Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


O ciężkiej pracy, marzeniach, pokorze, milionie odsłon w serwisie YouTube i tico, którym jeździ Wiesiek rozmawiamy z kabaretem Czwarta Fala.

Gdy powiedziałam mojemu dwunastoletniemu synowi, że idę na wywiad z Czwartą Falą, zareagował z ożywieniem: „Ooo! Znam ich! To są ci youtuberzy!”. Jesteście youtuberami?

Mateusz Lewkowicz: Jesteśmy kabaretem działającym na YouTubie, nie youtuberami. Od korzeni, od podstaw i  od lat tworzymy kabaret.

Damian Lebieda: Działamy na rynku kabaretowym już 10 lat – poznaliśmy się , gdy byłem w kabarecie Jamha, Mateusz – w Pocisne. Złapaliśmy ze sobą dobry kontakt podczas przeglądu kabaretowego i, kiedy nasze macierzyste grupy zaczęły się lekko chwiać, zdecydowaliśmy się na wspólne działanie.

Ale macie świadomość, że takie jest pierwsze skojarzenie z Czwartą Falą?

M: To nasze środowisko naturalne, odnaleźliśmy się na YouTubie. I dobrze nam z tym. Traktujemy serwis jako dobrą platformę, skuteczny kanał, którym docieramy z naszą twórczością do odbiorcy. Równolegle występujemy na scenie i tę formę kontaktu z publicznością cenimy sobie ogromnie.

D: Mamy program sceniczny: kabaretowy i muzyczny. To ważna część nas, naszej działalności.

M: Zdawaliśmy sobie sprawę, że chcąc zaistnieć w szerszej świadomości, trzeba wejść do Internetu. Czułem, że będziemy umieli do tego odpowiednio podejść. Pierwsze próby to wspólny kanał z Maćkiem „Kantonem” z Letniego Chamskiego Podrywu –„Kanton i Czwarta Fala”. Wciąż można go w internetowych czeluściach odnaleźć.

D: Można powiedzieć, że jeszcze nie było YouTube’a, a my już tam byliśmy.

M: Początkowo robiliśmy to z wielkim zapałem, potem trochę odpuściliśmy. To był 2014 i 2015 rok – i tak naprawdę mało kto wie, że nasza droga do popularności hitu „Wieśka tico” była ciężka, długa i wyboista. To tylko tak wygląda, że jacyś goście wpadli sobie, ot tak, na fajny pomysł – nagrali, wpuścili do Internetu i – mówiąc potocznie – zażarło. To się tak nie dzieje. Każdy filmik na YouTubie to setki, jeśli nie tysiące nagrań, prób, pomysłów, poprawek… Od 2015 roku pracowaliśmy na obecny boom.

„Wieśka tico” było przełomem…

D: No tak. Ten film ma więcej wyświetleń niż Polska mieszkańców – totalne szaleństwo. Założyliśmy sobie, że jeśli do końca czerwca 2017 roku nie zrobimy czegoś, co będzie przełomem, taką sprężyną, która nas wybije, to nie zrobimy tego już pewnie nigdy.

M: To była szybka akcja. Pamiętam, że byliśmy akurat pod Chęcinami, na stacji benzynowej. Poszedłem po wodę, wracam do samochodu, a Damian popatrzył na mnie i mówi: Wieśka tico… Odpowiedziałem: „Stary, to jest to! To będzie petarda”. I napisał tekst po występie w Legnicy, praktycznie od ręki. Poprawiał go jeszcze w drodze powrotnej i… poszło. To było na takim speedzie, że dziś wydaje mi się to niewiarygodne.

D: To samo było z teledyskiem. Mamy i takie, których przygotowanie zajmuje nam dużo czasu, jak np. do piosenki „Drogi król”: dopracowany, opracowany i przepracowany w każdym calu. Plener, ujęcia, montaż – wszystko jest dopieszczone. W przypadku „Wieśka tico” chcieliśmy to maksymalnie uprościć.

M: Daliśmy ogłoszenie na Facebooku, że szukamy dwóch dziewczyn do teledysku. Zgłosiły się Agnieszka z Anetą, z którymi wciąż współpracujemy. Poszliśmy na żywioł, nagrywając w Opatowie, na jakimś placu i przed garażem u Damiana. To nam uświadomiło, że prostymi efektami, bez napinki,  też można osiągnąć świetne efekty.

D: To chyba nawet bardziej prawdziwe, naturalne, od razu trafiające do odbiorcy. Sądzę, że gdybyśmy przekombinowali ten teledysk, to nic by z tego nie było. Jest taki, jak cały Wiesiek – prosty.

Luis Fonsi widział „Wieśka tico”?

M: Hahahaha. Może i widział, trzeba by go spytać. My mu nie wysyłaliśmy…

No to może warto?

D: Na pewno widział. Tylko się nie przyznaje.

M: Niedawno widzieliśmy się ze Sławomirem i mówił, że chciał z Fonsi pogadać w Zakopanem i pokazać mu naszego Wieśka, ale uznał, że jednak jest niegodny.

W komentarzach pod Waszymi filmami na YouTubie można znaleźć opinię, że gwiazdy, których piosenki wybieracie i przerabiacie, powinny czuć się zaszczycone.

M: To miłe, że ludzie tak sądzą, dla nas jednak nie jest to aż tak oczywiste.

Nagrywacie z wieloma znanymi osobami – jak to działa? Wykonawcy sami się do was zgłaszają?  Czy Wy o nich zabiegacie?

M: Nie jesteśmy na etapie odbierania telefonów i mówienia „Nie, z Tobą to nie… Może z nim…”.

D: Znając nasze charaktery i podejście do życia – nigdy nie będziemy.

M: Środowisko YouTube’a jest specyficzne, ale bardzo ciekawe. To są często zwyczajni ludzie, którzy zaczęli od nagrywania prostych filmów i wrzucania ich do sieci. Lubimy Chwytaka – to pozytywny, skromny człowiek, z dużym dystansem do siebie. Podziwiamy Sławomira. Nie było okazji, by się bliżej poznać, natomiast kontakt, który mieliśmy przekonał nas, że on jest kompletnym artystą. Z pomysłem na siebie, skutecznym  i konsekwentnym. Wykreował genialną postać. Jest bezwarunkową gwiazdą polskiego Internetu, a przy tym niesamowicie skromy, życzliwy. Nie uderza mu do głowy tzw. sodówka. Zawsze zapyta co słychać, powie coś miłego. To jest naprawdę wzór do naśladowania dla każdego, zaczynającego dopiero swoją artystyczną przygodę, młodego twórcy.

D: Świetnie nam się współpracuje z Letnim Chamskim Podrywem i Cyber Marianem. Ten ostatni to pozytywny i życzliwy człowiek. Internet to dość specyficzny środek, nie tylko przekazu treści, ale i formy kontaktowania się z publicznością. Nie jesteśmy dla siebie konkurencją czy zagrożeniem – ktoś obejrzy nas, przejdzie na kanał Cyber Mariana, stamtąd do Sławomira, do Letniego Chamskiego Podrywu… To tak działa, jesteśmy jak naczynia połączone.

M: Te znajomości przenoszą się też często na płaszczyznę prywatną. Spotykamy się ot tak, na piwo, pogadać. Nie da się ukryć, że pojawia się oczywiście element rywalizacji – to jest w końcu nasza praca – ale nie jest to tak jaskrawe, jak często bywa poza Internetem. Nie ma takiego ciśnienia.

Macie świetne wokalistki. To, co zrobiła Maja w „Zaspanej” to absolutny majstersztyk. Gdzie ją znaleźliście?

M: Maję… Hmmm… Skąd my znamy Maję…

No wiesz… Chyba, że to tajemnica i nie możesz o tym publicznie mówić…

M: Hahaha. No nie, nic z tym rzeczy… Zacznijmy od tego, że współpracujemy z Domem Kultury Zameczek i tam działa świetny człowiek – Artur Telus – nasz serdeczny przyjaciel i producent, odpowiadający za wszystkie nasze aranże. Maja była jego uczennicą… I tak poszło. Mam naprawdę wysoko ustawioną poprzeczkę, jeśli chodzi o wokale… Jestem audiofilem, chcę, żeby wszystko brzmiało perfekcyjnie. Sądzę, że to nas wyróżnia spośród innych zespołów robiących parodie piosenek.

D: Nasze aranże też są zawsze dopracowane, nie ma tu miejsca na przypadek. Każdy dźwięk musi być czysty, musi się idealnie zgadzać. Podziwiamy Artura za mrówczą pracę, potrafi w dźwiękach, barwach, nutach dłubać do upadłego aż uzna, że jest absolutnie idealnie.

Z tego co mówicie, wynika, że macie wyraźny podział ról…

M: Damian jest tekściarzem – z powołania, nadania, urodzenia… Ma do tego dar, wychodzi mu to fenomenalnie. Praktycznie się nie wtrącam. Czasem mu tylko pomagam, poprawiając go rytmicznie, by wpisywał się idealnie w melodię, rytm. On dba o cała otoczkę humorystyczną, o sens, puentę.

D: Ja piszę, a Mateusz robi całą resztę (śmiech).

Trzy lata temu powiedzieliście w jednym z wywiadów, że powoli udaje Wam się osiągać to, o czym marzyliście. I że chcielibyście wystąpić na sali, gdzie oglądać Was będzie pięćset osób. Ile osób było na Waszym ostatnim występie?

M: 4000…

O czym zatem teraz marzycie? 

M: Hmmm… Musimy sobie wyżej zawiesić poprzeczkę.

Jesteście niekwestionowanym numerem jeden, jeśli chodzi o kabareciarzy na YouTubie. Występujecie ze Sławomirem, macie świetne wokalistki i sto milionów odsłon Waszych hitów…

D: Mamy świadomość, że gros ludzi kojarzy nas od czerwca ubiegłego roku, myśląc „o jakieś chłopaczki wrzucili śmieszną piosenkę na YouTubie i już są gwiazdami…”. A ile my się zjeździliśmy po całej Polsce, występując za darmo, często dokładając do tego, tylko po to, by się pokazać, zaistnieć. Ile trzeba na to siły, cierpliwości, pokory…

M: Lubię rozmawiać z twórcami, którzy nie osiągnęli sukcesu z dnia na dzień, nie mają na swoim koncie spektakularnej wygranej w talent show lub mieli po prostu farta, ale z takimi, co zawdzięczają swoją pozycję uporowi i konsekwencji w działaniu. I to widać w podejściu do życia, do tzw. sławy, w tym, jak traktują innych. To szkoła życia, inna wartość. Pamiętam, gdy na naszych występach było 10 osób, dziś regularnie wyprzedajemy całą salę. Jak mówi O.S.T.R – recepta na sukces jest prosta – to ciężka praca zaprawiona wiarą w siebie. I tyle.

D: Warto cały czas próbować, pracować, tworzyć… Jak nie wyjdzie jeden pomysł, to trzeba sprawdzić kolejny. Jak nie wypali dziesiąty, to może dwudziesty… I tak do skutku. Jeśli ma się na coś zajawkę, to trzeba to robić.

A Wy robicie to z powodzeniem.

M: Na ten rok mamy zakontraktowanych kilkadziesiąt występów.

D: Gdybyśmy byli tylko na YouTubie, ludzie nie chcieliby nas oglądać na scenie.

M: No i YouTube to nie tylko parodie. Nagrywamy też cykl „Wiadomości z przyszłości” – cięte, zahaczające nie tyle o politykę, od której chcemy trzymać się z dala, co o ważne sprawy społeczne, bieżące wydarzenia. Stworzyliśmy sceniczne postaci Kloca i Wentyla, często obecne w naszych programach.

D: Mamy też program sceniczny złożony tylko z naszych parodii piosenek…

M: I program złożony z naszych piosenek, bo trzeba wspomnieć, że tworzymy też muzykę…

I sami robicie do niej filmy. W Waszych teledyskach często pojawiają się świętokrzyskie plenery. Mocno identyfikujecie się z naszym regionem.

D: Jesteśmy stąd, to nasze miejsce i nie ma powodu, by nie być z tego dumnym. Pokazujemy to w teledyskach. I tak np. ujęcia z drona w „Drogim królu” to majstersztyk. Wiele osób pytało, gdzie to było kręcone.

M: Przy „Wrócisz tu, wrócisz” dostaliśmy wsparcie Urzędu Marszałkowskiego. I mogliśmy jeszcze piękniej pokazać większą część naszego regionu.

D: W Kielcach pracuje się inaczej niż w Warszawie czy Krakowie. To inny rynek, mniejsza publiczność. Gdy ma się pomysł na siebie, można to zrealizować w każdym miejscu. W Kielcach mamy naprawdę dobry klimat do pracy, wspaniałych współpracowników, rewelacyjną płaszczyznę do działania w Zameczku. Nie zamienimy tego na nic innego.

A czy nie marzycie o telewizji?

D: Byliśmy w TVP2, Polsacie… To świetna możliwość do zaistnienia wśród szerszej publiczności.

M: Natomiast YouTube pozwala docierać do innego odbiorcy, dużo młodszego.

D: Ale gdyby telewizja nas chciała, to nie odmówimy…

M: Wierzę, że przyjdzie nasz czas, że będziemy kiedyś tak dobrzy, że szklany ekran sam się o nas upomni… Tylko najpierw musimy zacząć wyrabiać się na zakrętach… Aktualnie mamy otwartych kilka nowych, świetnych projektów internetowych. Jeśli wypalą, zdeklasujemy „Wieśka tico”!

I tego Wam życzę!

Rozmawiała Daria Malicka, Zdjęcia: z archiwum zespołu

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close