Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


W czasie okupacji przez szybę niemieckich sklepów oglądał piękne modele samochodów. Polakom nie wolno było przekroczyć progu takich przybytków, zresztą i tak nie byłoby go stać na zakup. Próbował więc sam z tektury sklejać własne cudeńka… A potem, po wielu latach zbudował swój prawdziwy samochód, którym wzbudzał sensację na ulicach Kielc.

­– Patrzyłem przez szybę na te piękne autka i wzbierała we mnie zazdrość – Paweł Gawron uśmiecha się do swoich wspomnień. – Miałem wówczas około 15 lat i z kawałków tektury sklejałem swoje własne modele. Pamiętam, jak pewnego razu wymieniłem się z kolegą – podarowałem mu kartonową, własnoręcznie wykonaną łódź, a od niego otrzymałem niemiecką wyścigówkę Schuco, która działała na mechanizm zegarowy, miała zmianę biegów, kluczyk… Słowem – cacuszko.

Takich cacuszek przez wiele lat zebrało się w kolekcji pana Pawła ponad 700. Auta, wozy strażackie, lokomotywy, okręty, samoloty… Cieszą oczy nie tylko jego, bowiem 91-letni kolekcjoner chętnie dzieli się swoim zbiorem i gdy tylko ktoś go poprosi o zorganizowanie wystawy, nigdy nie odmawia. A o tajnikach motoryzacji mógłby mówić godzinami.

Cymes czyli „srebrna strzała”

Rocznik 1927. Urodził się w Warszawie, jego ojciec, inżynier, pracował w Urzędzie Patentowym i to on zaszczepił w nim zamiłowanie do techniki. Pamięta, że jeszcze przed wybuchem II wojny światowej chodził w odwiedziny do kolegi, by pobawić się „srebrną strzałą”, czyli modelem kultowej wyścigówki Silberpfeile. Srebrny bolid, o niespotykanej wcześniej stylistyce, w latach 30. wydawał się być autem z odległej przyszłości. Można się było w nim zakochać.

– To był cymes, model kosztował całe 12 zł – mówi pan Paweł. – Na owe czasy była to spora suma, a ja byłem wtedy dzieciakiem, który nie miał pieniędzy na takie rarytasy.

Ale nie oznacza to, że nie zbierał modeli – udało mu się zgromadzić kilkanaście przeróżnych egzemplarzy – blaszanych, tekturowych i drewnianych. To były początki jego kolekcji. Pamięta taką scenę z czasów okupacji, gdy do ich mieszkania nagle wparowali Niemcy. Wzrok jednego z żołnierzy zatrzymał się na drewnianym modelu produkowanego w Polsce samolotu RWD.

­– Niemiec zaczął o coś pytać, wskazując na maszynę, która przecież była dumą przedwojennych polskich konstruktorów lotniczych – wspomina Paweł Gawron.

Lata okupacji spędził w stolicy, a po upadku Powstania Warszawskiego trafił na roboty do Niemiec. Od żołnierza dostał dwa modele czołgów, które służyły armii do szkoleń. Miał wówczas 17 lat i był to jedyny dobytek, z jakim wrócił do Polski. Co się stało z tymi modelami? Przepadły w powojennej zawierusze, tak jak zresztą cała dziecięca kolekcja. Wszystko trzeba było zaczynać od nowa.

W 1952 r. pan Paweł zamieszkał w Kielcach, tu przez dziesięć lat prowadził niewielki zakład przemysłowy, który jedyny w kraju produkował farby modelarskie. Dziś z uśmiechem mówi o tamtych czasach – że owszem był monopolistą, ale wielkiego interesu na tym monopolu nie zrobił, bowiem ceny na produkowane przez niego farby marki Modelak ustalało państwo…

Jego kolekcja powiększała się z miesiąca na miesiąc. Początki były trudne, w siermiężnych latach komuny zdobycie okrzyczanego modelu nie należało do najłatwiejszych zadań.

Najczęściej trzeba było sprowadzać je z zagranicy, głównie z Anglii albo kupować w peweksie, bo te wyprodukowane w Polsce były dość prymitywne – mówi kolekcjoner. – O wartości modelu świadczy m.in. liczba odwzorowanych szczegółów, precyzja wykonania i wartość historyczna.

Dziś, jak podkreśla pan Paweł, kupienie wymarzonego egzemplarza, nie nastręcza już problemów. Ale frajda niestety jest o niebo mniejsza, niż przed laty, gdy trzeba było się nieźle natrudzić, by powiększyć swoją kolekcję. I każdy nowy eksponat to była zdobycz, ba – trofeum, z którym z dumą można było się obnosić wśród innych kolekcjonerów.

Szaleństwo starszych panów

Pan Paweł zna każdy szczegół swoich modeli – począwszy od konstrukcji, pojemności silnika i liczby koni mechanicznych. Potrafi również wytłumaczyć, dlaczego jakieś auto zawojowało rynek motoryzacyjny, a inne było niespecjalnie lubiane przez miłośników czterech kółek. O historii motoryzacji wie wszystko. Potrafi ze swadą opowiadać o jej pionierskich początkach, laikowi odsłania tajemnice czterech kółek i zwraca uwagę na szczegóły, którym warto poświęcić uwagę.

Ford  z 1912 r. – model T – pierwszy samochód wyprodukowany taśmowo. Z  fabryki wyszło 15 mln egzemplarzy, co przyczyniło się do rozwoju motoryzacji. Ten samochód, który na pierwszy rzut oka przypominał dyliżans, miał prostą i niezawodną konstrukcję, a pomyślany był jako auto dla przeciętnej amerykańskiej rodziny. Skojarzenie z dyliżansem wydaje się jak najbardziej trafne, bo pierwsze auta, skonstruowane jeszcze u schyłku XIX w. nie przypominały klasycznych czterech kółek. To były raczej zaprzęgi, w których konia zastąpił silnik.

Według Pawła Gawrona o rozwoju motoryzacji zadecydowało wynalezienie silnika spalinowego. Już wtedy – w drugiej połowie XIX w. – ludzie chcieli przemieszczać się szybciej, dalej i wygodniej. Rozpoczął się więc wyścig, który trwa do dziś i bez dwóch zdań można zawyrokować, że nie będzie miał końca. Bo czyż Karl Benz, budując w 1885 r. trzykołowy samochód, i Gottlieb Daimler, konstruując  w tym samym roku czterosuwowy silnik spalinowy, wykorzystujący jako paliwo benzynę, przypuszczali, że kilkanaście lat później, jak grzyby po deszczu zaczną wyrastać fabryki produkujące samochody – turyński Fiat, po nim Lancia, Ford czy założony przez Augusta Horcha koncern Audi. Dokładnie w roku, w którym na świat przyszedł Paweł Gawron, Centralne Warsztaty Samochodowe rozpoczęły produkcję modelu auta osobowego CWS T-1 – pięknego, stylowego, o urokliwej, eleganckiej sylwetce.

A potem było już coraz szybciej i coraz nowocześniej. I można się tylko z rozrzewnieniem wspomnieć, że pierwsze samochody poruszały się z prędkością ok. 16 km/h, a i tak wielu przeklinało je, uznając za diabelski wynalazek, który płoszy konie. Przypomina się w tym miejscu polski przebój śpiewany przez Ewę Wiśniewską:

Już od niepamiętnych lat podróżują
ludzie żeby lepiej poznać świat i żeby się nie nudzić
wśród aspektów sprawy tej jest jeden bardzo ważny:
ludzie nie zmieniają się, lecz tylko ich pojazdy.

Kielecki kolekcjoner swoje pierwsze, prawdziwe auto kupił dopiero w 1970 r. – był to używany samochód marki IFA F9, produkowany w NRD, a w swojej stylizacji przypominający kultowego garbusa. Potem były moskwicze, łady, a w końcu fiat 125p. W 1990 r. pan Paweł kupił podwozie volkswagena garbusa i wraz z kolegą zbudował własne auto, które nazwał Duny Buggy, co w tłumaczeniu oznacza wózek wydmowy. Budowa samochodu trwała dwa i pół roku, auto pomyślnie przeszło badania rzeczoznawcy Polskiego Związku Motorowego i zostało zarejestrowane.
– Jeździłem nim po Kielcach, było w kolorze czerwonym, bardzo ładne i niezwykle oryginalne, nic więc dziwnego, że wzbudzało sensację – wspomina pan Paweł. – Znany kielecki dziennikarz telewizyjny Jan Goc nakręcił nawet o nim reportaż zatytułowany „Szaleństwo starszych panów”.

Mania rymowania

Paweł Gawron śmieje się, że już wówczas, w latach 90. był starszym panem, a dziś ma 91 lat. Wciąż jednak nie brakuje mu wigoru, poczucia humoru i radości, którą daje kolekcjonerska pasja. Wiosna tego roku była dla niego niezwykle pracowita, przygotowywał dwie wystawy wozów strażackich – pierwszą w kieleckim starostwie, kolejną w Targach Kielce. Miło było patrzeć, jak zwiedzający z ogromnym zainteresowaniem oglądają współczesne i historyczne miniaturowe modele pojazdów rycerzy św. Floriana.

Ale jest jeszcze coś, co spędza sen z powiek pana Pawła i nad czym pracuje od lat, mając nadzieję na bliski finał. To gadająca papuga. Ba, nie tylko gadająca, ale i huśtająca się, śpiewająca i powtarzająca za człowiekiem wypowiadane przez niego frazy. – Przyznam, że pracę nad papugą rozpoczęliśmy dwadzieścia lat temu, ale wciąż brakowało czasu, aby się skupić nad tym zadaniem – mówi. – Mam nadzieję, że teraz uda się wszystko sfinalizować. Papuga ma być interaktywna, a naszym marzeniem jest, by była tania.

Kolorowy ptak śpiewać będzie „Piosenkę papużki Gadułki”, której żartobliwy tekst Paweł Gawron ułożył w maju i jak mówi – jest już po słowie z wokalistką, która zgodziła się skomponować muzykę i zaśpiewać.

Zaraz będziesz w siódmym niebie,
Gdy ci wyznam: kocham ciebie!
Będzie dla mnie przyjemnością,
Gdy mi powiesz: z wzajemnością!

– czytamy zgrabne rymy ułożone przez kolekcjonera, który – jak się okazuje – jest również zapalonym literatem. Spod jego pióra wyszła także, oparta na archiwalnych dokumentach, sztuka „Alarm dla miasta Warszawy”, którą wystawiły trzy kieleckie licea.

– Od czasu do czasu dopada mnie mania rymowania – śmieje się.

Pan Paweł, mimo sędziwego wieku, nie zasiada w kapciach w wygodnym fotelu. Planów ma wciąż tak wiele, choć jak mówi, zdrowie zaczyna szwankować. 91-letni modelarz, kolekcjoner i pisarz wciąż jednak myśli o powiększaniu swojego zbioru, mimo że żona załamuje ręce i wyrzuca mu, że przez te wszystkie miniaturki aut, już kroku nie można zrobić w domu. Martwi go tylko to, że nie będzie miał komu przekazać swojego cennego zbioru. – Dochowałem się dwóch córek, ale żadna nie odziedziczyła po mnie tej pasji – mówi miłośnik samochodów. On sam kocha auta bezgranicznie i nigdy nie powie stanowczego stop!

Tekst: Agata Niebudek-Śmiech

Zdjęcia: Mateusz Wolski, reprodukcje fotografii z archiwum kolekcjonera

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close