Zabezpieczenie antyspamowe *


Zabezpieczenie antyspamowe *


Być może uwiecznił któryś z kieleckich zabytków, fragment codziennego życia kielczan pierwszej połowy XIX stulecia lub widok swego domu przy Wzgórzu Zamkowym. Tego się już nie dowiemy, prace się nie zachowały. Najważniejsze, że ów obrazek był pierwszą fotografią powstałą na ziemiach polskich. Stało się to w Kielcach, gdzieś na przełomie czerwca i lipca 1839 roku, a sprawcą wiekopomnego czynu był inżynier Maksymilian Strasz.

Maksymilian Strasz na okolicznościowym znaczku Poczty Polskiej.

Kielce ojczyzną polskiej fotografii

Maksymilian Strasz, nazwany przez potomnych ojcem polskiej fotografii, w 1837 roku objął stanowisko inżyniera guberni krakowskiej i zamieszkał w Kielcach. Poza pracą zawodową zainteresował się m.in. malarstwem oraz fotografią, która stała się z czasem jego życiową pasją. To właśnie w Kielcach zaczął fotografować i o fotografii pisać. Zapoznał się z metodą wykonywania papierowych negatywów metodą Talbota (zapewne stało się to jeszcze w czasie pobytu w Londynie w 1830 r.), publikował fachowe artykuły m.in. na temat „przenoszenia na papier przedmiotów za pomocą kamery obscury przez wpływ samego światła”, a po latach wydał pierwszy polski podręcznik fotografowania. Kilkuletni kielecki epizod w życiu Maksymiliana Strasza był wielce znaczący dla grodu nad Silnicą, gdyż dzięki temu możemy nazwać Kielce ojczyzną polskiej fotografii.

O swych dokonaniach inżynier Strasz napisał do „Wiadomości Handlowych i Przemysłowych”, w których 13 lipca 1839 r. ukazał się jego pionierski artykuł. Aby zebrać kamerą obskurą przedmioty za pomocą wpływu światła, bierze się na ten cel cienki papier listowy, równy i ścisły, ten macza się w wodzie, w której jest rozpuszczoną sól morska w małej ilości; po wyschnięciu wyciera się tak, aby sól na powierzchni równo była rozprowadzoną. Następnie macza się tenże papier z jednej tylko strony w wodzie nasyconej saletranem srebra, którego dobiera 1/6 lub 1/7 część na wagę do wody. Po wysuszeniu papieru przy ogniu, należy go strzec od wpływu słonecznego światła, aby nie sczerniał. Potem można go użyć do kamery obskury, za pomocą której bliższe przedmioty, jako to statuy, budowle, a mianowicie rośliny mocno oświecone, przenoszą się w przeciągu godziny czasu z zupełną dokładnością i czystością konturów – pisał kielecki pasjonat fotografii, dodając, że po wyjęciu tegoż papieru z urządzenia trzeba natychmiast dla utrwalenia wyobrażenia przedmiotów na nim wyrażonych, umaczać go w wodzie nasyconej mocno solą zwyczajną kuchenną lub w małej bardzo ilości jodkiem potasu, w pierwszym razie kolor obrazu będzie fioletowy, w drugim żółtawy.

Strona tytułowa podręcznika fotografii M. Strasza z 1857 r.

Fascynacja dagerotypem

„Papierowa” metoda Talbota nie była jednakże tym, czego Maksymilian Strasz tak naprawdę oczekiwał. Fascynował się odkryciami Josepha Niépce’a oraz Louisa Daguerre’a (od nazwiska tego ostatniego pochodzi nazwa „dagerotyp”, określająca obraz uzyskiwany na metalowej płytce). Nasz inżynier zawiadamiał bowiem: Przekonawszy się na własnem doświadczeniu, z jaką dokładnością przedmioty sposobem dopiero opisanym mają być na papier przenoszone, komunikuję lubownikom sztuk pięknych ten pana Talbota Anglika wynalazek, który zasługuje jeszcze na dalsze badania dopóki odkrycie pana Daguerre’a ogłoszonem nie zostanie. Strasz nie zadowolił się próbami fotografii sposobem Talbota, lecz z wielką niecierpliwością oczekiwał na ogłoszenie dokładnego opisu sposobu Daguerra – co podkreślił Aleksander Maciesza w pierwszym solidnym artykule poświęconym postaci kieleckiego inżyniera gubernialnego, opublikowanym w 1938 r. na łamach „Fotografa Polskiego”.

O dagerotypie Strasz zaczął pisać do „Wiadomości Handlowych i Przemysłowych” jeszcze w październiku 1839 roku. W artykule „Opis szczegółowy sposobu wyrabiania daguerrotypów” wyjaśniał: Wykonanie daguerrotypu obejmuje pięć oddzielnych czynności, to jest: 1) Przysposobienie platy; 2) Nadanie jej powłoki z jodu; 3) Umieszczenie w kamerze ciemnej; 4) Wystawienie na parę merkuryalną; 5) Na koniec zmycie powłoki jodowej”.

O ważnym elemencie swego wynalazku, czyli metalowej płycie („placie”) tak z kolei pisał Louis Daguerre, pionier utrwalania „obrazów ciemnicy optycznej”, w swej książce z 1840 roku: Obrazy powstają na płycie miedzianej srebrem polerowanej. Lubo miedź właściwie służy za podścielisko cienkiej pokrywie srebra, połączenie to jednak dwóch metali szczególniej przykłada się do zupełnego skutku. Srebro powinno być ile możności jak najlepsze. Płyta zaś takiej grubości, aby powierzchnia pokrywy srebrnej tworzyła doskonałą płaszczyznę, gdyż inaczej obrazy wydałyby się przekręcone i niezgrabne.

Sztuka alchemii

Na początku poważnym problemem pozostawał długi czas naświetlania, który wymagał godzin. Wykluczało to oczywiście możliwość fotografowania poruszających się obiektów. Radzono sobie z tym stopniowo, ale nawet, gdy udało się już zejść do kilkunastu sekund, przyznać trzeba, że wymagało to nieco cierpliwości od pozujących artyście modeli. Technika fotografowania z czasem okrzepła, ale i tak robienie zdjęć nadal wymagało niemałych umiejętności. Wyruszając w XIX stuleciu w fotograficzny plener nie wystarczyło szybkie spakowanie sprzętu, najlepiej do jednej torby. Teodor Szajnok radził w „Przewodniku fotograficznym dla fotografów zawodowych i miłośników” z 1893 roku: Przed udaniem się na miejsce zdjęcia, należy kasetki zaopatrzyć w czułe płyty preparowane, wziąć ze sobą ciemnię z obiektywem i statywem, a jeżeli aparat ma matowe szkło, także ciemne sukno, potrzebne do osłonięcia aparatu, na ostatek lupę, aby w danym razie ułatwić sobie ostre ustawienie obrazu na szkle matowem. Do końcowego efektu potrzebne były oczywiście odpowiednie chemikalia, a czynności wykonywane w fotograficznym procesie mogły nieco przypominać zajęcia dawnych alchemików.

Inżynier z fotograficzną pasją

Wracając do postaci inżyniera Maksymiliana Strasza, człowieka o różnorodnych zainteresowaniach, nie możemy pominąć jego osiągnięć w pozafotograficznych dziedzinach. Urodził się w 1804 r. w Ojrzanowie na Mazowszu – jak podaje „Świętokrzyski słownik biograficzny”. Ukończył warszawski Instytut Inżynierii Cywilnej, otrzymał patent geometry, a następnie tytuł inżyniera. Pracował w Dyrekcji Dróg i Mostów, odbył praktyczne studia zagraniczne w Niemczech, Holandii i Wielkiej Brytanii. Gdy wrócił do kraju, trwało już powstanie listopadowe. Otrzymał wówczas stanowisko konduktora w kwatermistrzostwie Wojska Polskiego. Pracował później przy budowie Kanału Augustowskiego, po czym został mianowany inżynierem województwa augustowskiego.

Jak wspomnieliśmy, Maksymilian Strasz w sierpniu 1837 r. zamieszkał w Kielcach, gdy otrzymał stanowisko inżyniera guberni krakowskiej. Jako specjalista kierował pracami nad utrzymaniem dróg, zajmował się dozorem nad urządzeniami wodnymi, mostami, groblami. Udzielał się także jako architekt, choć dwa jego projekty: nowej siedziby dla Rządu Gubernialnego Krakowskiego oraz Dyrekcji Szczegółowej TKZ nie zostały zrealizowane. Zajmował się nadzorowaniem prac przy budowie kieleckiego szpitala św. Aleksandra, porządkowaniem stawu parkowego i jego otoczenia oraz urządzaniem parku miejskiego. Projektował też elementy małej architektury np. wykonaną w zakładach białogońskich „pompę podwójną w Rynku”.

Dom Maksymiliana Strasza przy ul. Dużej w Kielcach.

W centrum miasta zbudował dla siebie okazały piętrowy dom, przypuszczalnie według własnego projektu. Znany jest także, jako autor map okręgów górniczych Królestwa Polskiego, pomocnych przy planowaniu i rozwijaniu krajowej gospodarki. Z Kielc wyjechał w 1844 roku do Warszawy, gdzie pracował w Wydziale Górnictwa Komisji Rządowej Przychodów i Skarbu. Życiową pasją inżyniera Strasza pozostała jednak fotografia…

Pstrykamy co podleci

Dziś fotografowanie to rzecz powszechna. Żyjemy w epoce cyfrowego utrwalania obrazu, pstrykamy dużo, czym się da. Niezapomniany Ludwik Jerzy Kern już ponad 40 lat temu napisał dla „Przekroju”: „Czy Kraków, czy Warszawa, / Czy Biecz, czy Wołomin, / Pstrykamy co podleci: / Skwerek, drzewko, komin, chmurkę  / Pociąg z daleka, / Nowych bloków bryłę / Lub kotka, co wciąż, bydlę, ustawia się tyłem…”.

Tekst: Jacek Korczyński

 

Ta strona używa cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close