Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Barcelona ma dzieła Gaudiego. Dessau chwali się dokonaniami mistrzów Bauhausu. Ryga – kamienicami tworzonymi m.in. przez Michaiła Eisensteina. A Austria? Też ma swojego wizjonera. To Friedensreich Hundertwasser. Dziś wyruszamy w podróż właśnie jego śladami. Nie tylko po Wiedniu.

Historyczne centrum, kościoły, secesja, gmachy stojące przy Ringu, rezydencje, muzea… Wiedeń można zwiedzać na wiele sposobów i wieloma trasami. Również tropiąc inkrustacje w tkankę miejską, jakie wykreował Friedensreich Hundertwasser. Pod takim właśnie pseudonimem znany jest w całym świecie Friedrich Stowasser: wizjoner, malarz, architekt, antyglobalista, ekolog, filozof…

Dom pełen zieleni

Najsłynniejszym dziełem artysty pozostaje Hundertwasserhaus. Stojący na rogu wąskich, wiedeńskich ulic Löwengasse i Kegelgasse przyciąga turystów z całego świata. Zbudowany w latach 80. – oddany do użytku w 1985 roku – dom powstał jako… blok komunalny. Patrząc na zdjęcie satelitarne Wiednia widać tu nie dach, ale porośniętą zielenią działkę. Hundertwasser przywracał bowiem miastu zieleń. Łączył ją ze swoją architekturą, twórczo przekształcając przestrzeń. W efekcie powstawały budynki będące z jednej strony miejscem do mieszkania, z drugiej do odpoczynku. Oddawał je w panowanie naturze. Dziś, stojąc przed kamienicą, widzimy rosnące na dachach, tarasach i balkonach drzewa oraz krzewy. W połączeniu z odważną kolorystyką i detalem tworzą jedyne w swoim rodzaju elewacje. Elewacje, na które wystarczy spojrzeć, by wiedzieć, kto je stworzył.

W Domu Hundertwassera (bo tak można przełożyć na język polski tę nazwę) zdarza się wszystko. Krzywe linie, barwne plamy na fasadzie, szlaczki z kawałków glazury, kulki a nawet… niewielkie figurki lwów od strony Löwengasse (nazwa przecież zobowiązuje). Do tego okna z różnych bajek i pofalowana nawierzchnia chodnika. No i jeszcze ceramiczne, pękate kolumny – kolejny element charakterystyczny w realizacjach artysty.

Zaskoczeniem jest, że budynek dobrze wpisuje się w sąsiednią zabudowę. A trzy pozostałe narożniki to klasyczne do bólu kamienice. Z boniowaniami, eleganckimi obramowaniami okien, maskami na fasadzie. O dziwo budynek Hundertwassera nie gryzie się z nimi. Odcina się, ale nie gryzie. Jak to możliwe? To już sekret mistrza.

Nie tylko Hundertwasserhaus

Opuszczenie tej części Wiednia po obejrzeniu Domu Hundertwassera byłoby poważnym błędem. Przy Kegelgasse, między istniejącą zabudową, na początku lat 90. XX wieku powstała niecodzienna tzw. Wioska Hundertwassera. Przekroczywszy jej próg, znajdziemy się w miejscu, przywołującym klimat małej wioski z odległych krajów arabskich. Ten kolor cegieł oraz wszędobylska zieleń! Dziś działają tu małe sklepiki m.in. z pamiątkami oraz kawiarnia. Warto nie spiesząc się, przysiąść na kawę i rozsmakować się w bajecznej atmosferze tego miejsca.

A później możemy ruszyć dalej, na pobliską ulicę Untere Weißgerberstraße, gdzie znajduje się kolejne, godne zobaczenia dzieło. To KunstHausWien. Zaskakujący, bo zgoła odmienny niż Dom i Wioska. Już nie wielobarwny i rozkrzyczany, ale stonowany (o ile w przypadku Hundertwassera można mówić o stonowaniu), utrzymany głównie w czerni i bieli! Z tej szachownicy – fakt, nieregularnej, ale jednak szachownicy – wybijają się jedynie kolorowe ramy okien oraz kilka pękatych kolumn.

KunstHausWien – powstał na bazie starej fabryki mebli – dziś mieści Muzeum Hundertwassera. Można obejrzeć w nim prace malarskie wizjonera, grafiki oraz zrozumieć, czy się kierował, kreując swe budynki. Dla fanów szalonego Austriaka miejsce obowiązkowe!

Na obrzeżach i na trasie

Gdyby zapytać turystów, czy chcieliby obejrzeć spalarnię odpadów, pewnie niejeden z nich popukałby się w głowę. W Wiedniu pytanie to ma jednak uzasadnione drugie dno. Otóż za spalarnię z dzielnicy Spittelau na przełomie lat 80. i 90. wziął się nie kto inny, a właśnie Hundertwasser. Dzięki temu północna część miasta otrzymała obiekt, który pojawia się właściwie w każdym przewodniku po Wiedniu. (Dojazd nie sprawia kłopotów. Wystarczy wsiąść do wagoników metra i dojechać na stację Spittelau; spalarnia stoi tuż obok).

Wychodząc ze stacji metra od razu widzimy strzelający w niebo komin ze złotą kulą. Złote kule – już mniejsze – powtarzają się na narożnikach budowli. A na fasadach jest to, za co Hundertwassera wszyscy lubią. Kolor, krzywe linie, okna. Jednak nie wykonane z tynku i ceramiki, ale namalowane na fasadzie z blachy. Ceramika pojawia się tylko na murowanych fragmentach budowli komunalnej.

Całość z daleka wygląda jak z bajki. Czasami spalarnia jest porównywana do orientalnych budowli wyjętych z „Baśni z tysiąca i jednej nocy”. Porównanie to wprawdzie nieco na wyrost, ale nie zmienia faktu, że Wiedeń spalarnią chwali się. I słusznie.

Chwalić Hundertwasserem mogłaby się też podwiedeńska miejscowość Bad Fischau. Tu artysta zaprojektował miejsce odpoczynku dla kierowców przy autostradzie wiodącej ze stolicy w stronę Grazu. Pytanie tylko, czy sam Hundertwasser byłby zadowolony z dzisiejszego wyglądu tego miejsca? Jego pawilon restauracyjny zajmuje obecnie… lokal sieci McDonald’s. Ot, żart historii. W dziele ekologa ulokowała się jedna z największych sieci na naszym globie…

Coś dla ducha i dla ciała

Prawdziwy rozmach Hundertwasser mógł pokazać w miejscowości Bad Blumau na południu Austrii, w Styrii. Dostał zlecenie, by zaprojektować tu kompleks wypoczynkowy składający się z budynków hotelowych, gastronomicznych a także basenów pod dachem i na wolnym powietrzu. Obiekt zrealizowano w połowie lat 90. XX wieku.

A autor zastosował tu wszystkie swoje patenty. Przed wejściem wita gości pękata kolumnada. Dookoła kolorowych okien nie brakuje okładzin ceramicznych. Fasady dzielą na części rzędy starych dachówek (to jeszcze jeden pomysł, z którego chętnie korzystał w swoich realizacjach). Nad dachami wznoszą się złote kopułki lub charakterystyczne wieżyczki. Na dachach budynków hotelowych – które zdają się wyrastać spod ziemi – oczywiście ta sama zieleń, co na pobliskich łąkach. Kompleks od razu stał się sensacją. Do tej pory nikt tak nie projektował kurortów.

Nikt nie przerabiał też kościołów tak, jak Hundertwasser uczynił to w miejscowości Bärnbach pod Grazem. Typową, nie rzucającą się w oczy świątynię postanowił odmienić w drugiej połowie lat 80. I znów zaszalał. Na wieżę zegarową nałożył złotą kopułę, jednoznacznie kojarzącą się przecież nie z kościołem, ale z cerkwią! Fasady udekorował błękitną ceramiką oraz motywami biblijnymi. Ale największą konsternację wywołały bramy… z symbolami religii świata. Symbolami, wśród których obok yin yang czy gwiazdy Dawida pojawia się też swastyka, uznawana przez hindusów za symbol szczęścia. Na terenie Austrii było to dość odważne posunięcie.

Nie tylko Austria

Dzieł słynnego Austriaka można poszukać również poza granicami jego ojczyzny. Projektował w Japonii, Stanach Zjednoczonych, Izraelu, Szwajcarii, a nawet toaletę publiczną w Nowej Zelandii. Popularny jest też w Niemczech. Jego realizacje można spotkać np. we Frankfurcie, Darmstadt czy Uelzen.

Podróżując po wschodniej części Niemiec zajrzeć można do Wittenbergi. Hundertwaseer zadziałał także w mieście, w którym Marcin Luter przed 500 laty przybił swe tezy do drzwi kościoła zamkowego. Austriak zaprojektował Luther-Melanchthon-Gymnasium, stojące na osiedlu bloków z wielkiej płyty.

Z kolei w centrum Magdeburga – znanego z romańskich i gotyckich kościołów – zrealizowano inny z jego projektów. To tzw. Zielona Cytadela, budynek, który w rzeczywistości jest… różowy. Ot, jeszcze jeden dowód na to, że architekturę – nawet wśród zabytków – można traktować z przymrużeniem oka.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Kłopotowski

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close