewien związek z naszym domem rodzinnym. To takie moje romantyczne przekonanie. Jesteśmy ze sobą złączeni bardzo silnymi więzami krwi, winy, zbrodni i kary…”.

mw_0161-edit_web

Szczęście według Mai Wolny
Na pytanie, jak znaleźć w sobie siłę mimo przeciwności losu i bolesnej przeszłości, Maja Wolny odpowiada: Wierzę w to, co powiedział Albert Camus, że Syzyf może być szczęśliwy. Jeśli tylko będziemy chcieli, możemy w codziennych czynnościach odnajdywać przyjemność na przekór wszelkim przeszkodom. Podoba mi się definicja szczęścia, która mówi, że być szczęśliwym, to inaczej znać swoje obowiązki i cieszyć się z ich wykonywania. Nie trzeba być biegłym w filozofii, ani zagłębiać się w traktaty o szczęściu czy wertować współczesne poradniki na ten temat: wystarczy do swoich codziennych spraw podchodzić z wewnętrznym spokojem i pozytywnym nastawieniem. W „Hamlecie” Szekspira padają słowa: „Rzeczy nie są dobre czy złe same w sobie. Są takie, jakimi nam się wydają”. To my nadajemy znaczenie sytuacjom, ludziom, zdarzeniom, a nie one nam. Maja Wolny, pełna empatii dla każdego ze swych bohaterów, zdaje się subtelnym literackim głosem mówić to, co kiedyś wyraził Szekspir, a przed nim wielu innych filozofów i artystów. Twórczość pisarki jest swego rodzaju humanistycznym manifestem, pochwałą wolności, która tkwi w każdym z nas, niezależnie od czasów, pochodzenia, dotychczasowych doświadczeń.

Kolejny przystanek: Amsterdam
Przed nami kolejna czytelnicza uczta. Tym razem za sprawą Mai Wolny przeniesiemy się do Amsterdamu, a bohaterem powieści będzie księgarz-podglądacz, który zza wystawowych szyb swojej księgarni obserwuje życie innych. Utwór nosi intrygujący tytuł „Księgobójca”. To opowieść o miłości do książek, która przeradza się w obsesję i miłości do kobiety, która przeradza się w zbrodnię. Książka pojawi się w marcu nakładem Wydawnictwa Czarna Owca.
To nie koniec zapowiedzi. Z reguły pracuję nad kilkoma rzeczami naraz. Kończę teraz pisać sztukę teatralną, która poniekąd łączy się z postacią Michaiła Bułhakowa.
Bo Wschód jest bliski sercu Mai Wolny. Ostatnio pisarka podróżowała po Syberii. Ta wyprawa, jak większość jej wycieczek, miała przede wszystkim podłoże zawodowe. Jej głównym celem było zebranie materiałów do kolejnego dzieła. To będzie utwór potężny objętościowo i wielowątkowy.
W styczniu ukaże się także holenderskie tłumaczenie „Czarnych liści”, rekomendowane przez znaną pisarkę Griet Op de Beeck. To zapewne dopiero początek drogi na obcojęzyczne półki.

***

Postscriptum
Warto czekać na kolejne dzieła Mai Wolny. W czasach, gdy wrażliwość i współczucie często uznawane są za słabość, pisarka udowadnia, że jest zupełnie inaczej. Podczas rozmowy z nią odczuwałam niebywałą przyjemność intelektualną: wrażliwość Mai Wolny, jej ciekawość świata i otwarcie na drugiego człowieka wytworzyły niepowtarzalną atmosferę do wymiany myśli. Istnieje w języku polskim takie określenie, jak kobieta z klasą, czyli pewna siebie, intrygująca, inteligentna dama, wyjątkowa osobowość, pożądana w towarzystwie. Właśnie taką Maję Wolny poznałam: artystkę z klasą, która zarówno w swoich utworach, jak i podczas rozmowy przy herbacie, wytwarza niezwykłą atmosferę, nadając znaczenie błahym na pierwszy rzut oka sprawom. Wyjątkowa autorka wyjątkowych dzieł. Kolejny dowód na to, że polska literatura współczesna jest na wysokim poziomie.

Tekst: Aneta Zychma, fotografie: Mateusz Wolski

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close