Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


– Kiedy po raz pierwszy usłyszałem od trenera, że mogę wystartować na igrzyskach olimpijskich zaśmiałem się. Po mistrzostwach Europy i brązowym medalu, pomyślałem, że to jest w zasięgu. Podjąłem wyzwanie – opowiada Wojciech Makowski, srebrny medalista paraolimpiady w Rio.
„Moim marzeniem jest start na Igrzyskach Paraolimpijskich w Rio do Janeiro. Zrobię wszystko, aby to marzenie się spełniło”. Tak mówiłeś przed dwoma laty w jednym z wywiadów. Udało się! Zdradź receptę na konsekwentne realizowanie stawianych sobie celów.
Jedyną receptą jest trening. Motywację trzeba nieustannie podsycać, myśląc o tym, co chce się osiągnąć. Ta myśl pobudza samozaparcie i samodyscyplinę, które są konieczne, aby codziennie móc ciężko trenować i znosić zmęczenie.

Brazylia, Rio de Janeiro, Igrzyska Paraolimpijskie. Basen, finałowy wyścig na 100 metrów stylem grzbietowym, pełne trybuny i ludzie przed telewizorami. Czekasz na start… Co się czuje w takich momentach? Jak się przygotowuje?
To kwestia bardzo indywidualna. Niektórzy przed startem lubią posłuchać muzyki, ale mnie to denerwuje. Potrzebuję ciszy, nie mogę nawet za dużo rozmawiać. Totalnie się wtedy wyciszam, wyłączam, wyrzucam wszystkie myśli z głowy. Bo myślenie nic tu nie pomoże. Trzeba zapracować ciałem, mięśniami, odrzucając wszystko, co może budzić negatywne odczucia. Pełna koncentracja, skupienie i spokój.

Oglądałem Twój wyścig finałowy. Były duże emocje. Ukrainiec był lepszy, Amerykanin nie odpuszczał do końca. Wywalczyliście ex aequo srebrne medale. Czy to częsta sytuacja w tym sporcie?
To się zdarza niezwykle rzadko, żeby dwóch zawodników, dokładnie w tym samym czasie, wyłączyło tablicę mierzącą czas. Tym bardziej jest to wyjątkowe, kiedy mamy do czynienia z rywalizacją w grupie osób niewidomych. To, co wydarzyło się na igrzyskach olimpijskich podczas wyścigu na 100 metrów delfinem, kiedy to pierwsze miejsce zdobył zawodnik z Singapuru, a dalej były aż trzy drugie miejsca – w tym Michaela Phelpsa – to jak trafić szóstkę w totolotka! Tym, co mnie spotkało, byłem równie mocno zaskoczony i cieszę się, że nie dostaliśmy po połowie medalu (śmiech).

Taka zacięta rywalizacja musi chyba oznaczać potworną walkę z samym sobą?
To walka ze swoimi oporami, niepewnością: czy dopłynę, czy nie zemdleję ze zmęczenia. Takie myśli trzeba przezwyciężać. W mojej grupie sytuacja jeszcze dodatkowo się komplikuje, bo płynąc nie mamy pojęcia, na której pozycji się znajdujemy, czy ktoś jest przed nami czy za nami, czy nas wyprzedza… Zawodnicy widzący mogą na bieżąco reagować, fakt, że ktoś ich wyprzedza może ich zdopingować do jeszcze większego wysiłku. My działamy podświadomie, nie odpuszczając do ostatniej chwili. O wyniku najczęściej dowiadujemy się dopiero po wyjściu z basenu, a nie w momencie dopłynięcia. Przepisy zabraniają rozmawiać o tym z zawodnikami będącymi w wodzie. Niekiedy trener szepnie coś ukradkiem (śmiech), ale w Rio nie było takiej możliwości, na trybunach mogło zasiąść nawet 17 tysięcy widzów, było głośno. O wyniku dowiedziałem się po wyjściu z basenu. Ta niewiedza była najtrudniejsza.

mw_0292_prt_web

W przypadku zawodów osób niepełnosprawnych rola trenera jest niezwykle istotna, stanowicie drużynę na każdym etapie wyścigu.
Rola trenera rzeczywiście jest bardzo ważna. Warto dodać, że jesteśmy podzieleni na czternaście kategorii osób niepełnosprawnych, z czego dziesięć dotyczy najcięższych niepełnosprawności ruchowych; trzy to kategorie wzrokowe: całkowicie niewidomi oraz niedowidzący w zależności od stopnia, a ostatnia to niepełnosprawności intelektualne. Jeśli chodzi o grupę osób niewidzących, wygląda to tak, że po obu stronach basenu muszą stać trenerzy ze specjalnymi tyczkami, często robi się je z wędek, bo takie są wystarczająco długie. Są zakończone czymś delikatnym, miękkim. Kiedy zawodnik dopływa do finiszu czy nawrotu, trener uderza go w głowę. Musi wiedzieć, w którym momencie to zrobić, bo tu można dużo zyskać lub stracić. Nie może mu się zatrząść ręka, nie może się zdekoncentrować. Musi być pewny siebie i spokojny. Trener-koordynator, z którym najczęściej współpracuję na zawodach międzynarodowych – Wojtek Seidel – przeżywa starty bardziej niż ja. Rola trenerów jest więc nietypowa. Każdy medal jest też ich zasługą.

Zwiedziłeś słynną Maracanę, wiem, że to było kolejne z Twoich marzeń.
Byłem podczas otwarcia igrzysk na Maracanie i dzień po ich zamknięciu. Trochę żałuję, że tamtejsze muzeum, w którym są takie skarby, jak odcisk stóp Garrinchy czy pomnik Zico, było w tym czasie zamknięte. Za to wspólnie z dziennikarzem sportowym Michałem Polem obeszliśmy cały stadion dookoła, a ja mogłem poczuć jak ogromny jest to obiekt. Od samego zwiedzania trybun bolały nogi.

Jak wyglądały początki Twojej przygody z pływaniem? Wiele razy podkreślałeś, że tradycje pływackie są w Twojej rodzinie bardzo żywe.
Tata i brat pływali. Mając osiem lat zostałem zaprowadzony na basen przy ul. Krakowskiej na naukę pływania. Istniała jeszcze wówczas Arka Kielce. Wtedy po raz pierwszy zapoznałem się z wodą. Do końca gimnazjum pływałem dla własnej satysfakcji. Poza tym moja mama prowadziła stowarzyszenie „Szansa dzieciom” przy Zespole Szkół Ogólnokształcących Integracyjnych nr 4. Mieliśmy zajęcia na basenie na Ślichowicach, dwa, trzy razy w tygodniu trenowali nas nauczyciele wychowania fizycznego. Nie miałem wtedy pojęcia, że jest szansa podjęcia wyczynowego treningu. W Kielcach nie ma takich możliwości, brakuje klubu i trenerów.

Potem miałeś kilka lat przerwy…
Wyczynowym pływaniem zająłem się będąc już na studiach. W międzyczasie uprawiałem inne sporty, głównie na siłowni. Do powrotu na basen przekonał mnie trener, do którego trafiłem dzięki sekcji osób niepełnosprawnych, działającej przy AZS-ie Uniwersytetu Warszawskiego. Studiując na UW musiałem zaliczyć WF i przez kierownika studiów zostałem pokierowany właśnie do tej sekcji. Zbieg okoliczności sprawił, że trafiłem do Waldemara Madeja, z którym pracuję do dziś. Powiedział mi, że widzi we mnie potencjał, że trenujemy, aby polecieć na igrzyska. Początkowo śmiałem się z tego pomysłu, ale z drugiej strony nie miałem nic do stracenia. A po roku uwierzyłem w siebie. To było wtedy, gdy z mistrzostw Europy, ku swojemu zaskoczeniu, przywiozłem brązowy medal na 100 m kraulem. Pomyślałem, że może faktycznie igrzyska są w zasięgu. Podjąłem wyzwanie.

Jak wygląda Twój dzień, bo wyobrażam sobie, że medalista igrzysk paraolimpijskich musi wykazywać się niezwykłą samodyscypliną. Czy to nie jest trochę monotonne?
Jest, ale trzeba sobie z tym radzić i znajdować punkty odniesienia, do których się dąży. Pomaga też świadomość, że ta monotonia zostanie w przyszłości wynagrodzona. Wszystko jest robione co do minuty, mam dwa treningi dziennie, zazwyczaj o godz. 6 i 18. Do tego dochodzą obowiązki związane ze studiami. Muszę mieć też czas na odpoczynek, regeneracja jest równie ważna jak trening.

mw_0236_prt_web

Czym się różni trening pływaka w pełni sprawnego od treningu sportowca, który nie widzi?
Niczym szczególnym. Pływamy podobne długości, różnice są naprawdę niewielkie. Jedyna różnica to specjalne linki rozwieszone w poprzek toru, żeby trenerzy nie musieli stać na każdym treningu po obu stronach basenu i mnie pukać w głowę. Kiedy czuję, że napływam na taką linkę, robię nawrót.

Medal dedykuję wszystkim ludziom, którzy uważają, że ich życie jest do bani – powiedziałeś. W opinii wielu jesteś nie tylko znakomitym sportowcem, ale też silnym człowiekiem, który walczy z przeciwnościami losu. Wzorem dla tych, którzy uważają się za gorszych, odrzuconych, którzy łatwo się poddają. Pokazujesz, że nie ma barier. Czujesz, że masz misję do spełnienia?
Chciałbym, żeby tak było, żebym przez to, co robię, zainspirował innych do działania. Wyobrażam sobie, co takie osoby mogą czuć, choć ciężko tak do końca wejść w czyjeś buty. Wiem natomiast jak to jest, gdy nie ma się na siebie pomysłu i ciężko znaleźć własną drogę. Warto poczekać, bo nie wszystko da się zaplanować. To, co najlepsze często dzieje się przez przypadek. Tak wróciłem do pływania. Trzeba wychodzić do ludzi, rozglądać się i szukać swoich szans, nigdy nie wiemy, kiedy spotka nas coś wyjątkowego. To my sami budujemy sobie bariery.

Uwielbiasz hip-hop, nie tylko go słuchasz, ale też piszesz teksty, rapujesz…
W rapie jest pełna swoboda, tworząc można powiedzieć co się chce i w jaki sposób się chce. Nikt nie ma prawa stwierdzić, że to jest złe, bo panuje tu totalna wolność słowa i wyrażania myśli. Podoba mi się to łamanie schematów. W innej muzyce bym się nie odnalazł, nie mam głosu.

Twoje utwory dużo o Tobie mówią. Pokazują, że masz dystans do siebie, ośmieszasz wszelką nietolerancję, angażujesz w swoją misję innych. Tak można odczytać piosenki „Kaleka czy Pedał” oraz „Czas Igrzysk”.
Te utwory miały swój przekaz, miały pozostawić po sobie ślad i trochę przemyśleń. Mam nadzieję, że kolejne piosenki także zmuszą do refleksji.

Vive Tauron Kielce… Nie mogłem nie poruszyć tego tematu z dwóch powodów. Po pierwsze interesujesz się piłką ręczną, a po drugie nasuwa się pewna analogia. Walczysz z przeciwnościami losu i trochę przywodzi mi to na myśl Karola Bieleckiego. Kilka lat temu stracił oko, a mimo to dziś przeżywa drugą młodość, choć wielu stawiało na nim krzyżyk.
Której młodości by nie przeżywał, to na pewno nie ostatnią (śmiech). Trafiłeś w sedno, bo Karol Bielecki jest jedynym sportowcem, o którym mogę powiedzieć, że go podziwiam, jest dla mnie wzorem. Choć generalnie nie mam tak, że się na kogoś zapatruję. Chcę być sobą. Szanuję wyniki sportowców i ich pracę, ale Bielecki jest wyjątkowym człowiekiem. To, jak się podniósł po tej nietypowej kontuzji, wzbudza we mnie największy szacunek. On udowodnił, że można wyjść z najgorszych tarapatów. Wrócił do sportu, zagrał na igrzyskach olimpijskich i wygrał Ligę Mistrzów.

Jesteś emocjonalnie związany z Kielcami?
To moje miasto, stąd pochodzę i zawsze to powtarzam. Jestem kielczaninem, który reprezentuje klub warszawski. Niestety w Kielcach bywam rzadko, raz na dwa miesiące.

Masz w Kielcach ulubione miejsca, w których najchętniej bywasz?
W Euforii i w Ultra Violecie (śmiech). Tak poważnie, to najbardziej w Kielcach lubię swój dom, który zbudował mój dziadek. Uwielbiam tu wracać, to najbardziej klimatyczne i rodzinne miejsce. Taki kawałek nieba na ziemi, szczególnie wiosną i latem.

Jakie są Twoje kolejne plany?
Muszę przede wszystkim wrócić do codziennego treningu. Cel to przyszłoroczne mistrzostwa świata osób niepełnosprawnych w Meksyku.

Długo trwa kariera pływaka?
Do momentu aż nie rozsypie się fizycznie lub psychicznie. Znam osoby, które pływają długo i mają tego zwyczajnie dosyć. Są jednak tacy, jak Amerykanin Anthony Ervin, który na igrzyskach w wyścigu na 50 metrów kraulem zdobył złoto, a ma już 35 lat. To jest w ogóle ciekawa historia, bo gość był też pierwszy w Sydney 16 lat temu, potem miał problemy z alkoholem i narkotykami, wszyscy go skreślili, a on wrócił i odniósł taki sukces.

Zastanawiałeś się co będziesz robił po zakończeniu kariery? Wiem, że do tego czasu jeszcze daleko…
To jest dużo za wcześnie, mam jakieś pomysły, ale do wszystkiego podchodzę elastycznie. Na pewno chciałbym wrócić do Kielc, bo tu jest moje miejsce.

Dziękuję Ci za rozmowę, chyba, że chciałbyś jeszcze coś dodać?
Tak, że podoba mi się skrót nazwy waszej gazety. MiŚ brzmi bardzo serdecznie (śmiech).

***mw_0243_prt_web

Wojciech Makowski – niewidomy od urodzenia pływak. Zawodnik Integracyjnego Klubu Sportowego AWF Warszawa. Brązowy medalista mistrzostw Europy z 2014 i 2016 r. kraulem; mistrz Europy z 2016 r. stylem grzbietowym; brązowy medalista mistrzostw świata w 2015 r. stylem grzbietowym; zdobywca srebrnego medalu podczas igrzysk paraolimpijskich w Rio de Janeiro stylem grzbietowym. Autor tekstów i piosenek hip-hopowych.

Rozmawiał: Łukasz Wojtczak, Fotografie: Mateusz Wolski

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close