Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Tylko czar słowa zdobywa umysły i dusze ludzkie. Tylko wymowa porywa tłumy i prawdzie toruje drogę. Żywe słowo jest orężem samoobrony i wznosi człowieka na wyżyny powodzenia i rozkwitu! Więc kształćmy się we władaniu żywym słowem! – mawiał do swych studentów. Mieczysław Frenkiel był jednym z najwybitniejszych polskich aktorów teatralnych, znakomitym pedagogiem, a także odtwórcą ról filmowych.

W tym ostatnim przypadku minął się z czasem. Zapewne przyćmiłby talentem wiele gwiazd srebrnego ekranu okresu międzywojennego, gdyby polskie kino, a szczególnie kino dźwiękowe rozkwitło kilkanaście czy choćby kilka lat wcześniej.

Mistrz polskiej sceny pochodził z Byszowa niedaleko Klimontowa. Urodził się 15 lipca 1859 roku, szkołę średnią ukończył w Sandomierzu, a potem rozpoczął w Zawichoście praktykę aptekarską. Ten fach był pewnie zaplanowany przez rodzinę. 17-letni Mietek wyjechał do stolicy studiować farmację. Fascynował go jednak teatr. Mieszał maście, kręcił piguły, po nocach czytał i do warszawskiego uniwersytetu się sposobił, ale widać demon teatru już wlazł mu w skórę… – pisał syn aktora w wydanych tuż przed wojną wspomnieniach o ojcu. Jak łatwo można przewidzieć, aptekarskie studia nie trwały długo.

W 1878 roku Frenkiel wstąpił do warszawskiej Szkoły Dramatycznej Emila Derynga. Dzięki roli w inscenizacji „Zemsty” podpisał kontrakt z teatrem krakowskim. Lata 1880-1890 prawie w równych częściach upłynęły mu na pracy w Krakowie, a potem we Lwowie, gdzie cieszył się uznaniem widowni. Frenkiel marzył jednakże o powrocie do Warszawy i występach na deskach Teatru Rozmaitości. Marzenie to spełniło się w 1889 roku. Po pierwszych trudnościach, z czasem zdobył miłość publiczności i ważną pozycję w zespole warszawskiej sceny, a potem służył jej godnie przez ponad 40 lat.

Najlepiej czuł się w rolach charakterystycznych, należał do grona najbardziej cenionych aktorów zarówno komediowych, jak i dramatycznych. Do historii teatru weszły jego wyśmienite kreacje Cyrana de Bergerac, wiarusa w „Orlątku” Rostanda, czy role szlachciców w sztukach Fredry i Bałuckiego. Był zapewne pierwszym w dziejach polskiego teatru aktorem, który miał w swoim repertuarze tak wiele ról Moliera (6) oraz Fredry (aż 18).

Wygląd wspierał jego talent aktorski. Frenkiel jest sobą od pięty po czubek głowy. Już sama jego indywidualność fizyczna jest tak mocno wyciosana, taka gwardyjska, tak swoiście i uporczywie własna, że nie da się jej zaszachrować żadną charakteryzacją, zwątlić, skurczyć, pokleić – napisano w jubileuszowym wydawnictwie z okazji półwiecza pracy scenicznej aktora.

Frenkiel był także artystą estradowym i wielce cenionym pedagogiem. Wykładał w szkołach dramatycznych oraz na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie nauczał dykcji: Na każdym jego wykładzie aula była zawsze przepełniona, a stosunki z młodzieżą uniwersytecką więcej niż serdeczne. Uczył, radził, pomagał jak mógł i gdzie mógł. Frenkiel miał w dorobku artystycznym również role filmowe. Wystąpił w sześciu filmach, w większości jeszcze z okresu kina niemego. Najbardziej znacząca była rola Boryny w ekranizacji „Chłopów” z 1922 roku. Zagrał też w „Skrzydlatym zwycięzcy”, „Iwonce”, „Tajemnicy przystanku tramwajowego”, „Ułani, ułani, chłopcy malowani” oraz „Na Sybir”. Niestety, tylko połowa z tych obrazów zachowała się do dziś. Nasz wielki aktor trzykrotnie obchodził jubileusze swej pracy scenicznej: ostatnim było hucznie świętowane 50-lecie. Przeszedł potem na emeryturę, choć występował sporadycznie – dopóki stan zdrowia na to pozwolił – do 1932 roku. Zmarł w Warszawie 19 kwietnia 1935 roku.

Świętokrzyski mistrz polskiej sceny znany był z poczucia humoru oraz niechęci do carskich urzędników. Na koniec więc anegdota, której historia sięga czasów rosyjskiego zaboru, zasłyszana niegdyś w jednym z programów niezapomnianego telewizyjnego „Studia Gama”. Pan Mieczysław gościł w warszawskiej restauracji i był świadkiem nieziemskiej awantury. Przybyła policja, zaczęło się śledztwo, a aktora wezwano na przesłuchanie w charakterze świadka. – Z jakiej odległości widział pan zajście? – pytał prokurator. – Z odległości czterech arszynów i sześciu werszków – mówił Frenkiel (czyli 3 metry, 10 centymetrów i 7 milimetrów). – Jakim cudem ocenił pan to aż tak dokładnie? – szczerze dziwił się prokurator. – Domyśliłem się, że jakiś idiota będzie mnie o to pytał, więc zmierzyłem – odpowiedział aktor.

Tekst: Jacek Korczyński

Zdjęcie: Mieczysław Frenkiel w stroju scenicznym (fot. Biblioteka Narodowa/Polona)

W tekście wykorzystałem m.in. „Polski Słownik Biograficzny” T. VII oraz wspomnienia autorstwa Tadeusza Frenkiela „Mieczysław Frenkiel” (Warszawa 1939), skąd pochodzi większość zamieszczonych cytatów.

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close