Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Świętokrzyskie szachownice pól, porośnięty drzewami pofalowany horyzont, góry i pagórki – nic nie umknęło jego uwadze. Rejestrował w kadrze rodzimy krajobraz i to, jak zmieniał się on na przestrzeni lat. Cóż… Będzie się zmieniał nadal, ale już nie spojrzy na niego oko mistrza. Mistrza Pierścińskiego.

Paweł Pierściński, twórca wyjątkowego stylu w fotografii, określanego mianem Kieleckiej Szkoły Krajobrazu. Fotograf, ale i krytyk. Autor ponad dwustu wystaw indywidualnych. Dla wielu guru fotografii. Urodził się w maju 1938 roku. Odszedł w maju 2017. Pozostawił po sobie bogatą kolekcję zdjęć, przedstawiających nie tylko widoki okolic Kielc, ale też mieszkańców.

Na wielu fotografiach utrwalił również życie świętokrzyskiej wsi. Ułożone w równe rzędy snopki siana potrafił przedstawić w plastyczny, a zarazem geometryczny sposób. Matematyka widoczna jest w jego zdjęciach nadzwyczaj często. Trójkąty, kwadraty, prostokąty – z nimi miał styczność od dawna. Jak sam przyznawał w wywiadach – pagórki w kształcie sinusoidy czy kwadraty pól pozwoliły połączyć dwie życiowe pasje – fotografię i matematykę. Świadomie poszukiwał matematycznych form w przyrodzie widzianej przez obiektyw. Tak właśnie zrodziła się Kielecka Szkoła Krajobrazu.

Wizjoner

Jego pierwszym aparatem był małoobrazkowy Zorkij. I tym, i późniejszymi, utrwalał to, co roztaczało się z punktów widokowych. A to, co nie mieściło się w jednej klatce, w pojedynczym kadrze, często przedstawiał na kilku kolejnych zdjęciach, które później składał w panoramę. Tak było w latach 50., kiedy powstała panorama Gór Świętokrzyskich, czy w latach 60., kiedy to na serii połączonych ze sobą zdjęć ukazał panoramę Kielc.

Dostrzegał postęp techniczny towarzyszący fotografii. Porównywał go do wynalezienia druku i odejścia do lamusa profesji kaligrafów i kronikarzy. Ogłosił to już w 1989 roku podczas przemówienia z okazji 150-lecia fotografii na spotkaniu Związku Polskich Artystów Fotografików, którego wówczas był prezesem. Usłyszał wiele słów krytyki, a nawet zarzutów, że głosi kres fotografii, ale… miał rację. Przewidział cyfrową rewolucję, która upowszechniła fotografię.

Fotografia jak kobieta

Paweł Pierściński, ze swoim bogatym doświadczeniem i doskonałym warsztatem, był mistrzem fotografii dla wielu młodych twórców. Stanowił inspirację, źródło cennych wskazówek, był starszym kolegą i przyjacielem. Także dla Anny Benicewicz-Miazgi, założycielki stowarzyszenia CKfoto.pl, członkini Fotoklubu Rzeczpospolitej Polskiej, wielokrotnie nagradzanej na międzynarodowych konkursach fotograficznych. W ostatnich latach życia to z nią tytułowy mistrz krajobrazu spędził mnóstwo czasu na rozmowach o kadrach, o przyrodzie i o matematyce. Doradzał, pomagał.

– Zawsze robił to życzliwie i z charakterystyczną dla siebie pogodą ducha – wspomina Anna. – Jego zdjęcia wpisały się w nurt, w którym fotograf znajduje piękno w najbliższym, na pozór nieciekawym, otoczeniu. Wymaga to daru obserwacji  i wykonania bardzo złożonej pracy. Nie sztuką jest tworzyć piękne zdjęcia, fotografując piękne rzeczy lub miejsca, ale wydobyć to piękno o wielu obliczach z obiektu pozornie zwyczajnego. A jaki był Paweł? Niezwykle pogodny, życzliwy, uczynny i otwarty. To był typ społecznika, który wspiera młodych w pasji twórczej, pomaga dobrym słowem, radą i swoją obecnością. To on pierwszy nawiązał kontakt z CKfoto.pl. Kontakt, który potem utrzymywała  z nim większość członków stowarzyszenia. Gdy zgodził się na napisanie wstępu do naszej książki o fotografii panoramicznej, odbyliśmy szereg rozmów „przy ciastku”. Potem to właśnie ciastka były pretekstem kolejnych twórczych spotkań. Paweł niezwykle oryginalnie opowiadał o naszej wspólnej pasji. Na zawsze zapamiętam jego powiedzenie, że fotografia powinna być jak kobieta – piękna lub interesująca, a najlepiej jak posiada obydwie te cechy. Potem oczywiście dodawał, że ważna jest linia kobiety, która powinna być gruba i wyrazista i zamawiał kolejne słodycze – z uśmiechem wspomina Anna Benicewicz-Miazga.

Artysta zapracowany

Był też Paweł Pierściński stałym gościem w domu innej fotograficznej rodziny – Pęczalskich. Krzysztof Jakub Pęczalski był wówczas małym szkrabem, ale do dziś pamięta te wizyty.

– Pamiętam Pawła, jak byłem jeszcze małym berbeciem. Często siadałem u niego na kolanach, gdy odwiedzał ojca w naszym domu. Przyjaźnili się, działali razem w związku. Wtedy miałem chyba swoje pierwsze zdjęcie z Pawłem – opowiada.

– Pamiętam też taką sytuację, gdy ojciec zabrał mnie na zebranie związku i te burzliwe dyskusje bardzo mi się wtedy spodobały. To było grono ludzi, od których wiele można się było nauczyć, czerpać z ich wiedzy. Ale nie miałem później częstych kontaktów z Pawłem, bo był bardzo zapracowanym artystą. Temu też pewnie zawdzięcza swój sukces, że faktycznie zasuwał. Jeśli miał temat, nie oszczędzał na materiale, a przecież to były czasy negatywów, klisz. Przepuszczał ich całe mnóstwo przez swoje aparaty. Szczególnie cenię go za jego fotografię czarno-białą. Na pewno wiele się od niego nauczyłem. I ja, i mnóstwo moich kolegów – kończy Krzysztof Pęczalski.

***

I choć już nie podejdzie na wernisażu i nie odniesie się do zawieszonych na wystawie zdjęć, to z pewnością niejednej osobie tej nauki jeszcze jest w stanie sporo przekazać. Wystarczy popatrzeć na jego fotografie. Przeanalizować je. Dostrzec w nich to, co Paweł Pierściński dostrzegł przez pryzmat swojego aparatu. I samemu patrzeć podobnie. Szukać piękna tam, gdzie jest ono ukryte.

Tekst: Krzysztof Żołądek
Zdjęcia: Paweł Pierściński (dzięki uprzejmości Muzeum Wsi Kieleckiej)

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close