Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


W hołdzie dla Olgi Tokarczuk krakowianie zasadzili 25 tysięcy dębów, wiązów i lip, tworząc Las Prawiek. Czy można sobie wyobrazić lepszy prezent dla znanej z ekologicznych przekonań laureatki literackiego Nobla? Owszem: Lasy Państwowe powinny zostawić w spokoju Puszczę Białowieską, Karpacką i inne cenne przyrodniczo tereny, a drogowcy – przydrożne aleje. Natomiast miasta, miasteczka i wsie dbać powinny o każde drzewo, zamiast składać je w ofierze deweloperom i drwalom.

Alejka
W pogodną wrześniową niedzielę mieszkańcy ulicy Kostki w Kielcach spotkali się na kolejnym śniadaniu na trawie. Najważniejszym punktem programu było zasadzenie klonu, który upamiętnia ich kilkuletnią – i na szczęście skuteczną – walkę o zachowanie alei drzew. Zaczęła się w 2010 roku, gdy dowiedzieli się, że drogowcy planują przeprowadzić remont ich spokojnej ulicy i to w sposób dla nich najłatwiejszy, czyli w pierwszym kroku wycinając rosnące wzdłuż jezdni klony. – Nie chcieliśmy do tego dopuścić, bo nasza alejka jest wyjątkowo urokliwym miejscem, a poza tym mamy świadomość tego, jak ważne są drzewa w przestrzeni – mówi zaangażowana w akcję ratowania drzew pani Barbara. Katarzyna Hodurek-Kiek dododaje, że przeraziła ją wizja wycięcia dorodnych klonów i posadzenia w ich miejsce kilkuletnich drzewek. – Odwiedziliśmy wszystkich mieszkańców i zebraliśmy podpisy pod pismem do Miejskiego Zarządu Dróg, że nie życzymy sobie zmiany – wspomina. To nie wystarczyło, by zmienić plany drogowców.

Sąsiedzi nie mieli żadnego doświadczenia w walce, po pomoc skierowali się m.in. do Stowarzyszenia Kieleckie Inwestycje, gdzie poradzono im, żeby powołali własną organizację, bo wtedy będą mieli większą moc w rozmowie z urzędnikami. Dlatego powstało Stowarzyszenie Mieszkańców Ulicy św. Stanisława Kostki, które interweniowało u prezydenta Kielc, a medialny rozgłos zdobyło dzięki przeprowadzonej w 2013 roku akcji otulania drzew. O pomoc obrońcy zieleni poprosili bowiem znaną z różnych akcji „bombardowania włóczką”, czyli dziergania w przestrzeni publicznej, artystkę Joannę Biskup-Brykczyńską. – To są piękne drzewa, które w żaden sposób nie zagrażają ludziom, tylko przeszkadzały drogowcom.

W mieście jest coraz mniej drzew i terenów zielonych, dlatego trzeba ratować to, co mamy – uważa artystka. Przeprowadziła warsztaty robienia szalików na drutach, było wspólne dzierganie plenerowe i w kawiarni oraz indywidualne w domach. W efekcie każdy klon otrzymał własny szalik, na pniach zawieszono też sentencje o drzewach. Działania mieszkańców sprawiły, że MZD musiał wycofać się z radykalnego projektu remontu i przygotował taki, który oszczędzał zieleń. Członkowie stowarzyszenia jednak nie spoczęli na laurach, przeciwnie – bacznie przyglądali się prowadzonym w latach 2015/2016 pracom. Merytoryczną wiedzę zdobyli m.in. na konferencji o ochronie drzew podczas inwestycji zorganizowanej przez Fundację EkoRozwoju. I interweniowali, gdy zauważyli nieprawidłowości, jak chociażby wycięte kawałki korzeni. – W naszym mieście nie ma ochrony drzew w czasie inwestycji – uważa pani Barbara.

Tylko raz drzewa zostały podlane, choć latem było bardzo sucho. Według 65 mieszkańców w efekcie remontu jedno drzewo uschło. Obrońcy alejki z niepokojem obserwują, czy działania drogowców nie zaszkodzą pozostałym. Trudno się im dziwić. Po remoncie placu przed Wojewódzkim Domem Kultury w Kielcach drzewa, o których zachowanie walczyli kielczanie, zaczęły usychać. Walka w obronie alejki miała dodatkowy efekt – powstała sąsiedzka wspólnota. Mieszkańcy odwiedzają się, hucznie świętują Europejski Dzień Sąsiada, stworzyli ogród społeczny, witają uroczyście nowych członków swojej wspólnoty. Historia alejki jest tak wyjątkowa, że pokazano ją nawet w „Teleexpressie”. Większość protestów przeciwko wycince drzew nie odnosi skutku.

Na ulicy Piekoszowskiej wycięto drzewa, żeby… zbudować ścieżkę rowerową, która – nota bene – nie powstała. Władze gminy Zagnańsk wsławiły się wycinką pięknej zabytkowej alei na ulicy – nomen omen – Spokojnej koło kamieniołomu Zachełmie, w którym odkryto najstarsze na świecie tropy zwierzęcia lądowego. Pod topór poszły ponad dwustuletnie (!) lipy i klony, bo– zdaniem urzędników – przeszkadzały w remoncie drogi o niewielkim ruchu. Nic nie dały protesty mieszkańców. Władza była nieugięta, kilkadziesiąt drzew wycięto w maju 2013 roku, w okresie lęgowym ptaków. A działo się to jeszcze w pięknych czasach przed wprowadzeniem „lex Szyszko”.

Hekatomba
Na początku 2017 roku w całej Polsce zawarczały pilarki. Weszły bowiem w życie przepisy przygotowane przez ówczesnego ministra (niszczenia) środowiska Jana Szyszkę, zgodnie z którymi nie było już wymagane pozwolenie na wycięcie drzew. Przepisy, przeciwko którym protestowali przyrodnicy i organizacje ekologiczne. Bezskutecznie. Dzięki zmianom w prawie właściciel ziemi mógł wyciąć drzewa, o ile nie było to związane z działalnością gospodarczą. Ale kto zabroni właścicielowi atrakcyjnej działki dogadać się z deweloperem, że ten kupi od niego grunt już po usunięciu kłopotliwych dębów czy jesionów? Ze sklepów zniknęły pilarki, a w firmach zajmujących się wycinką urywały się telefony. Ile drzew poległo? Nie wiadomo. Gminy nie otrzymywały przecież żadnych informacji. Według szacunków dr. hab. Zbigniewa Karaczuna, specjalisty od zarządzania w ochronie środowiska z SGGW w Warszawie, tylko w ciągu dwóch pierwszych miesięcy obowiązywania „lex Szyszko” polski krajobraz zubożał bezpowrotnie o około półtora miliona drzew. Naukowiec w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” podkreślił, że wyciętych drzew nie da się zastąpić z dnia na dzień nowymi sadzonkami. Zanim osiągną rozmiary swoich poprzedników, minie 70-80 lat.

Masowe wycinki spowodowały protesty społeczne oraz liczne publikacje w mediach, więc przepisy próbowano nieco poprawić. Teraz właściciel gruntu ma zgłosić zamiar wycinki do urzędu gminy, który może te plany oprotestować. Czy tak się dzieje? Pewnie w niewielu przypadkach, bo urzędnicy boją się odpowiedzialności. Prawo jest feralne, ale obecna władza ma ważniejsze sprawy niż ochrona przyrody, ochrona środowiska czy ochrona Polek i Polaków przed skutkami nadciągającej katastrofy klimatycznej.

Przyjaciele drzew
Po co nam drzewa? W mieście bez nich nie dałoby się żyć, bo produkują tlen, którego w aglomeracjach szczególnie dużo zużywamy; liśćmi absorbują zanieczyszczenia powietrza, chronią nas przed hałasem. I rzecz coraz ważniejsza z postępującym ociepleniem klimatu: im więcej drzew, im są większe, tym bardziej obniżają temperaturę, bo poprzez liście transpirują wodę, która parując, pochłania ciepło i ochładza otoczenie. Drzewa dają cień, a w przeciwieństwie do asfaltu nie nagrzewają się i nie oddają ciepła wieczorem. Rolnikom są potrzebne, żeby utrzymywać przyjazny mikroklimat, bo drzewa zatrzymują wiatr, zmniejszają erozję wietrzną gleby, a pompując wodę z ziemi, sprzyjają opadom. Aleje przydrożne są siedliskiem ptaków, ssaków, owadów i korytarzami ekologicznymi, które łączą lasy i parki. Dla wielu osób są ważnym elementem tradycyjnego krajobrazu. Badania pokazują, że pacjenci szpitali, którzy za oknem mają drzewo, szybciej wracają do zdrowia. Kontakt z przyrodą łagodzi u dzieci depresję czy ADHD. W tych częściach miast, gdzie rosną drzewa, jest mniejsza przestępczość, a ludzie są bogatsi. Wyliczono nawet, o ile więcej zarabiają.

Korzyści z kontaktu z naturą można wymieniać w nieskończoność… Jest natomiast grupa ludzi, których nie trzeba przekonywać o tym, że drzewa mają wartość dlatego, że bez nich nie przetrwamy. Jest grupa ludzi, którzy cenią drzewa za to, że są. – U nas w domu nie mówiło się, że za oknem rośnie drzewo, tylko wiąz, lipa, grab. Drzewa miały imiona, tak samo jak góry, strumienie, polany. Rodzice uczyli nas wrażliwości na piękno poprzez pokazywanie nam przyrody, spacery przy pełni księżyca… Największą sensacją było, że widać Tatry. Zanim poszłyśmy z siostrami do szkoły, byłyśmy codziennie w górach. Potem miałyśmy obowiązkowe spacerki: Zakrzówek, las łęgowy, pod Kopiec, jeździłyśmy na rowerach wzdłuż Rudawy – wspomina krakowska artystka i aktywistka ekologiczna Cecylia Malik. 10 lat temu rozpoczęła projekt „365 drzew” – przez rok każdego dnia wchodziła na inne drzewo. To spodobało się ekologom, którzy zaczęli ją angażować w akcje ratowania przyrody, m.in. krakowskiego Zakrzówka czy Puszczy Białowieskiej. Kiedy rozpoczęła się rzeź drzew spowodowana przez „lex Szyszko”, Cecylia Malik musiała zareagować, ale trudno walczyć z niemowlakiem przy piersi. Z niezgody i bezsilności zainicjowała wtedy akcję „Matki Polki na wyrębie”, w ramach której kobiety karmiły dzieci, siedząc na pniach ściętych drzew. Działanie artystki i jej naśladowczyń odbiło się szerokim echem nie tylko w Polsce. Zdjęcie ukazało się m.in. w „Guardianie”. Matki Polki zorganizowały społeczną zbiórkę i poleciały do Watykanu, aby papieża Franciszka, zwanego nieraz papieżem-ekologiem, zawiadomić, jak niszczona jest przyroda w Polsce.

Ręce w kieszeniach
A skoro jesteśmy przy papieżu z Ameryki Południowej… Kto posadził Puszczę Amazońską? Głupie pytanie. Ale okazuje się, że leśnicy niemieccy, tak samo jak polscy, przekonują społeczeństwo, że to oni tworzą lasy, które bez ich pomocy nie przetrwają. Mówił o tym podczas IV Forum Przyjaciół Drzew, które w październiku odbyło się we Wrocławiu, Peter Wohlleben, autor bestsellera „Sekretne życie drzew”. Jest dokładnie odwrotnie – to my nie przetrwamy bez lasów. Autor przełomowych książek cytował wyniki badań niemieckich naukowców, którzy przez kilkanaście lat porównywali temperaturę podczas upalnych dni w Berlinie i w kompleksie leśnym. W lesie była średnio o 15 stopni Celsjusza niższa niż w stolicy Niemiec. Ale – tu ważne zastrzeżenie – chodziło o prawdziwy las, w którym rosną drzewa wielu gatunków i w różnym wieku, dostosowane do siedliska, a nie o posadzoną w rządkach plantację. Na tej temperatura jest o 8 stopni wyższa niż w lesie. Upały, susze, huraganowe wiatry… W kilku miejscach w Polsce widziałam w tym roku puste koryta strumieni, w górach – uschnięte świerki. Naukowcy, także z PAN, prognozują, że za naszego życia znikną lasy, jakie znamy. W pierwszej kolejności zmiany klimatu zaszkodzą sośnie, która zajmuje ponad połowę powierzchni lasów w Polsce, i świerkowi. Oba te gatunki były z uporem maniaka sadzone przez leśników na monokulturowych plantacjach.Często mówi się o sadzeniu drzew jako remedium na zmiany klimatu. Wyliczono nawet, że ludzkość przetrwa, jeśli każdy człowiek zasadzi 150 drzew. I na pewno warto sadzić drzewa w każdym możliwym miejscu. Ale młode drzewko nie zastąpi dorodnych drzew, a plantacja – prawdziwego lasu. Dlatego w pierwszej kolejności musimy chronić to, co mamy: Puszczę Białowieską, Puszczę Karpacką, projektowany Turnicki Park Narodowy, lasy górskie, wodochronne, te, które otaczają aglomeracje. Chronić zadrzewienia przydrożne, nadrzeczne i śródpolne. Chronić każde drzewo. Tymczasem chociażby w Puszczy Karpackiej wycinki idą pełną parą, pilarki przy granicy Bieszczadzkiego Parku Narodowego słyszałam tego lata o 4 nad ranem, drogi leśne są od lat asfaltowane na potrzeby potężnego sprzętu, który wywozi drzewa, a rowy biegnące wzdłuż nich mają nawet dwa metry głębokości. To jest dbanie o lasy?

Wohlleben wspominał, że już jako ośmiolatek postanowił, że zostanie leśnikiem, bo wyobrażał sobie, że rolą leśnika jest ochrona lasów. Teraz porównuje leśników do rzeźników, bo jego koledzy po fachu tak troszczą się o drzewa, jak pracownicy ubojni o zwierzęta… To musi się zmienić. Na spotkaniach z czytelnikami i przyjaciółmi drzew niemiecki obrońca lasów kilkakrotnie powtarzał: –Najlepsze, co człowiek może zrobić dla przyrody, to… trzymać ręce w kieszeniach! To takie łatwe, pozwolić, by natura sama wróciła na swoje miejsce. „Puszcza nie jest ani moja, ani twoja…”. Niech się zapuszcza! •

tekst: Agnieszka Gołębiowska zdjęcia: Agnieszka Gołębiowska Michał Filarski

 

 

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close