Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Wakacje to cudowny okres, w którym czas płynie wolniej, a mali i duzi szczęściarze mogą przez dwa lub trzy miesiące „robić nic”. Wakacje to okres, w czasie którego nawet dorośli czasami dziecinnieją i nie myślą rozsądnie, decydując się na działania, na które dzieciaki nawet by nie wpadły. Jakże często słyszymy: „Ja nie zrobię? To potrzymaj piwo i patrz…”.

Dobrze, gdy takie sytuacje stają się później tematem zabawnych anegdot i wspomnień z udanego wakacyjnego odpoczynku, ale niestety nie zawsze tak jest, zwłaszcza jeśli takie słowa słyszymy nad wodą. Odkąd pamiętam nie boję się wody, bardzo dobrze pływam, nie przerażają mnie duże zbiorniki wodne z dnem ciężko osiągalnym nawet dla wytrawnych nurków, a mimo to woda budzi we mnie przeogromny respekt i wiem, że może być wielkim zagrożeniem. W swoim życiu zdarzały mi się różne sytuacje. Jednego dnia kąpiel w rzeczce była bezpieczna nawet dla kilkuletniego dziecka. Dwa dni później w tym samym miejscu ostatkiem sił wyciągałem mojego podtopionego znajomego, pewnie ratując mu wtedy życie.

Według policyjnych statystyk w 2017 roku utopiło się blisko 450 osób, 1/4 była pod wpływem alkoholu. Do tej pory, a minęło już kilka lat, nie mogę sobie wybaczyć, że nie zrobiłem nic, gdy któregoś pięknego popołudnia wybrałem się rowerem nad jeden z podkieleckich zalewów i byłem świadkiem poalkoholowych popisów grupki młodych ludzi. Na ręcznikach było piwo i mocniejsze trunki, były skoki z brzegu do wody. Wróciłem do domu, a następnego dnia w gazecie przeczytałem, że dla jednej z osób, które tak znakomicie bawiły się kilka metrów ode mnie,  była to ostatnia impreza w życiu. Czy mogłem coś wtedy zrobić? Oczywiście, że mogłem, nie bezpośrednio, nie sam – bo pewnie gdybym podszedł zwrócić im uwagę, prawić morały to albo by mnie wyśmiali, albo dla mnie skończyłoby się to dużo gorzej. A przecież wystarczyło odejść kilka metrów i zadzwonić na policję.  Jeden telefon, a być może matka nadal miałaby syna, a narzeczona partnera. Ktoś powie, że to donosicielstwo. Gdybym zadzwonił, towarzystwo dostałoby pewnie mandaty, bo kąpiel w tym miejscu była zabroniona. Biedniejsi o kilkaset złotych, nadal by byli. Wszyscy, bez wyjątku.

Nie chcę, żeby to zabrzmiało jak wymądrzanie się starszego pana, jednak powtórzę: alkohol w połączeniu z wodą nawet dla znakomitych pływaków może być zgubny, a co dopiero dla kogoś, kto „krajoznawczym” stylem ledwo dopływa do czerwonej boi. Nie bez powodu na większości basenów obowiązuje zakaz skoków do wody, choć cały czas w zasięgu wzroku jest ratownik. Skoro na basenie jest to niebezpieczne, to milion razy bardziej ryzykowne jest w otwartych akwenach, a wręcz samobójstwem jest robienie tego po kilku głębszych.

Jeszcze kilka wolnych dni, jeszcze pewnie nie raz będziecie nad wodą. Dlatego bardzo Was proszę, reagujmy. Reagujmy, widząc, że dla kogoś przebywanie nad wodą może skończyć się tragicznie. Przewidujmy zagrożenia, myślmy o sobie i o innych!

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close