Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Nie lubi schematów i rutyny. Ubóstwia impresjonistów. Nie znosi tuzinkowości i szarości. Uwielbia podkreślać swoją osobowość. Nie boi się odrobiny szaleństwa, choć nie ucieka przed klasyką. Kobieta pełna sprzeczności? Tylko pozornie.

Bachus leniwie rozciąga się na rozgrzanej słońcem podłodze. Jest przyjazny i chętnie nadstawia się do głaskania. Nasza fotoreporterka Ania, która jest wielką admiratorką kocich piękności, nie może się oprzeć puszystemu futrzakowi i wykonuje mu serię zdjęć. Jego pani Barbara Żelazna daje nam jeszcze chwilę na zachwyty nad zwierzakiem. Za moment to ona całkowicie pochłonie naszą uwagę, a my będziemy słuchać opowieści o kobiecie, która tak pięknie realizuje swoją pasję. Kielczanka jest nie tylko utalentowaną plastyczką, tworzącą oryginalne kompozycje na tkaninach, wykonuje także  biżuterię, torebki czy witraże. Jej pasja to jej życie – i to zawodowe, i to prywatne, w zaciszu domowym. Jak mówi, chwile, które poświęca na twórczość, należą do najprzyjemniejszych i najbardziej godnych zapamiętania.

Kombinezony z „Seksmisjii” i wąsy ze „Strasznego dworu”

Dawno temu mała Basia z uporem szyła ubranka dla swoich lalek. Ale gdy poszła do szkoły i na zajęciach praktyczno-technicznych trzeba było zaliczyć szycie na maszynie, za własnoręcznie wykonany fartuch dostała zaledwie tróję. Dobrze, że nie zwątpiła wówczas w swoje krawieckie umiejętności. – Szyciem zainteresowałam się dzięki mojej cioci – wspomina Barbara Żelazna. – Spod jej igły wychodziły piękne kreacje, siedziałam całymi dniami w jej kufrach. Pamiętam, że gdy na ekrany kin weszła „Seksmisja” Juliusza Machulskiego – inspirowana ubraniami bohaterek – szyłam kombinezony. Najbardziej dumna byłam z kurtki w stylu Lami Reno.

Sztuki krawieckiej pani Barbara uczyła się sama, choć z pewnością pomogły jej artystyczne zdolności szlifowane w kieleckim Plastyku, w klasie o kierunku konserwacja rzeźby. To właśnie w tej szkole kształtowała swoją twórczą wrażliwość, wyrabiała w sobie poczucie artystycznej niezależności oraz kreatywności. Zdobytą w liceum wiedzę rychło wykorzystała w swojej pierwszej pracy – malarni w Teatrze im. Stefana Żeromskiego w Kielcach, gdzie powstawały scenografie do spektakli. Jednak prawdziwym wyzwaniem okazała się praca przy realizacji opery „Straszny dwór” w reżyserii Marii Fołtyn, przygotowywanej na inaugurację działalności Kieleckiego Centrum Kultury. – To był rok 1998. Wcześniej Andrzej Ruciński, dyrektor KCK ,wysłał mnie na praktyki do Teatru Wielkiego w Warszawie, gdzie uczyłam się sztuki charakteryzacji. Wprawdzie miałam za sobą epizod z prowadzeniem zakładu kosmetycznego, w którym zajmowałam się m.in. robieniem makijaży, ale charakteryzacja dla potrzeb sceny okazała się czymś zupełnie innym, bardziej wymagającym – mówi Barbara Żelazna. – Uczyłam się więc tej trudnej sztuki, zgłębiałam tajniki pielęgnowania wąsów i peruk, a gdy wróciłam do Kielc, dyrektor rzucił mnie na głęboką wodę, powierzając odpowiedzialność za charakteryzację wszystkich artystów występujących w „Strasznym dworze”. To były wspaniałe czasy, bardzo dużo się uczyłam, zdobywałam doświadczenie, które potem wykorzystałam przy kolejnych spektaklach, m.in. „Jasiu i Małgosi” czy „Ani z Zielonego Wzgórza”.

Wkrótce pojawiło się też nowe wyzwanie. W kieleckim domu kultury Zameczek powstawała pracownia plastyczna i pani Barbara zaangażowała się w jej utworzenie. – Czasami sama się dziwię, że minęło już 21 lat od chwili utworzenia pracowni. Prowadzenie warsztatów plastycznych daje mi ogromną radość, tym bardziej, że przedział wiekowy ich uczestników jest rozległy – od 6 do 106 lat – śmieje się artystka. – A co najważniejsze, wciąż nie brakuje chętnych do zgłębiania tajników sztuki i doskonalenia swojego warsztatu. Ogromną satysfakcję daje mi również prowadzenie w Zameczku galerii, w której organizowane są wystawy artystów nieprofesjonalnych.

Sukienka to stan umysłu

Na czarnej tkaninie „przysiadły” kolorowe kwiaty. Głęboki błękit ociera się o rozbrykane żółte liście, które zdają się rozpychać na materiale. Subtelny róż przechodzi w fiolet i zahacza o zielone łodygi roślin. Czasami ta rozbuchana wiosenna łąka zatrzymuje się na wysokości talii, niekiedy jest tak niesforna, że wędruje w górę, aż pod sam dekolt. Patrzący na tę barwną kompozycję mam wrażenie, że za chwilę kwiaty wystrzelą w górę, za nic mając powierzchnię tkaniny. Te spontaniczne kompozycje najlepiej oddają ducha twórczości pani Barbary. Często projektuje suknie w kolorze czarnym, bo właśnie ta barwa stanowi doskonałe tło dla jej artystycznych wizji. – Wszystko rodzi się w mojej głowie, nie przygotowuję wcześniej projektów sukni, one tworzą się w trakcie pracy – zdradza artystka. Używa specjalnych farb do malowania tkanin – akrylowych fevicryli, które znakomicie rozprowadzają się na materiałach. A te wybiera zawsze naturalne – jedwabie, wełny, lny. Gdy dzieło jest już skończone, wystarczy utrwalić wzór przejeżdżając żelazkiem z lewej strony materiału. Ale Barbara Żelazna nie tylko maluje swoje suknie, ozdabia je również aplikacjami z barwnej czesanki. Ta praca wymaga niezwykłej cierpliwości i precyzji. Z włókien układa się wzór ma materiale, a później podkłada pod niego gąbkę i wkłuwa go igłą, tak by zaczepił się z lewej strony w strukturę tkaniny. – Kolejny etap to przygotowanie tzw. mydlanki, czyli wody z mydłem, którą pokrywa się wypleciony wzór. Na koniec wystarczy przeciągnąć żelazkiem i gotowe. Dzięki takim zabiegom aplikacja jest dobrze przyczepiona – Barbara Żelazna zdradza tajniki swojego warsztatu.

Nad jedną suknią projektantka pracuje około trzech tygodni, tu nie ma co się spieszyć, bo końcowy efekt w dużej mierze zależy od dokładności i uważnego wkłuwania czesanki w materiał. I choć praca ta może wydać się monotonna, to nasza bohaterka uwielbia te długie godziny spędzone w samotności i absolutnym skupieniu. Swoimi barwnymi aplikacjami ozdabia także jeansy, koszule, płaszcze. To jej znak rozpoznawczy, wyraz jej osobowości.

– Moje sukienki to stan umysłu – śmieje się pani Barbara. – One w pełni oddają mój charakter, z jednej strony są eleganckie, a z drugiej nieco szalone. Czasami wykończone i noszone już wielokrotnie kreacje zmieniam, dodaję aplikacje, domalowuję nowe wzory, bo one przechodzą takie metamorfozy jak ja sama.

Projektantka przyznaje, że gdy zakłada jedną ze swoich sukni, to dobiera ją do swojego nastroju. – Każda z nich wiąże się z jakimś etapem mojego życia – wyznaje. – Gdy zebrały się nade mną czarne chmury, to rzuciłam się w wir pracy, to był najbardziej płodny okres mojej twórczości. Im było trudniej, tym więcej pracowałam, jakby na przekór, jakby na złość okrutnemu losowi. Praca nad projektowaniem sukni to taki mój system obronny, moja wewnętrzna broń. Zakładam barwną kreację, która komunikuje wszystkim wokół – jestem w dobrej formie, a będę w jeszcze lepszej. Jestem zodiakalnym Baranem, nie lubię się poddawać.

Zagrać kolorem

Projektantka szuka inspiracji w otoczeniu, obserwuje przyrodę, stąd tak wiele w jej pracach motywów roślinnych. Wielkim natchnieniem są dla niej słynne kwiatowe motywy z kolekcji Christiana Diora, który przez całe swoje dorosłe życie z nostalgią wspominał rodzinny ogród wzniesiony przez jego matkę na klifach wybrzeża Normandii. Gdy został wielkim kreatorem mody nie zapomniał zapachu kwiatów z dzieciństwa i włączył je do swoich kolekcji, tworząc styl zdefiniowany właśnie przez eteryczne rośliny. Ale największym idolem pani Barbary jest Elie Saab – libański projektant mody, który ubiera największe gwiazdy kina oraz koronowane głowy. Jego znak rozpoznawczy to bogato zdobione, wytworne suknie. Zamożne klientki kupują kreacje wysadzane diamentami i szmaragdami, których cena przyprawić może o zawrót głowy. – Uwielbiam oglądać pokazy projektów Elie Saaba, są naprawdę imponujące – mówi pani Barbara.

Jej miłością są również impresjoniści, którzy tak jak nikt inny potrafili subtelnym kolorem i grą światłocienia uchwycić ulotną chwilę.

Barbara Żelazna projektuje również biżuterię. Uwielbia technikę sutaszową, czyli rodzaj ręcznego haftu z pasków z wiskozy, zwanych sutaszami oraz kolorowych kamieni, perełek czy kryształków. – Taki zestaw biżuterii zaprojektowałam mojej córce na jej ślub. Mam do tej kolekcji niezwykły sentyment – artystka  z dumą prezentuje stylową galanterię. Z zaciekawieniem oglądamy oryginalne kolie, bransoletki czy grzebienie do włosów. Cieszą swoją barokową formą, a na pierwszy rzut oka wyglądają jak wykonane z metalu. Dopiero po bliższym przyjrzeniu się widzimy, że to misterna konstrukcja z plecionych nici. Tworzenie ozdób z sutaszu wymaga niemałej precyzji, zdolności manualnych oraz wysublimowanego zmysłu estetycznego. – Sutasz to zdecydowanie zajęcie dla spokojnych ludzi – śmieje się artystka. – Nad jednym projektem trzeba spędzić kilka dni, ale efekt jest naprawdę imponujący i daje ogromną radość.

Wiele ze swoich prac projektantka rozdaje przyjaciołom, przekazuje je także na aukcje charytatywne. Cieszy się, gdy kobiety noszą jej biżuterię, choć wie, że to ozdoby dla pań odważnych, lubiących wyróżniać się z tłumu. Podobnie jest z jej sukniami – one przyciągają wzrok, intrygują, potrzeba odwagi, by nałożyć taką kreację.

– Nie lubię tuzinkowości, wokół nas jest tyle szarości i nijakości – tłumaczy Barbara Żelazna. – A każda z nas powinna czuć się wyjątkowo i tę wyjątkowość podkreślać ubiorem. Nie tylko z okazji wielkiego wyjścia, ale również na co dzień. Nie chowajmy się!

Wiele z zaprojektowanych przez siebie kreacji artystka sprzedała, ale są i takie, z którymi nie może się rozstać, bo wiążą się z ważnymi momentami jej życia czy ukochanymi osobami.

Z wyobraźni do rzeczywistości

Tworzenie napędza codzienne życie Barbary Żelaznej, a gdy w jej głowie rodzi się jakiś pomysł, to otrzymuje ogromną dawkę adrenaliny. Artystka szuka wciąż nowych obszarów twórczej ekspresji – wykonuje piękne witraże, torebki, maluje obrazy. Teraz myśli o małych formach meblarskich stworzonych z drewna, metalu i szkła.  – Mam trochę starych okien z rozbiórki, które koleżanka przywiozła ze Śląska. Zostały już wyczyszczone, a w mojej głowie rodzi się pomysł na to, jak je wykorzystać. Planuję zaprojektować podświetlane parawany – zdradza pani Barbara.

Więc znów będzie tak, że po dniu pracy, gdy wróci do domu, zamknie drzwi i w absolutnym skupieniu odda się kolejnej swojej pasji. Cóż jest bowiem przyjemniejszego od przenoszenia z wyobraźni do rzeczywistości pięknych i oryginalnych rzeczy…

Tekst Agata Niebudek-Śmiech, zdjęcia Anna Benicewicz-Miazga

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close