Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Podczas wojny marzono, by Kielce stały się miastem-ogrodem. Rzeczywistość powojenna – niezwykle trudna i w dużym stopniu narzucona politycznie okazała się zupełnie inna. Duch stalinizmu ogarniał wszystkie sfery życia Polaków, nieuchronnie zmieniając ich poglądy, przekonania, decydując o stylu i warunkach życia. Nie oparła mu się także powojenna socrealistyczna architektura, choć akurat na tę w Kielcach narzekać nie możemy.

Gospodarczy rozwój Kielc końca lat 30., w tym boom budowlany, wykreowany kredytami Banku Gospodarstwa Krajowego, został gwałtownie przerwany kataklizmem, który nadciągnął we wrześniu 1939 roku. Napaść Niemców, połączona z niespotykaną wcześniej skalą terroru wobec ludności cywilnej, a za chwilę atak Armii Czerwonej na Polskę, eksterminacja polskich patriotycznych elit przez obu agresorów, złożyły się na rychłą klęskę państwa polskiego. Kielce znalazły się na terenie utworzonego przez niemieckich okupantów Generalnego Gubernatorstwa, w dystrykcie radomskim. Kielczanie – jak wszyscy Polacy – musieli nauczyć się żyć w warunkach terroru i rabunku, bezwzględnej eksploatacji ekonomicznej, braku żywności i lekarstw, grupowych publicznych egzekucji cywilnych zakładników (za zabicie jednego Niemca egzekucja kilkudziesięciu Polaków), kary śmierci za najdrobniejsze „przewinienia”, łapanek i wywózek na roboty do Rzeszy. Tragiczny los spotkał kielczan narodowości żydowskiej i pochodzenia żydowskiego, przed wybuchem wojny stanowiących blisko 30 proc. mieszkańców miasta. W Kielcach skupiona w zamkniętym obszarze getta ludność żydowska (w tym Żydzi spoza Kielc, m.in. duża grupa z Wiednia) została poddana eksterminacji w sierpniu 1942 roku. Egzekucji dokonywano na miejscu, część ludności wywieziono do obozu w Treblince.

Plany, projekty, nauka

Podczas wojny były też w Kielcach i jasne momenty związane z działalnością Polskiego Państwa Podziemnego. W organizację tajnych kursów uniwersyteckich angażowało się wiele osób i – co ważne – funkcjonowały one bez denuncjacji i wpadek. Pod koniec wojny to w Kielcach schronienie znalazło wielu wybitnych naukowców z wszystkich wiodących przed wojną ośrodków naukowych: Poznania, Warszawy, Lwowa, Krakowa, Wilna. Dzięki nim miasto stało się tajnym ośrodkiem akademickim. W latach 1943-44 wykłady i zajęcia dla studentów prowadzono pod szyldami tajnego Uniwersytetu Ziem Zachodnich, tajnego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i wreszcie – co ciekawe – tajnego Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej, którym kierował wybitny warszawski architekt Bohdan Pniewski. Po przepędzeniu Niemców wielu z tych profesorów postulowało utworzenie w Kielcach uniwersytetu, jednak nowe komunistyczne władze regionalne nie były tym zainteresowane. W efekcie nowa uczelnia, zamiast w Kielcach, powstała po wojnie w Toruniu.

Profesor Pniewski, kształcąc przyszłych architektów, myślał też o przyszłości miasta, które go przygarnęło. Jeszcze podczas wojny przygotował dla Kielc projekt siedziby rozgłośni Polskiego Radia. Według jego koncepcji budowla miała stanąć na rogu ulic Sienkiewicza i Paderewskiego. Nie próżnowali także inni, w tym kieleccy regionaliści, którzy, czekając na koniec wojny, coraz śmielej marzyli o nowym odrodzonym mieście. Zachował się interesujący tekst z 1943 roku autorstwa  zasłużonego harcerza i krajoznawcy Teodora Kłodawskiego. W „Przyszłych Kielcach” autor marzył m.in. o rozległym mieście-ogrodzie o niskiej zabudowie.

Czerwone porządki

Rzeczywistość po wkroczeniu do Kielc Armii Czerwonej szybko zweryfikowała te wizje. Nowi włodarze zaczęli wprowadzać swoje porządki. Nie wszyscy kielczanie mieli szansę cieszyć się z końca wojny, a odzyskana Polska nie do końca polską była. Kieleckie elity prawnicze od razu, pod zarzutem współpracy z Niemcami, zostały przez NKWD wywiezione do kopalni w głąb Związku Radzieckiego, żołnierzy AK i innych formacji niepodległościowych bezwzględnie tępiono lub łamano psychicznie. Więzienia zapełniały się polskimi patriotami. To kieleckie przy ul. Zamkowej 5 sierpnia 1945 r. w spektakularny sposób wyzwolił poakowski oddział Antoniego Hedy „Szarego”. Skala zbrodni i manipulacji była ogromna. Patriotyczne elity Polskiego Państwa Podziemnego, zdradzone, przetrzebione, zmęczone, znalazły się w niezwykle trudnej sytuacji. Niektórzy decydowali się na emigrację, inni wracali, by mimo wszystko działać w kraju. Byli tacy, którzy dali się uwieść komunistycznym hasłom, inni zachwyt nad nową ideologią udawali. Sfałszowane referendum z 1946 roku i wybory do Sejmu ze stycznia 1947 roku, jak również zabijanie przez UB działaczy do tej pory legalnie działającego PSL (wg szacunków Stefana Korbońskiego ponad 100 osób), ostatecznie nadzieje na choćby częściową demokrację pogrzebały. Ostatnim gwoździem do trumny przedwojennej Polski była nacjonalizacja prywatnej własności. Historia wielopokoleniowych firm nagle dobiegała końca, w jednym momencie przestały istnieć niemal wszystkie prywatne sklepy (tzw. bitwa o handel). Udało się jedynie zachować (co w okresie realnego socjalizmu było cechą odróżniającą Polskę od innych krajów demokracji ludowej) prywatną własność gospodarstw rolnych. Ciągłość historyczna została jednak niemal całkowicie przerwana.

Osiedle zwane bastionem, widok od ul. Winnickiej (fot. E. Hartwig, 1965 r., arch. WUOZ)

Osiedle zwane bastionem, widok od ul. Zagórskiej (fot. K. Wilczyński, ok. 1970 r.)

Nowomowa, nowobudowa

Kto zajrzy do dziennika „Słowo Ludu” z tamtych czasów, może się mocno zdziwić. Groteskowa i przerażająca, bełkotliwa nowomowa, wspierana przez bezwzględną cenzurę, była jednym z podstawowych, propagandowych filarów budowy nowego, komunistycznego społeczeństwa i państwa posłusznego potężnemu sąsiadowi, Związkowi Radzieckiemu. By spełniało swoją służalczą funkcję, musiało zostać odbudowane, gwarantując swoim obywatelom godziwe warunki egzystencji i zaspokojenie potrzeb, także tych wyższych. Walczono z analfabetyzmem, otwierano teatry (także w Kielcach), szkoły i uniwersytety, drukowano klasykę polskiej literatury. W tych warunkach powstawała też nowa architektura. Totalitarny terror okresu stalinizmu wpływał na wszystkie dziedziny życia. Pisarzom, plastykom i architektom nakazano tworzyć w duchu socrealizmu. O ile jednak tworzone przez uległych oportunistów socrealistyczne literatura i sztuka wywołują najczęściej uśmiech zażenowania, to architektura z tamtego czasu w znacznej mierze się broni.

Partia ma dom

Styl socrealistyczny w polskiej architekturze panował w latach 1948-56. Z jednej strony nawiązywał do sowieckich wzorców, z drugiej – co świetnie wykorzystali wykształceni przed wojną polscy architekci – do architektury klasycznej i polskiej. W efekcie sporo budowli z tego okresu cieszy oczy zastosowanymi środkami wyrazu, proporcjami, detalami, wykorzystaniem lokalnego kamienia.

Najważniejsza budowla kieleckiego socrealizmu powstała oczywiście przy ul. Stalina (tak nazywała się krótko dzisiejsza ul. Żeromskiego) i była niczym innym jak siedzibą władzy sowieckich namiestników, czyli Komitetem Wojewódzkim PZPR (dziś mieści się tam rektorat Uniwersytetu Jana Kochanowskiego). Projekt oddanego do użytku w 1954 roku gmachu wykonał czołowy ówcześnie kielecki architekt Jerzy Żukowski, ale ze wsparciem wspomnianego już Bohdana Pniewskiego. Gdy pominiemy przeznaczenie gmachu, który stał się Domem Partii, dostrzeżemy, że jest to architektura wysokiej jakości. Widać to szczególnie teraz, gdy pieczołowicie odnowiono elewację. Słynne powiedzenie mówi, że koniec wieńczy dzieło, jednak tym razem zarządzające budynkiem władze UJK się nie popisały. Na koniec remontu zainstalowano nie pasujące do całości szare granitowe schody.

Sockamienice i bastion

Powróćmy jednak do socrealistycznej architektury Kielc. Przy ul. Stalina (między Prostą a Seminaryjską) wybudowano zwartą, wysoką wielkomiejską pierzeję bloków z dużymi dekoracyjnymi bramami. Znakomitym przykładem architektury tego okresu jest bez wątpienia zespół kamienic Sienkiewiczowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej, nazwanej tak oczywiście w nawiązaniu do warszawskiego MDM-u. Dziś mało kto pamięta pierwotną nazwę tego fragmentu ul. Sienkiewicza. Ze względu na sgraffitowe portrety pisarzy na narożnikach teren pomiędzy dwoma bliźniaczymi kamienicami, umiejscowiony pomiędzy ul. Hipoteczną a Wesołą, nazywamy współcześnie placem Literatów (wielbiciele słodyczy mówią o nim także plac Czterech Pór Roku, od nazwy kawiarni). W PRL-u mieściły się tu najelegantsze sklepy w mieście (Gallux, Telimena), salon jubilerski i sklep firmy Wawel oraz restauracja Świętokrzyska.

Jedynym kieleckim obiektem z okresu socrealizmu wpisanym do rejestru zabytków (nie mylić z gminną ewidencją zabytków) jest piękny gmach wybudowany dla potrzeb Sądu Wojewódzkiego przy ul. Seminaryjskiej (dziś jest to siedziba Sądu Okręgowego). Stawiając go obok dawnej Izby Skarbowej, zrealizowano tym samym koncepcję zabudowy z lat 20.

Sienkiewiczowska Dzielnica Mieszkaniowa
(dawna pocztówka)

Kamienica przy ul. Sienkiewicza (fot. Rafał Zamojski)

Ciekawe i wartościowe są ówczesne, pierwsze po wojnie, inwestycje mieszkaniowe. W tym czasie powstała stara część osiedla Szydłówek (jeszcze ogrzewana piecami) z charakterystycznym placem centralnym, na którym m.in. wyświetlano filmy. Najważniejszą i najciekawszą inwestycją było zwarte osiedle usytuowane miedzy ulicami Zagórską, Źródłową, Astronautów i Winnicką, zwane po wybudowaniu bastionem. Nieprzypadkowo, bo mieszkania dostawała tam przede wszystkim nowa czerwona burżuazja. Zaprojektowano je w taki sposób, by w razie potrzeby (czytaj „niepokojów społecznych”) łatwo mogło zostać zamknięte przed osobami z zewnątrz i działać całkowicie samowystarczalnie. Z dzisiejszego punktu widzenia to dobrze zaprojektowany miejski kwartał o zróżnicowanej zabudowie (od 2 do 5 pięter) z ciekawymi detalami architektonicznymi. Niestety, niszczonymi przez funkcjonujące dziś na tym obszarze wspólnoty mieszkaniowe (zniknęły attyki na dachu bloku przy Źródłowej 18 i oryginalne betonowe balustrady balkonów na klatkach schodowych tego i sąsiedniego budynku). Mimo że ten ciekawy i wartościowy fragment miasta mieści się w granicach śródmieścia, jest dziś mocno zaniedbany. Miasto pomija go przy planach rewitalizacji.

Socrealizm (nie) pod ochroną

Przedstawiciele czerwonej władzy dostawali również mieszkania w innym miejscu, trochę mniej wyeksponowanym, wręcz ukrytym. Dwa bloki bogato zdobione, o ciekawej architekturze wybudowano w przestrzeni między ulicami Równą a Złotą. Interesujący był też nieistniejący już dziś budynek przychodni przy Paderewskiego, który według pierwotnego zamysłu miał być siedzibą NIK. Za wartościowy architektonicznie uważam też socrealistyczny gmach dzisiejszego Wydziału Pedagogicznego i Artystycznego UJK przy ul. Krakowskiej. Niestety, podobnie jak bloki przy Źródłowej nie znalazł się nawet w gminnej ewidencji zabytków. Na budynku UJK to się już zemściło. Podczas ukończonego niedawno remontu, służącym do docieplenia styropianem zakryto delikatnie rzeźbioną elewację. Nie zachowała się też – mimo ochrony i wyraźnego nakazu Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków – betonowa balustrada bloku przy ul. Prostej 13. Zarząd wspólnoty mieszkaniowej zignorował to zalecenie.

Te dwa przykłady pokazują, jak łatwo bezpowrotnie zmienić wygląd budynków, detali. I choć zbudowane w czasach, do których niechętnie dziś wracamy, nadal musimy o nie dbać. Wartościowa architektura powinna być chroniona, bez względu na to z jakiego okresu pochodzi.

Tekst i zdjęcia: Rafał Zamojski

Sąd Okręgowy (d. Sąd Wojewódzki).

Osiedle zwane bastionem przy ulicy Zagórskiej – widok od strony ul. Źródłowej (fot. Piotr Modzelewski).

Blok między ulicami Równą i Złotą.

Przychodnia specjalistyczna przy Paderewskiego (wyburzona w roku 2005).

Siedziba Wydziału Pedagogicznego i Artystycznego UJK (dawnej bursy liceum pedagogicznego) przed styropianizacją (fot. Tomasz Krzysztofik).

ODPOWIEDŹ UNIWERSYTETU JANA KOCHANOWSKIEGO

W 15. numerze magazynu „Made in Świętokrzyskie” ukazał się artykuł „Marzenia i rzeczywistość. Kielecki socrealizm” autorstwa Rafała Zamojskiego. Jeden z akapitów odnosi się do budynku Rektoratu UJK przy ulicy Żeromskiego 5. Autor przypomina przeszłość tego budynku i nawiązuje do współczesności. Pozwala sobie na stwierdzenie – „Słynne powiedzenie mówi, że koniec wieńczy dzieło, jednak tym razem zarządzające budynkiem władze UJK się nie popisały. Na koniec remontu zainstalowano nie pasujące do całości szare granitowe schody”.

Autor tekstu jako osoba, która od lat zajmuje się architekturą zapewne wie, że remont budynku wpisanego do rejestru zabytków odbywa się pod nadzorem konserwatora zabytków. Decyzja Świętokrzyskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków nr 433 A/2017 z dnia 7 grudnia 2017 roku w punkcie 1. mówi o „rekonstrukcji nowych schodów zewnętrznych, warstw posadzkowych oraz murków bocznych” (kopia decyzji w załączniku). Zgodnie z zaleceniami konserwatora uczelnia odtworzyła schody, które były tam przez lata i których stan wymagał wymiany. W załączniku przedstawiamy też zdjęcia schodów przed remontem i po nim.

Autor ma prawo do wyrażania swojej oceny, dlatego schody Rektoratu mogą mu się podobać lub nie. Jednak biorąc pod uwagę powyższe stwierdzenia uważamy, że sformułowanie „zarządzające budynkiem władze UJK się nie popisały” przeczy zasadom rzetelności dziennikarskiej i wymaga sprostowania.

Piotr Burda, rzecznik prasowy Rektora UJK

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close