Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


W sierpniu 1914 roku strzelcy Józefa Piłsudskiego wkroczyli do Kielc. To w historii Polski jedna z ważnych, symbolicznych chwil. Ostatnio zresztą uwieczniona przez ekipę filmowców Wytwórni Filmów Fabularnych i Dokumentalnych odpowiedzialnych za cykl „Historia w ożywionych obrazach”. Realizowana na ulicach Kielc, z licznym udziałem kieleckich statystów, miniatura filmowa tchnęła życie w część malarskiego tryptyku Stanisława Kaczora-Batowskiego, której oryginał możemy oglądać w Muzeum Narodowym w Kielcach.Czy jednak ówcześni kielczanie zdali egzamin z patriotyzmu? Czy może byli tylko niechętnymi widzami w teatrze historii, który niespodziewanie do nich zawitał? W popularnych opracowaniach historii Polski hasło „wejście strzelców do Kielc” niemal zawsze „sklejone” jest z obrazkiem mieszczan zatrzaskujących okiennice przed polskim wojskiem. Ten stereotyp, karmiony wspomnieniami niektórych legionistów, mocno się zakorzenił. A jak było naprawdę?

Rosja czy Niemcy?

Zarysujmy tło historyczne: początki Wielkiej Wojny. Przez polskie ziemie zaczynają przetaczać się wojska walczących ze sobą zaborców: Rosji oraz związanych sojuszem Niemiec i Austro-Węgier. Każda ze stron ma w swoich armiach polskich rekrutów, niejednokrotnie zmuszonych walczyć przeciwko sobie. Wśród polskich patriotów ścierają się różne koncepcje wykorzystania wojny dla celów niepodległości kraju. Narodowa Demokracja głównego wroga upatruje w Niemcach i stawia na słowiański sojusz z Rosją. Wywodzące się z PPS środowiska skupione wokół Józefa Piłsudskiego przeciwnie – związują się z Austro-Węgrami (i sprzymierzonymi z nimi Niemcami) przeciwko Rosji. Do tego dochodzi prawdziwa mozaika postaw różnych mniejszych środowisk, z których każde miało swoje racje. Nikt zresztą nie mógł wtedy przewidzieć jak potoczy się wojna – możliwych scenariuszy było wiele. Jedno jednak jest pewne: koncepcja Józefa Piłsudskiego wywołania w 1914 roku na terenie zaboru rosyjskiego masowego polskiego powstania była nierealną mrzonką, nie mającą oparcia w rzeczywistości. I to nie tylko ze względu na marazm społeczny – po prostu większość najaktywniejszych polskich patriotów z terenów Kongresówki skłaniała się ku Narodowej Demokracji i – nawet, gdy pominiemy kwestię spoglądania ku Rosji – zdecydowanie bliższe im było myślenie w kategoriach pozytywistycznej pracy organicznej niż kolejnego zrywu powstańczego.Tak też było i w Kielcach. Większość najbardziej zasłużonych, aktywnych kielczan przełomu XIX i XX wieku była związana z Narodową Demokracją. To właśnie kielecki poseł Wiktor Jaroński wygłosił w rosyjskiej Dumie deklarację o solidarności narodu polskiego z Rosją w jej walce z Niemcami. Co ciekawe, stało się to zaledwie kilka dni przed wejściem piłsudczyków do Kielc. Z kolei kielecki biskup Augustyn Łosiński, niewątpliwy polski patriota i człowiek mający wielkie zasługi w walce z nędzą, wprost wzywał do niesłuchania strzelców, bo organicznie nie ufał niczemu, co miało jakikolwiek związek z socjalizmem. Trzeba zresztą dodać, że w swojej zdecydowanej niechęci do Piłsudskiego i legionów był nad wyraz konsekwentny – aż do swojej śmierci w 1937 roku.

Ćwiczenia kieleckiej straży ogniowej.

Otwarte okiennice

Gdy więc, w trakcie pogłębiającego się wojennego chaosu, po ewakuacji z miasta rosyjskich władz i wojsk, do Kielc wkroczyli – poprzedzając wojska austriackie i niemieckie – polscy żołnierze, kielczanie byli zaskoczeni. Była to jednak konsternacja połączona z dużą sympatią i radością – do Kielc wrócili m.in. niedawni mieszkańcy, uchodźcy do Galicji po wydarzeniach rewolucji 1905 roku. Większość mieszczan miała zapewne sceptyczny stosunek do faktycznych możliwości licho uzbrojonego wojska, jednak widok polskich mundurów wzruszał i rozgrzewał serca. Nie było wtedy żadnego zamykania okiennic.

Widok z czatowni straży ogniowej.

Pierwszy pobyt strzelców w Kielcach trwał jednak krótko – w stronę miasta zaczęli ściągać Rosjanie i wyparli znacznie mniej liczne jednostki polskie i austriackie. Rosyjski dowódca – gen. Nowikow postanowił srogo ukarać kielczan za sprzyjanie polskiemu wojsku i dał im ultimatum – albo zbiorą w ciągu 24 godzin 100 tys. rubli kontrybucji, albo miasto zostanie zbombardowane i spalone. Kontrybucję udało się zebrać – m.in. z pomocą łódzkiego Banku Handlowego (długi z tego tytułu były obciążeniem dla Kielc jeszcze w latach 30. XX w.), nie zatrzymało to jednak grabieży, rozstrzelań i wywózki zakładników wybranych spośród majętnych obywateli.

Powrót strzelców

Gdy niedługo potem Rosjanie zostali wyparci i do Kielc po raz drugi (tym razem na dłużej) wkroczyli strzelcy, mieszczanie witali ich ze zrozumiałą większą rezerwą. To właśnie wspomnienie tego drugiego wkroczenia do naszego miasta, które u niektórych legionistów połączyło się z rozczarowaniem, że nie wybuchło upragnione natychmiastowe powstanie,  przyczyniło się do powstania negatywnego stereotypu kielczan niechętnych piłsudczykom. W tym miejscu warto zacytować legionistę Romana Starzyńskiego: Poczciwe, kochane Kielce, jakże się zmieniły w ciągu miesiąca! Wszyscy dopytują się o znajomych strzelców, co się z nimi dzieje, wszak wywieźliśmy stąd cały baon rekrutów, który niestety wcielono do 3. PP i wysłano na Węgry. Pomimo serdeczności wieje tu jakiś chłód i jakby żal do nas, żeśmy wydali miasto na pastwę Moskali. Toteż teraz już z większą rezerwą odnoszą się do nas niż dawniej.

Ta rezerwa szybko jednak topniała – w ciągu dwóch tygodni trwania „Rzeczpospolitej Kieleckiej”, czyli stacjonowania w mieście Józefa Piłsudskiego i jego wojsk, kielczanie i kielczanki bardzo zaangażowali się w pomoc tworzącym się na ich oczach legionom. To był wyjątkowy czas, z wielką nostalgią wspominany później przez Marszałka. Z terenu Kielc zniknęły wszystkie rosyjskie szyldy, mieszczanie wieczorami skupiali się wokół koszar i słuchali śpiewów legionistów – szczególnie „swojego” kieleckiego batalionu. W tym czasie, w liczącym wówczas 36 tysięcy mieszkańców mieście, do legionów przystąpiło 942 ochotników, w tym cała kielecka orkiestra strażacka z Andrzejem Brzuchalem „Sikorskim” na czele. Umiłowana przez żołnierzy orkiestra towarzyszyła legionom przez całą wojnę. Co jednak szczególnie ważne – wstępując do nich, wniosła w wianie melodię (marsz nr 10 zwany potem marszem kieleckim), która następnie, po dopisaniu do niej tekstu, stała się nieformalnym hymnem legionów i jedną z najważniejszych polskich pieśni. Ta pieśń to oczywiście „My, Pierwsza Brygada”.

Zegar na sto lat

Dawna siedziba straży ogniowej współcześnie.

Ta historia, niewątpliwy powód kielczan do dumy, jest ciągle jeszcze mało znana. Wciąż powszechny jest fałszywy wizerunek Kielc jako miasta, w którym przed polskim wojskiem zatrzaskiwano okiennice. Naszym zadaniem jest to zmieniać. Jak to robić? Poprzez dumne eksponowanie tej części kieleckiego dziedzictwa w przestrzeni publicznej. Cieszmy się tą historią, bo wiele miast może nam jej zazdrościć! Czy zatem Kielcom nie mógłby przygrywać nowy kurant wygrywający melodię refrenu „My Pierwsza Brygada”? A jeśli tak, to czy najlepszym miejscem na taki zegar z kurantem nie jest fronton dawnej siedziby straży ogniowej (dziś budynku pogotowia przy ul. Leonarda)? Zbliża się 100-lecie niepodległości Polski – może warto je uczcić w taki właśnie sposób – wywołujący uśmiech na twarzy kielczan i zaciekawienie wśród turystów?

Tekst i zdjęcie współczesne: Rafał Zamojski
Zdjęcia historyczne: z archiwum prof. J.L. Adamczyka

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close