Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


– Szpion? – pyta mnie pogranicznik Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej.

Zaczyna się nieźle, skoro pierwsze pytanie, jakie dostaję na granicy między Ukrainą a Naddniestrzem brzmi, czy jestem szpiegiem? Pewnie, że jestem.

– Żurnalist? – próbuje dalej.

Jasne. Dziennikarz. Już się przyznaję. I co jeszcze.

– To kto? – pyta po raz trzeci.

– Turysta – odpowiadam mu. – Po prostu turysta.

Wydaje się, że rozwiałem jego wątpliwości. Wątpliwości, których pewnie nie miał, ale chciał pokazać, że to on jest od zadawania pytań. Bierze paszport, spisuje z niego dane. Po chwili dostaję dokument z powrotem. I kwitek z godziną, do której muszę opuścić terytorium jego „państwa”. To quasi-wiza. Świstek papieru nie większy niż złożona na cztery chusteczka do nosa. Chowam go głęboko do torby, by nie daj Boże się nie zawieruszył. Oddać trzeba przy wyjeździe. W paszporcie mam tylko stempel, że opuściłem Ukrainę. Pieczątki, że wjechałem do kolejnego kraju już nie… Dziwne? Nie do końca. Przecież ten kraj formalnie nie istnieje.

***

Naddniestrze. Jedno z quasi-państw. Wąski pasek na wschodzie Mołdawii. Długi na około 200 kilometrów. Szeroki na kilkanaście. Na wschodzie Ukraina. Na zachodzie majestatyczny, przepływający wolno Dniestr. Za nim Mołdawia. Właściwa. Teoretycznie Naddniestrze również jest częścią Mołdawii. W praktyce władze z Kiszyniowa nie sprawują nad tym terytorium żadnej władzy. Nie mają kontroli nad grupą około pół miliona swoich obywateli…

Naddniestrze jest na rękę Rosji. Dopóki Mołdawia nie ma nad nim kontroli, nie ma co myśleć o zrealizowaniu swych aspiracji związanych z integracją europejską. To dokładnie taka sama sytuacja, jak z Abchazją czy Osetią Południową na terenie Gruzji. Albo Krymem, Doniecką Republiką Ludową oraz Ługańską Republiką Ludową na Ukrainie. Z tym, że one są bardziej „egzotyczne” z innych powodów. Z racji położenia gdzieś pod Kaukazem czy faktu, że na Krym za bardzo nie wjedziemy, zaś wschodnia Ukraina to obszar działań wojennych. W tym kontekście Naddniestrzu najbliżej jest do Tureckiej Republiki Cypru Północnego. Tam też można wjechać, pozwiedzać, a później wrócić na właściwą stronę Cypru. Tą, która jest częścią Unii  Europejskiej.

***

Naddniestrze ma swoją flagę i godło. Flagę tworzą trzy poziome pasy: czerwony, zielony i czerwony. W rogu najwyższego znajdują się… sierp i młot. Identyczną flagą w czasach ZSRR posługiwała się Mołdawia. Postsowieckie – lekko tylko zmodyfikowane – jest też godło. Zamiast hasła „Proletariusze wszystkich krajów łączcie się” widnieją na nim napisy – w mołdawskim, ukraińskim i rosyjskim – Naddniestrzańska Republika Mołdawska.

Z tym mołdawskim też jest ciekawa sytuacja. To de facto rumuński. W Naddniestrzu zapisywany jest… cyrylicą. Ot, jeszcze jedna pozostałość po minionej epoce. Ukraiński i rosyjski też nie pojawiają się tu przypadkowo. W teorii w Naddniestrzu oficjalne są trzy języki: mołdawski, rosyjski i ukraiński. Pełna zgoda, bo skoro Mołdawianie, Rosjanie i Ukraińcy stanowią po jednej trzeciej mieszkańców quasi-państwa, powinni mieć równe quasi-prawa. W praktyce wszędzie króluje rosyjski. Po rosyjsku śpiewany jest też hymn, który sławi przyjaźń między narodami, piękno quasi-kraju i wspomina tych, którzy zginęli za ojczyznę. Walcząc z Mołdawią.

 

***

Naddniestrze ma własną, oficjalną historię. Inną niż Mołdawia, której fragment stanowi. Tu bohaterami są ci, którzy w latach 90. stanęli przeciwko złym Mołdawianom, którzy – po wyjściu ze Związku Radzieckiego i ogłoszeniu niepodległości – chcieli zdradzić radzieckie ideały i myślenie o świecie. Chcieli połączenia z Rumunią, a później wejścia do Unii Europejskiej. By zapobiec „katastrofie” – jak oceniają ją w Naddniestrzu – w 1990 roku w Tyraspolu też ogłoszono niepodległość. Od tamtego czasu historia rozjeżdża się. Po obu stronach Dniestru inaczej patrzy się na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.

Trudno jednak być mieszkańcem państwa, którego nikt nie uznaje. Quasi-obywatele quasi-państwa siłą rzeczy, by wyjechać za granicę, muszą wyciągnąć z kieszeni paszport… Mołdawii. Paszport Naddniestrza nic nie znaczy. Chcą go oglądać tylko aktorzy z jednej strony granicy – pogranicznicy naddniestrzańscy. Quasi-państwo ma też quasi-telefonię komórkową. W praktyce wszyscy łapią albo sieć ukraińską, albo mołdawską. O quasi-niepodległości świadczą tylko rejestracje samochodów, na których umieszczono barwy z flagi Naddniestrza.

***

Naddniestrze ma własną walutę. Ruble naddniestrzańskie wypuszcza Narodowy Bank Naddniestrza. Banknoty wyglądają jak pieniądze z Monopoly. Na większości widnieje ta sama twarz – Aleksandra Wasijlewicza Suworowa. Wodza naczelnego armii Imperium, generalissimusa rosyjskiego, marszałka polnego Austrii. W Polsce znany jest jako ten, który walczył z konfederatami barskimi, a w trakcie insurekcji kościuszkowskiej dokonał m.in. rzezi Pragi. W Naddniestrzu to bohater. Zakładał jego dzisiejszą stolicę – Tyraspol.

Naddniestrze ma też bilon. Kopiejki i najmniejsze nominały rubli wybiła… polska Mennica Państwowa. Takie faux pas. Wprawiliśmy tym w zdziwienie Mołdawię. Był to dla niej cios poniżej pasa. Wreszcie ma Naddniestrze pieniądze z plastiku. Jeden rubel jest okrągły. Trzy(!) ruble mają kształt czworoboku. Pięciorublówka – pięcioboku. Wreszcie dziesięć rubli – sześcioboku. W praktyce w sklepach plastików nie uświadczymy. Sprzedawane są jednak jako pamiątki. Naddniestrzańskie ruble nie mają międzynarodowego skrótu bo i nikt rubli z Naddniestrza nie respektuje. Quasi-państwo ma więc quasi-walutę…

Jest z tym trochę problemów. Płacić bowiem trzeba oficjalną walutą. Euro, dolary, ukraińskie hrywny czy mołdawskie leje nie wchodzą w grę. Również polska karta bankomatowa w Naddniestrzu jest nieprzydatna. Bo skoro waluta nie jest uznawana, skoro nie ma oficjalnego przelicznika, żaden bank nie byłby w stanie przewalutować operacji z Tyraspola. Proste.

***

Stolica Naddniestrza ma swoje atrakcje. Zaznaczone są na turystycznym planiku miasta.

– Tu mamy pomnik Suworowa. Tu stoi czołg. Tu mały pomnik Lenina, a tu duży pomnik Lenina – wskazuje mi najważniejsze miejsca w stolicy pracownica oficjalnego, naddniestrzańskiego punktu informacji turystycznej, położonego niedaleko dworców.

Mały Lenin to popiersie wodza rewolucji stojące przed dawnym Domem Sowietów – dziś to siedziba magistratu. Z kolei duży Lenin rzeczywiście jest duży. To już pełna figura, ustawiona na wysokim postumencie przed gmachem rządowym. Mały stoi na wschodzie centrum, duży na zachodzie. Obaj spoglądają na południe. Między nimi znajduje się generał Suworow. Jego konny pomnik odwzorowano na banknocie 25-rublowym. Kto lubi historię, może rzucić okiem na mizerną twierdzę. Albo zajrzeć do jednego z lokalnych muzeów. Dla większości turystów wystarcza jednak sam fakt postawienia nogi na nieuznawanym przez nikogo – poza Abchazją i Osetią Południową – „niepodległym” terytorium.

***

Z Naddniestrza można oczywiście przywieźć suweniry. Quasi-państwo oferuje okolicznościowe magnesy, dostępne w informacji turystycznej. Na nich oczywiście nie może zabraknąć pomnika Aleksandra Suworowa. Inne utrzymane są w oficjalnej czerwono-zielono-czerwonej estetyce. Są też wzorowane na czasach ZSRR gadżety. Czy są produkowane na serio? Czy ktoś ze sprzedawców traktuje je na serio? Czy jest to może element popkultury? Jak w litewskim Grutas Parku pod Druskienikami, gdzie w jednym miejscu zebrano sowieckie pomniki i gdzie w sklepiku można kupić zapałki ze Stalinem, koszulki z Leninem czy kieliszki z sierpem i młotem? W Naddniestrzu trudno orzec.

W tego typu miejscach rozmów o polityce lepiej unikać. Przecież wypadałoby stąd jeszcze wyjechać… A na granicy może pełnić służbę ten od „szpiona”. Zamiast tego lepiej udać się do wytwórni Kvint i kupić butelkę koniaku. Koniak to przecież też jeden z symboli tego quasi-państwa. Z tym, że trunek ten nie jest już quasi-trunkiem.

***

Czy warto wybrać się do Naddniestrza? Będąc w okolicy z pewnością tak. Tyraspol (plus ewentualnie Bendery) to dobry pomysł na jednodniową wycieczkę z mołdawskiej stolicy – Kiszyniowa. Można też przyjechać tu – jak ja – na dzień z Odessy. I w jednym, i drugim przypadku z pomocą przychodzą niezawodne marszrutki, czyli niewielkie busiki zabierające „na pokład” po kilkanaście osób.

Czy Naddniestrze ma szczególne atrakcje? Nie ma. Nie o nie jednak w tym przypadku chodzi. Ważniejsze są doznania. Ważniejsza jest świadomość, że stąpamy po ziemi, która tak naprawdę nie wiadomo do kogo należy. Świadomość, że jesteśmy w Nibylandii. Nibylandii, w której pewnie kiedyś zajdą zmiany. W którą stronę? Tego nie przewidzi nikt…

Tekst i zdjęcia Andrzej Kłopotowski

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close