Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Zdumiewająca jest rozbieżność między, jak się dzisiaj mówi, obowiązującą narracją na temat potrzeby wydłużenia aktywności zawodowej osób w wieku emerytalnym a rzeczywistością. Przypomnijmy, w Polsce kobiety na emeryturę przechodzą w wieku 60 lat, mężczyźni – 65. Rządzący zmienili ustawę emerytalną. Oszacowali, że społeczeństwo informację o krótszym czasie pracy przyjmie z wdzięcznością, okazaną w wyborach. Wnioski o emerytury posypały się lawinowo. W rządzie zapanowała nawet panika, objawiająca się na przykład pomysłem premiera, żeby aktywnych zawodowo, mimo osiągniętego wieku emerytalnego, nagradzać jednorazowymi wypłatami. Nic z tego nie wyszło, ale politycy nie przestają namawiać, aby z tego wspaniałego przywileju, jakim jest szybsza emerytura, raczej nie korzystać.

Zachęty te nie wpływają jednak na wyobraźnię przełożonych. Gorączkowo sporządzają listy pracowników, którzy osiągnęli lub wkrótce osiągną wiek emerytalny. Tak się dzieje w urzędach, podległych jednostkach, spółkach skarbu państwa. Na posady inspektora, laborantki, pracownika socjalnego, nie mówiąc o dyrektorach i koordynatorach czekają zastępy młodych lub tylko nowych ludzi. Hasło wcześniejszych emerytur i niepracowania do śmierci, choć politycznie zdało egzamin, w dłuższej perspektywie nie opłaca się nikomu. Nie pasuje do współczesnego świata, gospodarki, mody na siłownie i wieczną młodość. Ci, którzy przeszli na wcześniejszą emeryturę, bo mało zarabiali, nie widzieli perspektyw i rozumieli, że nie opłaca się pracować, gdy córka czy syn muszą płacić opiekunce do dziecka połowę pensji, pewnie się cieszą. Nie analizują, że ta kiepska emerytura mogłaby być większa, gdyby jeszcze trochę wytrzymali. Ale nie żałują. Przyzwyczaili się do biedowania. Teraz mogą biedować, nie pracując.

Zadowoloną z wcześniejszych emerytur grupą są pracownicy, których sytuacja zawodowa po wprowadzeniu ustawy nie zmieniła się ani na jotę. Dalej pracują jako przedsiębiorcy, lekarze, psycholodzy, informatycy. Wzięli tylko dzień wolny, załatwili formalności w ZUS, założyli subkonta dla emerytur. Ale jest jeszcze jedna grupa, o jakiej się nie mówi. To ludzie, którzy chcieli pracować. Nękanie wizją emerytury, a potem ją samą przyjęli jak siarczysty policzek. Odejście z pracy nie tylko odbiera im kilkaset złotych miesięcznie, ale zatrzymuje w pędzie, zagania do narożnika rozgoryczenia, wycofania i nudy. Często odziera z ambicji, ustawia w konfrontacyjnej postawie wobec młodych, dodając cegiełkę do utrzymania status quo społeczeństwa bynajmniej nieobywatelskiego. To do nich pracodawcy piszą, jak napisali do znajomej: „Biorąc pod uwagę, że Pani osiągnęła wiek emerytalny i biorąc pod uwagę potrzebę redukcji etatów, prosimy o zrozumienie i przejście na emeryturę. Pragniemy podkreślić, że Pani sytuacja materialna po przejściu na emeryturę będzie lepsza niż osoby młodej, która straciwszy pracę nie będzie dysponowała żadnymi środkami”. Znajoma skryła się pod opiekę związków zawodowych. Pisała pisma, zapewniając o swojej kondycji merytorycznej i zdrowotnej. Nic to nie dało. Szef wykazał się wielką siłą przekonywania i okazał się wybitnym ekonomistą redukującym koszty. Koleżanka ma 2330 zł emerytury, bierze antydepresanty i nauczyła się przeklinać. •

Marzena Sobala

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close