Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Doświadczenie muzyka i wokalisty Piotr Salata zdobywał od wczesnych lat. Na początku w konkursach piosenki i na popularnych festiwalach. Potem przyszedł czas na telewizję i kontrakt z poważną wytwórnią fonograficzną. Ma na koncie dwa albumy, mnóstwo koncertów i uznaną pozycję wśród polskich wokalistów. Wkrótce ukaże się jego kolejny krążek.

Swoją przygodę z muzyką rozpoczynałeś w latach 80. od udziału w różnych konkursach i przeglądach piosenki. Jak wspominasz tamten okres?

To był czas hartowania. Z muzyką jestem związany od podstawówki, od pierwszych harcerskich zespołów i rockowych projektów. Później był Festiwal Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze i Festiwal Piosenki w Opolu. Te imprezy stały na wysokim poziomie. Śpiewało się na żywo, nikt się niczym nie podpierał. Więcej pracy mieli również dźwiękowcy. Jestem ze starej szkoły, w której praktycznie nie używało się elektroniki. Nie mam oczywiście nic przeciwko, ale trzeba to robić z głową.

Pierwsze kontakty z muzyką miałeś w Stąporkowie.

Tam się urodziłem, tam chodziłem do ogniska muzycznego w domu kultury i do klasy gitary klasycznej. Potem muzyka stała się moim sposobem na życie i utrzymanie. I właściwie do dzisiaj tak jest. Cieszę się z tego, bo nielicznym udaje się zrealizować swoje marzenia.

W zespole Sweet Combo już świadomie podchodziliście do muzyki i śpiewania.

Tak, choć gramy głównie covery. Próbowaliśmy, co prawda, z kolegami z zespołu komponować, ale nie znalazło to zrozumienia u ówczesnych szefów wytwórni płytowych.

 

fot. Tomasz Kordeusz

Jesteś dowodem na to, że debiut fonograficzny po czterdziestce ma sens. Twój pierwszy album „Czuła gra”, wydany w 2012 roku, to muzyka dojrzałego faceta. To słychać również w Twoim głosie.

Przez lata próbowałem pukać do drzwi różnych wytwórni płytowych, ale nikt nie był zainteresowany moim repertuarem. Stwierdziłem wówczas, że chyba nie ma sensu iść drogą muzyka i artysty. I że nikogo to nie interesuje. Po latach – paradoksalnie – jedna z największych wytwórni sama się do mnie odezwała. To był zupełny przypadek. Nagrałem kiedyś kilka coverów dla znajomego. Podarowałem mu płytę, a on wysłał ją do firmy fonograficznej, gdzie się spodobała. Zaproponowano mi, żebym podesłał własną twórczość. Otworzyłem więc szufladę i zacząłem wyciągać stare utwory, nagrywając je na nowo w formie demo. Wysłałem piętnaście czy dwadzieścia nagrań, i zdecydowano się podpisać ze mną kontrakt.

To było już po sukcesie w programie „Droga do Gwiazd”?

Ten program był w 2002 roku, a ja wydałem płytę dla Universal Music Polska 10 lat później. Wcześniej jeszcze inna duża firma fonograficzna interesowała się moimi utworami, ale nie miała na mnie pomysłu. Z Universal Music Polska było zupełnie inaczej. Miałem już swój repertuar i producent zajął się tylko zaaranżowaniem materiału, zaangażowaniem muzyków, znalezieniem odpowiedniego studia… Młodzi muzycy muszą wiedzieć, że jeżeli nie mają pomysłu na siebie i czegoś swojego do zaproponowania firmie fonograficznej, nikt za nich tego nie zrobi. Chyba, że wystarczą im produkcje na niskim, sezonowym poziomie, ot taki przebój na lato, czy kilka skocznych kawałków nagranych przez producenta czy didżeja z młodą dziewczyną.

Proponujesz odbiorcom gatunki i style muzyczne, które nie są popularne w Polsce. Jazz, odmiany bossa novy, soul. Jak reaguje publiczność na Twoich koncertach?

Wśród moich słuchaczy są także młode osoby. Nie jest ich wiele, ale jest to dojrzała muzycznie publiczność, która wie, czego chce. Moja muzyka jest wynikiem różnych doświadczeń, ale to szczery, naturalny przekaz.

fot. Mateusz Wolski

W 2006 roku wygrałeś Międzynarodowe Spotkania Wokalistów Jazzowych w Zamościu i tam miałeś okazję spotkać wielu improwizujących muzyków. To chyba także był przełom w Twojej twórczości?

Udział w tego typu imprezach otwiera wiele możliwości i stwarza okazje do kontaktów z ludźmi. Zacząłem rozmawiać i muzykować z osobami, o których mogłem wcześniej tylko poczytać w gazetach. Dziś gram ze znakomitymi artystami.

Wybierając gatunek muzyczny, nie kierowałem się  koniunkturalnymi pobudkami. Nie myślałem, że może zrobię coś, czego jest mało, to ktoś się tym zainteresuje.  Doszedłem do wniosku, że lepiej mieć oddanych odbiorców, którzy czekają na każdą twoją kolejną płytę, niż liczbę słuchaczy sztucznie napędzanych w Internecie. Wiem, że to da się zrobić. Zafałszować liczbę odsłon i zwiększyć popularność  jakiegoś artysty. Niektóre strony tak działają. Twórczość powinna być jak budowa domu na solidnych fundamentach. A ja tylko taki chcę postawić.

Przeżyłem już tak dużo różnych sytuacji, że niewiele rzeczy jest mnie w stanie zaskoczyć w tej branży. Nie frustruje mnie to, że ktoś mnie nie docenia, czy nie podoba mu się to, co robię. To mnie już nie dotyczy. Wracając do analogii z domem – dzisiaj często buduje się, zaczynając od dachu, bo ważny jest wygląd. Młodym ludziom wydaje się, że wzięcie udziału w talent-show, gdzie jurorzy powiedzą: „Jesteś świetny, co ty tu jeszcze robisz?” jest przepustką do sławy. Wracają potem do domu, czekając aż ktoś do nich zadzwoni. Zainteresowanie szybko mija, bo program został wyprodukowany i są nowi wykonawcy, których się chwali przed kamerą. Liczy się oglądalność.

Pierwsza płyta „Czuła gra” była dla Ciebie na pewno wydarzeniem. Profesjonalne studio i muzycy,  a wśród nich Krzysztof Herdzin, Marek Napiórkowski. Ale także owocna współpraca z Tomaszem Kordeuszem, który napisał teksty na ten album. „Kofeina” i tytułowa „Czuła Gra” to znakomite singlowe utwory. Jak wspominasz tamten czas?

To było dla mnie duże przeżycie. Zostałem wrzucony na głęboką wodę. Kiedy podpisałem kontrakt z Universal Music Polska, otworzyła się kolejna furtka. Zacząłem nagrywać z profesjonalistami. Jeśli chodzi o Tomka Kordeusza, który napisał wszystkie teksty, znamy się bardzo długo, jeszcze z lat 80., kiedy braliśmy udział w różnego rodzaju konkursach, on starachowickich, ja koneckich. I po wielu latach los nas znowu połączył. Wynikiem tych spotkań są dwie płyty z jego tekstami – „Czuła gra” i „PS”. Po pierwszym krążku wyciągnąłem jednak wnioski. Mnie także stać na wyprodukowanie albumu. To dlatego przy drugim projekcie miałem większy wpływ na to, co i jak brzmi. Natomiast przy „Czułej grze” miałem większy komfort pracy. Po prostu pojechałem na kilka dni nagrać wokale i całą resztą zajął się Krzysztof Herdzin, który odpowiadał za brzmienie.

Na albumie „PS” można usłyszeć także dwie piosenki śpiewane w duecie z Gordonem Haskellem, kiedyś muzykiem King Crimson, potem twórcą wielkiego przeboju „How Wonderful You Are”. Jak doszło do tego spotkania?

To był pomysł mojego współproducenta Pawła Twardocha, perkusisty, który również zagrał na tej płycie. W jednej z rozmów wspomniał o duecie i podsunął nazwisko Gordona Haskella. O pomoc w dotarciu do muzyka poprosiliśmy Romana Rogowieckiego, znanego dziennikarza muzycznego. Udało się porozmawiać z muzykiem po jednym z jego występów. Wręczyłem mu płytę demo, mówiąc: „Gordon, nie oczekuję od Ciebie deklaracji, że zgodzisz się zaśpiewać na tej płycie. Posłuchaj i daj mi odpowiedź, kiedy będziesz mógł”. Odezwał się po miesiącu. Powiedział, że płyta mu się podoba. I że chciałby nagrać nie jeden, ale dwa duety. Zaproponowałem mu napisanie tekstów do tych utworów. I tu napotkaliśmy pewną trudność. Wytwórnia Universal Music Polska uznała, że lepiej będzie, gdy Gordon zaśpiewa po angielsku, a ja po polsku. Tomek Kordeusz musiał się z tym zmierzyć… Gordon napisał całość po angielsku, trzeba to było przetłumaczyć i tak wstrzelić się z polskim tekstem, żeby to było spójne. Udało się zarejestrować całość i tak dobrać słowa, by utwory mogły się podobać.

fot. Piotr Tarasewicz

To zresztą nie jedyny duet w Twojej twórczości. Piosenkę „I tak od lat” nagrałeś z Robertem Janowskim. To opowieść o spotkaniu po latach dwóch kumpli. Panowie mają już trochę siwych włosów i pewien bagaż doświadczeń życiowych za sobą. Mało jest utworów w polskiej muzyce rozrywkowej, które byłyby tak zgrabnie napisane dla dwóch męskich głosów.

To był jednorazowy projekt. Miałem kiedyś managera Tomasza Konfederaka. To znany człowiek w branży muzycznej, który wypromował w Polsce wiele gwiazd. To on właściwie wpadł na pomysł wspólnego nagrania z Robertem Janowskim, którego zresztą poznałem bliżej przy produkcji programu „Jaka to melodia?”, gdzie parę razy występowałem. Tak naprawdę jednak znałem Roberta jeszcze z lat 80., spotykaliśmy się wówczas na różnych konkursach piosenki. On występował wtedy z zespołem Sekcja Z, a ja śpiewałem w formacji Trzeci Kamień od Słońca. Kiedy Tomek Konfederak zaproponował wspólne nagranie, zadzwoniłem do Roberta, a on się zgodził. Ten utwór traktuję jako miłą muzyczną przygodę.

Pracujesz nad kolejnym albumem? Kiedy możemy spodziewać się nowej płyty i jacy artyści obecnie Cię inspirują?

Mój kontrakt z Universalem opiewa na wydanie trzech albumów. Dwa mam za sobą. Trzeci jest w trakcie tworzenia. Ale nie chcę tego robić na siłę. Gromadzę piosenki powoli i czekam na zielone światło na wydanie materiału. Na pewno muzycznie będą to utwory zbliżone do moich poprzednich płyt. W tym roku powinienem zamknąć całość, a krążek wydać w przyszłym. Coraz bardziej jestem zafascynowany muzykami jazzowymi i okołojazzowymi. Kimś takim jak Gregory Porter czy Kevin Mahogany, który niestety zmarł w ubiegłym roku.

A Kurt Elling?

Znam i lubię go, choć preferuję bardziej melodyjny jazz, który prezentuje raczej Porter. Kurt lubi czasem odlecieć w dziwne muzyczne kierunki, ale doceniam to, co robi. Świat muzyczny pędzi bardzo szybko. I często zastanawiam się, ilu jest kapitalnych wokalistów i artystów, o których nigdy nie usłyszę, bo po prostu braknie mi na nich czasu.

Życzę Ci dalszych sukcesów i dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Rozmawiał: Michał Sierlecki
Zdjęcia: Piotr Tarasewicz, Tomasz Kordeusz

 

Piotra Salata – muzyk jazzowy. W 2002 roku wygrał, cieszący się wówczas dużą popularnością, muzyczny program TVN „Droga do Gwiazd”. Cztery lata później dołożył do tego sukces na prestiżowych Międzynarodowych Spotkaniach Wokalistów Jazzowych w Zamościu. W wytwórni Universal Music Polska wydał dotychczas dwa albumy – „Czułą grę” i „PS”. Współpracuje z czołowymi polskimi muzykami.

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close